środa, 29 stycznia 2014

74. Trochę przyzwoitości.

Wzięłam telefon i oddzwoniłam do Nareeshy.
- Już jestem cała twoja - powiedziałam, kiedy odebrała.
- Wracacie w sobotę?
- Tak.
- W poniedziałek masz rozmowę - powiedziała zadowolona.
- Już? - zdziwiłam się.
- Jules, nie ma czasu, niedługo jedziemy do LA.
- Rozumiem, że pracuje tam twoja znajoma, ale co, chcą mnie na rozmowę tak całkiem bez niczego, bez tego głupiego certyfikatu? - spytałam.
- Taaa... Jeśli o to chodzi, możliwe, że przypadkiem sama się tym zajęłam - powiedziała niepewnie dziewczyna.
- Naree, co masz na myśli?
- Tylko nie bądź zła - powiedziała słodko. - Bo wiesz, może jakoś Twój certyfikat sam się zeskanował i sam wysłał do redakcji...
- No tak, rozumiem, tak rzeczy się zdarzają, prawda - zaśmiałam się.
- Więc nie jesteś zła, że ruszałam twoje rzeczy? - upewniła się ponownie.
- Gdyby to był Tom albo Max i ruszali by moje rzeczy z jakichś dziwnych powodów jak głupi zakład, pewnie byłabym zła, ale wiem, że chcesz dobrze i jestem ci ogromnie wdzięczna - powiedziałam.
- Dzięki Bogu - usłyszałam ulgę w głosie Nareeshy.
- O rany - nagle coś do mnie doszło. - W CO JA SIĘ UBIORĘ?!
- Spokojnie, coś wymyślimy - zaśmiała się. - Do zobaczenia.
- Papa - rozłączyłam się i poszłam na górę.
- Jak tam? - spytał Nathan.
- Dobrze. W poniedziałek mam rozmowę - uśmiechnęłam się.
- Cieszę się. Ale nie o to pytam.
-O rany, jaki ty monotematyczny jesteś - wywróciłam oczami. - Myślę, że fochy Michała mam z głowy. Koniec tematu.
Rozległo się pukanie do pokoju.
- O rany, od kiedy w tym domu puka się przed wejściem? - spytałam na tyle głośno, żeby osoba po drugiej stronie drzwi usłyszała. 
- Ty nie bądź taka mądra - powiedziała mama wchodząc do środka.
- Co tam, mamciu? - spytałam.
- Jedziesz ze mną do sklepu?
- Eeeee... W sumie czemu nie - wzruszyłam ramionami. - Jedziesz? - zapytałam Nathana.
- Nie, umówiłem się z Jess na Skypie.
- Okej, to idę - wzięłam torebkę i wyszłam z mamą z pokoju. 
Ubrałyśmy się i poszłyśmy do auta.
- Trzymaj - wyciągnęła do mnie rękę a w dłoni trzymała... kluczyki od samochodu.
- Mamo... - nagle ogarnął mnie lęk. - Nie... nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Julka... Wiem, że to dla ciebie stres, to normalne, że ciężko będzie ci znowu zacząć prowadzić, ale nie możesz od tego uciekać. 
Wzięłam głęboki wdech. Wiedziałam, że miała rację, ale... nie mogłam. Z drugiej strony, z kim mam pokonać ten lęk, jak nie z mamą na siedzeniu pasażera? I jeżdżąc po prawej stronie drogi.
- No dobra, spróbuję - niepewnie wzięłam kluczyki i usiadłam na siedzeniu kierowcy. 
Ustawiłam fotel i lusterka, odpaliłam silnik i dałam mu chwilę, żeby się rozgrzać, a raczej dawałam ją sobie, żeby się przesiaść. Nie, Julka, nie bądź mięczakiem. Powoli wyjechałam z podwórka na drogę. Dwójka... Trójka... Czwórka... Wow, jadę, nie mam ataku paniki, nie błagam mamy, żeby się ze mną przesiadła... Szeroko się uśmiechnęłam. 
- Widzisz, wcale nie jest tak strasznie - uśmiechnęła się mama.
Szło mi dobrze, trochę spięłam się na skrzyżowaniu, ale powoli dałam radę. Zadowolona z siebie zaparkowałam pod marketem. 
- I o co było tyle strachu? - spytała mama.
- Tak dla zasady - pokazałam jej język i weszłyśmy do sklepu.

