poniedziałek, 29 kwietnia 2013

45. Don't start fighting.

Cały poniedziałek spędziliśmy na... oglądaniu filmów. Tak, totalnie, leżeliśmy w łóżku i... oglądaliśmy filmy. Zero sarkazmu ;). We wtorek znowu pochodziliśmy po mieście, tym razem jednak bez gubienia się ;). Wieczorem do Dublina zajechała reszta zespołu, ale stwierdziliśmy, że nie ma sensu przenosić się z jednego hotelu do drugiego, więc zostaliśmy w naszym, a w środę rano zabraliśmy nasze manatki i pojechaliśmy na miejsce koncertu. Kevin standardowo czekał na nas z przepustkami, ja weszłam do środka, Nathan szybko poszedł zanieść nasze rzeczy do tourbusa. Obsługa techniczna wszystko montowała, chłopcy jak na razie siedzieli na luzie w garderobie.
- No kogóż to nasze oczy widzą - ucieszył się Jay na mój widok.
- Taaak, też się za wami stęskniłam.
- Litości, to były trzy dni! - krzyknął Tom.
- Parker sentymentalny, jak zawsze.
Po chwili ekipa skończyła ustawiać sprzęt, chłopcy mogli iść na próbę dźwięku. Ja, Nareesha i Kelsey zostałyśmy w garderobie. Po pewnym czasie Nunu zadzwonił telefon.
- Moja siostra, dziwne, godzinę temu z nią rozmawiałam. Tak? - odebrała. - Poczekaj sekundę - dziewczyna wyszła z garderoby, po chwili muzyka ucichła. Wyszłyśmy za nią.
- Powiedz jej, niech otworzy - Siva krzyknął do Naree z drugiego końca sceny i zaczął rozmawiać z kimś obsługi, że jest za cicho czy coś.
- Słucham? - krzyknęła do telefonu Nareesha. - Okej, dzięki - rozłączyła się. - Seev! Możesz wyjaśnić, jak to się stało, że moja siostra otworzyła list, w którym było zdjęcie z fotoradaru, na którym jedziesz ponad sto mil na godzinę i to bynajmniej nie autostradą?
- Nunu...
- I to do tego moim samochodem?!
- Nareesha... Okej, jechałem i co z tego?
Szybko włączyłam sobie w głowie przelicznik, sto mil to będzie... 160 kilometrów. Ładnie poszedł.
- Jechał sto mil na godzinę?! - spojrzałam na Nathana. Ten tylko wzruszył ramionami z głupią miną.
- Co z tego?!
- To był raz!
- Wiesz, że od wypadku Taleesii jestem przeczulona na tym punkcie...
- Kto to Taleesia? - spytałam cicho Kelsey.
- Jej młodsza siostra. Miała wypadek z rok temu, nic jej nie jest, ale odbiło się to na Nareeshy.
- ...a i tak jeździsz sto mil na godzinę! Mimo, że za każdym razem proszę cię, żebyś jechał bezpiecznie...
- Nie jestem twoją młodszą siostrą - wywrócił oczami.
Spojrzałam na Nathana.
- Jesteś z siebie zadowolony? - spytałam.
- O co ci chodzi?
- Nunu - podeszłam do dziewczyny - to nie wina Sivy. Jechał wtedy z Nathanem z Gloucester i głupio chcieli zdążyć na samolot - zgromiłam Sykesa wzrokiem.
- Tak, jest tak, jak Jules mówi. To moja wina - przyznał w końcu.
- Wcale nie - powiedziała już ze łzami w oczach. Widocznie miała to, co ja, płakała przy kłótniach. - Siva kierował i to on powinien myśleć.
- Nie, to Nath powinien myśleć, kiedy zachciało mu się lecieć do Dublina.
- Co? - krzyknął.
- To! Trzeba było myśleć o żegnaniu się z mamą i tak dalej, kiedy załatwiałeś bilety. Albo zamówić je na niedzielę, a nie sobotę.
- To ty chciałaś lecieć do Dublina i to jak najszybciej.
- To był twój pomysł! To była pierwsza rzecz, którą powiedziałeś mi, kiedy wstałam.
- Nie zaczynajcie kłótni - powiedziała Nareesha ocierając pojedynczą łzę.
- Na to za późno, ty zaczęłaś - mruknął Siva.
Dziewczyna tylko spojrzała na niego, prychnęła pod nosem i wyszła.
- Świetnie, tylko pogratulować - spojrzałam po nich dwóch i wybiegłam za Nareeshą.
- Naree? - weszłam do garderoby.
Dziewczyna spojrzała na mnie.
- Przepraszam.
- To ja przepraszam - usiadłam obok niej. - W sumie to wszystko zaczęło się ode mnie i mojego ataku histerii od rewelacji w szmatławcach.
- Nie, to Siva kierował. On powinien zachować rozsądek.
- Mimo to. Ja czuję się winna.
- Ja czuję się winna, bo pokłóciłaś się z Nathanem - dziewczyna spojrzała na mnie smutno.
- Och, to nic - machnęłam ręką. - Sam przyjdzie i przeprosi. Nie płacz - otarłam jej łzę z policzka.
- Po prostu odkąd moja siostra...
- Tak, wiem, Kelsey mi powiedziała. Ale rozumiem cię. Moja mama miała wypadek, kiedy byłam mała. Praktycznie do tej pory boję się, kiedy ma gdzieś jechać sama.
Wtedy do garderoby wpadła Kelsey.
- Okej dziewczyny - powiedziała rozglądając się po pokoju. - Nie będziemy siedzieć i płakać. Niedaleko stąd jest pub. Idziemy na piwo. Albo kolejkę. Albo dwie - wzruszyła ramionami.
- Kelsey... - jęknęła Nareesha.
- McCaffrey, nie marudź, znam cię nie od dziś i wiem, że tego ci właśnie trzeba.
- Kels, ja prawie nie piję.
- Właśnie dlatego mówię, że tego ci trzeba, już tu wycieramy ten tusz z policzków i wychodzimy - dziewczyna pociągnęła Naree za rękę i spojrzała na mnie wymownie.
- Właśnie, Nar, tego ci trzeba, idziemy - wzięłam nasze torebki i wyszłyśmy. - Poczekajcie na zewnątrz, powiem, że wychodzimy.
Wbiłam na scenę na luzaku, podeszłam do stojącego najbliżej Maxa i wyjęłam mu odsłuch z ucha.
- Kels, Nareesha i ja wychodzimy - powiedziałam mu do ucha.
Pokiwał głową na znak, że usłyszał.
Zobaczyłam, że Nathan na mnie patrzył, więc tylko machnęłam mu ręką i wyszłam. A co, niech myśli, że jestem zła.
- Więc, przewodniku Kelsey, gdzie idziemy? - spytałam, jak już doszłam do dziewczyn.
- Do pubu za rogiem.
Po chwili byłyśmy na miejscu.

