środa, 26 sierpnia 2015

79. Nie zrobiłam tego dla Ciebie.

Chyba po prostu nie nadaję się na imprezy. Na tę jedyną naprawdę się cieszyłam, dostałam się na studia, jest co świętować, ale pod wieczór złapała mnie taka migrena, że miałam ochotę umrzeć. Ludzie zaczęli się schodzić, a ja siedziałam na kanapie i próbowałam siłą perswazji pozbyć się bólu.
Po domu kręciło się mnóstwo nieznanych, lub podobno znanych Maxowi osób, ale na żadnej imprezie, nikim kto przyszedł, nie zajmował się na początku tak długo, jak pewną dziewczyną teraz... Migrena migreną, ale mój zmysł detektywa  nie wygasł. Podniosłam się z kanapy, pokręciłam po pomieszczeniu i zaraz znalazłam się obok George'a.
- Siema Max - powiedziałam, jakbym dopiero go zobaczyła, to nic, że razem mieszkamy.
- O hej. Jules, to Nina. Nina, to Jules - przedstawił nas, bardzo dobrze, nauczyła mama manier.
- Hej, miło się poznać - dziewczyna się uśmiechnęła się promiennie.
Dopiero teraz zajarzyłam. To TA Nina. Odwzajemniłam uśmiech.
- Jak twoja głowa? - spytał Max.
- Średnio - skrzywiłam się. - Nie mogę już wziąć więcej tabletek, a migrena ani ani nie zmalała, więc dzisiaj chyba spasuję - wzruszyłam ramionami.
- Biedactwo, wyśpij się, jutro będzie ci lepiej - pocałował mnie w czoło.
- Dzięki. Miłej zabawy - uśmiechnęłam się i poszłam na górę, gdzie Nathan kończył układać włoski.
- A ty co? Z powrotem na dół, już schodzę - powiedział.
- Dzisiaj nic z tego - położyłam się na łóżku.
- Dalej boli? - usiadł obok mnie.
Pokiwałam lekko głową.
- Biedactwo - pogłaskał mnie po głowie. - Chcesz, żebym został z tobą?
- Nie, idź się bawić. Zaraz pewnie zasnę i będę jak nowo narodzona.
- Na pewno?
- Tak, przecież widzę, że cały się trzęsiesz z podekscytowania na tę imprezę, więc sio! - wygoniłam go z pokoju ruchem ręki.
- Dobranoc - pocałował mnie w policzek i tyle go widziałam.
Zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka.
Jestem pewna, że przez jakiś bliżej nieokreślony czas spałam, ale ktoś skakał z balkonu do basenu i o wiele za bardzo przy tym piszczał, a balkon jest o wiele za blisko mojego pokoju. Westchnęłam, obróciłam się na drugi bok i znowu próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. Paradoksalnie możliwe, że utrudniał mi to brak muzyki, która jednak była jakaś jednostajna i zagłuszała te wrzaski, a ludzie wrzeszczeli naprawdę sporo.
Zrezygnowana zeszłam do kuchni napić się, wracając na górę spotkałam Nareeshą wracającą z łazienki.
- Myślałam, że śpisz - powiedziałam.
- Chciałabym, ale próbuję coś zaprojektować - westchnęła.
- Serio? Chce ci się, o tej porze i w tym hałasie? - spytałam.
- Bardziej muszę niż chcę - powiedziała w znaczący sposób.
Miałyśmy taki sposób mówienia, którym komunikowałyśmy, że bardziej robimy coś nie z własnej woli, ale dlatego że ktoś z ekipy szepnął słówko.
- O... Rozumiem. To powodzenia - poklepałam ją po ramieniu.
- Jak twoja głowa?
- Hmm, jakby to powiedzieć... też życz mi powodzenia.
Rozeszłyśmy się do swoich pokoi, a ja przez kolejną godzinę próbowałam zmusić się do spania. Po kolejnym wrzasku z balkonu nie wytrzymałam, założyłam trampki i zeszłam na dół, gdzie w mojej piżamce znacząco wyróżniałam się na tle lasek w bikini. Podeszłam do Maxa.