Tydzień w Polsce zleciał nawet nie wiem kiedy, ani się obejrzałam, a byłam na pokładzie samolotu do Londynu, nie miałam jednak czasu, żeby smucić się, że znowu zostawiam rodzinę, bo samolot jeszcze dobrze nie wystartował, a już stresowałam się rozmową, która czekała mnie w poniedziałek.
- Nathan, o co mogę być pytana?
- Nie mam pojęcia, Jul.
- Jak to w ogóle wygląda? Nigdy nie miałam rozmowy o pracę, Nathan pomóż mi - pociągnęłam go za rękaw.
-Jules - złapał moje dłonie. - Nie mam pojęcia, jak to będzie wyglądać, nie mam pojęcia, o co będą cię pytać, ale wiem, że dasz z siebie wszystko.
- To słodkie, ale jesteś beznadziejny w doradzaniu - zaśmiałam się.
- Taki już mój urok - wzruszył ramionami.
- I trzeba z tym żyć - westchnęłam. - Dobra, lepiej zacznę się zastanawiać, co zabrać do Los Angeles. Chyba łatwiej będzie wpakować całą szafę.
- Wiesz, myślę, że zimowe ciuchy możesz sobie darować.
- No tak, jeśli chodzi o pakowanie, też jesteś beznadziejny. O czym ja mam z tobą rozmawiać? - zaśmiałam się znowu.
- O rany, to twój słowotokowy dzień - westchnął. - Ile ten lot trwa?
- Całe trzy godziny moje trajkotania nad uchem - uśmiechnęłam się.
Nathanowi upiekło się, bo chwilę później zasnęłam i obudziłam się przy podchodzeniu do lądowania.
- Kto nas odbiera? - przeciągnęłam się.
- Taksówka. Zrobimy im wejście smoka.
- Okej - wzruszyłam ramionami.
Samolot wylądował, odebraliśmy bagaże, przeszliśmy przez cały budynek do wyjścia, chociaż ja to bardziej szurałam, bo nie odrywałam stóp od podłogi. Wsiedliśmy do taksówki, zadzwoniłam do rodziców, poinformować ich, że dolecieliśmy cało i zdrowo i już niedługo byliśmy na miejscu. Nathan wziął walizki, a ja poleciałam pierwsza, otworzyłam drzwi na oścież i krzyknęłam:
- Honey, I'm home!
- Jules? - pierwszy w korytarzu pojawił się zdziwiony Tom.
- To my, we własnej osobie - powiedział Nathan zatrzaskując drzwi nogą.
- Czemu nie powiedzieliście, o której wracacie, przecież byśmy po was pojechali - odpowiedział Parker.
- A może ja odczuwałam wewnętrzną potrzebę przejechania się taksówką? - spytałam na cwaniaka.
- To raczej ja nie chciałem nikogo fatygować, a ty zostałaś poinformowana o fakcie dokonanym - stwierdził Nath.
- Czemu niszczysz mój autorytet?!
- Ty i autorytet? - prychnął Tom. - A to dobre.
Przeszyłam go spojrzeniem.
- Whatever... Powiedz, że jest Nareesha.
- Jest, u Sivy.
Bez słowa wyminęłam Toma i Nathana i poleciałam na górę. Kulturalnie zapukałam do drzwi, a kiedy usłyszałam "Proszę", otworzyłam je na całą szerokość.
- Sorry, Seev, porywam ją - złapałam Nareeshę za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Tak, też miło cię widzieć - powiedział Siva, kiey zamykałam drzwi z drugiej strony.
- Musisz mi pomóc, Nathan jest mało użyteczny - poszłyśmy do pokoju Nathana.
- O co chodzi? - spytała dziewczyna.
- O rozmowę. Nie mam pojęcia, co będę tam robić, o co będą mnie pytać, nic!
- Sorry, Jul, sama mam własną firmę, nigdy nie byłam na rozmowie, sama nie wiem, co ci powiedzieć.
- Myślisz, że będą pytać o takie głupoty, jak "Dlaczego chcesz u nas pracować?", czy "Opowiedz nam coś o sobie"?
- Możliwe. Tak sądzę.
- O rany nie, i co ja niby mam odpowiedzieć - westchnęłam i ze zrezygnowaniem usiadłam na łóżku.
- Przede wszystkim nie denerwuj się. Bądź spokojna i opanowana, bądź sobą. Poza tym znasz gramatykę lepiej niż większość ludzi mieszkających w tym domu, to powinno wystarczyć - zaśmiała się Nare.
- Sadzę, że w samym Londynie jest jeszcze kilka osób, które mogą się pochwalić tym samym, a dodatkowo, nie wiem, może jeszcze dyplomem uniwersyteckim?
- Jules, nic nie ryzykujesz. Przestań przewidywać najgorsze. Zamiast tego pomyśl na przykład... Nie wiem... O! W co się ubierzesz?
Z przerażeniem w oczach spojrzałam na szafę, i byłam naprawdę blisko do powiedzenia z rozpaczą "Nie mam co na siebie włożyć!", ale się powstrzymałam. Zamiast tego powiedziałam:
- Obawiam się, że będę musiała iść jutro na zakupy - podeszłam do szafy.
- Praktycznie wyrzuciłaś Nathana z tej szafy, na pewno coś tam znajdziesz - stwierdziła Nareesha.
- Dobra, koniec tych plot, zapraszamy na dół - do pokoju z impetem wpadł Nathan.
- Nie umiesz pukać? - zganiłam go.
- Umm... To mój pokój?
- No i niech se będzie, niedługo się wyprowadzam! - krzyknęłam. Na żarty. Mało rzeczy wychodziło nam lepiej niż kłócenie się w żartach.
- Serio? Kiedy?
- No... jak wrócimy z Los Angeles - mruknęłam zamykając szafę.
- Czyli za jakieś cztery miesiące?
- Oh, spadaj, jeszcze będziesz chciał przyjść do mnie na nocowanie! - pokazałam mu język. - Nare. Wychodzimy. Niech sobie siedzi w swoim pokoju - złapałam dziewczynę za rękę i wyszłyśmy ledwie powstrzymując śmiech.
- Ty tak serio o tym wyprowadzaniu? - spytała, kiedy schodziłyśmy na dół.
- Tak. Rzeczy dzieją się zbyt szybko, a ja jeszcze nie dojrzałam, żeby wyjść z etapu randek, więc tak. Po powrocie z LA wynajmę coś własnego, a Nathan może czasami wpaść - stwierdziłam.
- A co on na to?
- Powiedział, że jeśli tego mi trzeba, to on nie ma nic przeciwko.
- Och, to dobrze, że się dogadaliście - Nareesha się uśmiechnęła.
- Kto się dogadał? - spytał Max z salonu.
- Ty nie bądź taki ciekawski - pogłaskałam go po łysej glacy.
- Oto moja propozycja - przemówił Jay. - Ponieważ to tak naprawdę nasz ostatni weekend w tym domu, zanim opuścimy te cztery ściany na naprawdę długi czas, proponuję się napić.
- Jay, w ciągu tygodnia znajdziesz siedem podobnych okazji - stwierdziłam.
- I co? Ale tylko dzisiaj jest sobota - dołączył do niego Tom. Widząc, że Nareesha zamierzała zapewne dopowiedzieć, że do wyjazdu jest jeszcze jedna sobota, dodał: - Ostatnia sobota, kiedy jeszcze nie musimy się pakować.
- Dziewczęta? Reflektujecie? - spytał Max.
Spojrzałyśmy z Nareeshą po sobie.
- Tylko jeśli Tom zniesie mi tu na dół stół do piłkarzyków i ktoś cały czas będzie mnie przy nim zabawiał - postawiłam warunek.
- Zabawianiem ciebie zajmie się Nathan - powiedział Jay z głupkowatym uśmieszkiem.
- Serio? Ograłabym go z zamkniętymi oczami.
Nagle poczułam czyjeś palce w moich żebrach. No tak, "czyjeś".
- Słyszałem to! - Nathan i Siva zeszli na dół.
- Dobra, George, chodź, przyniesiemy dziecku ten stół - Tom i Max poszli na górę.
- Yeey! Yeeey! - podskakiwałam w miejscu i klaskałam jak małe dziecko.
- Zadzwoń po Kelsey! - krzyknął Parker z góry.
Poszłam do kurtki po telefon i wybrałam numer.
- Juuuules! Już wróciliście? - dziewczyna odebrała wesoło, czyli jak zawsze.
- Tak, całkiem niedawno. Przyjeżdżaj prędko, chłopaki wymyślili okazję do libacji, nie potrafię konkretnie wyjaśnić, jaka to okazja, bardzo skomplikowana, męska logika - zaśmiałam się.
- Hmm... No dobra, mogę wpaść. Ale wezmę też Kelsey Ann.
- Spoko, im nas więcej, tym więcej osób ogram w piłkarzyki - stwierdziłam z zadowoleniem.
- Oł je, przekonałaś Toma, żeby ściągnął piłkarzyki na dół?!
- Tak, właśnie robią to z Maxem, obawiam się, że przynajmniej jeden może nie przeżyć - z przerażeniem zmieszanym z rozbawieniem oglądałam Maxa i Toma schodzących po schodach ze stołem. - Mam tylko nadzieję, że stół wyjdzie z tego cało.
- Dobra lista priorytetów - zaśmiała się Kel. - Mam coś kupić po drodze?
- Czy masz coś kupić... - powiedziałam na tyle głośno, żeby ktoś z zainteresowanych usłyszał.
- Nie! My idziemy po zakupy! - krzyknął Jay.
- Jay mówi, że nie - odpowiedziałam. - Jak coś, to będzie na niego.
- Okej, niedługo będziemy.
- Papa - rozłączyłam się i spojrzałam na walizki, które dalej stały tam, gdzie Nathan je zostawił, czyli przy wejściu. - Nathan, weź te walizki, zanim ktoś się o nie zabije - powiedziałam idąc na górę, chłopa zaraz przyszedł za mną do pokoju z bagażami.
- No nie mów, że chcesz to rozpakowywać teraz - jęknął Nathan rzucając torby.
- Ej! Tam są moje cukierki! Rzucaj sobie swoją walizką, ale na moją uważaj, bo je zgnieciesz - pacnęłam go w ramię. - A wracając do pytania, tak zamierzam to zrobić teraz, bo to trwa dosłownie chwilę.
- Serio? Teraz? Zaraz impreza...
- A rozpakowywanie trwa właśnie to "zaraz". I nie boli cię, że zamierzam to rozpakowywać, tylko, że musisz siedzieć tu i zająć się swoimi rzeczami - wytknęłam mu z satysfakcją.
- No widzisz, jak ty mnie dobrze znasz - mruknął obejmując mnie od tyłu.
- Nie, spadaj, idź sobie - skuliłam się i schowałam szyję.
- No weź... - Nath zaczął jeździć nosem po mojej szyi. - Julka... - mruknął cicho.
Już miałam odpowiedzieć jakimś moim słynnym tekstem typu "Tak, tak mam na imię", kiedy mnie olśniło.
- Co powiedziałeś? - wyprostowałam się i obróciłam przodem do niego. - Mniejsza z tym, słyszałam, co powiedziałeś - machnęłam ręką. - Ale... Jak? Kiedy?
- Siedziało się tydzień z twoją rodziną, to się nauczyło - powiedział z nieukrywaną dumą.
- Awww, to takie słodkie - uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
- To co, przełożymy rozpakowywanie? - mruknął Nathan.
- Hmm, myślę, że może chwilkę poczekać - przyznałam.
- Świetnie - Nath podniósł mnie do góry, owinęłam nogi wokół jego bioder.
I wtedy do środka wpadł Tom.
- Jakieś zamówienia?
- Niech pomyślę... - zamyślił się Nathan. - Pukanie?
- Jesteście tacy monotematyczni - wywrócił oczami Parker. - Zresztą - spojrzał ostentacyjnie na zegarek - jest czwarta po południu, ludzie trochę przyzwoitości.
- Tom - powiedziałam słodko - zamknij drzwi z drugiej strony. Dziękuję. - "intruz" wyszedł. - Okej - westchnęłam. - Postaw mnie.
- C-co?
- Zniszczył moment - zeskoczyłam na ziemię. - Bierz się za walizkę.
- O rany, ty mówisz serio - jęknął.
- Śmiertelnie serio - dodałam. - Ale za karę nie damy im tego - wyciągnęłam z walizki butelkę wódki.
- Ha, jesteś geniuszem zła - stwierdził Nathan i przybił mi piątkę.
- Nathan... W tym LA będzie dziwnie - stwierdziłam. - To będzie jak trzy miesiące trzeźwości. Dobra, dla ciebie dwa bo masz urodziny. O rany, znając ich, to będzie jedna wielka impreza, a ja nie będę mogła się napić, żeby  to przetrwać.
- Ty tak serio?
Patrzyłam na niego przez chwilę zdezorientowana.
- Emm.. Okej. Byłeś parę razy w Stanach, ale może nie wiesz. Tam można pić od dwudziestu jeden lat. Ja - wskazałam na mnie - mam dziewiętnaście. Ty - wskazałam na niego - jeszcze dwadzieścia. Już rozumiesz?
- Serio? Jul, nikt nie będzie za tobą szedł do łazienki z kamerą.
- Żartujesz sobie? - spytałam z miną "are you kidding me". - Mam pić w łazience, jak jakiś szczeniak? Sorry, mam jeszcze swój honor.
- No dobra, myślę, że będzie tam też jeszcze kilka innych pomieszczeń, jak.. hm.. sypialnie?
- I będą tam... hmm - naśladowałam go. - Niech pomyślę... kamery?
- Przecież nikt nie zamontuje ci na stałe ukrytej kamery w pokoju.
Już otwierałam buzię, już miałam coś powiedzieć, kiedy nadszedł ten najgorszy moment w dyskusji, ten, kiedy uświadamiasz sobie, że nie masz racji. I Nathan go wyczuł.
- Haha, wygrałem - zaśmiał się.
- Ugh, rozpakujemy to później, nie chce mi się tu z tobą siedzieć - trzasnęłam walizką. - Chodź lepiej na dół, muszę ograć cię w piłkarzyki.
- Pff, zapomnij - prychnął i zszedł za mną po schodach.