Niedługo potem też odkryłam, dlaczego Nareesha praktycznie nie pije. Albo Guiness był taki mocny, albo ona ma bardzo słabą głowę. W sumie to były chyba obie opcje w połączeniu.
- Bo wiecie... chodzi o to - zaczęła, kiedy już chyba z niej schodziło. - ja wiem, że Siva to ten jedyny. I jeśli bym go straciła, to już nigdy nie znalazłabym nikogo takiego, jak on.
- Wiemy Nunu, wiemy - przytuliłyśmy ją.
- I dlatego musimy teraz wrócić, bo za chwilę zaczyna się koncert, bo musicie się pogodzić przed koncertem - wstałam i pociągnęłam obie dziewczyny za ręce.
- Nie - brunetka ściągnęła mnie na dół. - Niech się trochę pomartwi.
Spojrzałam zdezorientowana na Kelsey, ta wzruszyła ramionami.
- Okej - usiadłam znowu.

Koniec końców wróciłyśmy w połowie koncertu i siedziałyśmy w garderobie, czekając na koniec koncertu. W końcu cali zgrzani i spoceni wparowali do środka, przez moment był moment ciszy i konsternacji, wszyscy patrzyli po sobie, dopóki tej filmowej scenki nie przerwał Kevin.
- Och litości. I tak pogodzicie się wszyscy prędzej czy później, więc lepiej zróbcie to prędzej, bo nie mam siły na wasze humory - stwierdził i siadł z piwem w ręce.
- Zniszczyłeś ten moment - stwierdziłam. Nathan spojrzał na mnie niepewnie. - Tak, możesz tu podejść, nie zagryzę cię.
Chłopak z satysfakcją usiadł obok mnie. Teraz wszyscy spojrzeli na Sivę.
- Seev, mógłbyś wyjść na sekundę? - spytałam.
- Jasne - powiedział dosyć smutno i wyszedł.
- Teraz ty - wskazałam na Nareeshę.
- Co?
- Wyjdź za nim i pogódźcie się. Już!
Dziewczyna wstała i cicho wyszła z pokoju. Znowu zapanowała cisza.
- Och, przestańcie podsłuchiwać - powiedziałam i rzuciłam w Jaya poduszką.
- Wow, to był pierwszy raz, jak widziałem ją płaczącą - powiedział Nath.
- I lepiej żeby ostatni - stwierdziła Kelsey.
Gołąbeczki wróciły szczęśliwe jak skowronki kilkanaście minut później, ekipa akurat skończyła pakować sprzęt, więc mogliśmy udać się do tourbusa i ruszyć w dalszą drogę.
- Gdzie jedziemy tak w ogóle? - spytałam.
- Do Paryża! - krzyknęli wszyscy, więc wygląda na to, że tylko ja byłam na tyle nieogarnięta.
- Trochę czasu zejdzie... - mruknęłam.
- Dwanaście godzin przy dobrych wiatrach - powiedział Max.
- Dwanaście godzin z wami wszystkimi w jednym tourbusie?! Zabijcie mnie od razu - nakryłam sobie głowę poduszką.

Chyba trochę krótszy niż ostatnio, ale bardzo uparłam się, że dodam dzisiaj rozdział na oba blogi (btw, drugi jest tu, tak się tylko przypominam ;)).

Z początku nie miałam pomysłu na rozdział, ale potem obejrzałam zapowiedź The Wanted Life i jak przez ułamek sekundy zobaczyłam płaczącą Nareeshą, to aż mi samej zachciało się płakać. A potem wymyśliłam, jak "don't start fighting" wkręcić do opowiadania :).

