wtorek, 22 kwietnia 2014

78. Nie zostawisz mnie.

Po raz pierwszy od dawna musiałam wstać z budzikiem. I było to bardzo ciężkie, zwłaszcza że, ostatniej nocy po raz pierwszy od dawna próbowałam zasnąć o normalnej porze, co też jest ciężkie, kiedy piętro niżej w najlepsze trwa impreza. Mimo że budzik dzwonił dosyć długo wcale nie ruszył Nathana. Ba, nawet nie drgnął. Co w sumie mnie nie dziwi, pewnie na zewnątrz było jaśniej niż ciemniej kiedy zasnął. Ubrałam się i pomalowałam, jadłam śniadanie, kiedy do mnie doszło. Jak się dostać do lekarza? Wróciłam na górę, rozejrzałam się koło łóżka, wsunęłam rękę pod poduszkę, sprawdziłam kieszenie Nathana, aż znalazłam jego telefon. Wyszłam z pokoju i wybrałam numer Nano.
- Nathan, spania nie masz? - usłyszałam.
- A ty spałeś? - spytałam. Nano był ostatnią osobą, którą chciałam obudzić. I to nie dlatego, że się go boję czy coś. Chłopcy dają mu wystarczająco mocno popalić. 
- Nathan? - zdziwił się.
- Nie, Jules.
- Nie, nie spałem. O co chodzi, znowu coś zmajstrowali? Popsuli jacuzzi?
- Nie - zaśmiałam się. - W sumie to nie wiem, wszyscy jeszcze śpią. Muszę jechać do szpitala zdjąć szwy z ręki, zamówiłabym taksówkę, ale... nie znam nawet adresu pod jakim się znajduję.
- Nie będziesz się tłukła taksówką, wyślę po ciebie samochód, który poczeka pod szpitalem.
- Dzięki, jesteś najlepszy - rozłączyłam się i nawet nie siliłam się na odniesienie telefonu na miejsce, czyli do spodni Nathana rzuconych na podłodze. 