Trzy godziny później libacja trwała już w najlepsze. Spojrzałam na Toma.
- Parker, trochę przyzwoitości, jest dopiero siódma - udawałam jego głos.
- Nie bądź taka mądra, bo najmłodsze sprząta - zarechotał.
- Hahaha - udawałam jego śmiech. - Po moim trupie.
Zadzwonił któryś z telefonów.
-Juuuules -jęknął Max. - Sms mi przyszedł, masz najbliżej, sprawdzisz kto to?
- No ewentualnie mogę sięgnąć - stwierdziłam i wyciągnęłam rękę w kierunku stołu, wyciągałam ją tak mocno, że przysięgam, trochę się rozciągnęłam. - Sms od... Niny. Przeczytać?
- Nie, dzięki, dam se radę - chłopak prędko zerwał się na równe nogi.
Z początku nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale po sekundzie mnie oświeciło. Nina to pewnie jego "przyjaciółka".
- Max! - krzyknęłam, poderwałam się z kanapy i poleciałam za nim do kuchni.
- Nie, nie, nie, nie, nie - obrócił się przodem do mnie. - Nie zaczynaj znowu, błagam.
- Tylko, tylko powiedz mi, czy to ta twoja przyjaciółka - powiedziałam to, nawet bez sarkazmu.
Max westchnął głęboko.
- Tak, to ona. Jak sama zauważyłaś, przyjaciółka, więc nic nie kombinuj, nie podam ci jej nazwiska, twittera, instagrama, nic, a nawet jak sobie sama ją znajdziesz, nie zaczynaj jej obserwować, ani nic, bo ci bardziej nakręceni zaraz zaczną dorabiać sobie historie.
- Słowo harcerza, jestem twoją najlepszą przyjaciółką, wiesz, że nigdy nie zrobiłabym niczego wbrew tobie - uniosłam do góry dwa palce.
- Nigdy nie byłaś harcerzem.
- Czemu wszyscy zawsze się o to czepiają? - obróciłam się na pięcie, już niby wracałam do salonu... ale jednak nie. Cichaczem weszłam na górę i poszłam do pokoju.
Odpaliłam laptopa i usiadłam na łóżku po turecku. Okej, jak znaleźć w internetach Ninę. Pewnie jest wiele  dziewczyn o tym imieniu, trzeba zawęzić krąg poszukiwań. Max obserwuje na twitterze jakieś 5 tysięcy ludzi, przejrzenie całej listy też trochę zajmie... Myśl, Jules, myśl. No tak, jest modelką. Google, google, powiedzcie mi prawdę. Nina Agdal, czy to ty... Sięgnęłam po telefon, włączyłam tę fajną aplikację, którą można sprawdzać, czy ktoś obserwuje się wzajemnie na twitterze, czy nie i... TAK. Bomba, znalazłam. Mogłabym być prywatnym detektywem. E tam, twitter, instagram prawdę ci powie. Ładna, zabawna, uśmiechnięta, świetnie, akceptuję.
Wyszłam z pokoju i trafiłam na Maxa, który właśnie szedł do łazienki.
- Ładna ta Nina, wcale jej nie szpiegowałam - powiedziałam szybko i zbiegłam na dół, zanim Max zdążył zareagować i nie wiem... zamordować mnie czy coś.
- A ty co, zbiegasz, jakby ktoś cię zagonił - powiedział Nathan, kiedy usiadłam obok niego.
- Było takie prawdopodobieństwo.
Rozległo się pukanie do drzwi. Nareesha, jako ta najtrzeźwiejsza poszła otworzyć, po chwili jednak usłyszałam:
- Jules, to do ciebie.
- Do mnie? - zdziwiona podeszłam do drzwi.
- Pani Julia Miller?
- Tak - odpowiedziałam zdezorientowana.
- Proszę pokwitować odbiór wezwania.


Hej, hej wróciłam! Wiem, wiem, piszę tak co rozdział, a potem znowu znikam na dwa tygodnie, ale to nie jest niestety zależne ode mnie :( Z dobrych wieści, zostały mi tylko dwa egzaminy, niestety duże i ciężkie, ale potem znowu będę mogła obijać się przez cały semestr :D
A w zeszłym tygodniu, kiedy wróciłam z uczelni udało mi się uchwycić najzajefajnieszą liczbę wyświetleń na blogu, taaadam!

A dlaczego jest taka najzajefajniejsza? Bo to data moich urodzin :D Wiem, sama twierdzę, że to żałosne i dziecinne, ale San twierdzi, że to urocze, więc nie będę się z nią kłócić ;)
Anonimku, nie, nie zamierzam wciągać Ariany w tego bloga, wystarczająco dużo jej będzie na drugim :)
Nowymi nominacjami zajmę się po egzaminach.
Do napisania, mikroekonomia wzywa! xx