A tak poza tym skończyłam szkołę, więc rozdziały będą (a przynajmniej powinny być) częściej :).

wtorek, 23 kwietnia 2013

44. Ewakuacja Dublin

Całą drogę myślałam, co spakować. Oczywiście, układałam sobie plan wcześniej, bo wiedziałam, że na dniach wyjeżdżamy, ale nie, że trzy dni wcześniej. Wpadłam do swojego pokoju i wyciągnęłam wielgachną walichę, z którą przyjechałam do Londynu. Myśl, Jules, to ponad miesiąc. Jest wrzesień, jedziesz przez całą Europę, co może ci być potrzebne... Wszystko. Wpakowałam tyle bielizny, ile wlazło, zaczęłam przebierać bluzki. Dobrze, że jednak nie wróciłam na studia, bo non stop chodzę na zakupy, więc niewiele pieniędzy bym tak naprawdę przywiozła. Dostałam smsa od mamy. Skype, serio, teraz?! No dobra, mamie się nie odmawia, a dawno z nią nie gadałam.
- Hej - przywitałam się, kiedy mój grat w końcu się odpalił.
- Cześć, Juleczka, czesałaś dzisiaj włosy?
- Bardzo zabawne, wiem, że wyglądają jak siano - zaśmiałam się. - Ale fakt, nie czesałam ich, mam małą ewakuację.
- Co się dzieje? - spytała od razu.
- Mówiłam ci już, jadę na tournée po Europie z zespołem. Tylko wyszła taka sytuacja, że ja i Nathan musimy pojechać trochę wcześniej. Dzisiaj.
- Co się stało?
Poczułam, że znowu chce mi się płakać.
- Powoli, może się nie rozpłaczę...
- Jestem dla ciebie matką, przed kim masz płakać, jak nie przede mną? - uśmiechnęła się.
- No to po kolei... Pamiętasz, mówiłam ci o tej aferze z tą Dionne i tak dalej?
- Pamiętam. Paskudne dziewuszysko - westchnęła.
- Ostatnio byłam z chłopakami na wywiadzie, spotkaliśmy ją i doszło między mną a nią do małej wymiany zdań, już miałam wyrwać jej kudły, ale Nathan mnie złapał... Co nie zmienia faktu, że szmatławce sobie dopowiedziały to i owo i poszła plota, że się z nią biłam.
- O matko... - oparła rękę na skroni.
- Ale to jeszcze nie koniec - przygryzłam wargę. - Miałam o tym nie mówić, bo to i tak nieprawda, ale taka rewelacja może dojść nawet do Polski, więc... Jak już wspomniałam, to nieprawda.
- Do rzeczy, Julka.
- Napisali, że jestem w ciąży - powiedziałam szybko.
Chwyciła jakąś gazetę i zaczęła się wachlować.
- Szłam na kontrolę do szpitala i wejście było rozkopane i musieliśmy iść na około przez ginekologię.
- Już starczy... Nie jesteś?
- Nie jestem - powiedziałam chyba trzeci raz. - Naprawdę chcę z tobą porozmawiać, ale muszę się pakować, więc może podkręcę coś w głośności i będę gadać pakując się, ok?
- Jak ci wygodnie - wzruszyła ramionami.
Przekręciłam laptopa tak, żeby było widać szafę i łóżko, na którym był walizka, bo między tymi dwoma miejscami błądziłam.
Jak się okazało, jej pomoc, nawet przez Skype'a bardzo się przydała. Chociaż prawie pokłóciłyśmy się przy punkcie, w którym namawiała mnie, żebym wzięła grubszą kurtkę. Znając życie, pewnie będzie miała rację i się przyda, ale ja lubię chociaż próbować postawić na swoim. Akurat skończyłam pakowanie (czytaj: siedziałam na walizce, żeby ją zamknąć), kiedy przyszedł Nathan.
- Jak widzisz muszę kończyć, lecę na lotnisko - powiedziałam do komputera. Spojrzałam na Natha. - Nath, say hi to mum.
- Cześć - powiedział Nathan łamanym akcentem. Tyle go nauczyłam. Mama pomachała do niego. - Jules, we really have to leave. Now.
- Take my bag, I'll be there in a minute.
Nathan wziął walizkę i zszedł na dół.
- Muszę lecieć - powiedziałam do mamy.
- Uważaj na siebie i daj znać jak już będziecie w tym Dublinie.
- Dobrze, pa - zakończyłam rozmowę i schowałam laptopa do szuflady w komodzie.
Szybko zeszłam na dół, pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do samochodu.
- Hej, Seev - przywitałam się z mulatem.
- Cześć Jules, módl się razem z Nathem, żeby starczyło paliwa.
- Nie mogliście po prostu zatankować?
- To bardziej skomplikowane - powiedział Nathan. - Jak Jay odwiózł cię do pubu, zacząłem się pakować, przyjechała Nareesha i dokończyła to za mnie, a ja i Seev pojechaliśmy szybko do Gloucester, żebym pożegnał się z mamą i Jess, potem wróciliśmy do Londynu, w międzyczasie Tom załatwił nam bilety, wziąłem walizkę i przyjechaliśmy po ciebie.
- Chwila, chwila. Chcecie mi powiedzieć, że w niecałe cztery godziny pojechaliście do Gloucester i z powrotem? Jak szybko jechaliście? - spytałam.
- Dosyć szybko. Nie mów Nunu - poprosił. 
- Przemyślę to - zaśmiałam się.
Ponad pół godziny później byliśmy na lotnisku.
- Dzięki, Seev, do zobaczenia! - pożegnaliśmy się i poszliśmy szybko do odprawy, a ponad godzinę później czekaliśmy w samolocie na odlot.
- Jak wrócimy po trasie do Londynu, wszystko ucichnie i będzie spokój - Nathan pogładził moją dłoń.
- Wiem - uśmiechnęłam się. 

