czwartek, 28 marca 2013

42. Gloucester, bbe.

Spędziłam z mamą Nathana i Jess bardzo przyjemne popołudnie. Pani Sykes stwierdziła w końcu, że musi przygotować się do pracy i zostawiła naszą trójkę na dole.
- Oglądamy jakiś film? - rzuciła dziewczyna.
- Jaki na przykład? - spytałam.
- Może... - zamyślił się Nath. - "Węże na pokładzie"? Albo "Anakonda"? "Boa kontra pyton?"
- Bardzo śmieszne - zmrużyłam oczy.
- Ale serio, jak mogłaś nie wiedzieć o Charliem?!
- Normalnie! Jak znam życie, pewnie byłam jedną z niewielu osób na ziemi...
- Kłóćcie się dalej, ja poszukam filmu - Jess podeszła do półki z płytami.
Nathan w tym czasie poszedł do kuchni po coś do jedzenia, a ja weszłam na twittera.
Jestem jedyną osobą, która nie słyszała wcześniej o Charliem pytonie?
Jak można trzymać w domu pytona? Spać z nim w jednym pokoju? Ob-rzyd-li-we.
Zaraz przybyło mnóstwo odpowiedzi. W tym od Jaya.
@JulesM, poznałaś Charliego? :)
Nie, wiesz, tak sobie o nim piszę ni z gruchy ni z pietruchy.
@JayTheWanted niestety, jestem za blisko niego o jakieś kilkaset kilometrów.
Wbrew protestom Nathana razem z Jess wybrałyśmy "Pamiętnik".
- Serio? Romansidło? - marudził.
- Jest nas więcej, wygrała solidarność jajników - wzruszyłam ramionami.
- Zniosę Charliego, to będzie dwa na dwa.
- Nie odważysz się - wycedziłam.
- Nie cwaniakuj, Nathan, bo on jest większość roku na mojej łasce. Ja go karmię - wypomniała Jess. - A teraz zamknij się, bo film zaczyna się.
Obejrzeliśmy film, w końcu stwierdziliśmy, że czas spać.  Poszliśmy na górę i każde poszło w stronę swojego pokoju.
- Hej, hej, co robisz? - spytał Nathan i złapał mnie za rękę, kiedy minęłam jego drzwi.
- Idę spać.
- Weź, nie wydurniaj się - wywrócił oczami.
- Nie wydurniam. Mówię serio, nie będę spać z... - przemogłam się, żeby nazwać to po imieniu - Charliem w jednym pokoju. Tak więc, dobranoc, do zobaczenia rano - cmoknęłam go w policzek i poszłam do pokoju gościnnego.
Byłam zbyt zmęczona, żeby brać prysznic, stwierdziłam, że zrobię to rano. Przebrałam się w piżamę, wzięłam kosmetyczkę i poszłam do łazienki, żeby zmyć makijaż i takie tam. Myłam sobie spokojnie zęby, nagle wszedł Nathan.
- Słyszałeś o czymś takim jak pukanie? - spytałam z buzią pełną piany.
- Wprawdzie Charlie i ja jesteśmy bardzo urażeni twoją niechęcią do niego, ale dam ci jeszcze jedną, ostatnią szansę. Jeszcze możesz zmienić zdanie i iść spać ze mną - powiedział śmiertelnie poważnie.
- Dziękuję, mój łaskawy panie - skłoniłam mu się nisko. - Nie skorzystam - wypłukałam usta, wytarłam buzię w ręcznik i minęłam go w drzwiach.
Wygodnie ułożyłam się w swoim łóżku, z dala od zielonego gada. Jednak fakt, że oddzielała mnie od niego bezpieczna ściana, wcale nie pomógł mi zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, jakby mnie co opętało. Jeśli już udało mi się zasnąć, to po chwili się budziłam. To przez tego cholernego węża. Siadł mi na mózg. Ze zrezygnowaniem wzięłam do ręki telefon. Zadzwoniłam do Nathana, ale rozłączyłam się zanim zdążył odebrać. Po chwili usłyszałam kroki na korytarzu i drzwi się otworzyły.
- Co się dzieje? - spytał zaspany Sykes. Przynajmniej ten spał.
- Nie mogę zasnąć.
- To chodź do mnie.
- Tam tym bardziej nie będę mogła.
- Jules... - westchnął, podszedł bliżej mnie i usiadł na łóżku. - On jest zamknięty w terrarium. Poza tym nawet gdyby nie był, nie ma takiej opcji, żeby coś ci zrobił.
- Masz jakąś fobię? - spytałam.
- Wydaje mi się, że mam lęk wysokości.
- Byłeś ze mną na London Eye, nie ma takiej opcji, gdybyś miał, nawet byś nie pomyślał, żeby tam pójść. Gdybyś miał, rozumiałbyś, dlaczego trzymam się z dala od twojego pokoju.
- Chodź ze mną - wstał i wyciągnął do mnie rękę. - No chodź, nic ci nie będzie, zaufaj mi.
Westchnęłam i podniosłam się z łóżka. Poszliśmy do jego pokoju.
- Nie bój się, podejdź spokojnie bliżej - powiedział, kiedy zbliżyliśmy się do terrarium, a ja instynktownie chciałam uciec. - Widzisz? Śpi? Poza tym ta szyba jest tak gruba, że chyba nie da się jej zbić. Kiedyś niechcący przewróciłem terrarium i dalej jest całe. Nie ma się czego bać.
- Niech ci będzie, ale i tak nie będę tu spać.
- I co, jak wrócisz tam sama, to teraz nagle zaśniesz?
- Pójdziesz ze mną? - uśmiechnęłam się słodko. - Proszę.
- Dziewczyno, ile ty problemów robisz - westchnął, ale poszedł.
Położyliśmy się do łóżka, wtuliłam się w niego, jak zawsze.
- I co, teraz już się nie boisz? - mruknął.
- Może troszkę mniej - uśmiechnęłam się.
- Jules, Jules, co ja się z tobą mam... Śpij już, jutro mamy dużo do zrobienia - pocałował mnie w czoło.
- W sensie że co?
- No chyba nie myślałaś, że będziemy tak gnić cały dzień w domu, skoro pociąg mamy dopiero wieczorem. Zobaczysz wszystko, co najlepsze w Gloucester.
- Brzmi męcząco - stwierdziłam. - Dobranoc.