- Maksiu, ja wiem, że jest impreza i tak dalej, cieszę się, że wszyscy fajnie się bawią, ale czy mógłbyś poprosić ludzi, żeby cieszyli się imprezą trochę ciszej? - spytałam.
- Jules, nie mogę zabronić ludziom się odzywać, co, mam zrobić niemą imprezę?
- Dobra, to czy mogliby przynajmniej nie drzeć się na balkonie?
- Przecież nie będę tam stał i uciszał każdego pokolei.
Wzięłam długi, głęboki wdech, żeby nie wybuchnąć.
- Dobra, wiesz, nieważne - machnęłam ręką i odwróciłam się na pięcie. Dyskusja z nim nie miała dzisiaj żadnego sensu.

Rano siedziałam z Kelsey przy mini barze, Jay siedział za barem, Tom i Max grali w bilard, Nath i Kev byli w kuchni. Migrena mi ustała, chociaż dalej czułam lekkie ćmienie. Nagle przyszedł Siva.
- Możemy chwilę pogadać? - spytał niby wszystkich, ale patrzył chyba jednak na Maxa. I nagle jak na zawołanie pojawili się też Nathan i Kevin. Wszyscy podeszli do baru. - Więc Nareesha jest trochę niezadowolona, bo ostatnio często nie może zasnąć do bardzo późnych godzin i... no, jej praca wymaga kreatywności, a jeśli o czwartej rano gracie na pianinie, czy urządzacie sobie skoki z balkonu, nie może projektować, więc odbija się to na jej pracy - powiedział.
- Ale ona nie musi tu mieszkać. Zgodziliśmy się na to dla ciebie - odpowiedział Max, na co ja prawie oplułam się herbatą, a kątem oka zobaczyłam, jak Kels zastygła w bezruchu. Najgorsze było, że nie wiedziałam, czy on mówił tak na serio, czy miał to w skrypcie.
Pierwszego dnia każdy dostał skrypt, każdy miał też co innego w nim napisanego i miał to zatrzymać dla siebie, pewnie po to, żeby powodować więcej dramatów.
- Max, to było trochę ostre - powiedziała Kelsey.
- Nie możesz mówić, że to tylko nasz dom, bo tak nie jest - powiedział Tom. I tak, moim zdaniem mówił dobrze, ale zdziwiłam się, że nie był po stronie Maxa. - Nie możesz mówić, że dziewczyny nie mają prawa decydować, bo owszem, mają.
- Cześć wszystkim - po schodach zbiegła Nareesha, która najwidoczniej usłyszała końcówkę wypowiedzi Toma. - Mówicie o hałasie?
- Tak.
- Miałam tylko na myśli, że raz na jakiś czas chciałabym się wyspać, czy popracować - wyjaśniła.
- Serio, jaką pracę wykonujesz o czwartej nad radem? - spytał Nathan, a ja zatrzymałam rękę z kubkiem w połowie drogi do ust.
Serio, kto jak kto, ale on nie powinien odzywać się na ten temat, bo nie raz sam budził mnie, jak mu w środku nocy przyszła wena.
- Po prostu nie wiem czemu, ale jak robię kolekcję pomysły przychodzą mi w nocy - powiedziała Naree. Kłamała, czyli miała tak powiedzieć.
- Jasne - mruknął Nathan. - Rozumiem, jak mówisz, że chcesz spać, czy pracować, powinniśmy szanować swoją pracę i możesz pytać czy chcieć, żebyśmy przestali hałasować, ale szczerze to... nie sądzę, żebyśmy powinni przestać imprezować.
Lepiej, żeby to było w jego skrypcie, albo żeby dzisiaj stwierdzono u niego udar słoneczny, bo mój Nathan nie tak się zachowuje.
- Jesteśmy tu, żeby pracować, to dom The Wanted... - zaczął Max.
- Odkąd tu jesteśmy pracowałeś jakby dwa dni - przerwałam mu, w tym samym momencie, co Siva.
- Chodzi o to, żeby mieć wzgląd na innych - powiedział mulat.
- Trzeba brać pod uwagę to, że ktoś może być zmęczony - dodał Jay.
- A w domu co, jak co, ale jest bardzo głośno - stwierdził Tom.