czwartek, 16 stycznia 2014

73. Brak zainteresowania troszeczkę zabolał.

Autobus przyjechał, wytłumaczyłam Nathanowi, że pięć minut to nie spóźnienie, później bardzo wrednie przetrzymałam go 10 minut na dworze, w czasie kiedy ja weszłam do budynku załatwić pewną sprawę i absolutnie zabroniłam mu wchodzić ze mną.
- Pamiętaj, że mamy tu wrócić za trzy, cztery godziny - powiedziałam, kiedy wróciłam do niego.
- I wtedy też nie powiesz mi, co tu robimy?
- Zgadłeś - poklepałam go po ramieniu. - To co robimy teraz? - spytałam.
- Jules... Jesteśmy u ciebie, pamiętasz? Skąd ja mam wiedzieć, co można tu robić?
- Niby racja - przygryzłam wargę. - Dobra, to najpierw pójdę do kantoru, bo z funtami cienko się widzę, a potem możemy pójść na kawę, herbatę, ciastko czy cokolwiek - postanowiłam i Nathan ruszył za mną.
Jego męska duma oczywiście też kazała mu rozmienić pieniądze, potem poszliśmy do mojej ulubionej, w zasadzie to jedynej, kawiarni na tym zadupiu, zamówiłam sobie herbatę i mus truskawkowy z bitą śmietaną, Nathanowi herbatę i tiramisu.
- Więc, jaki jest następny punkt naszej wycieczki? - spytał Nathan.
- Muszę odwiedzić babcię. Inaczej w najlepszym przypadku mnie zamorduje. Więc pójdziemy tam na chwilkę, po drodze pokażę ci moje liceum, potem wrócimy, żebym dokończyła tą sprawę, o której nie mogę ci powiedzieć, a później z racji tego, że będzie jeszcze wcześnie i dzieci nie zdążą wrócić ze szkoły, możemy pójść do kręgielni zagrać w bilard - wymyśliłam plan.
- Do kręgielni zagrać w bilard, tak to ma sens - zaśmiał się Nathan.
- Ty już nie bądź taki mądry - wytargałam go za ucho.
- Ała, zaczynasz czepiać się tych uszu jak Max - stwierdził.
- O, skoro o nim mowa. Co z nim i tą jego niby przyjaciółką? - spytałam i prawie podskakiwałam z ciekawości.
- Oj nic, słońce, mówił przecież, że tylko się przyjaźnią - wywrócił oczami Nath.
- Jasne, jasne, to zawsze się tak zaczyna - stwierdziłam. - Zawsze jest "jesteśmy tylko przyjaciółmi", "jest dla mnie jak młodsza siostra" - imitowałam męski głos.
- Rany, nie mówię, że są best friendasami na całe życie, ale nie są jakoś mega blisko. Czasem ze sobą popiszą czy coś - wzruszył ramionami.
- I dalej nie powiesz mi, jak się nazywa? - spytałam.
- Nie, bo ją wygooglujesz i nie mów, że nie, bo obydwoje wiemy, że to jest silniejsze od ciebie. Lubisz wiedzieć wszystko o wszystkich.
- Dobra, masz rację - westchnęłam. - To może samo imię? - spytałam po chwili.
- Jules... - wywrócił oczami. - Żebyś mogła wejść na twitter i przeszukać osoby, które obserwuje?
- A spadaj - machnęłam ręką wpakowując sobie całą łyżkę musu do buzi.
- Czy jeśli tylko zdradzę ci, że ma chłopaka, to dasz spokój?
- No dobra, wygrałeś - westchnęłam. - Ale chłopak nie ściana... - mruknęłam.
- Jules!
- Żartuję, żartuję! - uniosłam ręce w obronnym geście. - Skończyłeś? - spytałam dopijając herbatę.
- Już tak - odpowiedział Nathan i wsadził ostatni kawałek ciasta do buzi.
Ubraliśmy kurtki, szaliki i wyszliśmy na zewnątrz.
- Chwila - pacnęłam się w czoło. - Idziemy do babci, to w drugą stronę.
Obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni, ciągnąc za sobą Nathana i wpadłam na kogoś.
- Przepraszam... o - podniosłam wzrok i zobaczyłam na kogo wpadłam.
- O proszę, Julcia w Polsce.
- Cześć, Michał - powiedziałam jak najnormalniej.
- Hej, Nathan.
- Hej - odpowiedział Nath i wymienili uścisk dłoni.
A potem moje jeżdżenie wzrokiem to po nim, to po jego dziewczynie. W końcu zrozumiałam, że Michał chyba zapomniał o manierach, więc wzięłam sprawy w swoje ręce, a raczej jedną.
- Cześć, Julia - puściłam dłoń Natha i wyciągnęłam ją przed siebie.
- Dorota, miło mi - dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Nie wiedziałem,  że jesteście w Polsce - powiedział Michał.
- Tak, chcę posiedzieć z rodziną, zanim wyjdę do Los Angeles.
- Los Angeles? - spytał zdziwiony.
- Tak, The Wanted kręcą program, a że trzy miesiące to długo, dlatego jadę z nimi.
- Wow. Dużo się dzieje.
- Tak, przez ostatni miesiąc musiałam zwolnić, więc teraz nadrabiam.
- Właśnie... Jak się czujesz?
- Teraz już dobrze. Miesiąc temu było różnie, ale chyba średnio cię to obchodzi - powiedziałam, chociaż wcale nie zamierzałam.
- Julka... - już zaczynał się tłumaczyć, ale ja nie dam sobie wcisnąć jego ściem.
- Czy wy nie powinniście być w szkole? Szybko, szybko, bo to maturalna klasa, też się spieszymy - powiedziałam szybko. - Miło było Cię poznać - powiedziałam do Doroty. - Chodź, Nath - pociągnęłam chłopaka za rękę i ruszyliśmy w swoją stronę.
- O czym rozmawialiście? - spytał. - Zrozumiałem tylko "Los Angeles".
- A takie tam - machnęłam ręką.
- Muszę nauczyć się polskiego, nigdy nic nie wiem - stwierdził.
- Powodzenia - prychnęłam. - Może trochę wypomniałam mu, że nie raczył zainteresować się, co działo się ze mną po wypadku.
- Ju...
- Nie! - przerwałam mu. - Ani mi się waż posiedzieć "Jules". I coś ci powiem. Zawsze kiedy jemu coś się działo, wydzwaniałam do niego jak głupia, aż od niego usłyszałam, że nic mu nie jest. A on napisał mi jedną, powtarzam jedną! wiadomość na facebooku. Więc nie julesuj mi tu - powiedziałam stanowczo.
- Okej... Ja tylko chciałem powiedzieć Jules, kocham cię.
- Nie kłam, wiem, kiedy kłamiesz - spojrzałam na niego osądzającym wzrokiem.
- Mam nie kłamać o tym, co chciałem powiedzieć, czy o tym, że cię kocham? - spytał zdezorientowany.
- O tym, co chciałeś powiedzieć. Wiem, że mnie kochasz inaczej nie wytrzymałbyś ze mną... - zawahałam się na chwilę i zaczęłam liczyć na palcach - umm.. siedem? Ponad siedem miesięcy! High five! - przybiłam z Nathanem piątkę.
- Drugie tyle i porzucisz pomysł z wynajmowaniem mieszkania?
- Nathan... - westchnęłam. - Nie zaczynaj znowu. I nie zrozum mnie źle, uwielbiam być z tobą cały czas i uwielbiam tą świadomość, kiedy idę spać, że jak się obudzę, to będziesz gdzieś obok, ale... chyba trochę bardziej lubiłam ten okres, kiedy umawialiśmy się, kiedy ładnie ubierałam się i malowałam i czułam to podekscytowanie w żołądku. I będę szczera. Chcę, żeby to wróciło, bo jeśli dalej będziemy szli takim tempem, to na wakacjach to my powinniśmy brać ślub, a nie Siva i Nareesha i w przyszłym roku powinniśmy mieć dzieci - stwierdziłam.
- Kuszące.
- Nathan - wywróciłam oczami.
- Dobra, rozumiem, robimy wszystko zbyt szybko, tak?
- Mniej więcej. Bo czuję, że omija mnie pewien okres w życiu. Ten na studiach, kiedy ludzie wynajmują mieszkanie, muszą płacić czynsz, samemu zadbać, żeby mieć jedzenie w lodówce czy papier toaletowy. Nie miałam tego momentu, a chcę go mieć.
- Okej - powiedział Nathan.
Zadowalała mnie jego odpowiedź, ale jednocześnie dziwiła.
- I już? Żadnego "Jules to bez sensu", "Jules to nieekonomicznie", "Po co wynajmować dwa mieszkania, kiedy i tak będziemy tylko w jednym", "I tak będę cię wszędzie zabierał, po co mieszkanie ma stać puste"?
- Nic z tych rzeczy. Potrzebujesz tego, rozumiem to i nie zamierzam cię od tego odciągać na siłę.
- Zawsze mnie rozumiesz - uśmiechnęłam się. - I dlatego cię kocham - szybko pocałowałam go w policzek, bo coś innego przyciągnęło moją uwagę. - A oto straszne miejsce nazywane moją szkołą - powiedziałam.
- Wygląda ładnie.
- Bo ją odnowili. Niech cię nie zmylą pozory - ostrzegłam go. - Idziemy dalej, nie ma czasu.
- Myślałem, że idziemy do twojej babci.
- Bo idziemy.Ale dochodzi pierwsza, czyli już niedaleko do niebezpiecznej granicy  między "Zjecie obiad, czy mama robi?" a "To wy jeszcze nie jedliście obiadu?! Zaraz wam dam".
- A na którą z tych opcji chcemy się załapać? - spytał lekko zdezorientowany Nathan.
- To zależy od tego, co ma na obiad.

