czwartek, 14 lutego 2013

39. Patrz pod nogi.

Nastepnego dnia stwierdziłam, że wrócę do siebie. To znaczy do pubu. Powiem o tym Nareeshy, kiedy wróci. Pod jej nieobecność weszłam na twittera, przeglądałam interakcje, az trafiłam na jakąś z linkiem. Tweet i do mnie i do Nathana.

@NathanTheWanted, @JulesM, obejrzyjcie to proszę, zrobiłam to specjalnie dla was #Nathles.

I link na końcu. No skoro tak prosisz, to ok. Weszłam w link, filmik na youtube. "Nathan Sykes & Jules Miller - Taking Over Me".
Mimo ostatnich kilku dni i tego, co się wydarzyło, film był naprawdę słodki. Szczerze to nawet nie wiedziałam, że mam z Nathanem tyle zdjęć i tyle razy gdzieś nas nakręcono. Ale od początku. Najpierw był napis "Nathles" i zaczęła grać muzyka. Po tytule można domyślić się, że Lawson. Najpierw było kilka zdjęć z Gloucester, potem kilka Nathana, jak występowali na pokazie Nareeshy, ja jak szłam okropnie skupiona, i nawet ten moment, kiedy mruknął do mnie, jak wychodziłam na wybieg. Było to zdjęcie zza kulis, które do tej pory nie wiem, kto zrobił, kilka z afterparty i filmik, jak idziemy do taksówki. Jak zawsze - Nathan dwa kroki przede mną, mocno trzymając mnie za rękę i ja lekko za nim ze spuszczoną głową. Później były te zdjęcia, kiedy byliśmy ubrani jak głupki tak samo, i z moich urodzin, to Siva dodał na twittera. Nawet nie wiedziałam, że ktoś nam zrobił zdjęcia, jak byliśmy na zakupach po sukienkę na tą nieszczęsna galę, na której pobił się z Tomlinsonem.... No to właśnie się dowiedziałam. Kilka zdjęć z tej gali, moje, jak dzielnie idę za Sykesem prowadzonym do radiowozu i filmik, jak wychodzimy z posterunku. Potem zdjęcia z tej pseudokonferencji, kiedy przyznał, że pierwszy uderzył Louisa. I film, jak się na niego rzuciłam po powrocie ze Stanów. I zdjęcie z nim, Kelsey i Tomem, kiedy przyjechaliśmy po nich autem Maxa (chyba zacznę się rozglądać dookoła, żeby wiedzieć, kiedy ludzie robią mi zdjęcia). I potem były zdjęcia z festivalu w Hyde Parku i ten filmik, jak gadamy z fankami, tyle że bez dźwięku, bo w końcu leciała muzyka. I filmik i zdjęcia, jak wydurnialiśmy się właśnie na koncercie Lawsona tamtego dnia. I urywek WantedWednesday, jak spuściłam mu spodnie do kostek i zdjęcie, jak po jednej z piosenek podleciał do mnie i pocałował. I jak wchodził za mną do karetki. I kilka jego zdjęć przed wejściem do szpitala. I... aha! Dobrze mówiłam, że ktoś robił nam zdjęcie na korytarzu w szpitalu. I zdjęcia jak wychodziłam ze szpitala i szłam z nim do samochodu. I fragment mojego twitcama, kiedy przyniósł mi kawę i jak szukaliśmy, gdzie to się wyłącza... Na końcu był podpis "TWFanmily kocha Nathles!".
Mimo że wróciliśmy do stanu z początku tego filmiku i nie wiem, jak potoczy się to dalej, to miło było go obejrzeć, bo jest to fragment mojego życia, którego nie chcę zapomnieć. Nie wiem, czemu, ale poczułam, że Nathan też powinien go obejrzeć. Wysłałam mu DM.

Obejrzyj filmik, który jest w tweecie do nas obojga. Tym, na który odpowiedziałam.

A na tweeta odpisałam:

Wow, to było niesamowite, naprawdę słodkie :) xx

Chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi.
- Co wy tu robicie? - zdziwiłam się. - Albo nie. Co ona tu robi? - wskazałam na Dionne ściśniętą między Tomem, Maxem,  Sivą i Jayem.
- Dionne przyszła powiedzieć prawdę - oznajmił Max.
- Wszyscy wiecie, jak było widzieliście w gazecie - wzruszyła ramionami.
Po raz pierwszy w życiu naprawdę miałam ochotę uderzyć dziewczynę.
- Wiemy, jaka jest prawda, Nathan nam powiedział, teraz chcemy usłyszeć ją od ciebie - Tom złapał dziewczynę za rękę w łokciu. - Więc jeśli chcesz kiedykolwiek wydać jakakolwiek płytę, to mów prawdę mała su...
- Tom! - przerwałam mu. - Może i jej nie lubisz, ale to wciąż dziewczyna! Dżentelman się tak nie wyraża, od Kelsey już dostałbyś w łeb. - Odwróciłam się w stronę Dionne - A ty mów.
Parker musiał ją nastraszyć, bo głośno przełknęła ślinę.
- Więc.... to wcale nie było tak, jak wyglądało na zdjęciu. Już mieliśmy się rozejść, Nathan chciał mnie pocałować w policzek, ale ja celowo odwróciłam głowę i jeszcze to przeciągnęłam.
- Iii? - ponaglał Jay.
- Ściągnęłam go podstępem - dokończyła.
- Okej - powiedziałam powoli. - Dzięki za prawdę, ale wiesz, nie jestem Adele, żeby życzyć ci tylko wszystkiego najlepszego*, więc wiesz, uważaj na schodach, wypadki chodzą po ludziach.
Siva, jak na dżentelmana przystało otworzył jej drzwi, a Dionne wybiegła, jakby ktoś ją gonił.
- Co to było? - spytałam chłopaków.
- No... pomagamy tobie i Nathowi się pogodzić - powiedział Max.
- Przecież rozmawiałam z nim - westchnęłam. - Wróciliśmy do tego, co było na początku.
- Siadaj, coś ci powiem - Tom poprowadził mnie do kanapy. - To ty z nim gadałaś, on przystanął na wszystko, co chciałaś, nie tłumaczył, jak to było z Dionne, bo wiedział, że nie uwierzysz, bo jesteś uparta i bardzo możliwe, że znowu byś zrobiła awanturę. Wy nie możecie być przyjaciółmi. Jesteście dla siebie stworzeni!
- Wow, Parker, to była najromantyczniejsza rzecz, jak wyszła twoich ust przez całe życie - powiedziałam z sarkazmem.
- Kochasz go? - wtrącił Jay.
- Tak, ale...
- Nie ma ale! - krzyknął Max. - Jak kogoś kochasz, to walczysz do samego końca, nie poddajesz się przy pierwszej trudności! Posłuchaj mnie, wiem, co mówię.
- Ja... nie wiem, czy się poddaliśmy. Po prostu mamy przerwę. Przecież to nie znaczy, że nie możecie przychodzić wszyscy razem do pubu, albo ja wpadać do was. Przy okazji, przyjdę potem po swoje rzeczy, wracam do Jacka.
- Może pomieszkaj jeszcze u nas? - spytał Tom.
- Na kanapie w salonie? Postanowione, tylko czekam, aż Nareesha wróci z pracy.
Jak na zawołanie drzwi otworzyły się i stanęła w nich panna McCaffrey.
- Co wy tu wszyscy robicie? - zdziwiła się.
- Robiliśmy to, o czym ci mówiłem - wyjaśnił Siva.
- Nic z tego, jest tak, jak było. Poza tym, czekałam na ciebie, żeby powiedzieć, że wracam do siebie - powiedziałam.
- Ale to nie przez nich? Mogę ich więcej nie wpuszczać do budynku.
- Nie - zaśmiałam się. - Nie chcę ci siedzieć na głowie, poza tym muszę w końcu wrócić do siebie.
- To rzeczy bierzesz teraz, czy potem? - spytał Max. - Możesz zabrać się z nami autem.
- Okej, to pojadę z wami. Poczekajcie chwilę.
Zebrałam parę swoich rzeczy, pożegnałam się z Nareeshą i podziękowałam jej i zeszłam z nimi do auta. Po chwili byliśmy w ich domu.
Nathan zarośnięty, we wczorajszej koszulce, grał w salonie na PS3. Do tej pory robił to u siebie, najwidoczniej jego pokój to za mało. Podniósł się, gdy usłyszał, że weszliśmy.
- Jules... - zdziwił się na mój widok.
- Przyszłam po swoje rzeczy, wracam do pubu - wyjaśniłam.
- Aha... - przygryzł dolną wargę. - No to tego, znasz drogę?
- Tak, trafię - uśmiechnęłam się lekko.
Kiedy weszłam do pokoju Natha przestało mnie dziwić, czemu gra w salonie. Kilka butelek po piwie i puszek po coli, paczki po chipsach... kto by chciał siedzieć w takim syfie? Spakowałam swoje rzeczy, co zajęło mi dłuższą chwilę, chciałam sama znieść walizkę, ale gdy tylko ją podniosłam, poczułam lekkie kłucie w boku. Dobra, nie będziemy ryzykować. Zrobię to inaczej. Zebrałam śmieci Nathana i zeszłam z nimi na dół. Dalej grał, nie przeszkadzały mi rozmowy chłopaków, którzy siedzieli na około niego. Zaszłam go od tyłu i wyrzuciłam to wszystko na niego.
- Co ty robisz?! - wstał jak oparzony.
- Masz dwadzieścia lat, a syf w pokoju jak mój piętnastoletni brat! Ogarnij się i sprzątnij to, a przede wszystkim wywietrz tam. Ale najpierw znieś moją walizkę - wskazałam mu ręką na schody.
Bez słowa poszedł na górę.
Wtedy Tom, Max, Siva i Jay wybuchnęli śmiechem.
- A wy moglibyście go przypilnować - wskazałam na nich.
Sykes zszedł na dół z moją walizką.
- Jeśli kiedyś tu przyjdę i zobaczę znowu takie coś, naślę tu twoją mamę - pogroziłam mu.
- Jak tak szybko zmieniłaś się w apodyktyczną wariatkę? - zdziwił się. - Tak poza tym, widziałem filmik. Poza niefortunnymi okolicznościami, był niezły. - Tak, był świetny - uśmiechnęłam się. Patrzyliśmy sobie w oczy dłuższy moment, ale szybko ocknęłam się.
- Odwiezie mnie któryś do domu? - spytałam.
- Ja mogę - Max podniósł się z kanapy.
- Jadę z wami - zerwał się Jay.
- To na razie - machnęłam ręką do Sivy I Toma.
Max wziął od Nathana moją walizkę i poszliśmy do auta.
- Nie rozumiem, czemu nie powiedziałaś mu, że wiesz, jak to było - odezwałam sez drodze Jay.
- A czemu on mi tego nie powiedział? - spytałam.
- Bo jesteś rozwrzeszczaną wiariatką - mruknął Max.
- Udam, że nie słyszałam. Może po prostu tak miało być. Może mimo tego, że się kochamy, to bycie razem nie jest nam pisane?  Może powinniśmy utknąć w sferze przyjaźni na zawsze...
- To jest wam pisane. Tylko w scenariuszu była mała wpadka nazwana "Dionne" - powiedział Jay.
- Co będzie, to będzie. Może wrócę do Polski, tak będzie lepiej.
- Co?! - krzyknęli równocześnie.
- Jajco... - wywróciłam oczami.
Dojechaliśmy do pubu, Jay wziął moją walizkę, wniósł do pokoju i poszedł do Evy, a Max wrócił do domu. Bez rozpakowywania się zeszłam na dół, zaraz za mną zbiegła Eva.
- Gdzieś ty była?! - krzyknęła, aż Jack wyszedł z kuchni. Dave nie zwrócił uwagi, przyzwyczaił się, że ona często się drze.
- U Nareeshy - odpowiedziałam spokojnie.
- Ale czemu nikt nie powiedział nam gdzie jesteś? - spytał Jack.
- Bo to była tajemnica, chowałam się przed Nathanem - wzruszyłam ramionami.
- Jak ty schudłaś! - krzyknął. - Zrobię ci coś do jedzenia.
- Nic nie rób! Jestem na diecie powyrostkowej! Zero tłuszczu, ciężkostrawnych rzeczy, czy nie mogę jeść nic zrobionego przez ciebie, zrobię sobie płatki - poszłam do kuchni.
Dupa. Nie ma płatków. Wróciłam na górę i wzięłam torebkę.
- Idę do sklepu. Sama - powiedziałam i wyszłam na ulicę.
Założyłam słuchawki na uszy i poszłam w kierunku sklepu. No, może trochę na około. Szybko tego pożałowałam, bo było po południu i robiło się coraz chłodniej, a ja miałam krótkie spodenki. W sklepie nakupowałam sobie swojego niejadalnego żarcia, jak na przykład tadaaam - deserki dla niemowląt. I coś normalnego, jak biszkopty. Z bólem serca i głową odwróconą w drugą stronę przeszłam obojętnie obok coli. Nie kupowałam za dużo, żeby nie było za ciężkie, jutro kogoś wyślę. Wyszłam z zakupami z marketu i jeb! Stado paparazzi. Serio?!
- Co łączy Nathana z Dionne Bromfield?
- Coś jest między tobą i Maxem George'm?
- Jesteś dalej z Nathanem czy się rozstaliście?
Nie odpowiedziałam nic, tylko szłam przed siebie ze słuchawkami na uszach. Miałam wracać na piechotę, ale z ogonem to kiepski pomysł, więc złapałam taksówkę.