Rano obudziłam się, kiedy trzasnęły drzwi od pokoju. Otworzyłam leniwie jedno oko. Zobaczyłam Natha, który zapewne wyklinając pod nosem na biedne drzwi szedł w moim kierunku z... tacą :).
- Wow, śniadanie do łóżka? - mruknęłam zaspana.
- Możesz to odhaczyć z listy rzeczy, których Nathan nie zrobił - powiedział stawiając jedzenie obok mnie.
- Och, dziękuję - powiedziałam i upiłam łyka herbaty. - Dobra, w końcu ci przyznam, herbatę robisz najlepszą.
Sykes uśmiechnął się z dumą.
Zjadłam wszystko, posprzątaliśmy, Nathan stwierdził, że już czas na wycieczkę krajoznawczą, więc szybko zebraliśmy się i wyszliśmy z domu.
- Więc.. gdzie idziemy? - spytałam.
- Zobaczysz - powiedział przekręcając klucz w drzwiach i wrzucając mi je do torebki. Jess wyszła gdzieś z samego rana.
Chodziliśmy po Gloucester trzymając się za ręce, śmiejąc i rozmawiając, a najlepsze w tym było, że nawet nie miałam odruchu, który już nabyłam w Londynie, żeby patrzeć, czy ktoś gdzieś nie robi nam zdjęć. Było tak... swobodnie. Zobaczyłam szkołę Nathana, zjedliśmy coś w jego ulubionej knajpce, posiedzieliśmy swobodnie na ławce w parku...
- Wiesz co? - spytał, kiedy już wracaliśmy do domu.
- Hmmm? - mruknęłam patrząc na chodnik, żeby nie nadepnąć ma linię między płytami chodnikowymi (tak, tak, jak dziecko ;)).
- Cieszę się, że jedziesz z nami na to tour - powiedział.
- Ja też - podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się do Natha. - Gdzie w ogóle będziemy?
- Hmmm... - zamyślił się na chwilę. - Daj mi minutkę i wszystkie miasta ci powiem... To będzie tak... Dublin, Cork, Lizbona, Madryt, Bruksela, Amsterdam, Berlin, Rzym, Wiedeń, Oslo, Sztokholm, Helsinki, Praga i Bratysława... Tak, chyba wszystko.
- Oczywiście bez Polski - powiedziałam z przekąsem.
- Hej, to nie moja wina - uniósł ręce w obronnym geście. - To nie ja ustalam trasę.
- Wszyscy zawsze omijają Polskę - zrobiłam (na żarty, ale nie wiem, czy on był tego świadomy) minę zbitego psa.
- Oj, Jules, i tak zobaczysz koncert... Czternaście w zasadzie.
- To nie chodzi o mnie! Macie tyyyylu fanów w Polsce! Nie mówię, że macie od razu grać na stadionie narodowym, ale mimo wszystko. Na następnym tour widzę was w Polsce - pogroziłam mu palcem.
- Tak jest!
- No, cieszę się, że się rozumiemy - uśmiechnęłam się.
- Sykes? - usłyszeliśmy za sobą, spojrzeliśmy po sobie.
- Znam ten głos - powiedział cicho Nathan w lekkim uśmiechem i odwrócił się szybko. - Reynolds! - podszedł do dziewczyny i przytulił ją.
- Co tu robisz panie "Nathanie z The Wanted"? - spytała.
- Czasami muszę odwiedzić rodzinę, nie? I zdałem prawko - powiedział i zrobił się ze dwa centymetry wyższy z dumy.
- No gratuluję, musimy to opić!
- Nie da rady, poza tym, gdzie moje maniery. To jest Jules, Jules to Abby, moja znajoma z liceum - przedstawił nas sobie.
- Miło mi - uśmiechnęłam się i wymieniłyśmy uścisk ręki.
- W każdym bądź razie - kontynuował Nath. - Jutro mamy wizytę u lekarza w Londynie, więc musimy dzisiaj wrócić.
- Jak to WY macie wizytę? - Abby widocznie zaczęła węszyć coś w złym, dziewięciomiesięcznym kierunku.
- Nie, nie, nie. Nie MY. Ja mam wizytę kontrolną po operacji - wyjaśniłam szybko.
- Aaa rozumiem - zaśmiała się dziewczyna.
- W sumie... Ostatni pociąg do Londynu jest o 22, więc zdążyłbyś wyskoczyć wieczorem ze znajomymi - stwierdziłam.
- Jakie zdążył? Idziesz ze mną! - powiedział Nathan z entuzjazmem, jakby to był jego pomysł.
- Tak, to świetny pomysł! To co, dziewiętnasta tam gdzie zawsze? - spytała Abb.
- Pewnie, daj wszystkim znać - powiedział Nathan i poszliśmy w swoją stronę a Abby w swoją.
- Jesteś pewnien, że nie chcesz iść sam? To twoi przyjaciele, powinieneś spędzić z nimi czas... - spytałam po chwili.
- Nie kombinuj. Jak sama powiedziałaś, to moi przyjaciele, chcą cię poznać. Poza tym co byś chciała robić? Oglądać z Jess kolejne romansidło? - wywrócił oczami.
- Masz jakiś bliżej nieokreślony problem z romantycznymi filmami. Nauczyłbyś się czegoś z nich.
- Co mam się uczyć? Wszystko wiem, zrobiłem ci śniadanie! - znowu zrobił się dwa centymetry wyższy z dumy.
- Dobra, niech ci będzie - powiedziałam od niechcenia.
Zbliżyliśmy się do pasów, więc patrzyłam się na lewo i prawo, czy droga wolna, ale zobaczyłam co innego. A raczej kogo innego...
- Nathan, czy to... - wskazałam delikatnie w odpowiednim kierunku.
- Ashley - wywrócił oczami. - Wiesz, jakoś nie chce mi się z nią gadać, wchodź tu - wepchnął nas do najbliższego sklepu.
- Nathan... - jęknęłam.
- Hmmm? - mruknął ukradkiem zaglądając zza wystawy na drogę, czy Ashley już poszła.
- Nathan, to jest sklep z bielizną...
Chłopak rozejrzał się w koło.
- Ups...
- Nawet nie udawaj, że pół minuty temu nie wiedziałeś, co to jest za sklep - zmrużyłam oczy.
- Naprawdę! - uniósł ręce w obronnym geście.
- Mieszkasz tu całe życie i chcesz mi powiedzieć, że nie wiedziałeś, co za sklep tu jest?
- Jakiś czas temu był tu chyba zoologiczny... - zamyślił się.
- Pomóc w czymś państwu? - usłyszałam za plecami.
No tak, jeszcze tego mi brakowało.
- W zasadzie, skoro już... - zaczął Nathan.
- Nie, nie, właśnie wychodzimy - uśmiechnęłam się słodko i pociągnęłam Sykesa za rękę ze sklepu.
- Zwykle nie można cię wyciągnąć ze sklepu, a teraz, jak sam z tobą do niego wszedłem, to wychodzisz z pustymi rękoma?!
- Nie drażnij mnie, proszę. Chodź do domu.

Dotarliśmy, zjedliśmy obiad zrobiony przez Jess i przed dziewiętnastą, już ze swoimi rzeczami wyszliśmy na spotkanie z przyjaciółmi Nathana.
- Wciąż nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedziałam, kiedy kobiecą intuicją wyczułam, że zbliżamy się na miejsce.
- Nie marudź, nie pytam się ciebie o zdanie.
- Dżentelman - mruknęłam, za co zostałam poczochrana po włosach.
- Nie mądruj się - Nath pocałował mnie w czoło. - To tutaj - otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą.
- Nathan! - dobiegło gdzieś z końca sali. Spojrzałam w tamtym kierunku.
- Przyjaźniłeś się z wieloma dziewczynami w liceum - zauważyłam.
- Zazdrosna? - spytał z głupim uśmieszkiem.
- Nie, skąd. W Polsce spotkamy się z moimi znajomymi.
- Iii?
- Przyjaźniłam się z wieloma chłopakami... - wzruszyłam ramionami.
Nathan zaśmiał się lekko.
Podeszliśmy do stolika, Nath poznał mnie ze wszystkimi, a ja tylko się uśmiechałam, a w głowie powtarzałam "I tak was nie spamiętam".