- Nie powiem, że przestanę przyprowadzać ludzi, urządzać imprezy i puszczać głośno muzykę, bo nie przestanę, bo taki już jestem - uparł się Max.
- Max, ale tu chodzi nie tylko o ciebie, nie mieszkasz tu sam - powiedziałam.
- Chodzi o kompromis - dodała Nare.
- To nie wypali - powiedział George na odchodne i wyszedł na taras.
Atmosferę dało się ciąć nożem, tym sposobem utworzyły się dwa obozy, Max i Nathan - imprezowe zwierzęta i reszta świata. No, oprócz Keva, który tylko słuchał całej rozmowy. Bez słowa zeskoczyłam ze stołka i poszłam na górę. Trzasnęłam drzwiami od pokoju i zaczęłam przeszukiwać każdą szufladę. Tak jak myślałam, po chwili przyszedł Nathan.
- Czego szukasz? - spytał opierając się o ścianę.
- Twojego skryptu - powiedziałam nie przerywając czynności.
- Hej, hej, hej - podszedł i złapał mnie za ręce. - Po co?
- Powiedz mi, że to przed chwilą na dole, to nie byłeś ty. Że miałeś się tak zachowywać, bo tak było w skrypcie - powiedziałam z zamkniętymi oczami.
- Jules - westchnął.
Otworzyłam oczy, nic nie mogłam wyczytać z jego twarzy.
- Więc co, też uważasz, że to wasz dom i ja, Kelsey i Nareesha mamy was całować po stopach, że możemy tu mieszkać? - spytałam.
- Nie, ale... wszyscy dobrze się bawią, tylko ona ma problem.
- Wyobraź sobie, że nie tylko ona, bo ja też próbowałam wczoraj zasnąć z bólem głowy, zeszłam do Maxa, żeby zrobił coś z tym hałasem, ale mnie olał. Więc sorry, ale podpisuję się pod wszystkim, co dzisiaj powiedzieli na dole wszyscy oprócz ciebie i Maxa. A teraz chcę zostać sama - wyminęłam go, wzięłam telefon i słuchawki i zeszłam na dół.
Wzięłam butelkę ice tea i usiadłam na jednym z leżaków. Miałam w planie posłuchać muzyki, ale stwierdziłam, że zadzwonię do rodziców na Skypie. Obliczyłam szybko różnicę w czasie, niby wieczór, ale jeszcze wcześnie.
- Siema mamciu - powiedziałam.
- Czemu cię nie widzę?
- Bo jestem na telefonie, siedzę na dworze, pewnie pod słońce, więc i tak nie byłoby mnie widać.
- No i jak, co tam robisz?
- A wygrzewam się na słoneczku - wyciągnęłam się na leżaku.
- Dobrze ci tam - westchnęła mama.
- Co, w Polsce dalej zima? - spytałam.
- Niestety. A dzisiaj to już w ogóle padało wszystko - deszcz, śnieg, grad...
- Spoko loko, do was też wiosna przyjdzie.
- Ale poza pogodą, to jak ci tam w tym LA?
- Dobrze, dobrze.
Naprawdę nie odczuwałam potrzeby wciągania mamy w jakieś wyreżyserowane problemy, z resztą, i tak prędzej czy później zobaczy to w telewizji.
Porozmawiałam z nią chwilę, później leżałam i przez jedną słuchawkę słuchałam muzyki. Po jakimś czasie usłyszałam kroki. Leniwie otworzyłam jedno oko. Max... Chyba już się wysiedziałam na dworze. Wstałam i bez słowa go minęłam.
- Teraz nie będziesz się do mnie odzywać go końca świata? - spytał.
Stanęłam, zrobiłam kilka kroków w tył i zatrzymałam się przed nim.
- Cześć Max! - pomachałam mu i znowu ruszyłam do przodu.
- Jeszcze rozumiem, że Nareesha ma do mnie fochy, ale ty?
- Serio? Ale ja? A nie pamiętasz, jak mnie wczoraj bolała głowa i prosiłam cię, żebyś zapanował nad tłumem, a ty to olałeś. I sorry, ale naprawdę nie pomyślałeś, że twoje "Ona nie musi tu mieszkać. To dom The Wanted" mogło dotknąć też mnie? Albo Kelsey? Bo chociaż Naree wtedy tam nie było to my i owszem.