Doszłam do tego momentu w życiu, kiedy nie mogę pójść do sklepu...

Tweet.

*w piosence Adele "Someone Like You" jest wers "I wish nothing but the best for you" (Życzę Ci wszystkiego co najlepsze). Rozumiecie żart? ;)

Miało dzisiaj nie być, ale dobra, znajcie moją litość i łaskawość ;)

wtorek, 12 lutego 2013

38. Here we are again, I kinda wanna be MORE than FRIENDS...

Obudziłam się koło dziesiątej, Nareesha przeszpiegowała od Sivy, kiedy nie będzie ich w domu i wzięła parę rzeczy. Odwiozła przy tym auto Maxa i wróciła taksówką. Gdybym za każde nieodebrane połączenie od Nathana dostawała funta, byłabym milionerką. Denerwuje mnie ten wibrujący telefon, ale nie chcę, żeby myślał, że coś mi się stało, chociaż nie wiem, czemu mnie obchodzi, co on myśli. Poza tym, czasami na wyświetlaczu pokazuje mi się coś innego, na przykład "Max" albo "Tom". Wtedy też nie odbieram od razu, w obawie, że Nathan zakosił, któremuś telefon, dlatego zawsze potem piszą "To ja". Wtedy możemy gadać.
- Nie miałam dużo czasu, więc wzięłam ci ciuchy na pięć dni. Znaczy zrobiłam z nich zestawy, taka schiza zawodowa - powiedziała Nareesha, kiedy wróciła.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
Ale sielanka nie trwała długo,  dwie godziny później usłyszałyśmy dzwonek do drzwi i walenie w nie.
- Nareesha, wiem, że tam jesteś i wiem, że Jules też tam jest - krzyknął Nathan.
- Chcesz z nim rozmawiać? - spytała.
- Nie wiem... - spanikowałam. - Nie, nie dzisiaj.
- Okej - Naree podeszła do drzwi, otworzyła lekko i zablokowała nogą. Ja schowałam się tak, żeby nie było mnie widać.
- Gdzie ona jest? - spytał.
- O co ci chodzi?
- Nie ma jej kilku rzeczy, auta Maxa stoi z powrotem w garażu, a ona nie ma kluczy.
- Okej, byłam i wzięłam jej rzeczy, ale to nie znaczy, że tu jest.
- Nareesha, wiem, że tu jest. A przynajmniej chcę bardzo mocno w to wierzyć, bo nie ma jej nigdzie indziej - powiedział, a brzmiał, jakby chciał się rozpłakać.
Dobra, zagiął mnie. Podeszłam do drzwi.
- Dobra, jestem, żyję, starczy ci? - spytałam. Zobaczyłam na jego twarzy małą ulgę.
- Jules, błagam, porozmawiaj ze mną.Znacie to uczucie, kiedy serce mówi "tak", głowa "nie", a wy...
- Nie teraz, przyjdź jutro... - nie byłam pewna, czy robię dobrze, ale prędzej czy później musimy porozmawiać i nie uciekniemy od tego.
- Dziękuję - odetchnął z ulgą. - To tego... do jutra - uśmiechnął się lekko i odszedł. Nareesha zamknęła drzwi.
- Jesteś gotowa? - spytała.
- Nie wiem... Nawet nie wiem, co mam mu powiedzieć...
- Jules, powinnaś wiedzieć, że to zdjęcie...
- Naree, nie - przerwałam jej. - Widziałam to zdjęcie, to nie był fotomontaż.
- On nie...
- Nareesha. Przestań.

