poniedziałek, 31 października 2016

81. Jestem nieszczęśliwa.

Hej ludki :D 
Nie wiem, czy jeszcze ktoś tu jest i tak, wiem, że jestem troszkę bezczelna. Rok temu napisałam, że wracam, napisałam dwa rozdziały (albo i jeden lol) i zniknęłam. Znowu. 
Ale ostatnio coś mnie wzięło... Tym razem nic nie obiecuję, nie mówię, że będzie następny rozdział, nie mówię, że się postaram, bo mimo że bardzo bym chciała, to przy studiach, pracy i chęci jakiegokolwiek życia towarzyskiego, może mi braknąć godzin w dobie na bloga.  
Z resztą zaczęłam się zastanawiać... Czy jeśli cały czas ciągnie mnie do pisania, wracam do tego od czasu do czasu, to może to coś oznacza? 
Produkuję się tu, a nawet nie wiem, czy ktoś to przeczyta :P
Tak, czy inaczej ENJOY 
 http://67.media.tumblr.com/7e807bec3f48ad05a3b3da3d3e554980/tumblr_nypl0wbAXV1t2s3tho2_250.gif
(Moja ostatnia miłość po euro 2016, Antoine Griezmann <3)

***
Zanim zorientowałam się, Nathan rzucił się w łapami na tego typa Chucka i uderzył go w twarz. Szybko doskoczyli do niego Max i Jay i odciągnęli go, zanim tamten zdążył mu oddać. Kev wyprowadził naszego, teraz już nieproszonego, gościa, a wszyscy wokół stali i gapili się na mnie i Natha.
- Dobra ludzie, nic się nie dzieje, bawimy się dalej! - Tom podgłośnił muzykę próbując uratować sytuację.
Wzięłam Nathana za rękę i pociągnęłam za sobą do kuchni. Stanęłam przed nim, otworzyłam usta i przez chwilę nie wydobył się z nich żaden dźwięk, w takim byłam szoku.
- Co to było? - spytałam w końcu, wskazując ręką w kierunku salonu.
- Złapał cię za tyłek, co miałem zrobić?
- Ummm... Zignorować? Zacisnąć pięść, ale jednocześnie wziąć się w garść i nie robić afery? - chociaż produkcja pewnie pokocha go za tę akcję.
- Ummm... - przedrzeźniał mnie, ale puściłam to mimo uszu. - Nie.... Nie sądzę - założył ręce.
W tym momencie zauważyłam, że w drugim wejściu do kuchni ukradkiem stoi kamerzysta.
- Serio? Nawet teraz? - westchnęłam ze zrezygnowaniem. - Albo dostajemy pięć minut na osobności, albo ściągnę mikrofon, wrzucę go do basenu i sama dam sobie pięć minut spokoju.
Kamerzysta chwilę się zawahał, ale ostatecznie wyszedł.
- Słuchaj - powiedział ostro Nath, zanim zdążyłam zastanowić się, na czym skończyliśmy. - Typ łypał na ciebie oczami, odkąd tylko wszedł, przystawiał się na dole, wszedł za tobą na górę, masz w ogóle pojęcie, co mogłoby się stać, gdybyś nie sięgnęła tego alarmu? - spytał.
- Tak... - powiedziałam cicho, bo jego ostry ton nieco mnie przytłoczył.
- Jules - złagodniał i delikatnie pogłaskał mnie po ramionach. - Wiem, że nie jesteś przyzwyczajona do takich akcji, bo, bądźmy szczerzy, nie jestem jakimś samcem alfa rzucającym się z pięściami, na każdego, kto chociażby spojrzy na jego dziewczynę, a co, jest na co patrzeć, ale to była przesada.
- Wiem, masz rację - westchnęłam. - W zasadzie, to chyba trochę mnie kręci, kiedy stajesz w obronie mojego honoru, chyba bardziej chodzi o to wszystko wokół.
-Wiem, wiem... Jeszcze tylko chwila - pocałował mnie w czoło.
W tym momencie zrozumiałam, jak bardzo nie chcę tutaj być.
- Mam dosyć kamer, intryg, słońca, bo cera zaczęła mi się zapychać os kremów z filtrem, kłótni, Scootera, generalnie... wszystkiego - wyrzuciłam z siebie.
- Hej, hej - Nathan złapał mnie delikatnie za brodę, żeby móc spojrzeć mi w oczy. - Wynagrodzę Ci to, jasne? Obiecuję.
- Tu jesteście - do kuchni weszły Kelsey i Nareesha. - Jak się czujesz, słońce?
- Dobrze, tylko musi to ze mnie zejść - uśmiechnęłam się. - Ale za to jaki jest dobry materiał do odcinka.