Mieszkaliśmy w tym domu niecały tydzień, a ja już miałam dość. A zaczęłam mieć dość, od pierwszego dnia, kiedy produkcja poinstruowała nas co i jak i powiedzieli nas, co jest bardzo pożądane, a co nie, i że nie mają nic przeciwko jeśli chcemy trochę ponaginać rzeczywistość. Generalnie chodzi o mało "reality" a dużo "show".
Siedziałam sobie w kuchni i grałam na telefonie, kiedy usłyszałam charakterystyczny dzwonek do bramy. Zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do wyjścia. Usiadłam na tylnym siedzeniu, przywitałam się z kierowcą, po pół godzinie byłam na miejscu, po następnych 30 minutach byłam wolnym człowiekiem bez szwów. Powiedziałabym, że jeszcze jedno pół godziny i byłabym w domu, ale na drodze był wypadek i utknęłam w korku. W międzyczasie ktoś nawet zdążył zauważyć, że mnie nie ma i tym kimś nawet był mój chłopak.
- Co? - odebrałam.
- Z rana przyjemna jak zawsze. Wyobraź sobie, co się stało. Budzę się, a mojej dziewczyny nie ma obok mnie.
- Szok, zgłosiłeś już zaginięcie na policję? - spytałam.
- Jeszcze nie, na razie badam, czy może sama nie uciekła.
- Nieee, myślę, że może wróci - zaśmiałam się.
- A wiesz może gdzie jest?
- W korku stoję. Wracam ze szpitala. Pamiętasz? Szwy i te sprawy?
- O jeny... Znaczy tak, pewnie, że pamiętam, czemu mnie nie obudziłaś, pojechałbym z tobą.
- Jestem dużą dziewczynką, potrafię sama pojechać do szpitala.
- Sama? A co mój telefon robił na blacie w kuchni?
- Powiedziałam, że potrafię sama pojechać, a nie trafić. Dzwoniłam do Nano, żeby załatwił mi transport - mówiłam, nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęliśmy normalnie jechać. - Korek się rozpłynął, niedługo będę w domu, papa - rozłączyłam się.
I faktycznie, po 10 minutach wysiadałam z samochodu przeszłam przez bramę, ale ten nie wiedzieć czemu nie odjeżdżał. Wzruszyłam ramionami i poszłam do domu. Śpiesząc się do lekarza nie przykładałam uwagi do tego, co się dzieje wokół mnie. Dopiero teraz zauważyłam pełno czerwonych kubeczków na trawniku, niewiadomego pochodzenia serpentyny, górę od bikini, w którą prawie wdepnęłam, a jacuzzi wydawało dziwny, nieznany odgłos, czyli pewnie Nano przewidział, że jest popsute. Weszłam do domu, wszyscy siedzieli w salonie.
- Cześć wszystkim - powiedziałam, ignorując przy tym  kamery, czyli nie zerkając to w jedną, to w drugą, co przychodziło z coraz mniejszym trudem.
- O, zguba się znalazła - powiedział wesoło Tom.
- Jaka tam zguba - machnęłam ręką i usiadłam obok Nathana.
- Jak szwy? - spytał cicho oglądając moje ramię.
- Całkiem spoko - mruknęłam.
-Scooter chce was widzieć - do salonu wszedł Kevin.
- Co? Po co? - spytał Tom.
- Po jajco. Nie mam pojęcia, ale jakby rozejrzeć się wokół, to znajdzie się wiele powodów - stwierdził. - Szybko, auto czeka przed domem.
- Potem pogadamy - Nath pocałował mnie w czoło i wyszedł z chłopakami i Kevinem, zostałam z Kelsey i Nareeshą.
- Jak ręka?
- Dobrze, dobrze, teraz muszę tylko pamiętać o maści. Ktoś popsuł jacuzzi.
- Max - powiedziały dziewczyny jednocześnie.
Spojrzałam po nich zdziwiona.
- Okej, skoro jesteście tego takie pewne, wierzę wam, sama poszłam do pokoju wcześnie.
- Uwierz nam, nie chciałaś tego oglądać - stwierdziła Kels.
- Domyślam się, że  nie był w tym jacuzzi sam?
- I przerwijmy w tym miejscu - powiedziała Nare.
- Z chęcią poplotkowałabym z wami o tym, co mnie wczoraj ominęło, ale chyba skorzystam z ciszy panującej w tym domu i prześpię się - jak na zawołanie zaczęłam ziewać.
Poszłam na górę, przebrałam się w dresowe spodenki i koszulkę Nathana i padłam do łóżka. Zamknęłam oczy, po kilku minutach zaczęłam odpływać i wtedy zadzwonił mój telefon.
- Niech was wszystkich szlag - mruknęłam i wyciągnęłam rękę po komórkę. - Mama? - zdziwiona patrzyłam na wyświetlacz. - Mamo mówiłam, żebyś nie dzwoniła na ten numer - odebrałam. - Zaraz do ciebie oddzwonię.
- To wejdź już lepiej na Skype'a.
- Okej - westchnęłam. No to pospane.
Zwlekłam się z łóżka, wzięłam laptopa i cierpliwie czekałam, aż się włączy.
- No cześć - pomachałam do kamerki.
- Jak szwy, byłaś już na zdjęciu? - spytała mama.
- Byłam, byłam - pokazałam rękę.
- Nathan pojechał z tobą?
- Błagam cię - prychnęłam. - Musiałam być w szpitalu o dziewiątej, dźwigiem bym go nie wyciągnęła z łóżka o tej porze. Zadzwoniłam do Nano, przysłał po mnie samochód.
- Dalej nie przystopowali z imprezami?
Pokręciłam głową.
- Czy oni nigdy się nie męczą?
- Nie wiem, może to angielskie geny - wzruszyłam ramionami.
- Cześć dziecko! - obok mamy pojawił się tato, któremu pomachałam wesoło. - Co tam tak cicho?
- Chłopaki są u swojego managera, wezwał ich na dywanik.
- W sensie, że przeskrobali coś?
- W sensie, że jakbym nakręciła film o tym, jak wygląda dom i ogród, dziwilibyście się, że jeszcze nie zrezygnował. Nie żeby ktoś by za nim płakał.
- Mówiliśmy już, nie bądź tak negatywnie nastawiona.
- Gdybyście go znali, mielibyście takie same mniemanie o nim, jak ja. Nie żebyście mieli żałować, że nie mieliście z nim styczności. Cieszcie się - zapewniłam.
Rozmawiałam z rodzicami dobrą godzinę, aż usłyszałam krzyki Toma na dole (a może po prostu mówił normalnie) i pożegnałam się, żeby zobaczyć, za co tym razem im się oberwało.
- Co tam łobuzy? - spytałam, kiedy zeszłam na dół.
- Demolujemy dom, sąsiedzi się skarżą, imprezujemy blablabla - Jay wywrócił oczami.
- Wiecie, aniołkami nie jesteście, ale ja na miejscu Scootera zajęłabym się, hmm, nie wiem, Bieberem zanim do deportują?
- To samo miałem ochotę mu powiedzieć - powiedział Max.
- Gdzie Nathan? - rozejrzałam się po salonie.
- Jestem, jestem! - drzwi wejściowe zamknęły się z hukiem.
Nathan podbiegł do mnie próbując nie rozlać kawy mrożonej, klęknął przede mną i wyciągnął kubek w moim kierunku.
- Dziękuję - wzięłam od niego kubek. - Ale wstań z tych kolan, bo jeśli to jakieś śmieszne oświadczyny kawą, to ich nie przyjmuję - zaśmiałam się.
- Jesteś bezduszna - Nathan wygiął usta w podkówkę i wstał na nogi. - A teraz chodź - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę ogrodu.
- Gdzie idziemy? - spytałam siorbiąc kawę przez słomkę.
- Usiąść na ławeczkę.
- Czemu nie możemy usiąść ze wszystkimi w salonie? - spytałam.
- Bo chcę ci coś pokazać i wystarczą mi kamery, nie potrzebuję jeszcze więcej publiczności.
Usiedliśmy, Nathan wyciągnął z kieszeni telefon i słuchawki.
- Przyszliśmy tu słuchać muzyki?
- I tak i nie. Pamiętasz, parę dni temu byłem z chłopakami w studio, kończyliśmy płytę. Nie mówiłem wcześniej o tym, ale napisałem piosenkę. Tak dla ciebie czy coś.
- To słodkie, dziękuję - uśmiechnęłam się.
- Udało mi się zgrać ją w studio i chciałbym, żebyś posłuchała.
Nath wsadził mi słuchawki do uszu i wcisnął "play". Zerknęłam na wyświetlacz, miała tytuł "Only You". Patrzyłam w trawę i wsłuchiwałam się w słowa.