- Skończyło ci się picie - zauważył Nathan kilkanaście minut przed naszym planowanym wyjściem. - Przyniosę ci.
- Nie trzeba, sama się przejdę - uśmiechnęłam się.
- Na pewno?
- Tak, na pewno - pocałowałam go w policzek i podeszłam do baru.
- To samo - powiedziałam do barmana.
 Wlepiłam wzrok w drewniany blat i oglądałam wzorki, aż kątem oka zobaczyłam, że ktoś usiadł obok mnie. Z doświadczenia wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego...
- Hej - usłyszałam. Spojrzałam na chłopaka, który usiadł obok mnie.
- Hej - odpowiedziałam niepewnie.
- Wino? Klasa... - powiedział wskazując na kieliszek, który postawił przede mną barman.
- Raczej rekonwalescencja. Normalnie pewnie byłoby piwo.
- Hmm.. Nie jesteś Brytyjką - powiedział pewnie.
- Aż tak to słychać? - zaśmiałam się. - Ale fakt, jestem Polką.
- Więc co taka ładna Polka robi w takiej dziurze, jak Gloucester?
- Przyjechałam z moim chłopakiem, odwiedzam jego rodzinę.
- Wszystkie ładne dziewczyny mają chłopaków...
Nie umiałam przyjmować komplementów, tym bardziej od nieznajomych, spojrzałam w stronę Natha z nadzieją, że uda mi się nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Nic z tego. Ale za to udało się z Abby. Poczułam jednak, że typ obok mnie zaczął muskać moją dłoń, więc instynktownie szybko ją odsunęłam.
- Powinnam wracać do moich znajomych, więc...
- Daj mi zgadnąć, Twój chłopak siedzi z przyjaciółmi przy stoliku na moimi plecami i ma na imię Nathan?
- Jules, musimy już wychodzić - podszedł do nad Nath i kiedy tylko zobaczył, z kim rozmawiam na jego szyi pojawiła się żyła. - Cześć, Nathan - powiedział tamten. - Tak sobie właśnie rozmawiałem z twoją nową dziewczyną...
- Właśnie skończyłeś. Jules, musimy iść - wysyczał.
- Ok... okay, wezmę tylko torbę - wstałam ze stołka i poszłam po torbę.
- Kim jest ten koleś z Nathanem przy barze? - spytałam Abby.
Dziewczyna spojrzała w tamtą stronę.
- O nie - podniosła się. - To Pete, spał z...
- Ashley - dokończyłam. Wzięłam swoją torbę i wróciłam do Natha. Ostatni raz, kiedy widziałam tą żyłę na jego szyi, bił się z Tomlinsonem, a ja niekoniecznie chcę powtórki z rozrywki.
- Nathan, weź swój plecak - szarpnęłam go lekko za rękaw, ale on dalej lustrował się wzrokiem z Pete'm. - Nathan... Weź plecak, mamy pociąg. Nathan - powiedziałam już bardziej stanowczo.
- Zaraz wrócę - poszedł szybko do stolika, pożegnał się ze wszystkimi, w międzyczasie ja delikatnie i minimalnie posuwałam się coraz bliżej wejścia i coraz dalej od lustrującego mnie wzroku Pete'a.
- Chodź - Nathan złapał mnie za rękę i wyszliśmy.
- Wiem, że mamy pociąg, ale nie musimy zasuwać, jak na maratonie - powiedziałam w końcu, bo Nathan gnał do przodu jak szalony.
- Przepraszam... Tylko...
- Wiem, wiem, musisz ochłonąć.
- Dokładnie...

Dotarliśmy na dworzec kilka minut przed pociągiem, co było dla nas nowością, bo zazwyczaj wbiegaliśmy do niego w ostatniej chwili.
- Muszę zadzwonić do Jacka... - zaczęłam szukać telefonu w torbie.
- Po co?
- Jest środek tygodnia, nie wiem, o której zamknie, muszę mu powiedzieć,  żeby czekał na mnie, bo nie mam kluczy, jak zwykle...
- Zawsze możesz pojechać do mnie.
- Nie mam zamiaru znowu zrywać się o świcie, jechać do siebie, żeby zmienić ciuchy i tłuc się z powrotem do lekarza. Dziękuję, postoję. Ha, mam cię - wygrzebałam w końcu telefon.

Po dwóch godzinach wysiedliśmy na dworcu w Londynie, złapaliśmy taksówkę.
- Przyjadę po ciebie jutro rano - powiedział Nathan, kiedy miałam już wysiadać.
- Nie trzeba, mogę sama przejechać się metrem.
- Nie będziemy jechać metrem - wywrócił oczami. - Wezmę od Maxa auto - uśmiechnął się.
- Przecież ty dopiero zdałeś prawo jazdy, i co, już je masz? - spytałam.
- Plastika nie, ale papierek, który mówi, że mam i mogę prowadzić to i owszem - wyjaśnił.
- Dobra, to jest Europa, tu jest inaczej, nie wnikam - o północy nie miałam głowy, żeby ogarniać dlaczego nie musi czekać dwa tygodnie na głupi plastik.- O jedenastej mam wizytę, więc rozegraj to, jak chcesz. Pa - pocałowałam go i wysiadłam z auta.
Taksówka odjechała dopiero, kiedy weszłam do środka, machnęłam Liz ręką i poszłam prosto na górę, bo byłam naprawdę padnięta...


Trzymajcie mnie, bo nie wyrobię, jakie to jest beznadziejne... -_- Tak nudnego rozdziału to chyba wcześniej nie było, i nie jest to fałszywa skromność, tylko naprawdę mi się nie podoba.
Ale dobra wiadomość jest taka, że z okazji świąt może uda mi się dodać dwa rozdziały w przyszłym tygodniu i obiecuję, że będą o niebo lepsze ;)