- Przestań, montaż nie jest najważniejszy, nie jest nawet w pierwszej piętnastce ważnych rzeczy - powiedziała Nareesha.
- Nic mi nie jest, tylko to chwilowe zamieszanie bardzo mnie zmęczyło, chyba pójdę już spać - stwierdziłam.
- Zaraz do ciebie przyjdę - powiedział Nath.
Uściskałam dziewczyny i poszłam na górę. Nie miałam sił na prysznic, więc wieczorną toaletę nograniczyłam do zmycia makijażu i umycia zębów. Wróciłam do sypialni i zauważyłam laptop Nathana, na którym zobaczyłam tę przeklętą stronę z pierścionkami zaręczynowymi.
- Nie panikuj, nie panikuj, nie będzie się oświadczał - mruknęłam pod nosem.
Przebrałam się w piżamę, ciuchy rzuciłam na krzesło i wskoczyłam pod kołdrę. Po chwili do pokoju wszedł Nathan, ściągnął koszulkę i spodnie i położył się obok mnie. Ułożyliśmy się wygodnie i pocałował mnie we włosy. Dotyk jego skóry działał na mnie, bardzo uspokajająco, jak mój własny xanax. Ale chociaż robiłam się coraz spokojniejsza i powoli, powoli dochodził do mnie sen, coś ciągle nie dawało mi spokoju. Fakt, praktycznie mieszkamy razem (co nie zmieniało faktu, że po powrocie do Anglii nie będziemy), prawie mieliśmy razem dziecko, ale to złe wspomnienie i nie dopuszczam go do siebie, zaliczyliśmy czuwania przy szpitalnych łóżkach, ale... to za szybko, stanowczo za szybko.
- Nath? - spytałam cicho. Najpierw chciałam się upewnić, czy nie śpi, żeby nie rzucać mojej słownej bomby na darmo.
- Hmm? - mruknął.
Wtedy naszło mnie, że jeśli planuje się oświadczyć, to i tak się nie przyzna. Do tego mogę go odstraszyć i mógłby pomyśleć, że w ogóle nie chcę brać ślubu. Ale dobra, raz kozie śmierć.
- Czy ty planujesz się oświadczyć? - spytałam szybko.
Przez dłuższą chwilę nic nie odpowiedział, ale poczułam, że wstrzymał oddech, więc podniosłam się, żeby na niego spojrzeć.
- Bardzo prawdopodobne, że kiedyś tak - powiedział przyglądają mi się uważnie. - Przeszkadza ci to? Albo spodziewasz się pierścionka od kogoś innego?
- Ale nie w bardzo, bardzo bliskiej przyszłości?
- Jules, co się dzieje? - Nathan też podniósł się do siadu.
- Na imprezie poszłam na górę, bo zadzwonili do mnie z pracy, że pilnie muszę im coś poprawić, więc użyłam twojego komputera, bo był otwarty i zobaczyłam na nim otwartą stronę z pierścionkami - wyrzuciłam z siebie szybko.
- Tak, oglądałem pierścionki, to prawda - zaczął. O rany, chciał się oświadczyć, ale go odstraszyłam i zniechęciłam i zerwie ze mną zaraz po zakończeniu nagrań, zaczęłam panikować w głowie. - Robiłem to, rany, jak komuś to rozgadasz, to cię zamorduję, robiłem to z Tomem, bo szuka pierścionka dla Kelsey.
Otworzyłam usta, ale żadne słowo nie potrafiło z nich wyjść. Jestem idiotką, to oficjalne.
- Jestem taka głupia - rzuciłam się twarzą w poduszki.
- Nie, jesteś rozkoszna - zaśmiał się.
- Nie, głupia - nie zamierzałam ustąpić. - Okej, nie było tematu - odwróciłam się na plecy.
- Co rozumiesz przez bardzo, bardzo bliską przyszłość? - spytał po chwili Nathan. - Masz na myśli tydzień, miesiąc, rok?
- Nathan... - przeciągnęłam podejrzliwie.
- No wiesz, chcę wiedzieć, czy jeśli wyskoczyłbym z pierścionkiem w Wigilię, albo Nowy Rok, albo za rok, to nie krzykniesz "Co?! Rozmawialiśmy o tym! Powiedziałeś, że nie zamierzasz się oświadczać w najbliższej przyszłości!" - udawanie mnie bardzo dobrze mu wychodziło.
- Nathan... - ponownie przeciągnęłam i usiadłam na łóżku.
- Żartuję - zaśmiał się i położył mnie obok siebie. - Nie zamierzam się żenić przed trzydziestką.
- Nathan - warknęłam.
- Serio, teraz już skończyłem - pocałował mnie w głowę. - Śpij słodko.
- Dobranoc - mruknęłam. - To było nieśmieszne, tak w ogóle.