How can I hold a mirror up to your eyes
Speak the way you can understand what’s inside
You have been broken down in a thousand different ways
I've been looking over pictures and you hardly looked the same
I can see it from a mile that the way you smile has changed
But you don’t know

It is hard for me to sit and watch you getting sick
When all I wanna do is try

Only you
Can dig yourself out just before you break down
Only you can lift yourself up just before you get stuck yeah
All of this pain spread all over your face
All I want to do is help you outta this place
Only you
So hurry up now just before you run out of time
Before you run out of time

Beautiful that’s the only way I see you
Nobody else can love you in the way that I do
Sometimes I get worried that you've taken on too much
And this crazy world we live in doesn’t really give a fuck
If only we could peddle to a place where it was just you and I
(Tom)
It is hard for me to sit and watch you getting sick 
When all I wanna do is try

Only you
Can dig yourself out just before you break down
Only you can lift yourself up just before you get stuck yeah
All of this pain spread all over your face
All I want to do is help you outta this place
Only you
So hurry up now just before you run out of time
Before you run out of time

Lalalalala
Lalalala
Lalalala
(you can run out of time)
Lalalala
Lalalala

Only you
Can dig yourself out just before you break down
Only you can lift yourself up just before you get stuck yeah
All of this pain spread all over your face
All I want to do is help you outta this place
Only you
So hurry up now just before you run out of time
Before you run out of time