czwartek, 14 marca 2013

41. Charlie, Charlie...

Obudziłam się, w sytuacji, w jakiej lubiłam najbardziej - w objęciach Nathana, z głową na jego klatce piersiowej. Uśmiechnęłam się i podniosłam głowę. Nath dalej spał. Wstałam ostrożnie z łóżka, ubrałam spodenki i koszulkę, które leżały gdzieś pod łóżkiem i cichaczem zeszłam na dół. Jak zwykle nikomu nie chciało sprzątać po zamknięciu. Włożyłam słuchawki na uszy i puściłam muzykę. Co by tu zrobić... Do supercichej sokowirówki wrzuciłam pomarańcze, do tostera wrzuciłam kanapki. Gdzieś tu był dżem... O, mam i uwaga, uwaga - nutella! Ktokolwiek ją kupił, kocham Cię. Zaglądałam do wszystkich szafek w poszukiwaniu jeszcze jednej rzeczy... tu cię mam, taco. Postawiłam na niej dwie szklanki z sokiem, tosty, dzem i nutellę. Szału może nie robi, ale to nie restauracja w Hiltonie. Powoli wchodziłam na górę, noszenie szklanek na tacy nie było moją mocną stroną, a wywrócenie ich to ostatnie, czego było mi potrzeba. Otworzyłam łokciem drzwi do pokoju, próbowałam je delikatnie zamknąć, ale pech, trzasnęły. Nathan powoli przeciągnął się na łóżku i otworzył jedno oko. Odgarnęłam nogą kołdrę i postawiłam tacę na łóżku.
- O jaaa, czym sobie zasłużyłem? - powiedział tym swoim zaspanym głosem.
- Powtórz, proszę - powiedziałam szybko.
- Czym sobie zasłużyłem na śniadanie do łóżka? - powtórzył zdziwiony, bo jego akurat na ogół rozumiem za pierwszym razem.
- Po prostu obudziłam się w dobrym humorze - wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
- To chyba raczej ja powinienem ci robić śniadanie do łóżka - stwierdził.
- Taaa... Ale ty boisz się spać w .okruchach, królewno.
- Tak? Dobra, dzisiaj śpisz u mnie - rozkazał wgryzając się w tosta.
- A może mam już jakieś plany? Pracuję na przykład?
- Masz zwolnienie lekarskie - wywrócił oczami. - I nie kombinuj, obydwoje wiemy, że chcesz u mnie spać - powiedział pewny siebie.
- Ach tak? A może wolę spać sama, w swoim łóżku, kiedy nikt nie rozpycha się obok mnie i nie zabiera kołdry? - droczyłam się.
- Osz ty... Cho no tu - przyciągnął mnie do siebie i posadził na kolanach. - Taka jesteś cwana? To załatwię cię inaczej - odgarnął mi włosy z szyi i zaczął jeździć po niej delikatnie nosem.
- To jest cios poniżej pasa - powiedziałam, ale nie żeby mi to przeszkadzało.
- To jak będzie? - spytał.
- No nie wiem, nie wiem, muszę się zastanowić...
- Tak ładnie proszę - powiedział i zaczął całować mnie po szyi, zbliżał się coraz bardziej do ust, aż w końcu mogłam odwzajemnić pocałunek.
- Uznam to za "tak" - wymamrotał.
Nagle zadzwonił jego telefon. Odsunął się na chwilę, spojrzał na iPhone'a.
- A niech sobie dzwoni - stwierdził.
- Może jednak powinieneś odebrać? Nie wróciłeś na noc, nie wiedzą, co się z tobą dzieje.
Przewrócił oczami, ale sięgnął po telefon
- Hej, żyję, nic mi nie jest, na razie - rozłączył się.
- Wow... Rozmowa na poziomie - powiedziałam z udawanym uznaniem.
Telefon znowu zadzwonił.
- No co? - wydarł się.
Kilka sekund słuchał. Skrzywił się. Złapał się za głowę...
- O której?... No zapomniałem... Weź się wyluzuj, jest dziesiąta.
I znowu się rozłączył.
- Daj mi zgadnąć - zamyśliłam się. - Hmm... Wywiad?
- Niestety.
- W czym masz problem, dzwonię po taksówkę, ubierasz się, jedziesz do domu, przebierasz się i już. Użyj mózgu - wzruszyłam ramionami.
- W tym problem, że jedziesz ze mną, a ty potrzebujesz trochę czasu, żeby się zebrać?
- Nigdzie nie jadę, to twój wywiad - skrzywiłam się.
- No chodź, na wywiadzie jeszcze nie byłaś.
W sumie, czemu nie.
- No dobra, idę się umyć - poczłapałam do łazienki.
- Masz pół godziny - usłyszałam za sobą.
Akurat kiedy byłam gotowa taksówka, przyjechała i szybko pojechaliśmy do domu The Wanted.
- No w końcu! - krzyknął z kuchni Max, kiedy usłyszał otwierające się drzwi. - Kiedy ty w końcu dorośniesz, znowu będzie trzeba na cie... - urwał, kiedy zobaczył mnie. - Dobra, już wiem, gdzie byłeś, co robiłeś, zostaje ci wybaczone - uśmiechnął się i wrócił do jedzenia.
- Idę się ogarnąć, zajmij się sobą - Nathan dobiegł na górę.
Poszłam do Maxa.
- Co tam masz dobrego? - zajrzałam mu w talerz. - Daj kawałek - chwyciłam plaster bekonu.
- Jules... Ty nie lubisz bekonu - zdziwił się.
- Wiem, ale muszę zjeść w końcu coś niezdrowego - powiedziałam z pełną buzią. - W środę idę na kontrolę i wtedy chyba już będę mogła jeść wszystko. Może przestaną gadać o jakiejś anoreksji - wywróciłam oczami.
- Ha, to akurat było dobre! - zaśmiał się Tom, który akurat wszedł. - Ty i anoreksja - pokręcił głową. - Wiem, że jesteś chuda, ale bez przesady, przecież jesz tyle, co ja.
- Wiem! Musimy sobie zrobić jakiś konkurs.
- Będziemy we Włoszech, idziemy na pizzę! - podekscytował się.
- O tak! - przybiliśmy piątki. - A gdzie Siva i Jay?
- Robią coś w garażu. Nie wnikaj.
Naprawdę nie wiem, co po była ta afera, ponad dwie godziny siedzieliśmy w domu i nie było, co robić. W końcu przyjechał van z Kevinem i Martinem i pojechaliśmy na wywiad. Nagrywamy był z udziałem publiczności, usiadłam sobie w pierwszym rzędzie. Niecałą godzinę później czekałam na zespół w holu studia. Chodziłam sobie w kółko bez celu, aż w końcu przyszli.
- Chodź jeść, jestem głodny - powiedział Nathan i złapał mnie za rękę.
Odwróciliśmy się w stronę wyjścia,a tam... BUM, Dionne.
Stanęliśmy jak wryci. Wszyscy, łącznie cała ósemka.
- Cześć wam - dziewczyna stanęła na przeciwko nas, jak gdyby nigdy nic.
Bądź ponad to, bądź ponad to, mówiłam sobie w duchu. Bądź ponad jej głupie gierki.
- Cześć, Dionne - powiedziałam najnormalniej, jak potrafiłam.
Nath automatycznie przysunął się bliżej mnie.
- Więc... znowu razem? - uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie znowu. Cały czas - sprostowałam.
- Źle to rozegraliście pod względem PR - zamyśliła się.
- Idźcie do auta, dojdziemy do was - powiedział do reszty Nathan.
Wszyscy poszli, została tylko nasza trójka.
- Dorośnij dziewczyno, bo życie to nie PR ani to, co piszą w gazetach - mierzyłam ją z góry do dołu.
- Z pewnością. Ale spójrzcie jak to wygląda. W gazetach jest zdjęcie moje i Natha w dość jednoznacznej sytuacji. A ty mimo to wciąż wiernie przy nim trwasz. Coś tu pachnie związkiem dla sławy - pokręciła głową z dezaprobatą.
- Musiałabym być tobą - wysyczałam.
- Taaa... ale jest między nami mała różnica. Ty jesteś nikim.
Zrobiłam krok w jej stronę.
- Dobrze ci radzę, zejdź mi z drogi i oddal się na tych swoich krótkich nóżkach, zanim wyjdę z siebie.
Świetnie, osiągnęła to, o co jej chodziło, wyprowadziła mnie z równowagi. Teraz może sobie iść.
- Jeszcze zobaczymy, kto go będzie miał - wyszeptała mi do ucha przechodząc obok mnie.
Obróciłam się na pięcie i przysięgam, że powyrywałabym jej te czarne kudły, ale Nathan złapał mnie w porę za ramiona.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia?!
- Jules, właśnie robią nam zdjęcia z zewnątrz, opanuj się - powiedział mi do ucha. - A ty - zwrócił się do Dionne - masz się do nas nie zbliżać.
Objął mnie i lekko popchnął w kierunku oszklonych drzwi. Przed wejściem było kilku fotografów, którzy już pewnie zrobili wystarczająco dużo zdjęć, żeby zrobić ze mnie niezrównoważoną wariatkę. Wsiedliśmy do vana, Nathan trzasnął drzwiami.
- Jules...
- Nie zaczynaj - przerwałam stanowczo.
- Chcę tylko powiedzieć, że musisz się pilnować. Nie chcę cię ograniczać czy kontrolować, ale wiesz, jak jest...
- Tak wiem, za dwa dni wyjdą gazety z nagłówkiem "Dziewczyna Sykesa jest stuknięta", a Martin zabije mnie, ciebie i znowu mnie - wyrzuciłam z siebie. - Tylko ta dziewucha...
- Tak, wiem - westchnął Nathan.
- Olejcie ją - wzruszył ramionami Tom. - I przestańcie się wkurzać, złość piękności szkodzi.
- Muszę się odstresować. Jedźmy do domu, szybko - rzuciłam hasło.
- Po co? - spytał Jay.
- Myślałem, że idziemy jeść - jęknął Max.
- To idźcie. Ja muszę wyrzucić z siebie negatywne emocje. Będę sprzątać - stwierdziłam.
- Wczoraj Yolanda wysprzątała cały dom - powiedział Siva.
- W takim razie... - zamyśliłam się. - Potrzebuję jednego z was, który nie boi się przegrać z dziewczyną i wymęczy mnie w piłkarzyki.
- Może po prostu za mówimy coś do domu i wymęczymy ją wszyscy pokolei? - rzucił Tom.
- Dobrze, Parker! - przybiłam mu piątkę. - Stuart, szybko, szybko! - ponagliłam kierowcę.
- To jest ten moment, kiedy zaczyna mnie przerażać - mruknął Nathan do Jaya.
- Czemu? - spytałam.
- Robisz się strasznie nakręcona, stukasz nogą, musisz się czymś bawić, jak teraz paskiem od torebki i generalnie bez kija nie podchodź.
- Bez przesady - wywróciłam oczami. - Zaczynasz się mnie bać, bo wiesz, że Cię ogram w piłkarzyki - wzruszyłam ramionami.
- Nazwij to, jak chcesz - westchnął.

I faktycznie, ograłam i jego, i Jaya, i Sivę, z Tomem był remis, a Max ograł mnie, bo bolały mnie już ręce, chociaż on oczywiście twierdził, że to jego umiejętności zdecydowały.
Siedziałam z nimi cały dzień, przyszły też Kelsey i Nareesha. Wieczorem standardowo wprowadziłam swój genialny plan i "zasnęłam" na kanapie oglądając film wtulona w Sykesa.
- Jules, ręka mi zdrętwiała - powiedział.
Zero reakcji, no helloł, śpię chyba.
- Jules? No dobra, znowu...
- Oj już nie marudź - powiedział Max. - Ostatnio, jak się napiłeś, sam mówiłeś, prawie w sunie płakałeś, jak to ci brakuje noszenia jej po schodach i jaki ci zganiata rękę, blabla...
- Och, spadaj - Nathan podniósł mnie ostrożnie i delikatnie zaniósł na górę.
Otworzył łokciem drzwi i położył mnie na łóżku.
- Wiem, że udajesz - wyszeptałam. Chociaż bardzo chciałam, nie mogłam powstrzymać śmiechu. Nieważne, nakryłam się kołdrą i obróciłam na bok.
- Może chociaż się przebierz? - spytał.  Pokręciłam przecząco głową. - Zmyj makijaż? Co powiedziałaby twoja mama? Rób, co chcesz, idę obejrzeć film do końca, zaraz wrócę - usłyszałam, jak zamknęły się za nim drzwi. Zerwałam się z łóżka i po cichu poszłam do łazienki, zmyłam makijaż płynem Nareeshy (tak, dalej na niej żerowałam. Ale na butach zarabia więcej niż ja w pubie, nie czuję wyrzutów). Przy okazji znalazłam jakąś nieużywaną szczoteczkę, bosko, już jest moja. Szybko wróciłam do pokoju, ściągnęłam dżinsy i koszulkę, założyłam jakąś Nathana i wskoczyłam do lozka. Moim chytrym planem było zasnąć i rozepchać się na całe łóżko, zanim wróci Nath.