Lot był krótki, nie trwał nawet godzinę. Wzięliśmy nasze bagaże, złapaliśmy taksówkę, Nathan podał karteczkę z nazwą hotelu.
- Kto załatwił hotel? - spytałam.
- Ja - obruszył się, naturalnie kłamiąc.
- Proszę cię, przyznaj się, że nawet o tym nie pomyślałeś - zaśmiałam się.
- Dobra, masz mnie, Tom załatwił bilety, a ja całkiem zapomniałem o hotelu, Nareesha o tym pomyślała - przyznał w końcu. - Ale bez przesady, bez rezerwacji też można znaleźć hotel. Co, ja bym sobie nie dał rady?
- Tego nie powiedziałam.
- Ale tak myślałaś - wskazał na mnie oskarżycielsko palcem.
- Może przez moment. Oj przecież wiesz, że się droczę - mrugnęłam do niego.
- Masz szczęście - uśmiechnął się. 

Po chwili byliśmy na miejscu, Nathan zameldował nas w hotelu, ja w międzyczasie zadzwoniłam do mamy. Kilka minut później wjechaliśmy windą na któreś tam piętro i weszliśmy do naszego pokoju.
- Wow... - mruknęłam z uznaniem.
- Tak właśnie weszliśmy - obróciłam się i zobaczyłam, że Nathan właśnie odebrał telefon.
- Kto to? - spytałam bezgłośnie.
- Siva.
- Niech przekaże Nunu, że hotel załatwiła pierwsza klasa - rzuciłam swoją torebkę na ziemię i skoczyłam na wielkie i meeega miękkie łóżko.
- Nie, nie ucałuję jej od ciebie, masz swoją dziewczynę - powiedział Nathan do słuchawki.
Zaśmiałam się głośno.
- Telefoniczne ucałowania ode mnie, Seev! - krzyknęłam.
- Teraz to Tom - wyjaśnił Sykes.
- Telefoniczne ucałowania ode mnie, Tom! - poprawiłam się i zaczęłam skakać po łóżku. Wiem, jak dziecko, ale to wszystko było takie mega i na wypasie, trzeba korzystać, jak jest okazja. Łazienka. Muszę zobaczyć łazienkę. Łazienka powie ci prawdę o hotelu.
- Czy to wanna z jacuzzi? - mruknęłam do siebie.
-Myślisz o tym co ja? - szepnął Nathan, kiedy nagle stanął za mną.
- O tak. Wleję do wody mnóstwo płynu do kąpieli, zrobię mega pianę i będę się bawić, póki nie pomarszczą mi się palce - zaklaskałam w ręce.
- Hmm. Miałem nieco inną wersję.
- Zbereźnik - dałam mu kuśkańca w bok i wróciłam na łóżko. Połączyłam się z hotelowym wifi i przyszła fala powiadomień. O, Tom coś napisał.

Mały zazdrośnik @NathanTheWanted.

Zaśmiałam się i napisałam:

@TomTheWanted dokładnie! Wirtualne high five i buziaki, Parker! ;) x

- Jules, nie wiem, jak ty, ale ja jestem mega głodny - powiedział Nath.
- Już wiem, czemu z tobą jestem. Czytasz mi w myślach.
- I to tylko dlatego? A co z moimi manierami, byciem szarmanckim, pięknym i uroczym?! - tupnął nogą.
- Zapomniałeś o skromności. Niech ci będzie, jesteś super. To co, idziemy na dół do restauracji, zamawiamy coś na górę czy idziemy do Maca?
- Mi obojętnie, ty wybieraj.
Zastanowiłam się chwilę.
- Wiesz, że jestem prostą dziewczyną, poza tym nie wiem, jak ty, ale ja jestem zmęczona, to może teraz znajdziemy McDonald's a jutro pójdziemy do hotelowej restauracji?
- W końcu wiem, czemu ja jestem z Tobą. Potrafisz wszystko tak obmyśleć, żeby pasowało każdemu.
- Ma się to coś - zaśmiałam się.
Wyszliśmy z hotelu, sorry wujku McDonald, Burger King był bliżej.
Najedliśmy się i wróciliśmy do hotelu. Nawet nie chciało mi się oglądać miasta, byłam zbyt padnięta. Wzięłam kąpiel, tym razem jeszcze bez piany i bąbelków, położyłam się do łóżka i zasnęłam chyba zanim Nath wszedł do łazienki.