OCZAMI NATHANA

Powoli szedłem do domu. Nie robiłem sobie zbyt wielkich nadziei w związku z rozmową z Jules. Widziała zdjęcie i nie da sobie przetłumaczyć, że to nie to, co ona myślała.  Jest taka uparta... A może gdybym przyprowadził ze sobą Dionne, żeby powiedziała jej, jak było... Wybrałem numer, dziewczyna odebrała po kilku sygnałach.
- Dionne, musisz pójść ze mną do Jules jutro i wyjaśnić, jak było naprawdę z tym zdjęciem - powiedziałem bez zbędnych wstępów.
- To znaczy jak?
- Że tak naprawdę się nie całowaliśmy, że to wyszło przez przypadek.
- Nathan... Ja nie wierzę w przypadki. Od dawna coś między nami jest, tylko ty nie chcesz tego zauważyć.
- Czyś ty zdurniała? Tłumaczyłem ci już, nic między nami nie ma, nawet darowałem ci, że wyciągnęłaś mnie z domu podstępem. A powinienem od razu odwrócić się na pięcie i odejść i nie byłoby tej całej sytuacji... - czułem, że już wyszła mi żyła na szyi.
- Co, zostawiła cię?
- Nikt nikogo nie zostawił jeszcze. Dobra, rozmowa z tobą jest bezsensowna, na razie.
- Nathan... - usłyszałem, gdy już odsunąłem telefon od ucha i się rozłączałem.
Dotarłem do domu, lekko trzasnąłem drzwiami, zdjąłem okulary przeciwsłoneczne. Poszedłem do kuchni po piwo. Był tam tylko Max. Nie gadałem z nim odkąd mi przyłożył. W sumie zasłużyłem sobie.
- Max, przepraszam za to wczoraj. To, co powiedziałem o Michelle było poniżej pasa.
Chłopak przyjrzał mi się, a raczej mojemu siniakowi pod okiem.
- Nie ma sprawy, byłeś zdenerwowany tą sprawą z Jules. Poza tym, powinienem się opanować, to prawie jakbym podniósł rękę na dziecko - uśmiechnął się.
Usiadłem koło niego.
- Nie powinienem mówić nic, co wyszło z moich ust wczoraj w salonie. Przecież wiem, że ty nic do niej...
- Pamiętasz, jak jechaliśmy w radio tour z nią? - spytał.
- No tak - takich rzeczy się nie zapomina, wtedy wszystko się zaczęło.
- Jak się rozchorowała zaraz po wyjeździe? Wszyscy się przejęliśmy, ale ty nikomu nie pozwoliłeś do niej podejść. Ona dla nas wszystkich jest jak młodsza siostra, tylko Tom, Jay i Siva tak tego nie okazują, bo mają Kels, Evę i Nareeshę, a ja, komu mam dawać auto, jak nie jej?
Zaśmiałem się.
- W sumie racja...
- Rozmawiałeś z nią?
- Poszedłem dzisiaj do Nareeshy...
- Skąd wiesz, że tam jest? - przerwał mi.
- Pod naszą nieobecność wróciło twoje auto i zniknęło kilka jej rzeczy. Kelsey ma próby, a Jules nie ma klucza, została Nareesha - wzruszyłem ramionami. - Mam przyjść jutro.
- Będzie dobrze - Max poklepał mnie w ramię.

OCZAMI JULES

Rano wstałam, kiedy Nareesha wychodziła do pracy. Musiała iść do biura, przygotowują jakąś kampanię czy coś. Wcześniej jednak zrobiła mi śniadanie, jakbym ja nie miała rąk. Dzieci będą miały z nią dobrze...
Zjadłam, ubrałam się i pomalowałam. Posprzątałam trochę, nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Serce momentalnie mi przyspieszyło. Podeszłam i otworzyłam je. Nathan. Wczoraj miał okulary na nosie, zapewne, żeby nie było widać jego zacnego lima.
- Co ci się stało? - spytałam.
- Dostałem, bo sobie zasłużyłem - odpowiedział krótko.
- Od kogo?
- Maxa.
Tego się nie spodziewałam, jeśli miałabym obstawiać kogoś, kto najpewniej by mu przyłożył, obstawiałanym Toma.
- Chcesz coś pić? - spytałam.
Tak, tak, grałam na zwłokę. Odwlekałam to, po co tu przyszedł w nieskończoność.
- Nie, dzięki - Nathan rozsiadł się na kanapie.
Usiadłam w bezpiecznej odległości od niego.
- Więc... co z nami? - spytał.
Zrobiłam głęboki wdech i baaardzo powolny wydech.
- Mimo że bardzo nie chcę, to widziałam tamte zdjęcia i wiem, co na nich było... Ja... nie potrafię się tego tak po prostu pozbyć z mojej głowy. Kocham Cię i nie chcę tak po prostu odsunąć, ale nie powinniśmy być razem. Na razie... lepiej chyba będzie, jeśli...
- Wrócimy do tego, co było na początku? - dokończył za mnie.
- Tak - pokiwałam głową.
- Więc co, wracamy do punktu wyjścia, jesteśmy przyjaciółmi?
Znowu pokiwałam głową.
- Okej... To ja już będę leciał - wstał i ruszył do drzwi. Złapał za klamkę, przystanął i obrócił się do mnie. - Kocham Cię, Jules - powiedział smutno.
Uśmiechnęłam się lekko i tyle go widziałam.
Niedługo potem wróciła Nareesha.
- I jak słońce? - spytała zanim jeszcze dobrze weszła do mieszkania.
- Wróciliśmy do początku, jesteśmy przyjaciółmi.
- Tak po prostu?
- Tak, to była wspólna decyzja, choć trochę narzucona przeze mnie. Tylko... - urwałam.
- Co takiego?
- Jestem zadowolona z tego, co jest, ale myślałam, że będzie walczył, kłócił się o nas, o on... po prostu zgodził się na wszystko, co chciałam.
- Może po prostu stwierdził, że zrobi tak, jak ty chcesz?
- Może.

OCZAMI NATHANA

Wróciłem do domu, wziąłem piwo i usiadłem w salonie.
- No, młody, mów! - Tom podskoczył na kanapie.
- Jesteśmy przyjaciółmi - odpowiedziałem i przyssałem się do butelki.
- Co kurwa?!
- Nie klnij - odpowiedziałem spokojnie.
- Ale jak to się stało? Co z Nathles?!
- Nic. Przystałem na jej warunki. Chciała przerwy i powrotu do początku - wzruszyłem ramionami.
- To nie powiedziałeś jej prawdy o tym zdjęciu z Dionne? - włączył się Siva.
- Nie. Wiecie, jaka ona jest. Uparta. Nie chciałaby mnie słuchać i jeszcze znowu by coś stłukła.
- No, ale młody, musisz o nią walczyć!
- Będę. Tylko nie teraz - podniosłem się i wróciłem do swojego pokoju.

KRÓTSZY (CHYBA) I BEZNADZIEJNY, BO NIE UMIEM PISAĆ POD PRESJĄ (tak, do Ciebie mówię). MAM JUŻ POMYSŁ KONKRETNY NA DWA NASTĘPNE, ALBO JEDEN, ZALEŻY JAK Z DŁUGOŚCIĄ WYJDZIE.
DO NEXTA <3