Z rana dostałam poduszką w łeb. Lekko, bo lekko, ale liczy się sam fakt.
- Jules, wstawaj - powiedział Sykes.
- Która jest? - mruknęłam zaspana.
- Po siódmej
- Nie mów do mnie o tej porze - nakryłam się po same uszy.
- Jedziemy do Gloucester - zerwał ze mnie kołdrę i rzucił gdzieś w kąt.
- Co? To jedź.
- Wstawaj, jedziesz ze mną, mama i Jess się ucieszą. A raczej zjedzą mnie, jak przyjadę bez ciebie.
- Musimy o świcie? - spytałam.
- Tak, bo mam coś do załatwienia. Wstawaj, bo jeszcze jedziemy do ciebie, weźmiesz ciuchy.
- To kiedy wrócimy? - podniosłam głowę. - W środę mam lekarza.
- Jutro wieczorem albo w środę rano. Wstawaj, bo wrzucę cię do wanny - rzucił we mnie moimi ciuchami.
- Idź mi zrobić herbatę - powiedziałam wsuwając spodnie.
Sykes wyszedł z pokoju, ja się przebrałam, wrzuciłam kołdrę na łóżko, ogarnęłam się w łazience i zeszłam na dół.
- Zadzwoniłeś po taksówkę? - spytałam wgryzając się w kanapkę.
- Nie.
- To jak chcesz się dostać do pubu i na dworzec?
- Nareesha nas zawiezie.
- No chyba nie powiesz mi, że zrywałeś ją o siódmej specjalnie po to?
- Nie, mam dużo roboty i tak bym musiała wstać - Nare weszła do kuchni.
- Cześć, Nunu - uśmiechnęłam się.
Dziewczyna wzięła jogurt z lodówki.
- O której macie pociąg? - spytała.
Spojrzałam na Nathana.
- No coś tam koło dziewiątej - porozglądał się na boki.
- Nathan?! Chyba nie powiesz mi, że nie sprawdziłeś pociągu? - załamałam się.
- Sprawdziłem, tylko nie pamiętam.
- To sprawdź jeszcze raz, nie mam czasu wieźć was do Gloucester - zaśmiała się Nareesha.
Nathan z wielką łaską wyciągnął telefon z kieszeni.
- 8:45. I po co tyle krzyku? - wzruszył ramionami.
- Chodźmy już, bo pewnie będą korki.
Pojechaliśmy do pubu, pięć minut grzebałam w torebce...
- Nie mam klucza - westchnęłam.
- To jedziesz bez ciuchów, kupimy ci coś na miejscu - wzruszył ramionami Nathan.
- Nie, nie, czekaj - wyszłam z auta i zaczęłam stukać w drzwi. W końcu usłyszałam, jak ktoś schodził po schodach.
- Zamknięte! - usłyszałam krzyk Jacka.
- To ja, Jules - powiedziałam.
- Słyszałaś o kluczach? - spytał, gdy otworzył mi drzwi.
- Jakbyś ty nigdy o nich nie zapomniał - minęłam go i poszłam w stronę schodów. - Usiądźcie, poczekajcie na mnie - powiedziałam do Nareeshy i Nathana.
Pobiegłam na górę, wzięłam parę ciuchów i innych drobiazgów i wróciłam na dół.
Naree zawiozła nas na dworzec i pojechała do pracy. Kilka godzin później wysiedliśmy w Gloucester.
- Ona nie powinna być w szkole? - spytałam, kiedy zobaczyłam z daleka Jess z mamą Nathana. - A twoja mama w pracy?
- Jak już mówiłem, mam coś do załatwienia. Cześć mamo, cześć Jess - przywitał się.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się.
- Och, Julie! - ucałowała mnie mama Natha. - Koniecznie powinnaś częściej do nas przyjeżdżać. Jess - zwróciła się do córki - zajmiesz się Jules?
- Ale... - zdziwiłam się.
- Mówiłem, że mam coś do załatwienia - wzruszył ramionami Nathan.
- To może chociaż zawieziecie nas do domu? - spytała Jess.
- Niby Jules powinna się ruszać...
- Nathan, chodziło o pierwsze dni po operacji, nie miesiąc - wywróciłam oczami.
- ... ale zdążymy was zawieźć, więc wsiądźcie, mówiłem nie przerywaj mi.
- Obiecuję ci, Jules, przynajmniej dzisiaj zjesz coś porządnego, widziałam to zdjęcie, strasznie schudłaś...
- Mamo, to przez tą małą su... - odezwała się Jess.
- Jessica!
- Myślałam, że się przyjaźnicie? - zdziwiłam się.
- Czas przeszły. Przyjaźniłyśmy. Litości, dobierała się do mojego brata. A jest w moim wieku. Nie wyobrażam sobie, żeby mój brat miał chodzić z kimś w moim wieku... - znowu wpadła w słowotok.
- Wow, Jess... wyluzuj. Trzy lata to nie jest tak dużo. Poza tym, ja jestem tylko dwa lata starsza od ciebie, ale podobno wyglądam na twój wiek, więc...
- Kto ci tak powiedział? - zaśmiał się Nathan.
- Coś cię śmieszy? Wszyscy mówią, że wyglądam na młodszą. Za parę lat to się przyda.
- Poza tym, mój drogi, kobiecie nie wypomina się wieku - upomniała go pani Sykes. - Zwłaszcza, jak ma dziewiętnaście lat.
- Poza tym na upartego moglibyśmy uchodzić za jeden wiek - stwierdziła Jess.
- Wiesz, co odróżnia Jules od ciebie? - spytał.
- No co? - aż sama byłam ciekawa.
- Ma cycki.
Jess zaczęła okładać go pięściami.
- Madz szczęście, że twoja mama tu siedzi, bo otrzymał byś miesięczną porcję obleg - stwierdziłam. - Wyluzuj się, Jess, potniemy mu ciuchy.
- Nieee, załatwię jego pytona - dziewczyna założyła ręce na klatce.
- Eee.. Jess, wiesz, to jest twój brat, to brzmi trochę dziwnie...
- Jess, trzymaj się z dala od Charliego! - krzyknął Nathan.
- Charlie pyton to jego zwierzątko - wyjaśniła pani Sykes.
- C-c-Co? Chwila, chwila - poprawiłam się na fotelu. - Harry był psem, jest kot Tia, widziałam ją, jak byłam ostatnio, a przez pytona macie na myśli...?
- Pytona. Taki wąż. Zielony, dwa metry... - wyjaśnił Nathan.
- Ostatnio go nie było...
- Był u weterynarza - wyjaśniła Jess.
- A gdzie jest teraz?
- W pokoju Natha.
- Okej - odetchnęłam głęboko. - Pokój, w którym spałam ostatnio, jest wolny?
- Jules, daj spokój - odwrócił się Nathan. - Mama ma świadomość, że śpimy czasem w jednym łóżku.
- Nie chodzi o to. Chodzi o węża - wysyczałam.
- Dwie ostatnie noce ci nie przeszkadzał - mruknął.
- O Boże! - złapałam się za głowę. - Nathan, twoja mama tu jest, to takie żenujące... Poza tym chodzi mi o węża, czytaj pytona, czytaj zwierzątko.
- Przecież on siedzi w terrarium, jest niegroźny - wywrócił oczami.
- Ja mam ofidiofobię!
- Co to? - spytał.
- Lęk przed wężami, durniu - wywróciła oczami Jess.
- Chyba nie boisz się Charliego?
- Jest wężem? Tak, boję się!
- Nie martw się Jules - odezwała się pani Sykes. - Zajmiemy się tym, ale teraz dziewczyny wyskakujcie, nie mamy czasu.
Faktycznie, byliśmy już pod domem. Wysiadłyśmy z auta, Jess otworzyła drzwi, ale ja miałam wewnętrzną blokadę pod wejściem.
- No wchodź, jest w terrarium - zachęciła dziewczyna.
Niepewnie weszłam do środka, cały czas patrząc pod nogi.
- Chodź za mną, zaufaj mi - poprowadziła mnie na górę.
Poszłam niepewnie za nią.
- To jest pokój Nathana - stwierdziłam błyskotliwie, kiedy otwierała drzwi.
- Tak, wiem - zaśmiała się, weszła do środka i podeszła do terrarium. - O nie, wylazł.
- Co?! - krzyknęłam.
- Ciii, żartowałam - zaśmiała się i zamknęła za sobą drzwi od pokoju. - Teraz śpi, Nathan przyjdzie to go nakarmi, ja wystarczająco dużo daję jedzenia temu gadowi.
- Obrzydliwe... - wzdrygnęłam się.