Następnego dnia stwierdziłam, że skoro już jesteśmy w Dublinie, w którym wcześniej nie byłam, grzechem byłoby gnić w hotelu.
Staliśmy sobie spokojnie na przejściu dla pieszych chodząc bez celu, aż coś a raczej ktoś przykuł moją uwagę.
- Nathan, chyba zwariowałam, bo widzę Sivę po drugiej stronie.
Nath podniósł głowę i spojrzał w tamtym kierunku.
- Głuptasie, nie pamiętasz, że ma brata bliźniaka? Wiele się nie pomyliłaś, to Kumar, nie Siva.
Chłopak też nas zauważył, więc poczekał, aż przeszliśmy na jego stronę.
- Cześć, Nathan, co robisz już w Dublinie? Gadałem wczoraj z Sivą, mówił, że przyjeżdżacie we wtorek.
- Reszta The Wanted tak, ja musiałem się chwilowo ewakuować z Londynu. A, moje maniery - zreflektował się. - Jules, to Kumar, brat Sivy, Kumar, to Jules.
- Miło mi - wymieliniśmy uścisk dłoni.
- Siva dużo o was mówi, Nareesha z resztą też i chyba ma nawet co do ciebie jakieś plany - powiedział tajemniczo.
- Jakie plany? - spytałam.
- Ja nic nie wiem - powiedział szybko Nathan i zaczął się rozglądać.
- Kłamca - mruknęłam.
- Naprawdę, porozmawiałbym jeszcze z wami, ale śpieszę się - wyjaśnił Kumar. - Widzimy się na  koncercie.
Chodziliśmy po mieście, było naprawdę piękne, narobiliśmy masę zdjęć, mieliśmy już wracać do hotelu, kiedy...
- Nathan, gdzie tak właściwie jesteśmy? - spytałam i rozejrzałam się dookoła.
- Nooo... do hotelu.
- Nathan. Nie szliśmy tędy z hotelu. Zgubiliśmy się.
- Nie, wcale nie - rozejrzał się. - No dobra, masz rację. Zróbmy zdjęcie - wyciągnął do przodu rękę z telefonem.
- Serio? Zgubiliśmy się, a ty robisz nam zdjęcie?!
- Oj, chodź, wrzucimy je na twittera. Zrób ładną minkę.
Pstryk, zrobione.

Jeśli się gubić to tylko z Tobą ;) xx

- No nie powiesz mi, że ci się nie podoba?
- Dobra, jest śliczne. Ale wróćmy już do hotelu?
- Jasne - Nathan znowu rozejrzał się dookoła. - Taaa...
- Mam pomysł - pociągnęłam go za rękę.
- Jules?
- Patrz i ucz się.
Złapałam taksówkę, wsiedliśmy do środka, Nathan podał nazwę hotelu i tak znaleźliśmy się na miejscu.
- Moja kobieta jest wspaniała - powiedział, kiedy wysiedliśmy z taksówki i czule mnie pocałował.
Poszliśmy do restauracji, zjedliśmy kolację i wróciliśmy do pokoju.
- Chcesz jakiś film? - spytał Nathan.
- Wiesz, mam tu coś lepszego, niż film - odwróciłam laptopa w jego stronę.
- Znowu? - wywrócił oczami.
The Wanted vs One Direction na twitterze. Tym razem Tom vs Louis.

Biorę popcorn, przeciągam się i podziwiam.

- I wszyscy wiedzą o co chodzi, a nie mieszam się w ten dramat - powiedział Nathan wysyłając tweet.
- Kto tym razem zaczął? - spytałam.
- Louis. Wspomniał o nas na koncercie, wiadomo, ich fani zaczęli buczeć, Jay grzecznie napisał bardzo poprawnego tweetlongera, w którym prosił, żeby więcej tego nie robił, Tomlinson oczywiście wszystko zlał i teraz zareagował Tom, a wszyscy wiedzą, że na jego reakcje nie trzeba długo czekać.
- Gnojek...
- Wejdź z moje interakcje. Te zweryfikowane - poprosił. 
- Och, bitch please - jęknęłam widząc tweet Louisa do Nathana. - "Nie zapomnij podzielić się z Jules, przyda jej się"? Co to ma być?!
- Nieźle. Leci na dwa fronty. A raczej chciałby, bo ja nie zamierzam się w to bawić. 
- Jestem z ciebie dumna, to bardzo dojrzałe, ale tak mnie korci... wiesz, jak lubię takie walki..
- Taaaa. Pamiętam, jak stłukłaś szklankę krzycząc na mnie - powiedział z przekąsem.
- Chodziło o D., nie liczy się. To co, żadnej błyskotliwej sarkastycznej riposty?
-Nie i zostaw ten badziew.
- Ok - odłożyłam laptopa i wzięłam do ręki telefon, o nim nic nie wspominał. 
- Chyba sobie jaja robisz - zabrał mi telefon, rzucił na bok i zaczął łaskotać. - Będziesz grzeczna?
Pokiwałam głową, bo ze śmiechu nie byłam w stanie się wysłowić.
- Będziesz trzymać się z dala od twitterowych kłótni? 
Pokiwałam głową. Przestał na chwilę łaskotać, spojrzał mi głęboko w oczy, przysunął swoją twarz bliżej mojej, tak że nasze nosy dzieliły milimetry.
- Jakoś ci nie wierzę - wyszeptał i znowu zaczął mnie łaskotać. 
Jakimś łaskotkowym cudem i przypływem siły złapałam go za ręce i obróciłam nas, tak że teraz ja siedziałam na nim. Wsunęłam jego ręce po moje nogi. Moje dłonie mogą mi być potrzebne, jeszcze nie wiem, co mu zrobię. 
Przybliżyłam swoją twarz do jego.
- Będziesz mnie znowu tak starsznie łaskotać? - wyszeptałam. 
Nathan mruknął twierdząco. 
- Uuuu... to jest bardzo, bardzo zła odpowiedź - powoli zaczęłam odpinać zamek od jego bluzy. - Więc pytam jeszcze raz. Będziesz? 
Tym razem nasze nosy już się stykały, a to usta dzieliły milimetry.
- Tak - szepnął i szybko wyswobodził swoje ręce, obrócił nas i teraz on siedział na mnie.
Położył moje ręce po obu stronach mojej głowy i zbliżył się do mnie.
- Dalej jesteś taka cwana?
- A żebyś wiedział - powiedziałam zadziornie.
- A teraz? - przejechał nosem po mojej szyi i obojczykach.
- Nie spotulnisz mnie tak - powiedziałam łagodniej.
- Spo co? Jules, jest w ogóle takie słowo?
- Och, zamknij się - podniosłam głowę i wpiłam się w jego usta.
- Ok, tak zamknąć to się mogę - mruknął, kiedy puścił mnie na chwilę I ściągnął szybko bluzę...