- To po prostu konflikt interesów - stwierdził.
- Raczej myślenie tylko o sobie, ale nazwij to jak chcesz. Słyszałeś o czymś takim jak kompromis? - spytałam.
- Jeny, przecież niecodziennie jest taki hałas - wywrócił oczami.
- Serio? Mogę na palcach jednej ręki policzyć dni, kiedy nie było imprezy. Dobra, ta dyskusja jest bez sensu - machnęłam ręką i wróciłam do domu.
Poszłam do kuchni i zaczęłam grzebać po szafkach w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Po chwili obok mnie pojawił się Nathan.
- Wieczorem jest impreza - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- A to niespodzianka... - mruknęłam. - Ale nie będę marudzić, to wasz dom, róbcie, co chcecie.
- Jules...
- Nic nie mów, jesteście tu, żeby pracować, upijanie się i zasypianie na schodach najwidoczniej pomaga wam w pracy, więc nie będę wam przeszkadzać - powiedziałam zabierając zrobioną w międzyczasie sałatkę i przenosząc się na kanapę.
- Długo jeszcze będziesz się tak zachowywać? - spytał stojąc na schodach.
- Dopóki będzie tu panować seksistowska, szowinistyczna monarchia - odparłam z pełną buzią.
- Świetnie - mruknął pod nosem i poszedł na górę.


Jeśli trzy razy pod rząd przegrywam z Tomem w piłkarzyki, jest to znak, że czas iść do łóżka i że ilość alkoholu pita z Nathanem w ukryciu jest zbyt duża. Bez słowa poszłam na górę i tak, jak stałam, położyłam się do łóżka. Już prawie spałam... ale jednak nie. Siku. Zwlekłam się, wyszłam z pokoju i skręciłam do łazienki. Otworzyłam drzwi i wtedy...
- O Jezu! - krzyknęłam i jeszcze szybciej je zamknęłam. Dwa głębokie wdechy.
Chwila, to ja jestem u siebie w domu. No, tak jakby. A ta parka zabawiająca się w środku, to goście, których na dodatek nie powinno być na piętrze. Otworzyłam z powrotem drzwi.
- Wypad - powiedziałam.
Nic, zero wstydu, byli bardziej rozbawieni niż zażenowani całą tą sytuacją.
- Spieprzać mi stąd, ale już! - krzyknęłam, bo niezbyt im się spieszyło.
Wyszli, ja weszłam do środka i trzasnęłam drzwiami. Ludzie nie mają wstydu. Za grosz. Załatwiłam, co miałam załatwić i wyszłam. Zauważyłam, że drzwi od pokoju Sivy i Nareeshy są otwarte i wyraźnie słyszałam chłopaka. Podeszłam bliżej, zobaczyć, co się dzieje i wtedy wyszła stamtąd dziewczyna.
- Emm.. Seev? - powiedziałam głośno.
- Weszła do naszego pokoju - odpowiedział z niedowierzaniem.
- Co? - zajrzałam do środka, paliła się lampka koło łóżka, wyraźnie zaspana Nareesha przecierała oczy i próbowała ogarnąć sytuację.
- Śpimy już, przebudzam się, patrzę, stoi przed nami jakaś dziewczyna - powiedział Siva.
- Co?! - wytrzeszczyłam oczy. - No nieźle... Ja właśnie wygoniłam z łazienki zabawiającą się parkę. Znaczy... parkę - prychnęłam. - Dzisiaj po południu pewnie jeszcze się nie znali.
- To wymyka się spod kontroli - mruknęła Nareesha.
- Kto siedział dzisiaj pół dnia z telefonem i zwoływał ludzi? - spytałam retorycznie. - Max. To jego goście, on powinien trzymać ich w ryzach i właśnie teraz za to zgarnie - obróciłam się na pięcie do wyjścia.
- Nie! - powiedzieli jednocześnie Seev i Nare.
Spojrzałam na nich zdziwiona.
- Na trzeźwo nie rozumie, że codzienne imprezy męczą, po pijaku tym bardziej do niego nie dotrzesz - powiedziała dziewczyna.