Siedziałyśmy sobie na bezpiecznum terenie, w kuchni, jadłyśmy płatki na sucho. W końcu Nathan i mama wrócili do domu. Sykes cały w skowronkach wszedł do kuchni.
- Kto jest twoim najukochańszym, najwspanialszym i najzdolniejszym mężczyzną jakiego znasz? - spytał i pocałował mnie w policzek.
- Eeemm.. Kevin?
- Jesteś okropna - skrzywił się.
- No dobra, co tam masz? - zauważyłam, że trzyma coś za plecami.
Wyciągnął z dumą kartkę papieru zza pleców. Chwilę zajęło mi jej rozszyfrowanie, urzędowy angielski nie byl moją mocną stroną.
- Zdałeś prawko?! - zdziwiłam się.
Pokiwał z głową dumą.
- Tak się cieszę! - wstałam i przytuliłam go. - Ale jak, kiedy?
- Wszystko było w tajemnicy, tylko mama wiedziała.
- Nie wierzę, że mi nie powiedziałaś! - krzyknęła Jess.
- Nawet nie pytam jak, bo pewnie tutaj robi się to inaczej niż w Polsce. Chodź, zrobię ci zdjęcie - wzięłam jego telefon, pstryk. - Masz, wrzuć sobie na twittera.
- A żebyś wiedziała. Tylko najpierw nakarmię Charliego i pobiegł na górę.

OBRZYDLIWY TEN WĄŻ. COŚ WSTRĘTNEGO :P JAK MOŻNA MIEĆ W DOMU WĘŻA?! ROZUMIEM PSA, KOTA, CHOMIKA, ALE WĘŻA?! BLEEE :P
Ale i tak jestem z siebie dumna, że nie musieliscie czekać trzy tygodnie :)

niedziela, 10 marca 2013

40. "...we break up, we kiss, we make up".


Mimo zwolnienia lekarskiego rzuciłam się w wir pracy. Robiłam wszystko, co nie wymagało zbyt dużego wysiłku. Polerowałam szkło, zbierałam zamówienia, robiłam coś w kuchni. I jak najmniej wychodziłam na zewnątrz. Zdjęcia z Dionne, fakt, że nikt ich nie skomentował, oraz to, że wyprowadziłam się z domu chłopaków tylko podsycało paparazzi. Czaili się wszędzie. Dogadałam się z Nathanem, że na razie żadne z nas nie będzie nic mówiło. Dla zachowania pozorów przyjechał w sobotę do pubu z chłopakami.
- Trzymaj - podał coś w moją stronę.
- Co to?
- Moja koszulka. Martin twierdzi, że powinnaś przejść się gdzieś w mojej czapce, koszulce, zegarku, czymkolwiek. Dla zachowania pozorów. Chyba, że to dla ciebie problem...
- Nie, nie ma sprawy - położyłam bluzkę z boku. - W poniedziałek mogę iść w niej na zakupy.
- Sorry, ale nie rozumiem - odezwała się Eva. - Dla pokazu zachowujecie się na ulicy jakbyście dalej byli razem, prywatnie niby wróciliście na start, a wszyscy i tak wiedzą, że się kochacie. Gdzie tu sens, gdzie tu logika?!
- Nie powinnaś być w kuchni? - spytałam.
Eva wywróciła oczami i poszła do pomieszczenia.
- Jules... myślę, że powinniśmy o tym porozmawiać jeszcze raz... - odezwał się niepewnie Nathan.
- Chodź na górę - westchnęłam głęboko i poszłam do swojego pokoju.
- No więc? - spytałam, kiedy usiadł na przeciwko mnie.
- Jules... Kocham Cię, wiesz o tym?
- Wiem. Ale wiesz czego nie wiem? Czemu nie powiedziałeś mi, jak było z Dionne...
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Skąd ty...
- Chłopaki ją przyprowadzili do Nareeshy i zmusili, żeby powiedziała prawdę. A więc?
- Bałem się. Bałem się, że mi nie uwierzysz, że nie będziesz chciała ze mną rozmawiać... Że znowu coś stłuczesz - zaśmiał się lekko. Po chwili znowu spojrzał na mnie smutno. - Jules, co z nami?
- Jesteśmy przyjaciółmi, nie pamiętasz?
- Jak długo?
- Nie wiem. Aż zobaczymy, co z tego wyjdzie.
- A jeśli utkniemy w strefie przyjaźni na zawsze?
- To najwidoczniej tak miało być. Zrozum... jesteśmy trochę z innych światów. Co rusz można trafić na jakieś twoje zdjęcie, jak przytulasz fanki, które rozumiem, albo Dionne, której sorry ale nie trawię. I wiem, że jej nie całowałeś, ale teraz chodzi o mnie, o moją reakcję. Ja nie wiem, czy kiedyś wyrosnę z tej chorobliwej zazdrości. A co, jeśli się okaże, że to silniejsze ode mnie? Będziemy kłócić się bez przerwy o każde głupie zdjęcie? Przy takim stanie rzeczy, jak mamy teraz przynajmniej normalnie ze sobą rozmawiamy.
- A co jeśli ja nie chcę takiego stanu rzeczy? Co jeśli nie obchodzi mnie, czy będziemy się kłócić, czy nie?Jak się kogoś kocha, to się walczy, a nie poddaje na pierwszej przeszkodzie.
- Max ci to powiedział...
- Nie ma znaczenia, kto to powiedział. Ważne, o co chodzi w tym zdaniu.O walkę. I ja będę walczył o ciebie, Jules. Czy tego chcesz, czy nie - podniósł się z łóżka i wyszedł z pokoju.
- Chcę... - powiedziałam cicho.
Siedziałam osłupiała i chociaż wiedziałam, że ma rację, wiedziałam też, że ja też ją mam. Czasami chociaż dwójka ludzi jest sobie pisana, nie ma warunków, żeby byli razem. Może tak jest z nami...
Po chwili Nathan wszedł do pokoju.
- Pojedziesz z nami na tour? - spytal.
- Ja nie wi...
- Tak, tak - przerwał mi. - Nie wiesz, czy to dobry pomysł blabla. Ale tu nie chodzi o mnie. Tylko o ciebie. Pomyśl tylko, ile miejsc możesz zobaczyć... Poza tym nie da się zwrócić twoich biletów. A w hotelach zmienimy rezerwację na dwie jedynki, czy coś,ale będziesz miała swój pokój.
- No dobra - westchnęłam.
- Świetnie - uśmiechnał się. - Osiemnastego z rana lecimy do Dublina.
I wyszedł.
Nie byłam pewna, czy dobrze robię. Niczego już nie byłam pewna. Nawet nie wiedziałam, czy to głupie wracanie na start ma sens.