Mimo zmęczenia i senności jeszcze długo nie mogłam zasnąć. A bezsenne godziny uzmysłowiły mi, jak bardzo nieszczęśliwa jestem. Nie chodziło mi o bycie z Nathem. To akurat jedyna rzecz, która aktualnie mnie uszczęśliwiała. Unieszczęśliwiało mnie Los Angeles, wielki dom, mieszkanie z całym zespołem, Scooter, kamery, program, fakt, że spędzę Wielkanoc z bandą Anglików, którzy na śniadanie zachcą pewnie jajecznicy, fasolki i parówek. Unieszczęśliwiał mnie fakt, że nie po powrocie z Ameryki, tak naprawdę nie będę miała dokąd wracać, bo nawet nie mam domu. Muszę szukać mieszkania, czyli pewnie znowu będę rozbijać się u Nathana, wiem, że chociaż rodzice nic nie mówią to nie do końca pasuje im moja sytuacja życiowa. I znowu, nie chodzi o Natha, bo jego akurat uwielbiają. Mam porządną pracę, też ładnie. Nie podoba im się, że mieszkam z ludźmi, których tak naprawdę nie znam, że nie mam własnego kąta, że układam sobie życie z dala od Polski. Unieszczęśliwiał mnie fakt, że minusy powoli zaczynają przeważać nad plusami...

Rano obudziłam się późno, Nathana nie było już w pokoju. Długo nie mogłam podnieść się z łóżka. Zmusiłam się do tego po godzinie przewracania się z boku na bok. Wzięłam prysznic, pomalowałam się i zeszłam na dół.
- Gdzie wszyscy? - spytałam Kelsey oglądającą telewizję.
- O, dzień dobry, kochanie, wstałaś w końcu - uśmiechnęła się na mój widok. - Mają nagranie, Nareesha pojechała z nimi.
- Dawno pojechali, mówili, kiedy wrócą? - usiadłam obok niej.
- Koło piętnastej powinni być.
- Kels? - zagadnęłam. - Podoba ci się nasza aktualna sytuacja?
- Co masz na myśli? - spojrzała na mnie uważnie.
- To... wszystko - pokazałam naokoło nas.
- Aaa to... Bywało lepiej, ale wiesz, przynajmniej jesteśmy w tym wszyscy razem, mam Toma. Poza tym zostało niewiele ponad miesiąc, damy radę.
- Tak, pewnie masz rację - westchnęłam bez przekonania.