czwartek, 7 lutego 2013

37. Let's keep this secret.

Przeszłam w deszczu kilka metrów, po chwili dobiegł do mnie Nathan.
- Jules... - złapał mnie za rękę.
- Zostaw mnie - wyrwałam się.
Złapał mnie znowu, obrócił i przyciągnął do siebie.
- Tu nie chodzi o to, co jest prawdą, a co nie, tylko o to, że po prostu nie lubisz Dionne i czepiasz się wszystkiego, co związane z nią - powiedział.
- Skoro tak jej bronisz to śmiało, leć do niej - machnęłam ręką, wyminęłam go i poszłam w stronę domu.
- Masz rację, chodź do domu, porozmawiamy na spokojnie - doszedł do mnie.
- Nie będę z tobą rozmawiać - ucięłam krótko.
Weszłam do domu, Siva sprzątał zbitą przeze mnie szklankę. Poszłam na górę, wzięłam torebkę i telefon i wróciłam na dół.
- Max, daj mi kluczyki, proszę - powiedziałam.
- Jules... - zaczął niepewnie.
- Po prostu mi je daj! - krzyknęłam, ledwie powstrzymując płacz.
- Ty je masz.
Zajrzałam do torebki, faktycznie, były tam. Znowu minęłam Nathana i poszłam do garażu.
- Jules, gdzie ty jedziesz? - spytał.
- Jak najdalej od ciebie - wsiadłam, odpaliłam, przygazowałam, żeby do zagłuszyć, aż otworzyła się brama i wyjechałam z piskiem opon.
Jeździłam po mieście bez celu, nie wiedziałam, gdzie mam iść, co ze sobą zrobić. Nie mogłam pójść do pubu, to pewne. Nathan zaraz by tam przylazł. U Kelsey wciąż był remont. Została mi Nareesha. Musiałam mieć nadzieję, że Sykes tam nie przyjdzie. Przejechałam koło pubu, żeby przypomnieć sobie drogę do mieszkania Nare, byłam tam tylko raz... Podjechałam pod budynek, byłam pewna, że to tu. Wsiadłam do windy, wysiadłam, zdając się na moją często zawodną pamięć skierowałam się do drzwi i zapukałam. Modliłam się, żeby to było dobrze mieszkanie.
Trafiłam, otworzyła mi brunetka.
- Jules, co się stało? - spytała zmartwiona, gdy mnie zobaczyła.
- Widziałaś gazetę? - spytałam i znowu zaczęłam płakać.
- A więc to prawda... - westchnęła. - Chodź do środka, dam ci coś do przebrania, jesteś cała przemoczona - zaprosiła mnie gestem.
Podała mi ręcznik, wytarłam w niego włosy, Nareesha dała mi jakieś swoje ubrania, żebym się w nie przebrała i zrobiła gorącą herbatę. Położyłam się z głową na jej kolanach. Nikt nic nie mówił, Naree głaskała mnie po włosach, ja leżałam, patrzyłam tępo przed siebie, łzy leciały z moich oczu, mimo że tak bardzo chciałam je zatrzymać. Ale nie mogłam... To było silniejsze ode mnie.
- Płacz, płacz, będzie ci lepiej - powiedziała troskliwie.
Czułam się taka... pusta w środku. Jakby ktoś pozbawił mnie jakiejś części mnie. Jakby cząstka mnie została w domu The Wanted. Może powinnam jednak dać mu się wytłumaczyć. Z drugiej strony widziałam zdjęcie. Całowali się. Nie miał na to wytłumaczenia. Może według niego to nie było nic wielkiego, ale według mnie tak. Zranił mnie jak nikt nigdy wcześniej. Patrzyłam się oślim wzrokiem na panele w salonie Nareeshy, wyłączyłam się. Mieszkanie mogłoby zacząć się palić, przyjść tsunami, trzęsienie ziemi, wybuch wulkanu, tornado, cokolwiek, większość tych rzeczy nigdy nie będzie miała miejsca w Londynie, ale to nie ma znaczenia, bo nawet jeśli, nie zauważyłabym tego. Sięgnęłam po telefon, puściłam "Warzone".
I can't believe I had to see
The girl of my dreams cheating on me
The pain you caused has left me dead inside...
Wyłączyłam piosenkę i zaczęłam płakać jeszcze rzewniej.
- Co się dzieje? - spytała Nareesha.
- Jego głos... - powiedziałam przez płacz.
- Oj, Jules, tak bardzo chciałabym ci pomóc, ale nie wiem, co robić - brunetka przytuliła mnie.
- Wystarczy, że jesteś i że mogę u ciebie siedzieć - uśmiechnęłam się słabo.
Nagle zadzwonił jej telefon. Pokazała mi wyświetlacz. Nathan.
- Proszę nie mów, że tu jestem - wyszeptałam błagalnie.
Dziewczyna pokiwała głową.
- Halo? ... nie, nie ma jej tu... na pewno nic jej nie jest. To mądra dziewczyna, na pewno nic głupiego nie zrobi... Nathan, widziałam gazetę, nie będę cię oceniać, ani prawić morałów, ale nie rozmawiajmy dzisiaj o tym... Nie wiem, zadzwoń do Jacka... Nath, muszę kończyć. Na razie - rozłączyła się.
- Dziękuję - powiedziałam słabo.
- Nie ma za co - odpowiedziała. - Źle się czuję okłamując go, ale to jest właściwa rzecz do zrobienia. Jednak pozwól że zadzwonię do Sivy. Chcę, żeby ktoś wiedział, że tu jesteś, a on na pewno nie powie Nathanowi.
- Okej.
Dziewczyna wybrała numer.
- Siva, idź do swojego pokoju, albo gdzieś, gdzie będziesz sam... nikomu nie mów, ale Jukes jest u mnie... tak, wiem, dzwonił do mnie... nic mu nie mów! Niech się martwi... Siva, jest zdjęcie... Nic nie mów Jayowi, bo powie Evie, a Nathan na pewno podsłucha... Tom? Serio?... Jak już chcesz z kimś się tym podzielić, to powiedz Maxowi, on nic nie powie. No pa.
- Co się dzieje? - spytałam.
- Wszyscy trochę wariują, bo nie wiedzą, co się z tobą dzieje. Pozwoliłam Sivie powiedzieć tylko Maxowi, ale to jest taktyka. I tak do każdego oprócz Natha to dojdzie, ale nie od jednej osoby. Chodzi o to, że każdy będzie ukrywał przed innymi, że wie.
- Sprytne - stwierdziłam.
- Już nie takie rzeczy się robiło - uśmiechnęła się. Po chwili jednak znowu spoważniała. - Jul... Ja absolutnie cię nie wyganiam, możesz siedzieć tutaj tak długo, jak chcesz, naprawdę cieszę się, że to właśnie do mnie przyszłaś, ale... co zamierzasz zrobić?
- Nie wiem... - wzruszyłam ramionami. - Nie mogę u ciebie siedzieć wiecznie.
- Możesz - weszła mi w słowo. Uśmiechnęłam się.
- Nie mogę, bo Nathan w końcu i tutaj przyjdzie, wystarczy, że zobaczy Maxa samochód na dole, do pubu nie mogę pójść, bo pewnie już tam był i będzie nie raz... Chyba musze z nim porozmawiać, ale nie teraz. Nie dziś i nie jutro, nie jestem gotowa - znowu zaczęłam płakać.
- Już, już... Spokojnie... - objęła mnie. - Cii, cii, bedzie dobrze - pogłaskała mnie. - Porozmawiasz z nim, kiedy będziesz gotowa, nawet jeśli tu przyjdzie, to go nie wpuszczę, jak nie będziesz chciała.
- Dziękuję ci, Naree - wtuliłam się w nią. - Mogę mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę?
- Pewnie.
- No bo nie mam ciuchów...
- Jutro The Wanted mają cały dzień zajęty, więc pójdę do nich i wezmę parę twoich rzeczy - uśmiechnęła się.
- Mówiłam już, że cię kocham?
- Kilka razy - zaśmiała się. Upiłam kilka łyków herbaty i znowu się położyłam. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
OCZAMI NATHANA
Siedzę w salonie i wariuję. Stukam nerwowo nogą. Siva i Max przynoszą piwo z kuchni. Jules odrzuca kolejne połączenie. Nie mogę jej stracić, nie w taki sposób.
- Nathan, na pewno nic jej nie jest - mówi Siva widząc, jak kolejny raz do niej dzwonię.
- Skąd możesz to wiedzieć, gadałeś z nią? - pytam z nadzieją, że może odpowie "tak". Przynajmniej wiedziałbym, że nic jej nie jest.
- Jest z nią dobrze - mówi stanowczo Max.
- Skąd to wiesz?
- Po prostu wiem. Nie pytaj skąd, bo ci nie powiem. Nie gadałem z nią, ale wiem.
- Gdzie ona jest?! - syczę przez zaciśnięte zęby.
- Nieważne. Nic jej nie jest. Po tym wszystkim, po artykule powinieneś się cieszyć nawet z tego. Nikt nie wie, co innego mogło przyjść jej do głowy.
- Ty też byłeś w tym artykule - stwierdzam.
- I? Ja się z Dionne nie całowałem.
- Nie mówię o tym - wstaję z kanapy i podchodzę do niego. - Może faktycznie coś jest na rzeczy między tobą a nią?
- Siadło ci na łeb?!
- Najpierw prosisz ją o pomoc z prezentem dla mamy, zabierasz na kawę, pożyczasz samochód od ot tak... Nad wyraz się martwisz.
- Wiem, do czego zmierzasz. Człowieku, ona jest sześć lat młodsza, jest jak siostra! - krzyknął.
- Co te parę lat ma tu do rzeczy? Zdradziłeś Michelle, mogłeś zdradzić też przyjaciela...
W odpowiedzi dostałem od Maxa prawym sierpowym.
- Hej, hej! - Siva odciągnął go ode mnie, Tom pomógł mi podnieść się z podłogi.
- Zostaw mnie - wyrwałem mu się i poszedłem do swojego pokoju trzaskając drzwiami.
Pełno wokół rzeczy Jules... Jej kosmetyki,  na fotelu moja koszulka, w której ona śpi, jej buty koło łóżka, słuchawki na stoliku nocnym, sweter przewieszony przez drzwi od szafy, nasze zdjęcia. Kupiłem sobie taką samą ramkę, jaką dostała od Evy na urodziny, do ktorej wkłada się kilka zdjęć. Na wszystkich była Jules...  Zdjęcia jeszcze z koncertu, który graliśmy, żeby uratować pub, na którym jest z Tomem, na następnym z Kelsey i Nareeshą, na innym jesteśmy wszyscy razem, zdjęcie z Gloucester, zdjęcia z jej urodzin, to na którym przytuliła się do mnie, jak tylko mnie zobaczyła i na którym włączył jej się fangirling na widok butów, to, które zrobiłem nam przed moim odlotem do Stanów, wsadziłem tam nawet te zrobione przez paparazzi, na afterparty po pokazie Nareeshy, jak szliśmy do taksówki, jak wybraliśmy się do kina ubrani identycznie, jak wskoczyła na mnie na lotnisku po powrocie z USA, na ostatnim festiwalu w Hyde Parku... Każde pokolei przywoływało uśmiech... A teraz mogłem to wszystko stracić. Przez tak głupią rzecz... Ze łzami w oczach rzuciłem się zrezygnowany na łóżko.
TAKI SMĘTNY TEN ROZDZIAŁ... CHYBA ROZPŁACZĘ SIĘ NAD JEGO SMĘTNOŚCIĄ...
I KRÓTSZY, ALE CHCIAŁAM SIĘ SPIESZYĆ, ŻEBY DODAĆ, BO JUTRO NAWET NIE BIORĘ TELEFONU DO RĘKI, BO BOLĄ MNIE STRASZNIE OCZY, A W PIĄTEK I SOBOTĘ PRAWDOPODOBNIE BĘDĘ BEZ NETA.
TAK WIĘC ENJOY, NICELY, JAYTHAN FOREVER (chociaż jestem za Nivą, Mathanem i Nomem równie mocno xd) I SZCZĘŚLIWEGO TŁUSTEGO CZWARTKU ;D (moje ulubione święto zaraz po urodzinach :P)
PS ZMIENIŁAM NAZWĘ! NIE MA K., JEST KA_REN, ZAPAMIETAJCIE, ZEBYSCIE WIEDZIELI, ŻE TO JA, JAK BĘDĘ KOMENTOWAĆ ;)