Nie było mnie długo, wiem, przepraszam. Na dodatek raczę Was takim badziewiem na dzień dobry :/
Ale spoko luz, następny będzie lepszy, bo zaczynamy tour! :D

wtorek, 2 kwietnia 2013

43. Bijąca się ciężarna.

Nathan przyjechał autem Maxa idealnie o czasie. Ja też byłabym w szpitalu idealnie o czasie, gdyby nie rozwalili połowy chodnika i trawnika przed głównym wejściem.
- Musimy pojechać na około i wejść wejściem w bloku D czy coś, tamtędy przejdziemy na chirurgię - powiedział Nathan, gdy wrócił po auta po rozmowie z robotnikiem.
- Nie cierpię się spóźniać - mruknęłam.
- Masz jeszcze dwie minuty - odparł na luzie.
Zaparkował z taką denerwującą pewnością siebie, jak na kogoś, kto zdał prawo jazdy dwa dni temu.
- No nieźle, panie Sykes. Trója z plusem - powiedziałam wysiadając z auta.
- Co?! To było perfekcyjne! Na piątkę!
- Mam prawo jazdy rok, ty dwa dni, znam się lepiej - stwierdziłam i poszłam przed siebie.
- Zobaczymy, kto będzie znał się lepiej, jak kupię auto. Nie patrz na prawo, robią nam zdjęcie - powiedział od niechcenia.
- Serio?! Znaleźli nas pod szpitalem?! - westchnęłam. - O Boże... - jęknęłam.
Nathan spojrzał w tym samym kierunku, co ja.
- Ginekologia? To na pewno blok D?
- Jesteś pewien, że robili nam zdjęcia? Może Ci się zdawało? - spytałam nerwowo.
- Wyluzuj się, widać przecież, że główne wejście jest rozkopane.
Weszliśmy do budynku, przeszliśmy na chirurgię, szybko uwinęłam się z wizytą. Jestem zdrowa jak byk, mogę jeść normalnie, byle stopniowo. Profilaktycznie wyszliśmy innym wyjściem ze szpitala...
Dwa dni później rano chillowo leżałam sobie z laptopem na kolanach, czytałam jakieś głupie plotki. Tak te o Nathanie też, chociaż po aferach z Dionne i innymi prosił, żebym tego nie robiła. Ale to silniejsze ode mnie. W momencie, kiedy trafiłam na nagłówek, którego wolałabym nie zobaczyć, wszedł Nath od progu krzycząc, żebym nie wchodziła w internet.
- Jules...
- Zamknij się.
O tym, jak napięte są stosunki na linii Jules Miller - Dionne Bromfield wiedzą chyba wszyscy. Dla nie będących ostatnio na czasie przypomnijmy - Nathan został przyłapany z siostrzenicą Amy Winehouse w dość oczywistej sytuacji, wiele mówiło się o rozstaniu z Jules Miller, ale po kilku dniach znowu zaczęto widywać ich razem, ostatnio jednak sprawy przybrały ostrzejszy obrót. W ostatnią niedzielę Jules towarzyszyła swojemu chłopakowi Nathanowi Sykesowi i jego kolegom z zespołu The Wanted na nagrywaniu wywiadu. Wychodząc z budynku jednej ze stacji Sykes i jego dziewczyna spotkali w holu pannę Bromfield. Jak mówią obserwujący zajście paparazzi i pracownicy stacji, The Wanted oprócz Nathana opuścili budynek, w oszkolnym holu zostali Sykes, Miller i Bromfield. Jeśli wierzyć doniesieniom Jules, kłóciła się z Dionne (widać to na zdjęciach pod artykułem), Sykes próbował uspokoić zdenerwowaną dziewczynę, odciągając ją od Dionne.
- Jules była wyraźnie zdenerwowana, zestresowana, obecność Dionne nie była na rękę też Nathanowi. W ostatnim momencie złapał Jules, bo nie wiem, jakby się to skończyło - mówi anonimowy pracownik. 
Podobno między dziewczynami doszło do rękoczynów! Jeśli ktoś był tam, ma inne informacje, prosimy o przesłanie ich na nasz adres emailowy. Poniżej przedstawiamy galerię zdjęć z całego zajścia.
- Co?! - krzyknęłam.
- Prosiłem, żebyś nie czytała - westchnął. - A teraz proszę, uspokój się.
- Widziałeś to?! Napisali, że sprowokowałam bójkę z Dionne! Zrobili ze mnie wariatkę! Czemu zawsze, kiedy są problemy, gdzieś kryje się ona! - krzyczałam i nawet nie wiem, kiedy z oczu pociekły mi łzy.
- Hej, hej, już dobrze, ciiii - objął mnie i pocałował w czoło. - Już dobrze...
- Czekaj - spojrzałam na ekran. - Jest dopisek. Z dzisiaj rano.
- Nie wystarczy ci rewelacji na dziś? Proszę, przestań.