- Świetnie, czyli załatwię to rano - odetchnęłam. - Dobranoc, przekręćcie zamek w drzwiach - ruszyłam do wyjścia.
Zamierzałam iść za własną radą i przekręcić zamek w drzwiach od swojej sypialni, bo nie wiadomo, co dzisiaj się jeszcze może się wydarzyć. Problemem był Nathan. Przejechałam palcem wokół oczu, żeby pozbyć się okruszonej maskary, wróciłam do pokoju, założyłam bluzę i ruszyłam na dół. Stanęłam w połowie schodów i wypatrywałam Nathana. Znalazłam go obok stołu do ping ponga. A raczej do beer ponga.
- O cześć - powiedział rozchichotany od ucha do ucha. - Myślałem, że poszłaś już spać.
- Właśnie idę i zamykam drzwi od środka.
- Co, ale jak? - zaśmiał się. - Przecież ja jestem tutaj.
- Dlatego przyszłam. Idziesz do łóżka, czy zostajesz tu?
- Hmm, do łóżka? - objął mnie w pasie.
- Nathan, jestem zmęczona - odsunęłam się. - Zamykam drzwi.
- Po co? Jakoś odkąd tu jesteśmy ani razu nie zamknęliśmy drzwi na klucz. No, może kilka - dodał po namyśle.
- Ale dzisiaj po piętrze pałętają się ludzie - powiedziałam tracąc powoli cierpliwość.
- Oj, Jules, wyolbrzymiasz - wywrócił oczami.
- Idziesz czy nie? - spytałam. W odpowiedzi Nathan znowu wywrócił oczami. - To śpisz na kanapie - obróciłam się na pięcie i ruszyłam na górę. - Nie będę kuźwa siedziała i czekała, aż ktoś mi się wjebie do sypialni, bo ten musi się nachlać - powiedziałam pod nosem, tym razem po polsku, bo chociaż w domu wciąż były kamery i pewnie to nagrały, to nie wmontują mojego polskiego bełkotu do programu.
Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi na zamek, ściągnęłam bluzę i położyłam się do łóżka.

Obudziłam się stosunkowo późno, biorąc pod uwagę, że poszłam spać o wiele wcześniej niż inni w tym domu, co wcale nie oznacza, że było to wcześnie, bo 1:30 to nie chwila po dobranocce. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy, pomalowałam się i ubrałam i wtedy zeszłam na dół schodami prowadzącymi do kuchni, nie salonu. A tam zastałam Nathana z butelką wody rozwalonego na blacie jak Rosja na mapie. I kamery.
- Gdzie spałeś? - spytałam od niechcenia, otwierając lodówkę.
- U Jaya.
- Wheey, Jaythan - powiedziałam wsadzając tosty z serem do opiekacza.
- Powiesz mi, co ci strzeliło z tym zamykaniem drzwi? - zapytał.
- Powiem. Ale przy wszystkich.
- Powiedz mi teraz, będę udawał, że nic nie słyszałem.
Westchnęłam głęboko.
- Trzy osoby kręciły się wczoraj po piętrze. Wyrzuciłam z łazienki zabawiającą się parkę, która nawet nie była zawstydzona, ani nic, tym że ich przyłapałam. Każdy może sobie wejść do każdego pokoju, bo ludzie mają generalnie w nosie, co się do nich mówi na wejściu. A ja byłam tam praktycznie sama, bo Siva i Nareesha mają pokój po drugiej stronie korytarza. Więc tak, bałam się, że ktoś wlezie mi do sypialni...
W tym momencie opiekacz zasyczał, czas wyjąć tosty. Obróciłam się tyłem do Nathana i sięgnęłam po talerz.
- Ej... - podszedł do mnie od tyłu i pocałował mnie w bark.
- Ale ty byłeś tak zajęty balowaniem, że miałeś mnie gdzieś - powiedziałam.
- Przepraszam - obrócił mnie przodem do siebie. - Ale gdybyś powiedziała prosto z mostu, o co chodzi, poszedłbym z tobą. Nie musiałbym słuchać chrapania Jaya.
Zaśmiałam się.
- Dobra, już dobrze - uśmiechnęłam się, usiadłam przy blacie i zaczęłam jeść.