Cały weekend przepracowałam, w poniedziałek należał mi się spacer. Ubrałam legginsy i t-shirt Nathana, ten na zachowanie pozorów i wyszłam się przejść. W sumie nie wiedziałam, dokąd idę, po prostu szłam przed siebie.. Zaszłam do galerii i do kina, zobaczyć co grają. Jak zwykle nic. Stwierdziłam, że czas na Starbucksa. Wychodziłam z kawiarni z kawą, kiedy zaczepiły mnie dwie ze 2-3 lata młodsze dziewczyny.
- Przepraszam... - zatrzymała mnie jedna z nich.
- Tak?
- Jesteś Jules Miller? - spytała druga.
- Tak - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie chcemy ci przeszkadzać, ale chciałam tylko powiedzieć ci, że jesteś idealna, uwielbiamy Cię i idealnie pasujecie do siebie z Nathanem.
- Dziękuję, to bardzo miłe - uśmiechnęłam się.
- Ale wy... dalej jesteście razem, prawda? Proszę, powiedz, że tak.
W sumie mogłam się spodziewać, że ten moment nadejdzie.
- Tak, ciągle się spotykamy - w sumie ich nie okłamałam.
- Ale Dionne...
- Nie wszystko jest takie, jak wygląda w gazetach. Uwierzcie mi na słowo.
- A możemy mieć jeszcze jedną prośbę?
- Pewnie, o co chodzi?
- Zaczniesz obserwować nas na twitterze? - spytały z nadzieją.
- Pewnie - wyciągnęłam telefon z torby. Podajcie mi swoje nazwy - szybko odnalazłam je i wcisnęłam "follow". - Chcecie też od Nathana?
Oczy zrobiły im się jak 5 złotych.
- Mogłabyś to załatwić?
- Tak sądzę - napisałam do Sykes smsa z nazwami dziewczym i poprosiłam, żeby zaczął je obserwować. Po niecałej minucie odpisał, że to zrobił.
- Zrobione - uśmiechnęłam się
- Dziękujemy, Jules - podskoczyły z radości. - Już cię nie zatrzymujemy, jesteś wspaniała, dziękujemy!
- Wy też niesamowite, pamiętajcie o tym.
Poczułam, że w końcu zrobiłam coś dobrego. Uszczęśliwiłam dwie dziewczyny głupim smsem do Nathana. Niesamowite.
Kilka dni później w internecie, gazetach, wszędzie rozpętała się burza. Ktoś podczas wyżej wspomnianego spaceru zrobił mi zdjęcie z bardzo dziwnej perspektywy, na którym wyglądałam nienaturalnie chudo.

Jules Miller, znana głównie z bycia dziewczyną Nathana Sykesa, członka zespołu The Wanted, chyba za bardzo wzięła sobie do serca styl życia celebrytek. Dziewczyna zawsze była szczupła, ale na ostatnich zdjęciach wygląda, jakby była na skraju anoreksji. Niedawno przeszła zabieg usunięcia wyrostka, ale nawet na pooperacyjnej diecie ciężko schudnąć do tego stopnia. Do utraty wagi zapewne przyczyniły się też zdjęcia Sykesa w dwuznacznej sytuacji z Dionne Bromfield, na temat której nikt nie chce się wypowiadać. Czarne legginsy podkreślają wychudzone nogi Jules, a pod koszulką należącą do jej chłopaka (demonstracyjnie założoną, aby uciszyć plotki o zerwaniu) zapewnie ukryte są wystające żebra. Nathan jako członek słynnego boybandu na brak gotówki nie narzeka, może powinien bardziej zadbać o to co i w jakich ilościach je jego dziewczyna...

No komuś się chyba w dupie poprzewracało... Anoreksja i ja? Potrafię zjeść tyle kawałków pizzy, ile Tom, a oni mnie o anoreksję posądzają? Fakt, na tym zdjęciu wyglądam ekstremalnie chudo, ale litości, od trzech tygodni jem biszkopty, nic tłustego, piję tylko wodę, jak mam wyglądać? Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Nathana. Odrzucił połączenie. Niech cię szlag... Nagle zadzwonił do mnie Kevin.
- No cześć - odebrałam. - Włącz na kanał pierwszy, The Wanted zaraz dają wywiad, dlatego Nathan nie odebrał i kazał mi zadzwonić. Niby wolny, a dalej pod pantoflem....
- He?
- No Nathan. Niby wolny, ale wciąż "Oddzwoń do Jules, spytaj czy coś ważnego".
- Och, idź precz, szatański pomiocie.
- Jak sobie życzysz anorektyczko - przez telefon widziałam ten złośliwy uśmiech na jego twarzy.
Rozłączyłam się i włączyłam telewizor. Program akurat się zaczynał.
Dziennikarka przedstawiła się, przedstawiła zespół, blabla, zapytała o takie pierdoły, jak samopoczucie, trasa koncertowa i blablabla. Aż w końcu...
- Chłopaki, dużo dzieje się w waszym życiu zawodowym, ale równie ciekawie jest też w prywatnym - powiedziała.
- Jak u kogo - przeciągnął się leniwie Max.
- Tym razem chodzi mi głównie o Nathana. A głównie raczej o Jules Miller...
- O co chodzi? - Nathan udał niewiniątko, że niby nic nie wie, co złego to nie on.
- Może spójrzmy na ekran - wskazała na wielką plazmę i pojawiło się moje anorektyczne zdjęcie.
- O, cześć, Jul - pomachał do ekranu Sykes.
- Wiele osób jest zmartwionych widząc to zdjęcie, bo pojawiły się pogłoski, że Jules jest na skraju anoreksji...
Tom wybuchł gromkim śmiechem.
- Przepraszam - szybko się uspokoił. - Ale to jest wręcz niemożliwe, ona czasami potrafi zjeść tyle, co ja!
- To prawda - dodał Max. - Co najlepsze, nikt nie wie, gdzie ona to mieści.
- Do operacji Jules naprawdę jadła wszystko - zaczął Nathan. - Ale teraz jeszcze przez jakiś czas musi uważać, nie może jeść pizzy, chipsów, frytek, smażonego, pić coli, alkoholu... Generalnie odżywia się trochę jak niemowlak. Ale jak ją znam, jak tylko pójdzie na kontrolę do lekarza, zaraz będzie kazała kupić sobie colę i frytki - zaśmiał się. - A teraz, faktycznie schudła - wskazał na zdjęcie - ale nie ma anoreksji ani innych zaburzeń odżywiania.
Wszystko wyjaśnił, powinien być spokój. Cwaniak pewnie zaznaczył, że w wywiadzie nie może być mowy o Dionne. Gwiazdy tak mają, przed wywiadem mogą dać czarną listę rzeczy, o które nie można pytać, albo wywiad będzie przerwany i tyle.