wtorek, 5 lutego 2013

35. Wantedowe walki.

W sobotę rano, nieprzyzwyczajona przez ostatnie dni do tego, że Nathan jeszcze jest w domu i śpi, kiedy wstaję, objęłam go z całej siły.
- Hej, przylepo - powiedział swoim seksownym zaspanym głosem i pocałował mnie we włosy. - Jesteś głodna?
- Głodna jestem od jakiegoś tygodnia. Nic, nic, ale to nic nie wolno mi jeść.
- Wolno ci jeść dużo rzeczy, tylko nic nie lubisz - mruknął.
- Bardzo zabawne. Zaraz wrócę - wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki.
Myślałam, że zejdę na zawał. Jakaś kobieta z ogromnym zapałem czyściła kabinę prysznicową.
- Dzień dobry - powiedziała z uśmiechem. - Dzień dobry - odpowiedziałam niepewnie. W tym samym momencie kątem oka spojrzałam w lustro. - O Boże... - jęknęłam. Na czole miałam wieeelkiego pryszcza. Wyglądałam wręcz jak jednorożec.
Wróciłam do pokoju, trzymając rękę na czole.
- Nathan, czemu w łazience jest jakaś kobieta i czyści kabinę prysznicową?
- Mówisz o Yolandzie? To nasza sprzątaczka, przychodzi co sobotę - powiedział, jakby to była największa oczywistość na świecie.
- Chyba nigdy nie byłam u was w sobotę - mruknęłam.
- Czemu trzymasz się za czoło? - spytał. - Tylko nie mów, że znowu uderzyłaś się w półkę nad lustrem - wywrócił oczami.
- Nie, nie... Tak sobie trzymam, bo mi wygodnie - powiedziałam od niechcenia.
- Taa? Jakoś ci nie wierzę - podszedł do mnie. - Pokaż to.
- Łapy precz! Zdala ode mnie, albo oskarżę cię o molestowanie! - zaczęłam robić uniki.
- W nocy ci moje łapy nie przeszkadzały.
- Kto tak powiedział? - spytałam na przekór i odruchowo założyłam ręce na piersiach.
- I o co tyle krzyku? - spytał wskazując na moje czoło.
- O fuck - znowu przyłożyłam rękę do czoła.
- Jules, litości. Przecież to tylko pryszcz... ludzka rzecz.
- Ludzka rzecz?! Wyglądam jak jednorożec! I nikomu o nim ani słowa - pogroziłam palcem.
- Zamierzasz nie wychodzić z pokoju? Przecież go zobaczą.
- A właśnie, że nie.
Yolanda właśnie skończyła sprzątać łazienkę, więc wzięłam swoje rzeczy i poszłam odbyć różne poranne czynności. Próbowałam wszystkiego, nie dało się ukryć dziada. Nathan w międzyczasie zszedł na dół. Poszłam do pokoju i zaczęłam grzebać w swoich rzeczach. Mam, kapelusz. Nałożyłam go na głowę. Za bardzo naciągnęłam go na czoło, ale miał zakryć mój róg.
Zeszłam na dół i usiadłam z resztą w salonie.
- Jules, po co ci kapelusz w domu? - spytał Max.
- Tak o. Dzisiaj go odnalazłam, nawet nie wiedziałam, że mam go w Londynie.
Nathan pokiwał ze zrezygnowaniem głową.
- A ja myślę, że coś tam ukrywasz - Jay wyjątkowo zwinnie jak na niego strącił mi kapelusz z głowy.
- O ja cię p... - Tom opluł się piwem. - Czy dzisiaj mamy międzynarodowy dzień jednorożca?
- A żebyś wiedział.
- Tom - syknęła Kelsey i pacnęła go w głowę.
- No co, nie widzisz, jaki jest wielki?!
- Wiesz, Parker, masz rację. Jest ogromny. A na pewno większy od tego żartu, który masz w spodniach i nazywasz penisem. Sorry, Kels.
- Za co ty mnie przepraszasz? - powiedziała blondynka przez śmiech.
Max tarzał się ze śmiechu, Siva próbował swój tłumić za ramieniem na Nareeshy, która próbowała się nie rozmazać ze śmiechu.
- To moja dziewczyna! - krzyknął Nathan (wiecie, chodzi o takie "That's my girl!" ;)).
- Nie może być taki mały, skoro najmniejszego podobno ma Nath, co ty CelebJuice nie ogladałaś - odgryzł się Tom.
- Szczerze wątpię - odpowiedziałam.
- Jednorożec.
- Masz głos jak dziadek.
- Nie masz za grosz akcentu.
- Ale jestem Polką i przynajmniej umiem mówić po angielsku. Ty po polsku nie...
Dogryzalibyśmy tak sobie jeszcze długo, gdyby nie przyszedł Kevin. Z boku wyglądało to groźnie, ale tak naprawdę wszyscy wiedzieli, że się wydurniamy.
- Hej, co się tu dzieje?! - krzyknął Kev. - Pukałem i pukałem, na ulicy was słychać. Siema, Jules, dawno cię nie widziałem.
- Cześć Ke... - zmrużyłam oczy. - Nie odwiedziłeś mnie w szpitalu, skurczybyku. Nie powinnam tak do ciebie mówić przez różnicę wieku, ale to nie zmienia faktu, że do mnie przyszedłeś.
- Wiem, wiem, przepraszam. Ale mam pizzę - wskazał na dwa kwadratowe pudełka.
- Kevin... - jęknęłam. - Nie mogę pizzy...
- Ale liczą się chęci. Dawaj tą pizzę - powiedział Max.
To bez sensu... Nie będę siedziała i patrzyła, jak jedzą pizzę. Poszłam na górę, przebrałam się w legginsy, luźna bluzkę i baleriny, kapelusz oczywiście został na głowie, spakowałam do małej torebki przez ramię telefon i portfel i zeszłam na dół.
- Nathan, widziałeś moje okulary? - spytałam.
- Leżą od środy na blacie w kuchni - odpowiedział, po czym podniósł wzrok znad telefonu. - Ty gdziesz idziesz?
- Tak. Do Evy. I może na zakupy - wzruszyłam ramionami.
- Ale to nie przez tą pizzę czy Toma? - spytał Siva.
- Nie, nie - uśmiechnęłam się. - Po prostu mam ochotę wyjść. I tak muszę się ruszać,  bo inaczej będą mnie rozcinać drugi raz. Cześć wam - machnęłam ręką i pocałowałam Natha w policzek.
- Nie chcesz auta? - spytał Max.
- Nie, przejdę się. Chociaż... mogłabym zrobić zakupy... Dawaj kluczyki - wyciągnęłam rękę.
- Trzymaj, kup piwo.
- A ja to buziaka nie dostanę? - spytał Tom.
- Cmoknąć to ty mnie możesz w tyłek. I jeszcze z tobą nie skończyłam, Parker.
Skierowałam się do garażu, już po kilku minutach byłam pod pubem.
- No sieeeema! - powiedziałam na wejściu.
- Jules! - ucieszyła się Candy. - Powiem Jackowi, że przyszłaś - zniknęła na zapleczu, ale po chwili wróciła.
- No opowiadaj, co tam słychać - usiadła po drugiej stronie baru.
Opowiedziałam jej oatatnie trzy dni, dzisiejszą niby kłótnię z Tomem i inne rzeczy.
- Ej, to prawda, że jedziesz z Nathanem w trasę? - spytała.
- Nie z Nathanem, tylko z The Wanted i tak, jadę. Słuchaj, może pojedziesz z nami? Pogadaj z Jayem, na pewno się zgodzi.
- A kto będzie tu pracował?
- Jack na pewno znalazłby kogoś na kilka tygodni.
- Rozmawialiśmy z Jayem na ten temat. Chcemy wszystko robić powoli. Dać temu czas, żeby się rozwinęło...
- To takie... dorosłe - stwierdziłam.
- Dokładnie. Ty i Nath robicie wszystko tak szybko. Jesteście razem niecałe dwa miesiące, a już razem mieszkacie.
- Pomieszkujemy - poprawiłam ją. - Poza tym kiedyś trzeba się wyszaleć - wzruszyłam ramionami.
Spojrzałam na zegarek. Nawet nie wiem, kiedy przeleciały prawie trzy godziny.
- Eva, muszę jeszcze jechać na zakupy. Zabierasz się ze mną? - spytałam.
- Pewn... - urwała, bo ktoś wszedł do środka. - To kontrola. Trochę to potrwa, może spotkamy się gdzieś?
- To będę czekać w galerii, najwyżej od razu pojedziemy do jakiegoś marketu. Na razie - machnęłam ręką i skierowałam się do auta.
Daleko do galerii, do której zawsze chodzę,  nie było, ale wiem, że nie chciałoby mi się potem wracać po auto. To wszystko Maxa wina. Mógł sam sobie jechać po zakupy. Ja powinnam chodzić, a nie jeździć samochodem.
Zeszłam mnóstwo sklepów, wszędzie nic. I czemu ludzie robią mi zdjęcia?! W końcu doszła do mnie Eva i pojechałyśmy do marketu.
- Jesteś pewna, że nie kupujesz za dużo tego jedzenia? - spytała widząc pełny koszyk, który sama pchała, bo mi przecież nie wolno.
- Zdecydowanie nie. Logika, pięciu dorosłych facetów, do tego ja, chociaż jem same biszkopty, Nareesha i Kelsey też praktycznie cały czas są. Masz osiem osób. Czekaj chwilę... - patrzyłam do koszyka i myślałam, czy wszystko wzięłam. - Piwo! Bez piwa mogę nie wracać.
Musiałyśmy wrócić się pół długości sklepu, kasjerka patrzyła na nas jakbyśmy uciekły z klubu AA. Eva pakowała zakupy do bagażnika, nsgle przyszedł mi sms od Maxa:
Kup fajki.
- Szlag by cię trafił, George - syknęłam. - Co jest? - spytała Eva.
- Po drodze zatrzymamy się w jakimś małym sklepie po fajki. Nie chce mi się stać w tych gigantycznych kolejkach.
Po pół godziny wjechałyśmy do garażu. Max i Tom przyszli pomóc z torbami.
- A masz... - zaczął George.
- Tak, mam fajki i piwo - wywróciłam oczami.
Weszliśmy do domu, akurat jedli późny obiad lub wczesną kolację, jak kto woli.
- Mniami, gdzie moje biszkopty... - zaczęłam przeszukiwać reklamówki. Cokolwiek by nie jedli i tak pewnie ja tego nie mogłam.
- Stój! - krzyknęła Nareesha. - Jakie biszkopty?! Mam dla ciebie obiad - postawiła na stole talerz. - Sprawdzałam, możesz jeść rybę i warzywa na parze.
- Nar, jesteś aniołem - pocałowałam ją w policzek.
W międzyczasie Jay nałożył obiad Evie. Nie przypatrywałam się w ich talerze, ale widziałam i czułam bekon, którego ani nie mogłam ani nie lubiłam.
Jako, że dawno nie było mnie na twitterze, zrobiłam obiadowi zdjęcie.
Kocham Cię, @Nare_esha! Xx
Odłożyłam telefon i dopiero się zorientowałam.
- Gdzie Nathan? - spytałam.
Wszyscy spojrzeli po sobie nerwowo.
- Coś się stało?
- No bo... - zaczął Jay.
- była taka sprawa... - kontynuował Tom.
- Zadzwoniła do niego... - Siva też zaciął się po paru słowach.
- Powiecie w końcu o co chodzi?! - zdenerwowałam się.
- Zadzwoniła Dionne i chyba coś się stało i Nath poszedł się z nią spotkać - powiedział szybko Max.
Poczułam, jak wychodzi mi żyła na szyi.
- Słońce, nie martw się - Nareesha próbowała załagodzić sytuację. - Wiesz, że Nathan kocha tylko ciebie.
- Tak, pewnie, przecież oni tylko się przyjaźnią - wzruszyłam ramionami.