Skończyłam, wsadziłam talerz do zmywarki i w bojowym nastroju ruszyłam do salonu.
- Zaczyna się - mruknął Nathan i poszedł za mną.
- Cześć wszystkim - powiedziałam wesoło, po czym podeszłam do Maxa i zdzieliłam go po głowie.
- Ała, za co?
- Za jajco! Mógłbyś na następnej imprezie, czyli dzisiejszej zapewne, trzymać swoich gości w ryzach? - spytałam.
- O co ci chodzi?
- Wczoraj z łazienki NA GÓRZE wygoniłam zabawiającą się parkę.
Tom, nie wiem w sumie czemu, zaczął rechotać jak głupi.
- Jules, jasne rozumiem, to niekomfortowe, ale przecież nie zabawiali się w twoim pokoju - Max chyba dalej był pijany.
- Nie chodzi o to, w którym pomieszczeniu to robili, tylko o to, że na górze. Wspólnie uzgodniliśmy, że piętro jest wyłączone z imprez, zamknięte dla gości, więc pilnuj swoich gości, bo chciałabym czuć się bezpiecznie, kiedy kładę się spać.
- Max, ona ma trochę racji - powiedział Jay.
- Bzykalnia w łazience cię nie rusza? Dobra. Siva, Nareesha, może opowiecie, co przydarzyło się wczoraj w nocy? - założyłam ręce z, jeszcze ukrywaną, satysfakcją.
- Koło drugiej w nocy jakaś dziewczyna była w naszym pokoju i po prostu... stała nad nami - powiedział Seev.
- Co!? - powiedział Nathan.
- To było straszne. Ja obudziłam się chwilę później, ale Siva otworzył oczy i BAM po prostu stała - dodała Naree.
- To było dziwne.
- Ale... wiecie, to nie tak, że ona była ze mną, była... częścią grupy - wydukał Max.
Nareesha wyglądała, jakby chciała spytać "Żartujesz sobie?", a Jay prychnął pod nosem.
- W tym momencie Maxowi George'owi brakuje języka w gębie - skwitowała Kelsey.
- Dokładnie - mruknęłam.
- Musimy bardziej zwracać uwagę na to, kogo wpuszczamy do domu - powiedziała Kels.
- Ona mogła ukraść absolutnie wszystko. Laptopy, telefony, moje próbki, prototypy, rzeczy, których nie mogłabym zastąpić - dodała Nareesha.
- Max, ty też musisz uważać. Też masz tu swoje rzeczy, ciuchy, laptopa. Ktoś może wejść do twojego pokoju, na komputerze masz swoje nagrane piosenki, ktoś może je najzwyklej w świecie sprzedać - dodała blondynka.
- To normalne, że olewamy sobie hałas i tak dalej, ale kiedy ludzie plączą się po naszych pokojach, to jest... chore - powiedział Nathan.
- Ta - powiedzieli, jednocześnie Max i Tom.
- Ale oczywiście, my nie musimy tu mieszkać. Nareesha, reflektujesz przeniesienie się ze mną do hotelu? - spytałam.
- Ej, dobra, nie wygłupiajcie się - powiedział Max. - Myślałem, że mam wszystko pod kontrolą, ale jak widać tak nie jest i przepraszam was za to. Dziewczyny też tu mieszkają i powinny czuć się bezpiecznie, a tak nie było. Co powiecie na... - zawahał się - tydzień bez imprez?
- Alleluja! - uniosłam ręce do góry.
Max podszedł i przytulił po kolei mnie, Nareeshę i Kelsey. Z uścisków wyrwał nas telefon Nathana.
- Hej, Scoot - odebrał.
- Powiedz mu, że jacuzzi znowu się zatkało - powiedział cicho Max, ale Nathan zbył go ręką.
- Ej, jak tylko przyjechaliśmy tutaj, mówiłem o tym... Nie ma wtedy występów, więc w czym problem?... Myślę, że da się to odpowiednio zmontować... Nie interesuje mnie to, osiemnastego lecę do Londynu - powiedział i rzucił telefon na blat, a ja już wiedziałam, o co chodzi.