Niestety, trafiliśmy na tę drugą opcję, stety, były naleśniki. Byłam tłumaczem dzielnie przez bitą godzinę, jednak, kiedy babcia i dziadek po raz nty stwierdzili, że lepiej jakbym wróciła do Polski, ja stwierdziłam, że więcej nie wytrzymam. Wróciliśmy do centrum, dokończyłam załatwiać wcześniej rozpoczętą sprawę, poszliśmy do kręgielni zagrać w bilard i wieczorem wróciliśmy do domu.
- Niech zgadnę - powiedziała mama, kiedy ściągaliśmy kurtki. - jajecznica i herbata.
- Oh, mamo, jak ty mnie dobrze znasz - zaśmiałam się.
Wykorzystałam moment, że ściągnęłam kurtkę i buty szybciej niż Nathan i prędko poleciałam na górę schować teczkę do komody i po chwili zleciałam na dół.
- A ty co tak uciekłaś, jakby cię kto gonił? - spytał tato znad gazety.
- Ja? Nie, tylko odnosiłam torebkę - odpowiedziałam modląc się, żeby nie drążył tematu.
- Wasza herbata - powiedziała mama stawiając na stole dwie herbaty dla mnie i Natha.
- Dziękuję, jest pani najlepsza - uśmiechnął się Nathan biorąc gorący kubek w ręce.
- Żadne "pani", mówiłam ci już - mama pogroziła mu na żarty palcem.
- Byłam dzisiaj u dziadków - powiedziałam.
- O, pamiętałaś, żeby wpaść, dobre z ciebie dziecko - odpowiedział tato.
- "O, pamiętałaś", brzmi jakbym miała Alzheimera - stwierdziłam.
- Oj, rozumiesz, o co chodzi.
- Smacznego - mama postawiła przed nami talerze z jajecznicą.
-Kurde, mama tak wszystko podstawia pod nos, po co w ogóle wychodzić z domu? - spytałam samą siebie ładując pełen widelec jedzenia do buzi, na co moja rodzicelka spojrzała na mnie wzrokiem "chyba cię pogięło, dziecko".
Zjedliśmy, zabrałam się za zmywanie, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi.
- Otworzy ktoś?! - zapytałam, kiedy przez dłuższą chwilę nie usłyszałam, żeby ktoś się poderwał, żeby otworzyć drzwi.
- No idę przecież - mama się poświęciła.
Otworzyła drzwi, chwila ciszy, zamknęła drzwi, było to wszystko dziwne, więc spojrzałam w stronę korytarza, a tam... Michał. Dosłownie widelec wyleciał mi z ręki.
- Siema - powiedziałam szybko i wróciłam do zmywania.
- Mam sprawę, dokończysz potem - odpowiedział.
- Yyyy, nie, dokończę teraz, bo to talerze po jajecznicy, jak zaschną, to będę w dupie - kontynuowałam zmywanie.
- Dokończysz potem - podszedł i zakręcił mi wodę.
- Powiedziałam "nie" - syknęłam ostro i ponownie odkręciłam wodę.
Kiedyś może bym i odłożyła zmywanie na później, ale cóż... Wiele rzeczy się zmieniło. Dokończyłam czynność i grzecznie wygoniłam rodziców i Nathana z salonu.
- Nath! - zawołałam, kiedy już był na schodach.
- Co? - odkrzyknął.
- Przynieś mi bluzę - jak zwykle nie było komu dorzucić do pieca, a że siedziałam w samej bokserce było mi trochę chłodno.
Po chwili Nathan zszedł z powrotem z moją najukochańszą pomarańczową bluzą.
- Ooo, wziąłeś ją - uśmiechnęłam się biorąc od niego ciuch i dając mu buziaka.
Nath wrócił na górę, a ja usiadłam na kanapie.
- Słucham... - powiedziałam bawiąc się przydługimi rękawami.
- To dzisiaj na mieście... - zaczął powoli Michał.
- Spieszyłam się - przerwałam.
- Ta, ta, jasne - wywrócił oczami. - Jesteś w Polsce raz na ruski rok, a jak już przyjeżdżasz, to mnie spławiasz?
- Nie wyrażałeś zbytniego zainteresowania moją osobą przez ostatnie półtora miesiąca - stwierdziłam.
- Julka...
- Nie julkuj mi tu. Byłam prawie tydzień w śpiączce, następny leżałam w szpitalu, a ty napisałeś mi jedną wiadomość na fejsie w stylu "przykro mi, że zdechła ci rybka" - wysyczałam.
- Czemu zamiast cieszyć się, że nic ci nie jest, że żyjesz, ciągle rozpamiętujesz tamto.
- Ty to chyba głupi jesteś - powiedziałam słabo. - Mogłam umrzeć, z listy moich obrażeń można by napisać książkę, a ty pytasz się, czemu to rozpamiętuję? - mówiłam coraz szybciej i wiedziałam, jak zaraz może się to skończyć. - Czy ty w ogóle wiesz, ile czasu zajęło mi dojść do siebie, po tym co mnie spotkało? Ile godzin spędziłam na jakiejś obrzydliwej fioletowej kanapie zwierzając się obcej mi osobie? - tak, właśnie tak mogło się to skończyć, powiedziałam o kilka słów za dużo.
- Julka, o czym ty mówisz? - spytał zdezorientowany Michał.
Trudno... Teraz już  show must go on...
- W wyniku wypadku... poroniłam.
Pierwszy raz powiedziałam o tym głośno. Pierwszy raz tak naprawdę przeszło mi to przez gardło bez wybuchu płaczu czy histerii i mimo napiętej atmosfery w środku odniosłam małe zwycięstwo.
- C-c-co? - wydukał Michał.
- Co, co, jajco, co, nie słyszałeś?
- Byłaś w ciąży? - spytał zszokowany.
- Tak. Dowiedziałam się już po fakcie - westchnęłam. - Więc zrozum może w końcu, że chociaż od wypadku nie używałam telefonu ani facebooka, zrobiłam to dopiero po przylocie do Polski, to brak jakiegokolwiek zainteresowania troszkę zabolał. Ale nie żebym nie była przyzwyczajona...
- Słucham?
Prychnęłam pod nosem.
- Rok temu. Z dnia na dzień praktycznie przestałeś ze mną rozmawiać, zupełnie bez powodu, przypomniałeś sobie o mnie, kiedy dowiedziałeś się, że wyjeżdżam. Od zawsze tak robiłeś... Odchodziłeś i wracałeś, kiedy ty mnie potrzebowałeś i w nosie miałeś potrzeby innych - wyrzuciłam z siebie.
- Zauważ, że nikt inny nigdy nie marudził na mnie tyle, co ty - stwierdził.
Już świerzbiły mnie ręce, ale na szczęście (dla jego twarzy) zadzwonił mój telefon. Wstałam i podeszłam do stołu, żeby odebrać.
- Hej, Naree, możesz zadzwonić za chwilę? - spytałam szybko.
- Jasne, tylko daj znać, kiedy.
- Okej, dzięki - rozłączyłam się i z powrotem usiadłam na łóżku. - Na czym skończyłam, ach tak, na tym, że zawsze odstawiasz mnie na bok, kiedy pojawi się ktoś nowy, a kiedy ten ktoś znika znowu jestem twoją najwspanialszą przyjaciółką. I teraz też pewnie przypomnisz sobie o mnie, kiedy z Dorotą przestanie się układać - stwierdziłam.
- Wiesz co, teraz jesteś laską z iPhonem, mieszkasz w wypasionej chacie ze swoim sławnym chłopakiem, ale to też pewnego dnia się skończy, więc uważaj, żebyś to wtedy ty nie przyszła do mnie - powiedział i ruszył do wyjścia.
- Papa, wyślę ci kartkę z Los Angeles! - odpowiedziałam zamykając za nim drzwi.
Jak to się działo, że zawsze tylko przy nim odzywała się moja wewnętrzna sukowatość...



Przepraszam, że taki krótki, ale naprawdę robię, co mogę, a z moim brakiem czasu mogę niewiele... :( Dziękuję za wszystkie nominacje, zajęłam się nimi w poprzednim poście :)
W przyszłym tygodniu mam trzy kolokwia i dwa egzaminy, więc naprawdę nie wiem, kiedy będę w stanie dodać nowy rozdział, zwłaszcza, że zanim dodam nowy rozdział tu, muszę napisać coś na drugiego bloga, taka kolejność.

A ponieważ orientuję się, że zbliżają się końce semestru czy coś, trzymam za Was wszystkie mocno kciuki i życzę, żebyście były zadowolone ze swoich ocen :)

Tak, San, jestem dumna, że wiedziałaś odpowiedzi na większość pytań :P Zdziwiło mnie, że w ogóle ktoś czyta moje odpowiedzi o.O

wtorek, 14 stycznia 2014

Liebster Awards.

Miałam pisać rozdział, ale z racji tego, że dzisiaj miałam kolokwium i egzamin i obie te rzeczy średnio mi poszły, jestem w naprawdę złym nastroju i nie mam ochoty pisać, dlatego postanowiłam zająć się nominacjami :)
Tym razem dostałam osiem nominacji na tym blogu i trzy na drugim, ale ponieważ, o ile pamiętam, i tu i tam mam nominacje od tych samych osób, a bez sensu się powtarzać, odpowiem na pytania tylko tutaj.

Pierwszą nominację dostałam od Dreamer:

1. Z czym związany jest Twój blog i dlaczego taki a nie inny?
Mój nick to odpowiednik mojego imienia w angielskim (a przynajmniej tak mi się wydaje).
2. Skąd pomysł na bloga?
Stety lub niestety moja wyobraźnia pracuje momentami bardzo intensywnie, wystarczy, że o czymś pomyślę i zaraz układam sobie w głowie alternatywną wersję swojego życia, więc pomyślałam, dlaczegoby nie zrobić z tego bloga.
3. Masz jakieś postanowienia na Nowy Rok?
Tak :)
4. Chciałabyś coś zmienić w swoim życiu, a jeśli tak, to co to takiego?
Chciałabym być obrzydliwie bogata! Żart ;) Nie wiem, musiałabym się nad tym głębiej zastanowić.
5. Czy jesteś tolerancyjną osobą, a jeśli nie, to co Ci przeskadza?
Wydaje mi się, że jestem... Może nie lubię, jak ktoś pali i stoi przy tym pod wiatr i wszystko leci na mnie.
6. Co sprawia, że masz ciarki?
Mróz na dworze? A tak serio, jest kilka takich piosenek, przy których zawsze, ale to zawsze, mam ciarki.
7. Chciałabyś być jak...?
Ummm. O rany nie wiem... Jest dużo osób, którymi chciałabym być :P Jak ktoś się upomni, to mogę napisać :D
8. Twoje uzależnienie?
Gra Candy Crush.
9. Lubię ludzi, którzy?
Są szczerzy, otwarci i pozytywnie nastawieni do świata (chociaż sama jestem zamknięta w sobie).
10. Ulubiony bromance?
Waham się między Nivą a Mathanem.
11. Twój ideał kobiecego piękna?
Ale.. ale... że tylko jeden? :( Lubię dołeczki w policzkach u Mirandy Kerr, Cheryl Cole czy Jade Thirlwall, lubię figurę Mirandy i Niny Agdal, lubię głos Niny Dobrev... Nie mam jednego ideału.

Drugą nominację przyznała mi różowa.mamba:

1. W jakim województwie mieszkasz?
Opolskie/dolnośląskie.
2. Dlaczego piszesz taki a nie inny blog?
Bo The Wanted.
3. Ile masz lat?
19.
4. Kim chcesz zostać w przyszłości?
W moim wieku już nie zadaje się pytań "kim chcesz zostać w przyszłości", tylko "kim będziesz w przyszłości" :) Będę (o ile nie wyrzucą mnie ze studiów) prawdopodobnie kimś związanym z finansami.
5. Jesteś zorganizowana czy nie?
Zależy ile mam rzeczy do zrobienia. Im więcej tym bardziej zorganizowana potrafię być :).
6. Czy ktoś ci podaje pomysły na bloga czy sama je tworzysz?
Większość sama, czasami sugeruję się tym, co ktoś napisze w komentarzu i rozdział 71. napisała mi San :) (nie powinnam jej oznaczać, i tak ma więcej czytających :P).
7. Ulubiony zespół?
The Wanted i Lawson.
8. Jak długo prowadzisz bloga?
Tego od listopada 2012, drugiego od stycznia 2013.
9. Jak postrzegasz ludzi, którzy pomiatają innymi?
Karma się na nich odegra.
10. Od jak dawna jesteś w TWFanmily?
Od sierpnia 2012.
11. To pytanie pominę, bo jest do osoby, która nominowała różową.mambę ;).