Before you run out of time
Before you run out of time

Piosenka się skończyła, wyciągnęłam słuchawki z uszu i dalej patrzyłam przed siebie.
- Napisałem ją, kiedy... no wiesz.. nie było z tobą najlepiej...
- Chciałeś mi to wszystko powiedzieć, ale nie wiedziałeś jak... No i nie byłam zbyt rozmowna - mruknęłam.
- Tak - powiedział cicho.
- Cały czas we mnie wierzyłeś... - powiedziałam i nawet nie wiedzieć czemu, do oczu powoli zaczęły nachodzić mi łzy.
Chociaż... wiedziałam czemu. Po wypadku siedziałam zamknięta w tej swojej skorupie, nie potrafiłam się otworzyć i byłam wręcz pewna, że Nathan prędzej czy później podda się i nie zwątpi we mnie. A on cały czas we mnie wierzył...
Położyłam kubek obok nogi od ławki i mocno się do niego przytuliłam.
- Dziękuję - powiedziałam cicho.
- To ja dziękuję, że jesteś - pocałował mnie w czubek głowy.
Pociągnęłam cicho nosem.
- Nie, no nie, Jul - zaśmiał się i złapał mnie za brodę, żeby spojrzeć mi w twarz.
- Odwal się - pokazałam mu język i otarłam jakąś pojedynczą łzę.
- Pamiętasz jak jeszcze w hotelu mówiliśmy o spędzaniu czasu samemu, tylko w dwójkę?
- Pamiętam - pokiwałam głową.
- A co powiesz na dzisiaj?
Nie musiałam się długo zastanawiać. Wprawdzie miałam popracować, ale helloł, czas z chłopakiem czy praca? Wybór jest chyba prosty, jutro najwyżej wstanę wcześniej.
Pokiwałam głową i zaczęłam podskakiwać jak małe dziecko.
- To może najpierw... Pójdziemy do pokoju, obejrzymy jakiś film?
- Jestem na tak - uśmiechnęłam się, wzięłam kawę i za rękę ruszyliśmy do domu. - Kamerom zakaz wstępu! - krzyknęłam.
Tym samym złamałam niepisaną, ale wspomnianą pierwszego dnia zasadę "Żadnego mówienia o kamerach przy kamerach".
Weszliśmy do domu, poszliśmy do kuchni, wzięliśmy przekąski i napoje i cicho poszliśmy na górę. Obejrzeliśmy film, przebraliśmy się, wyszliśmy zjeść coś na miasto, poszliśmy na obiad, spacerowaliśmy, zjedliśmy lody, powoli wróciliśmy do domu, dokładnie tego było nam trzeba. Czasu we dwójkę. Wróciliśmy do domu i chociaż Tom i Max już rozkręcali kolejną imprezę, obydwoje spasowaliśmy i poszliśmy spać.