Mój dół utrzymywał się przez kolejne dwa dni, aż Nathan w końcu nie wytrzymał. Od początku widział, że coś jest nie tak, ale nie naciskał i czekał aż sama będę gotowa, żeby porozmawiać, albo aż mi przejdzie. Pojechaliśmy we dwójkę zjeść obiad na mieście i wtedy wiedziałam, że coś się szykuje.
- Dobra, co się dzieje? - spytał, kiedy złożyliśmy zamówienie.
- Nie wiem, jak to powiedzieć, żeby...
- Jules, po tych wszystkich rzeczach, które się zdarzyły, chyba możesz powiedzieć, o co chodzi.
- ... żeby nie urazić twoich uczuć - dokończyłam lekko wkurzona tym, że mi przerwał.
- Jak właśnie powiedziałem, możesz to po prostu z siebie wyrzucić.
Wzięłam głęboki oddech,w tym czasie kelnerka postawiła napoje na stoliku, kiedy odeszła wyrzuciłam z siebie:
- Jestem nieszczęśliwa.
Patrzyłam na twarz Nathana próbując odczytać jakąś reakcję.
- Czy to... - zaczął mówić próbując zebrać myśli. - Czy to dlatego chodzisz ostatnio taka nieobecna? Dlatego dopytywałaś o ten pierścionek? Chodzi o to, że już nie chcesz ze mną być? - powiedział cicho.
- Nie, Jezu, skąd - zareagowałam trochę zbyt głośno i złapałam jego dłoń.
- To o co chodzi?
- Chcę z tobą być, tego jestem pewna na sto procent i ty też o tym wiesz. Chcę z tobą być, ale... nie tutaj... Jeśli to ma sens...
- Chcesz zmienić lokal?
Wywróciłam oczami, bo nie mogłam inaczej zareagować.
- Nie, raczej chcę zmienić miasto. Kraj. Kontynent.
- Chodzi o ten przeklęty program?
Pokiwałam głową bez słowa.
- Jules, chcę ci pomóc. Najbardziej na świecie chcę, żebyś była szczęśliwa, ale musisz mi powiedzieć, jak mam to zrobić.
- Mam pewien pomysł, ale nie wiem, czy jest możliwy.
- Powiedz, zobaczę, co da się zrobić - uśmiechnął się lekko.
- O rany, nie będziesz szczęśliwy - zaśmiałam się nerwowo. - Chciałabym wrócić do... No właśnie, gdzie... - znowu się zaśmiałam. - W każdym razie, nie chcę być w Los Angeles. Chcę wrócić do Londynu. Albo pojechać do Polski, nie wiem, gdziekolwiek.
Przypatrywał mi się bez słowa dłuższą chwilę.
- Więc... Dla podsumowania, to nie ma nic wspólnego ze mną, masz po prostu dosyć Los Angeles i tego wszystkiego, co się tutaj dzieje i chcesz stąd wyjechać, tak?
Pokiwałam bez słowa głową i czułam, że zbiera mi się na płacz.
- Ej, no weź - Nathan wstał z krzesła i kucnął obok mnie. - Pogadam z kim trzeba, podzwonię i zobaczę, co się da zrobić, dobra?
- Dobra - uśmiechnęłam się lekko i przytuliłam do Natha. - Kocham cię - wyszeptałam.
- Ja ciebie też.

Nie wiedziałam, kiedy i czy w ogóle będę mogła wyjechać z LA, nie wiedziałam, gdzie pojadę, ale wiedziałam, że chociaż będzie ciężko, może nawet tak ciężko jak w tym momencie, bo będę bez Nathana, to cholernie tego potrzebuję.