Nathan wrócił do domu, kiedy już leżałam w łóżku i zasypiałam.
- Nocne powroty wyglądają lepiej jeśli czuć od ciebie alkoholem - powiedziałam nie otwierając oczu.
- Myślałem, że już śpisz - odpowiedział zaskoczony.
- Myślałam, że wrócisz wcześniej.
- Proszę Cię, tylko nie kłoćmy się znowu o Dionne - wywrócił oczami.
- Nie no, jasne, jesteście tylko przyjaciółmi, tak?
Nath położył się koło mnie i bez słowa zasnęliśmy.

Dwa dni później Eva przyszła w odwiedziny z jakimiś ciastkami i gazetą, kiedy siedziałam sama w domu. Bez pytania wzięłam ją i zaczęłam czytać. A raczej oglądać obrazki, bo nie lubię czytać po angielsku. Blabla polityka, blabla, sport, blabla, wiadomości ze świata,  blabl...
- Jules, słuchałaś mnie w ogóle? - spytała Eva, która coś do mnie mówiła. Nie, nie słuchałam jej.

Nathan Sykes na każdym kroku podkreśla, jak ważna jest dla niego Jules Miller. Kiedy była w szpitalu, codziennie ją odwiedzał, Jules nawet zamieszkała z nim i zespołem, dopóki w pełni nie dojdzie do siebie. To nie zmienia jednak faktu, że kiedy panna Miller spacerowała w centrum handlowym oraz robiła duże zakupy w markecie, Nathan spędzał czas w restauracji i parku z Dionne Bromfield. To już drugi raz w czasie ich niezbyt długiego związku, kiedy uśmiechnięty Nathan jest widziany z Dionne, a nie swoją dziewczyną. Poprzednio jednak Jules widziano w objęciach Maxa George'a, kolegi Sykesa z zespołu The Wanted,  tym razem nie było przy niej Maxa, jeździła ona za to jego autem. Na ostatnie plotki Jules odpowiedziała na twitterze obracając wszystko w żart dodając, że jest też w związku z Nareeshą McCaffrey (prywatnie dziewczyną Sivy Kaneswarana). Obejrzyjcie zdjęcia i sami zadecydujcie, kto tu jest z kim w związku.

Przeniosłam wzrok na zdjęcia poniżej. Najpierw dali te stare sprzed kilku tygodni, kiedy Nathan i Dionne byli w Gloucester, a Max przytulał mnie, bo pomogłam mu z prezentem dla mamy. Niżej byłam w galerii, wsiadałam do Maxa samochodu, stałam obok Evy, jak chowała zakupy do bagażnika. Nathan z Dionne w sobotę - w restauracji, w parku, gdzieś tam szli i ostatnie na którym...
- Jules, nie rób awantury, to pewnie fotomontaż - uspokoiła mnie Eva, widziała, na co patrzyłam.
- Eva... on ją całuje - wysyczałam.
W tym momencie drzwi do domu się otworzyły i wpadło całe The Wanted. Po Nathana minie można było wyczytać, że miał już gazetę w rękach.
- Zostawcie nas samych - powiedział.
Chłopcy i Eva wyszli do salonu, my zostaliśmy w kuchni. Równie dobrze mogli dalej tu siedzieć, dobrze wiem, że drzwi od salonu przepuszczają każdy dźwięk.
- Jules... - zaczął.
- Tylko nie mów mi, żebym nie panikowała!
- Nie krzycz - powiedział stanowczo.
- A właśnie, że będę krzyczeć! A wiesz dlaczego? Bo właśnie zobaczyłam zdjęcie, na którym mój chłopak całuje dziewczynę, która nie jest mną, w czasie, kiedy ja robiłam mu pieprzone zakupy!
- Co?! Jakie całuje?!
Przesunął gazetę w swoją stronę.
- Jules, ja nie...
- Tylko nie mów, że jej nie całowałeś, bo widzę to na zdjęciu!
- Przestań wariować! - krzyknął na mnie chyba pierwszy raz.
- Chcesz zobaczyć, jak wariuję? Bo ten krzyk to jeszcze nie jest wariactwo! - podeszłam do blatu i strąciłam szklankę, która roztrzaskała się na mnóstwo kawałeczków o kafelki.
- Uspokój się, bo znowu robisz awanturę i nie dajesz mi się wytłumaczyć! - walnął ręką w stół.