Kiedy obudziłam się panowała absolutna cisza. To z resztą działo się ostatnio często. Nie przeszkadzał mi hałas, to cisza była czymś niezwykłym. Zerknęłam na zegarek. Siódma. Dobra, to idealna pora, żeby popracować, ale najpierw wstałam z łóżka, zabrałam spod lustra moje kosmetyki i żeby nie obudzić Nathana, poszłam pomalować się do łazienki. Kamerowanie zaczynało się od dziewiątej (o ile ktoś już wtedy nie spał), a ja z jednej strony byłam na tyle leniwa, że jeśli nie pomaluję się od razu po wstaniu, to przepadło, a z drugiej nie chciałam pokazywać się bez makijażu całemu światu.
Zrobiłam makijaż, ubrałam się w legginsy i luźną bluzkę, wzięłam laptopa i zeszłam cicho na dół. Zrobiłam sobie śniadanie, weszłam na maila i przeżyłam szok. Nie urwałam się z kosmosu, wiem, jak wygląda gazeta, jak gruba jest, ile jest w niej artykułów, ciekawych lub nie, dlaczego więc, kiedy zobaczyłam ilość maili, miałam ochotę dźgnąć się nożem? Dobra, nie załamuję się, biorę się do roboty.
Każdy artykuł czytałam, poprawiałam i znowu czytałam, co oznacza, że zajmowało to całe wieki.
Przeczytać, poprawić, przeczytać, odesłać, przeczytać, poprawić, przeczytać, odesłać, przeczytać, poprawić, przeczytać, odesłać... Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiła się dziewiąta i przyszli kamerzyści. Było to trochę smutne, że chociaż siedzieli u nas całymi dniami, nie mogliśmy za bardzo z nimi rozmawiać, wiadomo, nie widzimy kamer, ale że siedziałam teraz sama, więc raczej nie użyją materiału, kiedy siedzę na kanapie i poprawiam artykuły.
- Mogliście przyjść spokojnie za dwie godziny, nikt wcześniej się nie obudzi - powiedziałam.
- Płacą, to przychodzimy - powiedział jeden z kamerzystów, chyba miał na imię Bob.
- To musi być nudne.
- Co dokładnie?
- Siedzenie całymi dniami z bandą Brytyjczyków, którzy pół dnia przesypiają, drugie pół odgrywają wyreżyserowane kłótnie, a potem całą noc piją, tańczą na stołach i psują jacuzzi - powiedziałam.
- Kilku z nas pracowało przy kręceniu "Keeping Up With The Kardashians", więc to jest miła odskocznia - zaśmiał się. - Poza tym, jak sama powiedziałaś, pół dnia śpicie, na imprezach zostaje tylko dwóch czy też, więc się  nie przepracowujemy.
- Miło wiedzieć, że jesteśmy bardziej znośni niż Kardashianowie - stwierdziłam. - A teraz przepraszam, ale właśnie dlatego, że nie jestem jedną z Kardashianek, muszę pracować, żeby zarabiać, nie dostaję pieniędzy za oddychanie, więc wracam do pracy.
- Miło patrzeć, jak ktoś inny też pracuje - zaśmiali się kamerzyści.
Godzinę później na dół zszedł Nathan.
- Spania nie masz czy co? - spytał siadając obok mnie i dopijając zimną już herbatę.
- To raczej ty masz i to aż nadto - stwierdziłam.
- O której wstałaś?
- O siódmej - odpowiedziałam nie odrywając wzroku od ekranu.
- I trzy godziny siedzisz przy komputerze z samego rana?
- Po pierwsze, brzmisz jak moja mama. Po drugie, nie siedzę przy komputerze, bo nie oglądam filmów z kotami na youtubie, tylko pracuję.
- Dużo ci jeszcze zostało, mądralo?
- Jakaś połowa - odpowiedziałam i byłam załamana.
- Zostaw to, i tak już nic dzisiaj nie zrobisz, Max i Jay wstali, zaraz zacznie się harmider.
- Pewnie masz rację - westchnęłam i z niejaką ulgą zamknęłam laptopa. Oparłam głowę o ramię Nathana. - To cięższe niż przypuszczałam.
- Sporo materiału, co?
- Dokładnie. Do tego moja dokładność nie pozwala na przeczytanie tego raz, każdy artykuł muszę przeczytać sto razy, aż upewnię samą siebie, że wszystko jest dokładnie zrobione.
- Chodź, na przepracowanie najlepsze jest jedzenie - Nathan wstał z kanapy i wyciągnął do mnie rękę.