- "Tutaj znajdziesz powód, dla którego Nathan Sykes dba, żeby jego dziewczyna nie denerwowała się" - otworzyłam link.
- Jules, to brednie - Nathan próbował zamknąć komputer.
- Wiesz, że przeczytam to prędzej czy później, wolę zobaczyć to wszystko na raz - zdjęłam rękę Natha z klapy laptopa i dopiero wtedy mnie zamurowało.
- Oddychaj i nie krzycz - powiedział delikatnie.
- Jestem w ciąży?!
W ostatnią środę kilka osób widziało Nathana Sykesa i jego dziewczynę Jules Miller pod jednym ze szpitali, tym samym, w którym dziewczyna miała operację kilka tygodni temu. Nie ma to raczej związku z ich wczorajszą wizytą w placówce, bo wchodzili na oddział... ginekologiczny!  Wygląda na to, że Sykes, który nazywany jest dzieckiem zespołu, sam będzie miał dziecko...
- Oni mogą tak bezkarnie wypisywać takie rzeczy? - znowu zaczęłam płakać.
- Jules, błagam, przestań - Nathan brzmiał, jakby sam miał zaraz spanikować. - Jules... popatrz na mnie. Jules... powiedziałem, spójrz na mnie! - złapał mnie za brodę i odwrócił w swoją stronę. Zapewne wyglądałam jak obraz nędzy i rozpaczy. - Jules, teraz mnie posłuchaj mnie uważnie. Przestaniesz płakać, ubierzesz się i pomalujesz i pojedziemy do mnie. Zadzwonię do Martina, żeby też tam przyjechał i wtedy wspólnie zadtanowimy się, co z tym fantem zrobić, dobrze? - pokiwałam głową. - Okej. Jak już ustalimy co i jak, to pójdziemy coś zjeść albo na zakupy, dobra? - pokiwałam głową. - Teraz idź się ubrać. 
Wzięłam ze sobą ciuchy do łazienki, ogarnęłam się, przez drzwi słyszałam, jak Nathan dzwoni do Martina i ponagla go, że to pilne. Po chwili byłam gotowa i zeszliśmy na dół.
- Jules, myślałem, że dzisiaj pracu... - zaczął Dave, ale dostał od Liz kuśkańca w bok.
- Wciąż mam zwolnienie i nie, nie jestem w ciąży - otworzyłam z hukiem drzwi i wyszłam na zewnątrz. Usłyszałam jeszcze, jak Nathan za mnie przeprasza. - To nie jest auto Maxa - zauważyłam, gdy do mnie doszedł.
- Max jest w Manchesterze, wziąłem auto od Sivy.
Po chwili dojechaliśmy na miejsce, Martin już tam był.
- Oho! Jest i nasza bijaca się ciężarna! - krzyknął Tom na mój widok.
- Ssij, Parker - odpowiedziałam i usiadłam na kanapie. Znowu czułam, jak Nath posyła spojrzenie "sorry za nią".
- Tak więc, czytałem te artykuły - zaczął Martin - ta sprawa z bójką szybko minie, bo nie ma żadnych zdjęć z momentu, kiedy rzekomo bijesz Dionne, są tylko te, na których...  emm.. rozmawiacie. A jeśli chodzi o ciążę, możecie napisać na twitterze czy gdzieś, że nie jesteś w ciąży, poza tym wyjdzie to na jaw za kilka miesięcy - powiedział spokojnie.
- Czyli co, mamy siedzieć i czekać, aż samo ucichnie? - spytał Nathan.
- A co innego chcesz zrobić?
- Nie można ich pozwać o zniesławienie czy coś? - zapytałam.
- Julie, takie sprawy ciągną się miesiącami, jeśli nie latami, naprawdę mie warto.
- Okej... - pokiwałam głową ze zrozumieniem. - Zaraz wrócę.
Poszłam do łazienki. Spojrzałam w swoje odbicie w lustrze.
- Weź się w garść, Julka - powiedziałam do siebie. - Jestem twarda. Gorsze rzeczy o mnie gadali. Wyjechałam do Londynu sama w wieku dziewiętnastu lat. Jestem twarda - uśmiechnęłam się do swojego odbicia.
- ...ona jest delikatna - usłyszałam głos Nathana z salonu. - Bierze wszystko do siebie - cicho wyszłam z łazienki i ostrożnie szłam w kierunku pokoju. - przejmuje się tym, co o niej mówią, nieważne czy to znajomi, przyjaciele czy szmatławce. Musielibyście ją widzieć, to było jak panika w połączeniu z histerią...
- Nathan, musisz ją zahartować - stwierdził Tom.
- Nic nie trzeba mi robić - weszłam do salonu.
- Jules...
- Po prostu mam gorszy dzień. Przepraszam, Tom, za to wejście smoka... I muszę przeprosić Liz i Dave'a.
- Wszyscy rozumieją, Jul - powiedział Jay.
- w końcu niecodziennie dowiadujesz się z internetu, że jesteś w ciąży - stwierdził Siva.