OCZAMI MAXA

Przenieśliśmy się do salonu. Już po chwili usłyszeliśmy krzyk Jules.
- Młody jest pod kreską - stwierdził Tom.
- Ty też byś był gdyby Kelsey zobaczyła zdjęcie, jak całujesz się z inną - odpowiedziała Eva.
- Co, jakie całujesz? - zdziwiłem się. - To w ogóle nie było tak, jak tam piszą.
Usłyszeliśmy tłuczone szkło. W pierwszym odruchu chciałem tam pójść i odciągnąć Jules. To nie o nią się bałem, ale o Natha. Wszyscy wiedzą, że on jej nie tknie, ale Jul była dosyć wybuchowa i często rzucała różnymi rzeczami. Kij z tym, jeśli to poduszki, gorzej jeśli coś twardszego.
- Może ktoś powinien tam pójść? - zaproponował Siva.
- Nie, muszą to załatwić między sobą, choćby miały pójść wszystkie szklanki - stwierdził Jay.
- Po prostu daj mi spokój!  - krzyknęła Jules i po chwili trzasnęła drzwiami.

OCZAMI JULES

- Dlaczego ty zawsze szukasz jakichś bezsensownych wymówek?! I to zawsze, gdy chodzi o nią!
- Bo nie zawsze wszystko jest takie, jak się wydaje!
- Tu się nic nie wydaje! To widać! Masz zdjęcie, wasze usta się dotykają, jak to nazwiesz?!
- Ja nie...
- Po prostu daj mi spokój! - krzyknęłam i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Nawet nie przeszkadzał mi padający deszcz...

MOMENT OD POWROTU JULES Z ZAKUPÓW JEST INSPIROWANY DZISIEJSZYMI REWELACJAMI. KTO NIE WIDZIAŁ, VOILA: http://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2274241/Dionne-Bromfield-enjoys-lingering-kisses-The-Wanteds-Nathan-Sykes-romantic-break-Caribbean.html#axzz2K6d8iGna.
MY LIFE IS DONE :'(
NIE LUBIŁAM NIGDY DIONNE I NIE MA TO NIC WSPÓLNEGO Z NATHEM, ORAZ NIE ZAMIERZAM JEJ POLUBIĆ Z JEGO POWODU, O FOLLOWANIU NA TWITTERZE JUŻ NIE WSPOMINAJĄC.
PS PIOSENKĄ DZISIEJSZEGO DNIA JEST OFICJALNIE "Warzone".

Moja bloggerowa rodzinko :)

To jeszcze nie rozdział ani nic, na razie kończę na drugiego bloga, ale muszę prosić was o pomoc. Jaką mam nazwę na twitterze widać gdzieś po lewej stronie albo na dole albo nie wiem. Chcę ją zmienić,  dlatego proszę Was o pomoc :) Ja jestem bardzo rozmemłana i naprawdę nie potrafię podejmować nawet tak głupich decyzji. Więc proszę, powiedzcie, która nazwa jest waszym zdaniem lepsza: Ka_ren, Ka_reeen, KarenTW (czy coś w tym guście) czy lepiej zostawić tak jak jest ;)
Myślę tyle nad tym tylko dlatego, że to ta nazwa od oznaczania i tak dalej, rubrykę Imię i Nazwisko zmieniam co dwa dni :)
Z góry dziękuję Wam za pomoc, jesteście kochani :) ♥

niedziela, 3 lutego 2013

The Versatile Blogger vol. 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 i chyba 9

The Versatile Blogger Każdy nominowany blogger powinien wykonać kilka rzeczy :) - podziękować nominującemu na jego blogu - pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie - ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie - nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują - poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów. Zrobię to trochę na odwal się, ale nie mam czasu. Nie mam też kolejnych 80 blogów, które mogłabym nominować,  dlatego KAŻDY Z WAS MOŻE CZUĆ SIĘ NOMINOWANY, NIECH NAPISZE FAKTY O SOBIE W KOMENTARZU LUB NA SWOIM BLOGU. W sumie może być w komentarzach, bo lubię czytać o innych :) Zostalam nominowana przez: Nestii, Ewcia, Rosa, Pamela, Werka6, San i chyba JustxD. Jeśli kogoś pominelam to przepraszam, ciągle jestem na telefonie i skacze miedzy oknami i mogło mi umknac. Postaram się za to wymyślić więcej niż 7 faktów o sobie. Nie wiem, czy będzie ich tyle ile ma być, ale postaram się. 1. Słucham różnej muzyki: Linkin Park, Paramore, Aerosmith, The Pretty Reckless, Bon Jovi, The Wanted, Cheryl Cole... 2. Na twitterze obserwują mnie Tom, Nathan i główne konto The Wanted. 3. Nie cierpię szpinaku. 4. Chce mi się płakać zawsze, gdy słyszę "Try" Pink. 5. Pod pewnymi względami jestem podobna do Nathana (jeśli wierzyć faktom, które są na twitterze i temu, co mówi w wywiadach). 6. Oglądam Pamiętniki Wampirów, Hart of Dixie, Beauty and the Beast. 7. Nie umiem pływać. 8. Nie umiem śpiewać. 9. Jak byłam mała chciałam nauczyć się grać na keyboardzie. I kiedyś się nauczę ;) 10. Mam niebieskie oczy. 11. Mam 174 lub 5 cm wzrostu -.-. I ważę około 55 kilo. 12. Jak miałam 10 albo 11 lat byłam w Irlandii. 13. Chciałabym pojechać do Nowego Jorku. 14. Nie mogę zrozumieć czemu "Lie To Me" nie jest singlem. 15. Rozpłakałam się w kinie na filmie "Niemożliwe". 16. W wieku 7 lat złamałam rękę na hulajnodze (nie pytajcie jak). 17. Mam hopla na punkcie butów Natha w teledysku do IFY (tym pierwszym :P) i nie spocznę dopóki takich nie znajdę w moim rozmiarze. 18. Nie mam pojecia, co chciałabym studiować. 19. Pierwszą gwiazdą, w której byłam zakochana był Ricky Martin (tylko nie był jeszcze gejem). 20. Jak miałam 6 albo 7 lat cały czas śpiewałam piosenki Britney Spears i miałam nawet bluzę z jej zdjęciem. 21. Uważam, że Taylor Momsen jest śliczna, kiedy nie ma oczu a la panda. 22. Tak, lubię "Zmierzch". Pisałam kiedyś dwa zmierzchowe opowiadania i o la Boga, one dalej są w sieci 0.o 23. Ale moim ulubionym wampirem jest Damon. 24. Najlepszym serialem na świecie są "Przyjaciele". 25. Urodziłam się 12.06.1994. 26. Mam młodszego brata. 27. Na początku nie lubiłam The Wanted. W ogóle nie wiem jak, ale umknął mi w 2011 ten szał na GYC (a wiem, wtedy zaczynałam się przyjaźnić z moim aktualnie najlepszym przyjacielem, i byłam bardzo rockowa ), w ostatnie wakacje w propozycjach na yt wyskoczyło mi lyric video do tej piosenki, a moja reakcja to "wow, ale to głębokie", potem obejrzałam teledysk "ile to dziecko ma lat, 13?" (To o Nathanie). W tym roku na eska.tv był taki szał na CTS, to zaczęłam się przekonywać i kiedyś słuchałam "Fight For This Love"w oryginale na yt, wyskoczyla mi ich akustuczna wersja i koniec, wpadlam. Teraz GYC to jedna z moich ulubionych piosenek, a Nathan będzie ojcem moich dzieci. (Żartuję :P nie musi ich wychowywać, wystarczy, ze będą miały jego geny. Dlatego potrzebuje ich koncertu w Polsce xdd) 28. Nie pamiętam od kiedy jestem fanką The Wanted, to będzie jakoś koniec sierpnia, pamiętam, że jak miałam ostatnie jazdy na prawko, za kazdym razem w radiu bylo CTS, a ja zaczynałam wykonywać dziwne ruchy za kierownicą, a instruktor się ze mnie śmiał. I jak wracałam z rozpoczęcia roku to słuchałam " Lie To Me". Więc tak, to będzie jakoś koniec sierpnia. 29. Kupiłam sobie "Rozmówki polsko-chorwackie" i zamierzam się nauczyć z nich chorwackiego. 30. Przyznaje na początku lubiłam The Wanted, bo Nathan, ale teraz kocham ich wszystkich. 31. ...co nie znaczy, że nie mam ulubionego członka (bez skojarzeń). Bo uważam, że nie ma nic złego w posiadaniu ulubionego, gorzej jest, jeśli lubisz tylko jego. 32. Mimo że nie ma już Maxchelle, to uwielbiam Michelle. 33. Chcę, żeby Nathan był szczęśliwy, ale cieszę się, że z Dionne to tylko plotki (mam nadzieję!), bo nie lubię jej. Nie mam nic do niej, nie będę hejtować, ale nie lubię. 34. Jestem niezorganizowana i nie poukładana, np od czerwca wybieram się do banku i od dwóch miesięcy do ortodonty. 35. Jak jestem sama w domu to gadam do siebie po angielsku. 36. Lubię czytać książki Harlana Cobena (kryminały). 37. Nigdy nie farbowałam włosów, czasami kilka pasemek. Parę razy chciałam zafarbować szamponetką, ale szkoda mi włosów xd. 38. W tym momencie po głowie chodzi mi "Rocket". 39. Jeśli włączam telewizor i widzę końcówkę teledysku chłopaków, jako rekompensatę oglądam wszystkie po kolei na yt. 40. Niedawno przypomniało mi się, że kiedyś u cioci widziałam na 4fun.tv "Warzone". Było to na początku roku, nie wiedziałam, kim są The Wanted i że oglądałam teledysk od połowy i jednym okiem to nie zajarzyłam o co w nim chodzi xd (głupia ja). 41. W zeszły piątek miałam studniowke (interesujące, wiem, ale kończą mi się pomysły). 42. Przez czas w jakim piszę te fakty napisałabym po jednym rozdziale na każdy blog i odpisała San na maila xd. 43. Wybuliłam 80 złotych na usunięcie simlocka z telefonu. 44. I do tego 33 złote na zmianę karty sim na micro sim czy coś tam. 45. Nie jestem dobra w oszczędzaniu pieniędzy, teraz chcę przebić samą siebie i uzbierać 240 złotych na buty nike xd. 46. Mój ulubiony kolor to szary. 47. Zdałam prawo jazdy za pierwszym razem (chwalę się, ale już naprawdę nie wiem, co pisać xd). 48. Jak będę miała kiedyś córkę, to dam jej na imię Julka (stąd Jules w blogu). 49. Przez moment kiedyś zastanawiałam się nad Emmą, bo zobaczyłam, że ma imieniny w grudniu, wcześniej nie wiedziałam, że takie imię jest w Polsce też. Dlatego przy drugim blogu brałam pod uwagę to imię xd 50. Postacie w moich blogach mają moje cechy, albo cechy, które chciałabym mieć. 51. Uwielbiam Nareeshę, ale myślę, że w niektórych butach jej projektu obcasy są stanowczo za wysokie. 52. Lubię czytać fakty o innych ludziach, nawet jeśli ich nie znam. Nie cierpię 1D, ale jest takie jedno konto na twitterze, na którym są fakty o ich dziewczynach, większość pewnie zmyślona, ale to nie ważne. Tylko nie zlinczujcie mnie za to . 53. Nie cierpię 1D, ale jeśli ktoś kazałby wybrać mi najprzystojniejszego czy coś w tym stylu, powiedziałabym, że to Louis (teraz patrz ostatnie zdanie punkt wyżej). 54. Nigdy w szkole nie miałam niższej oceny niż 3 na semestr. 55. Moja najniższa średnia na semestr to 4,0, czyli ta z tego semestru. Nie wiem czy to dużo czy mało, mnie satysfakcjonuje. 56. Cieszę się, że to już koniec. Dobra, to koniec. JESZCZE RAZ NAPISZĘ, PRZEPRASZAM, JEŚLI NIE ZAJRZAŁAM NA CZYJEGOŚ BLOGA, CZĘSTO CZYTAM KOMENTARZE, TE STARSZE TEŻ I NA PEWNO WEJDĘ I SKOMENTUJĘ, JAK BĘDĘ MIAŁA CHWILĘ CZASU. Na drugiego bloga zamierzam dać slowo w slowo to samo, więc nie musicie czytać xd.