Wieczorem przyszedł Nathan.
- Co ty tu robisz? - zdziwiłam się.
- Porywam cię.
- He?
- Zaczynamy od nowa, tak? Czyli od nowa muszę się starać i o Ciebie zabiegać, tak? Więc ubieraj się.
Chyba nie miałam zbyt wiele do gadania..
- To powiesz mi chociaż, gdzie idziemy? Żebym wiedziała, co mam założyć...
- Na kolację.
- A coś więcej?
Wywrócił oczami.
- McDonald's to za mało, a wiem, że nie lubisz tych drogich restauracji, gdzie nazwy są w innym języku, więc demorkatycznie wybrałem PizzaHut.
- Dobry wybór! - uśmiechnęłam się. - Idę się przebrać.
Pobiegłam na górę i z hukiem otworzyłam szafę. Ani nie mogę być zbyt elegancko ubrana, ani nie mogę iść jak ostatnia fleja. Wybrałam sukienkę w paski. Pamiętam, jak namawiałam na nią mamę, a moim argumentem było "reklamuje ją Miranda Kerr. Miranda Kerr, mamo!". Szpilki czy baleriny, oto jest pytanie... Zbiegłam szybko, ale cicho, na dół, delikatnie otworzyłam drzwi i spojrzałam,  co ma na sobie Nathan. No tak, cóżby innego jak sneakersy, dżinsy i skórzaną kurtkę. Wróciłam na górę, na jedną nogę założyłam szpilkę, na drugą balerina i poszłam do Liz.
- Pomóż mi, bo nie wiem, które ubrać - powiedziałam bez wstępów.
- A gdzie idziesz?
- Na kolację z Nathem.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- A co on ma na sobie?
- To Nathan... - popatrzyłam na nią wymownie.
- No tak. A więc. Żeby dopasować się do niego mogłabyś iść w balerinach. Ale! Jeśli zaczynacie od nowa, musisz go na nowo oczarować,  czyli szpilki.
- Dzięki, Liz - pocałowałam ją w policzek. - Daj mi jeszcze swój czarny żakiet. Ten z podwiniętymi rękawami.
Liz podała mi ciuch i pędem wróciłam do siebie. Założyłam drugą szpilkę i pobiegłam do łazienki. Włosy miałam spięte w luźnego koka, rozpuściłam je i ułożyły się w delikatnie fale. Poprawiłam szybko makijaż, do kopertówki wpakowałam kilka drobiazgów i zeszłam na dół.
- No wresz... - Nathan urwał, kiedy zlustrował mnie z góry do dołu. Takim samym wzrokiem jak wtedy w Gloucester.
Wyszliśmy z pubu i złapaliśmy taksówkę. Nathan wziął sobie do serca to zaczynanie od nowa. Żadnego obejmowania, trzymania za ręce. Nie wiem, czy do końca byłam z tego zadowolona.
Dotarliśmy na miejsce i zajęliśmy stolik.
- Co chcesz? - spytał Nathan, gdy dostaliśmy karty.
Przejrzałam ją szybko wzrokiem.
- Pizza odpada, na makarony nie mam ochoty... Sałatka Cezara.
- Do picia? Gadałem z twoim lekarzem, powoli możesz jeść normalnie, powiedział, że możesz pić wino.
- To niech będzie.
Nathan złożył zamówienie, naturalnie udając, że nie widzi, że kelnerka robi do niego maślane oczy.
- Dzięki za uciszenie tej plotki o anoreksji.
- A co miałem powiedzieć? Powiedziałem prawdę - wzruszył ramionami.
- I tak dziękuję - uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy sobie, tak po prostu, o wszystkim i o niczym, śmialiśmy się.
- Opowiem ci pewną historię, okej? - zaproponował.
Pokiwałam głową.
- Był sobie pewnien chłopak, który robił to, co kochał, spełniał swoje marzenia. Ale wszystko miało też swoją ciemną stronę. Zaczął być rozpoznawalny, ludzie chcieli spotykać się z nim, tylko dlatego że był znany. Pewnego wieczoru wybrał się z przyjaciółmi na mecz do pubu...
- Niech zgadnę, miał na imię Nathan? - spytałam.
Chłopak uśmiechnął się.
- Nie przerywaj mi - powiedział.
- Dobra, wiem, że to o tobie, możesz mówić w pierwszej osobie.
- No dobra - wywrócił oczami. - Tego wieczora poznałem pewną blondynkę. Co najlepsze, nie poznała mnie. Do tego była wredna i sarkastyczna.
- Na ogół nie jest taka dla nieznajomych.
- Mówiłem, nie przerywaj. Oprócz rzadkiego daru sarkazmu miała jeszcze coś. Niesamowite błękitne oczy. Zacząłem kombinować na wszystkie sposoby, jak ją spotkać, zagrałem koncert, przypadkowo porwałem w radiotour i tam się rozchorowała. Może to dziwne, ale czułem się szczęśliwy mogąc się nią opiekować. Była blada, rozczochrana, rozmazana, ale wciąż była piękna. Dwa dni później w niefortunnych okolicznościach, których nie pamiętam, pierwszy raz ją pocałowałem. Tędy nietędy w końcu skończyliśmy razem i każdy dzień z nią był najlepszym dniem mojego życia. I mimo tego, że nie byliśmy razem długo, nie opuściła mnie nawet w najmroczniejszych momentach, jak na przykład, kiedy spędziłem pół nocy na komisariacie - znowu lekko się zaśmiał. - A kiedy wyjechałem do USA, ona tego nie wie, ale nagrywałem każdą rozmowę na skypie i odtwarzałem w nieskończoność...
- Co? - zdziwiłam się.
- No co, Tom miał Kelsey,  Siva Nareeshę, a ja telefon i laptopa - wzruszył ramionami. - Kiedy wróciłem, zrobiła na lotnisku coś tak niesamowitego, za każdym razem, kiedy o tym myślę uśmiecham się... Ale do czego zmierzam. Po tym wszystkim musimy nauczyć się, jak być nami sprzed kilku tygodni, przed tymi krzywymi akcjami. Bo ja wiem... ja wiem, że ty jesteś tą jedyną, Jules. Przy tobie wszystko jest łatwiejsze i lepsze. Ja jestem lepszy. Nigdy nie czułem czegoś takiego i więcej nie poczuję... I to nie to, że ja tak sobie myślę. Inni też to widzą. Po tym, jak zabrała cię karetka z Hyde Parku, Andy napisał, że widzi, że to jest TO. Cheryl jako ta doświadczona powiedziała, że jak cię zranię, to skopie mi tyłek, więc chyba powinienem się do niej zgłosić...
- Nie rozmawiajmy dzisiaj o tym...
- Chodzi po prostu o to, kocham cię, Jules... Ja.. ja - biedny jąkał się, miałam ochotę wstać, objąć go i pocałować, ale z drugiej strony chciałam, żeby dokończył. - Ja chcę spędzić z tobą życie. Mieć z tobą dzieci, nieważne czy wychowywalibyśmy je tu, czy miałbym rzucić to wszystko i pojechać z tobą do Polski. Chcę budzić się obok ciebie, bawić się twoimi włosami, kiedy leżysz obok, nosić na rękach na górę, jak zaśniesz w salonie, grać na PlayStation, mimo że jesteś beznadziejna - zaśmialiśmy się razem, bo fakt, PlayStation nie było moją mocną stroną. - I dawać ci moją bluzę, kiedy będzie ci zimno, i zakładać ci mojego full capa, kiedy obskoczą nas paparazzi... mogę mówić ci to i więcej rzeczy codziennie. I szczerze, moim chytrym planem było powiedzenie ci tego w Paryżu, jak już podstępem wyciągnąłbym cię na wieżę Eiffla. Ale nie mogłem czekać.
Siedziałam tam ze łzami w oczach. Ze wzruszenia. I ze szczęścia. Podeszła kelnerka.
- Podać coś na deser? - spytała.
- Rachunek proszę - powiedziałam stanowczo.
Nathan wyglądał na zdezorientowanego.
- Chodźmy do mnie - wyszeptałam i spojrzałam na niego znacząco.
Koniec. Koniec z zaczynaniem od nowa, , przyjaźnią i innymi bzdurami.
- Może do mnie? - zaproponował.
- Pełny dom?
- Fakt, idziemy do ciebie - kelnerka akurat przyniosła rachunek, Nathan zapłacił i wyszliśmy stamtąd, jakby ktoś nas gonił.
Wsiedliśmy do taksówki, ale było inaczej niż w tamtą stronę. Siedzieliśmy blisko siebie, Nathan mocno trzymał moją rękę, jakby bał się ją puścić. Po chwili wysiedliśmy pod pubem. W środku było mnóstwo ludzi. No tak, sobota. Poszliśmy ns górę do mojego pokoju, przekręciłam zamek w drzwiach, przezorny zawsze ubezpieczony, a Jack lub Eva lubią sprawdzać, czy już wróciłam, jeśli gdzieś wychodziłam. Odwróciłam się przodem do Nathana, podszedł do mnie, ujął delikatnie moją twarz w dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Kocham Cię - wyszeptał i pocałował mnie. Delikatnie, ostrożnie, jakby się bał. Zdjął mi żakiet, a ja popchnęłam go lekko w stronę łóżka...

O matko, jaka beznadzieja... -.- nie dość, że nic nie dodaję prawie trzy tygodnie, to potem takie coś wychodzi :( ale następnym razem będzie lepiej, postaram się ;)