- Nie wiem, czy przepracowanie to dobre słowo, skoro obijam się całe wieki, ale jedzenie mi się podoba - uśmiechnęłam.
Zaczęłam jeść płatki, reszta domowników powoli zaczęła wychodzić ze swoich nor. Później wszyscy siedzieliśmy w pokoju, gdzie ja i Nathan w ciszy wysłuchiwaliśmy, jak reszta uzgadniała co wczoraj się działo, bo niektórzy, ekhem Max, Jay i Tom ekhem, mają problemy z pamięcią. Zadzwonił mój telefon.
- Umm, zaraz wrócę - powiedziałam i z komórką poszłam szybko do kuchni.
Nie wiem czemu, ale połączenia od nieznanych numerów zawsze mnie przerażają.
- Halo? - spytałam.
- Dzień dobry, dzwonię z Uniwersytetu Londyńskiego, czy rozmawiam z Julią Miller?
- Tak, to ja.
- W takim razie miło mi panią poinformować, że została pani przyjęta.
- Serio?! - zdziwiłam się.
- Tak, serio - zaśmiała się pani po drugiej stronie słuchawki. - Zostało kilka formalności, w tym dokumentów do podpisania, kiedy mogłaby pani się u nas stawić?
- Aktualnie jestem za granicą, będę w Londynie dwudziestego piątego - powiedziałam wciąż nie wierząc w to, że się dostałam.
- Świetnie, tak więc spodziewamy się pani dwudziestego piątego.
- Dziękuję, do widzenia - rozłączyłam się.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, a przez głowę przemknęła mi iście diabelska myśl. Chyba najwyższy czas jest moja pora, żeby kogoś powkręcać. Wróciłam do salonu, stanęłam na środku i czekałam, aż wszyscy się zamkną.
- Jules, wszystko gra? - spytał Nathan.
- Tak, jasne. Tylko jest coś, o czym muszę ci, a w zasadzie wam wszystkim powiedzieć.
- Jesteś w ciąży? - palnął Tom.
- Nie, nic mi o tym nie wiadomo... Robiłam to wszystko w małej tajemnicy, nikomu nic nie powiedziałam, ale koniec końców się udało, więc... - wzięłam głęboki oddech. - Dostałam się na uniwersytet.
- To wspaniale - uśmiechnęła się Nareesha.
- Na uniwersytet gdzie? - spytał Nathan.
Okej, teraz muszę poświęcić wiele energii, żeby się nie roześmiać.
- Nath, jestem Polką. Mam polską maturę. Całe życie uczyłam się po polsku. Gdzie mogłabym się dostać? - spytałam cicho.
Wszyscy spoważnieli.
- Nie, Jules - powiedział Nathan.
- Nathan...
- Nie. Nie zostawisz mnie. Przywiążę cię do kaloryfera, jeśli będzie trzeba, ale nie wyjedziesz na żadne głupie studia do Polski - podniósł się z kanapy i ruszył w kierunku schodów.
- Zatrzymaj się i spójrz na mnie - powiedziałam przez zęby. Zrobił, o co prosiłam, więc zwolniłam z tonu. - Dostałam się na University of London.
Nath jeszcze przez chwilę mi się przyglądał, po czym głęboko odetchnął.
- Nigdy więcej tego nie rób - podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Więc... - zaczął Max. - Dostałaś się na studia do Londynu, czyli nigdzie nie wyjeżdżasz?
- Tak, bardzo dobrze, Max - zaśmiałam się.
- To świetnie - powiedział Jay. - Mamy okazję, żeby urządzić imprezę.
- Nie żebyście jej potrzebowali - wywróciłam oczami.
Wszyscy mi pogratulowali i szczerze się ucieszyli, po czym razem z Nareeshą i Kelsey wzięłyśmy się za robienie obiadu.



Tak więc... Pamiętajcie, dzieci, nie zaczyna się zdania od "tak więc". Ale nie było mnie tak długo, że nie wiem, co mam napisać. 
Ponad dwa miesiące...
To nie tak, że to olałam. Nie. Nieraz otwierałam nowy post, kładłam palce na klawiaturze... i nic. Może miałam zastój, może się wypalałam, nie wiem. Do tego doszedł plan zajęć, nie tak korzystny, jak wydawało mi się na pierwszy rzut oka, no i pogoda, robi się coraz cieplej, więc to logiczne, że wolę wyjść niż na siłę wymyślać coś przy kompie. 
Ale będę się starać dodawać nowe rozdziały częściej niż co dwa miesiące i będę się starać nadrobić czytanie Waszych blogów. Co może być trudne, skoro mam cztery działy z matmy do ogarnięcia w półtora miesiąca, ale dam radę ;) xxx