Trzecią nominację dostałam od Olgi.

1. Ulubiona piosenka?
"Wonderwall" Oasis.
2. Z kim sławnym chciałabyś spędzić czas (normalnie porozmawiać itp.)?
Z The Wanted, Cheryl Cole, Jade z Little Mix, Willą Holland... Dużo, dużo więcej.
3. Jakie 3 słowa najlepiej Cię opisują?
Wesoła, gadatliwa, ale zamknięta w sobie.
4. Czy ktoś z Twoich znajomych/rodziny wie, że prowadzisz bloga?
Mój brat, ale jak na razie siedzi cicho i nikomu nie powiedział i koleżanka kiedyś na niego wpadła, ale chyba już zapomniała.
5. Rozmyślasz nad przeszłością i przyszłością czy żyjesz chwilą?
Rozmyślam i to o wiele za dużo.
6. Co najczęściej robisz w wolnym czasie?
Czytam książki, piszę bloga, oglądam z mamą seriale, siedzę na tumblrze, oglądam Zoellę na YT...
7. Ile masz lat?
19.
8. Ulubiony film/serial?
Film: Pamiętnik, Grease, Ogniem i Mieczem i Duma i Uprzedzenie.
Serial: TVD, Hart Of Dixie, Beauty and The Beast, Arrow i ostatnio Witches of East End.
9. Gdy piszesz nowy rozdział słuchasz muzyki czy wolisz skupić się w ciszy?
Różnie...
10. Jaką piosenkę masz jako dzwonek w telefonie?
Lawson - "Juliet".
11. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
Żyłam chwilą :P

Czwartą nominację dała mi Nika_TW:

1. Czy robisz to, co kochasz?
Czy ja wiem... Nie narzekam, ale żebym to kochała...
2. Jakie jest (jeżeli je masz) Twoje motto życiowe?
Nie mam motta, ale wierzę w karmę.
3. Czy czegoś Ci w życiu brakuje?
Chłopaka z brytyjskiego zespołu ;)
4. Dzień, który będziesz pamiętać do końca życia, to?
Hmm.. Chyba dzień, kiedy zdałam prawo jazdy :)
5. Co robisz w wolnym czasie?
Czytam książki, piszę bloga, oglądam z mamą seriale, siedzę na tumblrze, oglądam Zoellę na YT...
6. Mieszkasz na wsi, czy w mieście?
I tu i tu :)
7. Lubisz bawić się ogniem?
Chyba nie...
8. Umiesz gotować?
Troszkę...
9. Spełniło się jakieś Twoje marzenie?
Nie wiem, czy follow od Nathana i Toma był moim marzeniem, ale jeśli był, to tak.
10. Ulubiona piosenka?
Wonderwall - Oasis.
11. Oglądasz #WantedWednesday?
Ostatnio trochę zaniedbałam...

Piątą nominację dostałam od Natalii:

1. W jaki dzień tygodnia urodziłaś się?
W niedzielę.
2. Co lubisz robić?
Spać, jeść, słuchać muzyki...
3. Masz jakąś pasję? Jak tak to jaką?
Chyba nie...
4. Ulubiona piosenka jakiegokolwiek wykonawcy.
Wonderwall.
5. Ulubione zwierzę.
Pies.
6. Posiadasz chomika?
Nie.
7. Z czego czerpiesz inspirację?
Z głowy :)
8. KFC vs. McDonald's?
McDonald's.
9. Lubisz Dawida Kwiatkowskiego?
Nie.
10. Masz klaustrofobię?
Nie.
11. W jakiej sieci masz numer telefonu?
T-Mobile.

Szóstą nominację dała mi Sylwia Zając:

1. Za co kochacie The Wanted?
Za to jacy są :)
2. Jakie jest Twoje drugie imię?
Mam, ale nie powiem :P
3. Lubisz psy czy koty?
Psy.
4. Ulubiona piosenka The Wanted?
Demons, Lie To Me, In The Middle.
5. Ulubiony aktor/aktorka?
To się u mnie zmienia co jakiś czas... Sama nie wiem...
6. Twoje marzenie to...?
Polecieć do Nowego Jorku.
7. Ulubiony kolor?
Szary. I to zaczyna się źle odbijać na mojej szafie, bo większość rzeczy mam szarych, a nie mogę ubrać się na szaro od stóp do głów.
8. Ulubiony kwiat?
Róża herbaciana. Lub stokrotka (:
9. Czy lubisz czytać?
Tak.
10. Ulubiony zespół?
The Wanted, Lawson.
11. Podoba ci się mój blog?
Przyznam się, że jeszcze go nie czytałam, ale bardzo podoba mi się wizualnie :).

Siódma nominacja - Mirandaaaxd

1. Kolor oczu.
Niebieski.
2. Ulubiony kolor?
Szary.
3. Masz rodzeństwo?
Tak.
4. Masz psa?
Nie.
5. Masz jakieś zwierzęta w domu?
Brata?
6. Ulubiona piosenka The Wanted?
Demons, Lie To Me, In The Middle.
7. Masz jakiś cytat?
Nie.
8. Ile masz lat?
19.
9. Jak masz na imię.
Karina.
10. Ulubiony film/serial.
Film: Pamiętnik, Grease, Ogniem i Mieczem i Duma i Uprzedzenie.
Serial: TVD, Hart Of Dixie, Beauty and The Beast, Arrow i ostatnio Witches of East End.
11. Odpowiadałaś szczerze?
Tak.

Ósma nominacja od Zagubionej Duszy:

1. Ile masz lat?
19.
2. Kiedy założyłaś bloga?
Tego w listopadzie 2012, drugiego w styczniu 2013.
3. Jakiej muzyki słuchasz?
Pop, rock, pop-rock.
4. Którego członka The Wanted lubisz najbardziej?
Nathan.
5. Skąd pomysł, żeby założyć bloga i pisać opowiadanie?
Pod przypływem chwili to zrobiłam.
6. Ulubiony napój?
Cola lub herbata.
7. Ulubione zespoły?
The Wanted, Lawson.
8. Sposób na poprawę humoru?
Czekolada i muzyka.
9. Masz jakiegoś zwierzaka?
Nie.
10.  Lubisz czytać? Jeżeli tak to jakie książki najbardziej? Ulubiona książka? Autor?
Tak, lubię czytać, aktualnie czytam "Intruza". I ludzie mogą mówić, co chcą, ale i tak lubię "Zmierzch". Najbardziej chyba lubię książki Harlana Cobena (kryminały) i książki z serii "... Babylon" (Hotel Babylon, Air Babylon, Szpital Babylon, jak ktoś nie wie, o co chodzi, niech żałuje).
11. Styl ubierania?
Zależy od nastroju.

I ostatnia nominacja od Czekającej Nieświadomej:

1. Jak masz na imię?
Karina.
2. Gdzie masz największe łaskotki?
Chyba na żebrach.
3. Chciałabyś zmienić coś w swoim życiu?
Gdybym się zastanowiła to pewnie tak.
4. Masz ulubiony serial?
Patrz wyżej.
5. Jak często przesiadujesz na internecie?
Zbyt często.
6. Jakiego koloru masz włosy?
Blond.
7. Czy lubisz święta Bożego Narodzenia?
Tak :)
8. Czy nie możesz doczekać się wakacji?
Chyba tak.
9. Jaka będzie najgorsza ocena na koniec pierwszego semestru?
Jestem na studiach, więc to się dopiero okaże.
10. Czy są plakaty w Twoim pokoju?
Nie, ale mam obrazki z NY.
11. Czy lubisz odpowiadać na pytania?
Jak nie zmuszają mnie do zbyt intensywnego myślenia, to tak :).