- Niech zgadnę - zaczęłam - wasze niezwykle ważne zobowiązania, jak psucie jacuzzi nie pozwalają Ci polecieć na dwa dni do Londynu.
Aż żałowałam, że nie założyłam się z nikim o to, że Scooter będzie robił problemy.
- To nieważne, tak czy siak będę z tobą w tym sądzie, czy to się komuś podoba, czy nie - zapewnił.

Dwa dni później wszyscy rozwaleni na kanapach oglądaliśmy film, kiedy do domu wparował Scooter niosący "wspaniałe" wieści.
- Umówiłem was z Hectorem - ogłosił bez zbędnych wstępów typu "Cześć, jak leci?".
- Cooo? - spytał zszokowany Tom. - Przecież ma zapełniony grafik na kilka miesięcy do przodu.
Hector jest chyba jakąś szychą w przemyśle, bo kilka razy obiło mi się jego imię o uszy i to raczej w superlatywach.
- Tak, to prawda, ale trochę pokombinowaliśmy i udało nam się wyciągnąć dwa dni dla was - powiedział dumny.
- Świetnie! Kiedy? - spytał zadowolony Nathan.
- Dwudziesty, dwudziesty pierwszy marca.
Zadowolenie momentalnie zeszło z jego twarzy, a ja znieruchomiałam z niedowierzania.
- Nie wierzę - mruknęłam pod nosem, kręcąc przecząco głową. Nathan pogładził moją dłoń.
Pozostali, oprócz Scootera ofkors, szybko zrozumieli moją reakcję i zapadła niezręczna cisza.
- O co chodzi?
- Dwudziestego Jules ma zeznawać w Londynie - powiedział Jay.
- Nie żeby nie było o tym wiadomo od jakiegoś miesiąca - mruknęłam z przekąsem.
- Przysięgam na własną matkę, że zapomniałem o tym - zarzekał się Scooter.
- Nie mieszaj w to swojej matki, jestem pewna, że jest bardzo miłą kobietą - powiedziałam wstając z kanapy.
- A ja jestem całkiem pewny, że to że Nath nie może polecieć z Tobą, nie jest aż taką tragedią, chyba trafisz z lotniska do sądu - odszczekał.
- Nie chodzi o moją zdolność trafienia do sądu, tylko o czystą złośliwość z Twojej strony powiązaną z chęcią zatrzymania Nathana w LA za wszelką cenę - powiedziałam wchodząc po schodach.
Po co nam wskazówki, jak zrobić fałszywe kłótnie, kiedy te realne wychodzą całkiem nieźle.
- Jules - zawołał Nathan przepraszającym tonem.
- To nie twoja wina, Nath - powiedziałam.
- I tak pojadę do Londynu.
Z powrotem zeszłam ze schodów.
- Nathan... - zamierzałam mu powiedzieć, że nie musi, bo wiem, jak ważne jest dla niego nagranie tego albumu, że bardzo chce być częścią tego procesu. Ale przerwał mi Scooter, czy ten człowiek nigdy nie milknie?!
- Nathan, wiesz, ile wysiłku sprawiło mi ustawienie was z Hectorem?! - powiedział obrażonym tonem.
- Chłopaki mogą równie dobrze pracować z nim w czwórkę - stwierdził Sykes.
- Będzie produkować nowe piosenki - kontynuował Braun.
- Oni będą - upierał się Nathan. - Ja po prostu dogram swoje części kiedy indziej.
- Nie - przerwałam tę wymianę zdań.
Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
- Ale Jules...
- Nie - powtórzyłam. - Wiem, jak ważne jest dla ciebie nagranie nowego albumu i jak bardzo chcesz uczestniczyć w procesie tworzenia, pracować z producentami i tak dalej.
- Ale potrzebujesz mnie w Londynie.
- Tak - przyznałam - potrzebuję. Ale wiem, kiedy należy ustąpić - spojrzałam znacząco na Scootera. - Dlatego zostaniesz w LA i odwalisz kawał dobrej roboty - uśmiechnęłam się lekko.
- Dzięki, Jules - powiedział Scooter.
- Nie zrobiłam tego dla ciebie - odwróciłam się na pięcie i poszłam na górę.



Heeeeej :D Jest tu ktoś jeszcze?