- Dokładnie. A skoro już wszystko wyjaśniliśmy... - spojrzałam na Natha.
- O nie... - jęknął. - Byłaś w takim amoku, że miałem nadzieję, że zapomnisz. Seev, biorę auto - wywrócił oczami i wyszliśmy.
- Jak się czujesz? - spytał, kiedy byliśmy już w drodze.
- Dobrze, przepraszam, za wcześniej.
- Nie ma sprawy. To co, zakupy?
Pokiwałam głową z uśmiechem.
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce. Kilka kolejnych godzin spędziliśmy chodząc po sklepach, co więcej, Nathan, jako że to był jego pomysł, nie mógł marudzić, czekać przed wejściem, ani kłócić się, że on zapłaci. Miało być po mojemu.
- Ale co złego jest w kupieniu własnej dziewczynie jakiegoś ciucha?!
- To, że potem będą gadać, że jestem z Tobą dla kasy. A ja nic od ciebie nie potrzebuję, wystarczy, że jesteś.
- Niech ci będzie - westchnął. - A mogę Ci chociaż kawę kupić?
- W Starbucksie zawsze - uśmiechnęłam się i poszliśmy do kawiarni.
Wczesnym wieczorem wyszliśmy z galerii, a w pobliżu auta, jeb, pełno tych hien z aparatami.
- Jules, daj mi rękę, nic nie mów i nie reaguj - powiedział Nathan, prowadząc mnie do auta. Otworzył mi drzwi, obszedł samochód i wsiadł za kierownicę. - Posłuchaj teraz. Oblezą auto z każdej strony, będą błyskać fleszami, stukać po szybach i tak dalej, ale damy radę, słyszysz?
Pokiwałam głową. Nath odpalił silnik, zero reakcji. Halo, chciałabym pojechać do domu, zejdźcie mi z drogi?! I było tak, jak mnie ostrzegał. Błyskali fleszami, krzyczeli jeden przez drugiego, obili pewnie całe auto. Spuściłam głowę i zasłoniłam twarz ręką. Do oczu zaczęły nachodzić mi łzy. To tylko brzmi tak lajtowo, ale to wręcz przerażające, kiedy siedzi się w aucie, dostajesz fleszem po oczach, Nathan gazuje, próbuje przejechać, ale to wszystko na nic, bo przecież nie rozjedzie kilkunastu ludzi. Człowiek zaczyna się bać, że szyba puści i nachodzą mu do głowy najróżniejsze myśli, co może się stać...
Po kilku minutach udało nam się przejechać.
- Będziesz spać dzisiaj u mnie - powiedział Nathan.
Potyczki z paparazzi zbyt mnie wymęczyły, żeby odpowiedzieć cokolwiek.
Wjechaliśmy do garażu, weszliśmy do domu, przywitalismy się ze wszystkimi.
- Jestem zmęczona, pójdę spać - szepnęłam do Natha, pocałowałam go w policzek i poszłam na górę. Zdjęłam tylko buty i kurtkę i położyłam się do łóżka tak, jak stałam.
Rano obudziły mnie odgłosy rozmów z dołu. Zeszłam do salonu, cała rozmazana i rozczochrana. W telewizji pokazywali nagranie z wczorajszej akcji na parkingu. Na szczęście było tylko wstępem do rozmowy o agresji paparazzi czy coś tam.
- O, już nie śpisz - Nathan, który do tej pory był w kuchni, usiadł koło mnie.
- No powiedz jej - nalegał Tom.
- Za cztery dni zaczynamy trasę i pomyślałem, że pojedziemy do Dublina już dzisiaj. Tam będziemy mieli spokój - powiedział spokojnie Nathan.
Zamyśliłam się na chwilę.
- Okej. To dobry pomysł. Ale najpierw muszę coś zrobić - wzięłam telefon z kieszeni.
Nie jestem w ciąży i nie dotknęłam Dionne.
Tweet. Powinno wystarczyć.
- Samolot mamy dzisiaj po południu. Jay zawiezie cię do pubu, żebyś się spakowała - powiedział Nath.
- A kto biedaku pomoże tobie?
- Kelsey i Nareesha potem będą - pokazał mi język.
Poszłam na górę szybko się ogarnęłam, wzięłam swoje rzeczy, a w głowie już zaczęłam układać listę ciuchów, które muszę wziąć.
TO TEGO... Prima Aprilis! NIE ZAWIESZA. BLOGÓW WKRĘCAŁAM WAS! :) MAM WPRAWDZIE MATURĘ I NAUKĘ I WGL, ALE I TAK NIE POTRAFILABYM TEGO ZROBIĆ :)

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Przepraszam :(

Chodzi o to, że na czas nieokreślony muszę zawiesić oba blogi... Myślałam, że dwa radę z dwoma i maturą za pasem, ale jednak to zbyt wiele I muszę na serio zacząć się uczyć. Naprawdę przepraszam, ale obiecuję, że wrócę w maju.