Jak widać musiałabym nominować 88 osób! ;O To strasznie dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie mogę nominować osób, które mnie nominowały  :(

Dlatego postanowiłam złamać zasady i jeśli chcecie możecie zrobić to po mojemu, a jeśli nie, to nie :)
Zadam 11 pytań i każda osoba, niezależnie czy nominowała mnie czy nie, czyta mojego bloga, czy jest tu przez przypadek, odpowie na nie w komentarzu pod tą notką. Żebym mogła Was poznać :)

1. Masz jakieś fobie?
2. Czy łatwo się denerwujesz?
3. Ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
4. Błyszczyk czy mascara?
5. Co sądzisz o operacjach plastycznych?
6. Wolałabyś mieć brodę czy wyłysieć?
7. Oglądasz YouTuberów? Jak tak to jakich?
8. Masz konto na tumblr/instagramie?
9. Ulubiona bajka Disneya?
10. Pijesz energy drinki?
11. Gdybyś mogła iść na obiad z pięcioma sławnymi osobami, kto to by był i dlaczego?

czwartek, 2 stycznia 2014

72. Witamy w Polsce.

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Po miesiącu wizyt u psychologa dwa razy w tygodniu mogłam z dumą powiedzieć - wróciłam. Znowu się śmiałam, mówiłam najwięcej, robiłam z Tomem zawody w jedzeniu. Byłam sobą. Fakt numer dwa - zostały dwa tygodnie do wylotu do Los Angeles. Byłam jednocześnie podekscytowana i przerażona. Nie przerażało mnie miasto, przerażał mnie wielki dom i kamery.
- Chyba mam kamerofobię - powiedziałam wyglądając przez okno samolotu. Jeszcze nie do LA, tylko do Polski. Potrzebowałam kilku dni w domu przed dwoma miesiącami po drugiej stronie oceanu.
- Nie ma czegoś takiego - zaśmiał się Nathan.
- Jak mówię, że jest, to jest - trąciłam go ramieniem.
- To może żebyś nie martwiła się kamerami, do których jeszcze daleko, coś ci dam - wstał z fotela, sięgnął do schowka na górze i wyciągnął pudełko z plecaka.
- Jules, minęło półtora miesiąca, myślę, że czas, żebyś wróciła do ery telefonów komórkowych.
- A czy sprawiałam wrażenie, jakbym potrzebowała telefonu? - spytałam patrząc za okno.
- No tak, po co ci telefon, możesz do końca życia używać mojego telefonu.
Z mojego telefonu po wypadku udało się tylko uratować kartę sim. Ale nie odczuwałam potrzeby używania ani telefonu ani komputera. Nie siedziałam na Twitterze, nie czytałam plotek czy hejtów na mój temat, nie oglądałam zdjęć z wypadku. I było mi fajnie. A jak chciałam zadzwonić, to dzwoniłam od Nathana. Ale czas spojrzeć prawdzie w oczy, byłam uzależniona od telefonu.
- Och no dobra - wyciągnęłam rękę po pudełko.
- Najpierw tu - Nathan wystawił policzek.
Cmoknęłam go i sięgnęłam po pudełko.
- Tylko czemu pokarałeś mnie iPhonem? - jęknęłam.
- A słyszałaś o zwykłym "dziękuję"?
- A słyszałeś o telefonach z Androidem? - spytałam otwierając pudełko. - Ale dziękuję. Przynajmniej jest ładny.
No tego iPhonowi 5s odmówić nie mogłam, był ładny.

Niedługo później wylądowaliśmy w Polsce, z lotniska odebrali nas moi rodzice. W samochodzie zajęłam się uruchamianiem telefonu, włożyłam kartę i czekałam. Przez pierwsze kilka minut przychodziły mi smsy o nieodebranych połączeniach i smsy od znajomych, jak widać sporo osób się do mnie dobijało. Wiele, ale nie wszyscy...
- Dziecko, zostaw ten telefon, opowiedz lepiej jak było na tej Maderze - powiedziała mama.
A tak, Madera. Nathan wyciągnął mnie w międzyczasie na pięć dni na Maderę. Żeby naładować akumulatory. Nie wiem, czy to był jego pomysł, ale był zaskakująco dobry. Takim sposobem resztę drogi spędziłam na mówieniu, jak było.
- Ładnie tu - powiedział Nathan wysiadając pod domem z samochodu. 
- Nie, jest błoto zamiast śniegu, nie jest ładnie - stwierdziłam. - Czy doczekam się kostki przed tym domem? - spytałam tatę.
- Może doczekasz, może nie - wzruszył ramionami.
- Pff - prychnęłam pod nosem.
Weszliśmy do środka i zaczęłam oprowadzać Nathana po domu
- Tu jest kuchnia, jak widać, lodówka, zmywarka, płatki, sztućce, talerze, szklanki - trzaskałam wszystkimi drzwiczkami i szufladami. - Salon, łazienka, schowek łamane przez spiżarnia, przejście do garażu, chodź na górę, moje upokarzające zdjęcia, jak byłam mała, nie musisz ich oglądać - westchnęłam oglądając wiszące na ścianie wzdłuż schodów, znowu łazienka, znowu schowek, pokój mojego brata, moich rodziców, i voila oto mój - otworzyłam drzwi do mojego pokoju. - Czuj się jak w domu - powiedziałam siadając na łóżku.
- A więc to jest twoje małe królestwo - Nathan rozglądał się wokół. - Miałaś to na zakończeniu szkoły? - spytał Nathan zakładając biret na głowę.
- Miałam, mam nawet zdjęcie.
- To ty? - zapytał wskazując na jedno ze zdjęć na ścianie.
- Nie, to mój brat.
- Julka! - usłyszałam z dołu.
- Mama mnie woła, zaraz wrócę.
- Spoko, zadzwonię w tym czasie do mamy.
Zbiegłam do kuchni.
- Co tam, mamciu?
- Nathan je curry? - spytała.
- Hmm... On je wszystko tak w sumie. Tak, zrób curry, może przestanie tak nazywać te bełty, które podają w Anglii.
- Okej, czyli curry na obiad.
Już miałam wracać na górę, kiedy przypomniało mi się.
- Mamo, Michał wie o wypadku? - spytałam.
- Tak, napisałam mu smsa, kiedy wróciłam z Londynu.
- Yhym, świetnie. Jak będziesz chciała, żebym ci pomogła, to zawołaj.
Obróciłam się i poszłam na górę.
- Michał olał fakt, że byłam tydzień w śpiączce - powiedziałam siadając na łóżku.
- Skąd wiesz? - spytał Nathan.
- Gdyby pisał lub dzwonił dowiedziałabym się o tym w momencie, kiedy włączyłam telefon, a nic nie przyszło.
- Może pisał na Facebooku?
- Włącz mi tu fejsa - podałam mu telefon, jeszcze nie ogarnęłam tego badziewia.
- Może ściągnij sobie aplikację? - odpowiedział moim tonem Nathan, ale zrobił to sam.
Fakt, miałam kilka wiadomości od znajomych, w tym jedną od Michała.
- Hej, słyszałem o wypadku, mam nadzieję, że dochodzisz do siebie. Trzymaj się - przeczytałam. - Trzy lata i dostałam takie coś. Wiadomość w stylu "Słyszałem,  że umarła twoja złota rybka, przykro mi"
- Wiem, że pewnie liczyłaś na coś więcej - Nath objął mnie.
- Jeśli chodzi o niego powinnam się była nauczyć, żeby nie mieć oczekiwań - stwierdziłam. - Nieważne. Uśmiech! - powiedziałam, wyciągnęłam do przody rękę z telefonem i zrobiłam nam zdjęcie, które później wrzuciłam na twittera.

W moim ulubionym miejscu z moją ulubioną osobą :)

Potem przeglądnęłam interakcje. O rany, w życiu nie widziałam tylu tweetów do mnie, z których wszystkie były tak miłe, więc wypadałoby za nie podziękować.

Dziękuję za wszystkie miłe słowa, jak widać dojście do siebie trochę mi zajęło, ale już jestem :) x

Tweet numer następny.

Dziękuję też mojej rodzinie i przyjaciołom, chłopcom z @thewanted, @MissKelseyH, @Nare_esha, a zwłaszcza @NathanTheWanted za bycie przy mnie i wsparcie xx

Odstapiłam Nathanowi jedną półkę w szafie, niby to tylko kilka dni, ale znając jego pakowanie, już teraz ubrania w walizce wyglądają jak wyciągnięte psu z gardła. Rozpakowaliśmy się, w międzyczasie wrócił mój brat, po chwili mama zawołała nas na obiad. Z racji tego, że w trójkę lepiej mówiliśmy po angielsku, niż Nathan po polsku, to właśnie jego językiem mówiliśmy.
- To jak było na tej... - mój brat się zawahał - jak jest Madera po angielsku? - spytał mnie.
- Madera to Madera.
- Okej, to jak było na tej Maderze?
- Całkiem przyjemnie, spokojnie - odpowiedział Nathan.
- Na laptopie mamy zdjęcia, potem możemy podpiąć go kablem do telewizora i obejrzeć - dodałam. - Chociaż nie wiem, czy chcę oglądać siebie na czterdziestu calach.
- Sama rzuciłaś propozycję, już nie ma wymówek - stwierdził tato.
- Czyli kiedy zjemy, Maciek pozmywa, ja zrobię kawę, herbatę, co kto będzie chciał, a wy podepniecie komputer do telewizora - postanowiła mama.
- Nie nazywaj wsadzania naczyń do zmywarki zmywaniem - zaśmiałam się.
- Cicho siedź - Maciek kopnął mnie pod stołem, a Nathan zaśmiał się.