Grubo ponad rok po zawieszeniu bloga, coś mnie tknęło, żeby zajrzeć tu na chwilę. Coś, dobra, nie coś, tylko "Kiss Me Quick" Nathana, które wyskoczyło mi w propozycjach na YT, posłuchałam i.. WOW! I Nathan w teledysku słodki jak zawsze <3

Pewnie wszyscy już zapomnieli o moim małym opowiadanku, ale że sporą część tego rozdziału miałam napisaną już zanim zawiesiłam bloga, stwierdziłam "dlaczego nie". 
I nie wiem, jak długo to potrwa,  nie wiem, ile rozdziałów będę w stanie napisać zanim wrócę na studia, nie wiem czy od października będę w stanie pisać, bo powinnam zająć się raczej pracą licencjacką, ale... zobaczymy. Teraz mam na to ochotę i nawet jeśli nikogo z Was już tu nie i nikt tu nie zaglądnie, myślę, że i tak wrzucę kilka rozdziałów ;)




8 komentarzy:

  1. Ja jestem tu nadal! ;**
    Warto było czekać taki szmad czasu po to by przeczytać takie cudeńko!*,*
    Mam nadzieję, że powrócisz na bloga ze zdwojoną siłą i weną aż po sufit ;3
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. wow wow wow. nawet nie masz pojęcia jak bardzo się ucieszyłam, że wróciłaś! tęskniłam za tobą i twoimi opowiadaniami, bo bardzo, ale to bardzo je lubiłam i wciąż lubię ;)
    jestem tu po roku czy tam ile to już minęło odkąd zawiesiłaś i będę tu za miesiąc, trzy czy kolejny rok, gdy znowu dodasz :* o dobrych rzeczach się nie zapomina.
    a teraz do rozdziału: Scooter świnia, ale Jules za to zachowała się super, aż ją podziwiam. kłótnie, kłótnie i to nie tylko te wyreżyserowane. reality show nie jest takie fajne, jak mogłoby się wydawać. Nathan nie zachowywał się zbyt fajnie, ale i tak nie przebił Maxa. aż mnie trochę zainspirowałaś, żeby obejrzeć ponownie The Wanted Life tymi wszystkimi scenkami.
    rozdział naprawdę świetnie ci się udał, z pewnością nie straciłaś talentu, więc weny, a przede wszystkim chęci do dalszego pisania i, mam nadzieję, do zobaczenia niedługo przy następnym rozdziale.
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tu jestem i wierzylam, ze wrocisz !!! Jejjj taka niespodzianka ;* Uwielbiam Cie !! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez tu jestem. Ten rozdział jest taki realny, że wracają wspomnienia. Super to wszystko opisałaś, mam nadzieję że na kolejny rozdział nie będę musiała tyle czekać. Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem i nie zapomniałam o tym opowiadaniu bardzo się cieszę że znowu napisałaś taka szczęśliwa byłam i jestem jak zobaczyłam że jest nowy rozdział :)
    Weny

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej tutaj Czarownica Jessi, dla tego bloga znana/lub i nie/ jako wierna czytelniczka :)
    Czytałam twojego bloga prawie od samego początku i powracam po latach by przeczytać jeszcze raz :) Kocham to opowiadanie :)
    Z racji, że ostatni raz czytałam to kilka lat temu zaczne czytać od początku, by wszystko sobie przypomnieć. Wracam za jakiś czas z podsumowaniem;)
    Buźka CzJ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże ile ja czekałam!!! I dlaczego tak późno to znalazłam?!?! TAK STRASZNIE CIĘ KOCHAM ZA TO, ŻE JESTEŚ ZNÓW I, ŻE NAPISAŁAŚ TEN ROZDZIAŁ!
    Zacytuję Jules ''Alleluja!'' Kocham cię po prostu, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. WŁAŚNIE OBEJRZAŁAM NOWY TELEDYSK NASZEGO UKOCHANEGO NATH'A I PIERWSZE CO POMYŚLAŁAM TO: O MÓJ BOŻE NATH I JULS, SO>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> https://www.youtube.com/watch?v=7eiv5aElMZs I'M JUST IN LOVE

    OdpowiedzUsuń