Zgodnie z planem młody zajął się wsadzaniem naczyń, Nathan zaoferował się, że mu pomoże, jakieś zacieśnianie męskich więzi czy coś, mama robiła herbatę, kawę czy cokolwiek, ja stałam na krześle podpinając komputer, a tato... siedział.
- Stój! - krzyknęłam i wszyscy zamarli. - To herbata Nathana? - spytałam mamę.
- Tak.
- Nie lej do pełna, zostaw miejsce na mleko.
- Fuj - mruknęła mama.
- Nie no, da się przyzwyczaić, w sumie nie jest taka zła - mnie też kiedyś obrzydzała myśl o herbacie z mlekiem, ale jeśli ktoś zawsze zapomina kupić cytrynę, to idzie się przyzwyczaić do mleka.
Chwała temu, kto wymyślił bezprzewodowe myszki, bo mogłam wygodnie siedzieć na kanapie i przewijać zdjęcia.
- Ładną masz tą sukienkę - powiedziała mama przy którymś zdjęciu.
- Dzięki. Na promocji za osiem funtów - pochwaliłam się łupem.
- Żartujesz?!
- Nie serio. W ogóle musisz przyjechać na wyprzedaże - stwierdziłam.
- Właśnie nie wiem, czemu jeszcze mnie nie zaprosiłaś - odpowiedziała z udawanum wyrzutem.
- Przyjedź w lipcu. Nathan, robimy coś w lipcu? - spytałam.
- Nie wiem jeszcze. Nawet jeśli, to na pewno nie cały miesiąc. A ślub nie jest w lipcu?
- Jaki ślub? - spytała mama.
- Nareeshy i Sivy, mówiłam ci - machnęłam ręką. - No, czyli w lipcu przyjedziesz na zakupy.
Obejrzeliśmy wszystkie zdjęcia, Nath grał z moim bratem na XBoxie, a ja poszłam na górę, żeby się położyć. Tylko sobie leżałam, nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudził mnie telefon Nathana, który leżał obok łóżka.
- Hej Naree - odebrałam zaspana.
- Jules, spałaś? - spytała zdziwiona.
- No tak jakoś mi się przysnęło chwilę. Co tam? Dać ci Nathana?
- W zasadzie to dzwonię do ciebie.
- No tak, mój telefon już działa tak nawiasem.
- Już? Świetnie, jak ci się podoba iPhone?
- Ładny, albo jeszcze go nie ogarnęłam - zaśmiałam się.
- Szybko ci pójdzie. Ale nie dlatego dzwonię. Pisałaś ostatnio z nudów ten test na certyfikat z angielskiego, tak?
- A no prawda - potwierdziłam.
Po powrocie z Madery postanowiłam zrobić coś dla siebie i stwierdziłam, że potwierdzenie, że mówię po angielsku może mi się przydać, jak już będę szukać pracy.
- I o ile pamiętam, napisałaś go bardzo dobrze, zwłaszcza z gramatyki?
- No jakoś mi się udało.
- I dalej poprawiasz gramatykę Toma i Maxa?
- To też prawda, trochę przykra dla nich - zaśmiałam się.
- Tak się składa, że moja koleżanka pracuje w redakcji pewnej gazety i akurat szukają korektorki.
- Naree, to miłe, że pomagasz mi szukać pracy, ale za dwa tygodnie wyjeżdżamy, wątpię, żeby to się udało.
- Nawet nie musisz się pokazywać w redakcji, wszystko idzie przez maile. Wracacie w sobotę, mogę załatwić ci spotkanie na poniedziałek.
- Wątpię, żeby to miało wyjść, ale mogę spróbować - westchnęłam.
Czemu ktoś miałby zatrudniać mnie, skoro może znaleźć na to miejsce kogoś z lepszymi kompetencjami, na przykład skończonymi studiami.
- Świetnie! - ucieszyła się Nareesha. - Dam ci znać, kiedy będę wiedziała co i jak. Trzymaj się, papa!
- Papa i dzięki - uśmiechnęłam się sama do siebie, rozłączyłam się i zeszłam na dół.
Tato czytał gazetę, mama robiła coś w kuchni, a ci dwaj dalej męczyli konsolę.
- Uwaga, przemawiam - powiedziałam dwa razy, po angielsku i po polsku, potem zostałam przy angielskim. - Są minimalne szanse, że będę miała pracę.
- Jaką? - spytał Maciek nie odrywając wzroku od ekranu.
- Wiesz, że za dwa tygodnie wyjeżdżamy? - spytał Nathan tak samo wgapiony w telewizor.
- Tak wiem - wywróciłam oczami. - Dzwoniła Nareesha, w gazecie, w której pracuje jej znajoma zwolniło się miejsce korektorki, a jako, że moja gramatyka jest lepsza niż niektórych Anglików - spojrzałam znacząco na Natha - pomyślała, że mogłabym się nadać. No i mam ten papierek i certyfikat, z zaznaczeniem, że dobrze mi poszła gramatyka, więc czemu nie spróbować. Chociaż i tak sądzę, że szanse mam niewielkie.
- Powtórzę się - powiedział Nathan, tym razem patrząc na mnie. - Za dwa tygodnie wyjeżdżamy.
- Jezu, wiem - wywróciłam oczami. - Nawet nie muszę siedzieć w redakcji. Wszystko działa przez maile.
- Byłoby świetnie, pamiętasz, chciałaś studiować dziennikarstwo - ucieszyła się mama, a mi nagle przyszło coś do głowy.
- Taa... Sądzę, że i tak mnie nie przyjmą, ale spróbować można - wzruszyłam ramionami.

Rano wstałam zapewne o wiele wcześniej niż Nathan miał w zamiarze, cicho wzięłam laptopa i zeszłam na dół, gdzie krzątali się jeszcze zaspani rodzice i Maciek.
- A ty co, spania nie masz? - spytał tato.
- Muszę posprawdzać coś w internecie, ale na razie to tajemnica, więc nic wam nie powiem - zarzekłam się.
- Spoko, nie chcesz, to nie mów.
- Mamo, gdzie są moje papiery ze szkoły? - W komodzie u ciebie w pokoju, po co ci?
- Nic wam nie powiem - mruknęłam przeglądając strony.
- Ach no tak - zaśmiała się mama.
- Pożyczy mi ktoś dychę? - spytałam. - Nie byłam w kantorze, nie mam złotówek, a zamierzam jechać z Nathanem do miasta.
- Wygrzeb coś stąd - mama pogrzebała małą puszką w kuchni.
- Okej. Nie czekajcie na mnie i Nathana z obiadem, zamierzam go wymęczyć na mieście, nie wiem, kiedy wrócimy.
- Czyli pewnie skończy się na tym, że będę musiała robić wam jajecznicę - westchnęła mama.
- Pewnie tak - zaśmiałam się.
W końcu szarańcza wyszła do pracy i szkoły, a ja mogłam przestać zamykać laptopa za każdym razem, kiedy któreś z nich przeszło obok. Kiedy już wiedziałam wszystko, czego potrzebowałam, zabrałam się za robienie śniadania i chociaż dalej nie widzę sensu istnienia tacy w tym domu przydała się, kiedy chciałam zanieść talerz z górą kanapek i dwa kubki herbaty na górę. Weszłam do pokoju, trzasnęłam drzwiami i obudziłam Nathana.
- Wstawaj, to pracowity dzień - powiedziałam odrobinę za głośno.
- Myślałem, że jesteśmy tu, żeby odpocząć - mruknął w poduszkę. - I zregenerować siły przed Los Angeles.
- Tak, ale nie dziś - nogą ogarnęłam kołdrę i położyłam tacę.
- O wow, śniadanie - mruknął zadowolony.
- Pokażę ci wszystko, co musisz zobaczyć w tym najnudniejszym na świecie miejscu i przy okazji załatwię parę spraw - oznajmiłam wygryzając się w kanapkę.
- Czemu brzmi to przerażająco?
- Bo takie będzie. Zaczniemy od przejażdżki polską komunikacją miejską - powiedziałam z udawanym entuzjazmem. - Więc jak już będę wiedziała, o której musimy wyjść, to znaczy MUSIMY, bo tu autobusy wcale nie jeżdżą często.
- Czyli o której musimy wyjść? - spytał Nathan.
Spojrzałam na zegarek, pomyślałam chwilę, znowu spojrzałam, wzięłam pod uwagę to, że prawie na pewno się spóźni (autobus, nie Nathan).
- Za godzinę - stwierdziłam.
- To może tego... - odchrząknął. - Zacznij się zbierać.
- Śmieszne -zmrużyłam oczy.
Z racji tego, że zbieranie się w pośpiechu było dla mnie chlebem powszednim i miałam w tym wprawę, musiałam oczywiście czekać na Nathana.
- Czy ten autobus się przypadkiem nie spóźnia? - spytał przebierając nogami w miejscu z zimna.
- Witamy w Polsce - zaśmiałam się.

Moim całkiem obiektywnym zdaniem rozdział jest do niczego, ale źle czułam się z faktem, że tak długo nic nie dodawałam, dlatego chciałam dać znać, że jeszcze żyję.
Przepraszam też wszystkich, których blogi ostatnio zaniedbałam, postaram się szybko nadrobić i skomentować, może nawet jutro kiedy będę wracać z gór.
Nominacjami też obiecuję, że się zajmę (:
Postaram się też dodać dzisiaj rozdział na drugiego bloga, bo w zasadzie małą część mam już napisaną :)

_Wika_ Dziękuję za taki długi komentarz <3 Naprawdę jest mało rzeczy na świecie, które cieszą mnie bardziej niż długi i konstruktywny komentarz :) A sprawę z kręgosłupem zmyśliłam :)