34. Twitcam, bbe!

W środę po śniadaniu lekarz dał mi wypis ze szpitala i broszurkę z dietą. Umrę z głodu. Nathan standardowo siedział już wtedy u mnie i pomógł mi się spakować. Nagle coś wypadło z torby. 
- Możesz to podnieść i podać mi? - spytałam.
- Proszę. Co to?
- Bilet.
Spojrzałam na kawałek papieru. Zapomniałam przebukować. Miał być powrotny do domu, ale zmienię go, żeby polecieć nim na święta. 20 września. Tego dnia moja przygoda z Londynem miała się skończyć. Ale na własne życzenie przedłużyłam ją, nie wiem na ile. Byłam szczęśliwa z Nathanem, cieszyłam się każdą chwilą, którą mogłam z nim spędzić. Ale to nie zmienia faktu, że teskniłam za rodziną i znajomymi.
- Jules? - Nath wyrwał mnie z przemyśleń. - To bilet do Polski? Miałaś nim wrócić do domu?
- Tak, zapomniałam go przebukować, polecę na nim do domu na święta - szybko się ogarnęłam z mojego nostalgiczno-płaczliwego stanu.
Spakowaliśmy moje rzeczy i prezenty, które dostałam od fanów The Wanted.
- Pojedziemy od razu do pubu, wezmę swoje rzeczy, okej?
- Nie ma sprawy - Nathan wziął moje rzeczy.
- Dasz mi coś nieść?
- Nie, bo nie możesz dźwigać.
- Od torby z laptopem chyba nie umrę - wywróciłam oczami.
- Nie marudź. Wychodzimy? - spytał.
Spojrzałam w lustro.
- Mogłam wczoraj umyć włosy - stwierdziłam.
- Weź mojego full capa - przechylił głowę w moją stronę.
- Kochany jesteś - cmoknęłam go w czubek nosa.
Wyszliśmy ze szpitala, przed wejściem czekało kilku reporterów. Nathan złapał mnie mocniej za rękę i nie odpowiadając na żadne z ich pytań weszliśmy do auta i pojechaliśmy do Jacka.
- Jules! - Jack ucieszył i jednocześnie zdziwił się na mój widok. - Nie mówiłaś, że dzisiaj wychodzisz.
- Tak, mówiłam. Idę na górę, po parę moich rzeczy.
- Po co?
- Przecież ci mówiłam! Będę mieszkać jakiś czas u Natha.
- Czemu?!
- Jack, wiesz, że jesteś dla mnie jak drugi ojciec, ale spójrzmy prawdziwie w oczy, mimo że brzmi to paradoksalnie w domu u The Wanted będę miała więcej spokoju niż w pokoju nad pubem. 
- No masz rację. Ale będziesz nas odwiedzać?
- No tak! Przecież oszalałabym sama z nimi non stop! - zaśmiałam się.
Do środka wszedł Nathan, który do tej pory rozmawiał przez telefon na zewnątrz.
- Cześć, Jack - machnął ręką. - Gadałem z mamą, podeśle mi potem, co dawała Jess do jedzenie po wyrostku.
- Okej, chodź po rzeczy.
Poszliśmy na górę i pakowałam do torby wszystko jak leci. No, nie dosłownie. Przecież nie przeprowadzam się tam na zawsze.
Na miejscu Nathan wniósł tylko moje rzeczy do środka, sam pojechał na zakupy.
- Juleeees! - Tom rzucił się na mnie.
- Tom, dalej jestem chora, obolała i mam szwy! - skuliłam się.
- Gdzie poleciał Nath? - spytał Max.
- Na zakupy. Nakręcił się tą moją dietą po wyrostku, dzwonił nawet do swoje mamy... Masakra. A gdzie reszta?
- Siva u Nareeshy, a z Jay wyszedł dosłownie 5 minut temu - odpowiedział Max.
- Pomożecie zanieść mi te rzeczy na górę? Nie mogę jeszcze dźwigać.
- Jasne - zabrali się na torby.
- Młody chyba robił jakieś porządki, żeby zrobić ci miejsce w szafie.
Weszłam do jego pokoju i faktycznie. Miałam dwie szuflady, dwie półki i kilka wieszaków.
- Nie chcę wiedzieć, gdzie podziały się jego rzeczy, które były w tych miejscach - stwierdziłam, po upewnieniu się, że nie ma ich pod łóżkiem.
- Jak go znam, to pewnie w jakiejś walizce - wzruszył ramionami Tom.
***
W czwartek chłopcy poprzekładali spotkania tak, że cały dzień siedzieliśmy sami w domu. W piątek już nie dało rady i wybyli z samego rana. Nie miałam za bardzo, co robić sama w domu, nagle mnie olśniło - twitcam! Było grubo jedenastej, włączyłam laptopa i napisałam, że będę o dwunastej. Wzięłam z kuchni biszkopty, które są moim stałym prowiantem teraz, świeżo wyciskany sok, który Naree zostawiła mi rano, wodę i wróciłam do pokoju Natha. Zanim ogarnęłam co i jak było już trochę po dwunastej.
Na wejściu miałam ponad tysiąc oglądających.
- Heej! To ja, Jules. Będę wam tu marudzić przez jakiś czas, jako, że chcę podziękować za wszystkie miłe słowa i gesty, które napłynęły do mnie, kiedy byłam w szpitalu. Było mnóstwo tweetów, był nawet trend #GetWellJules i są, uwaga, uwaga - obróciłam laptopa w stronę biurka - taaadam! Miśki i kartki i różne inne rzeczy, za które bardzo, ale to bardzo wam dziękuję. No i przepraszam, że tak leżą byle jak na biurku, ale jak wrócę do siebie to znajdę im godniejsze miejsce. No więc... piszcie do mnie. Piszcie, co u was, pytajcie mnie o różne rzeczy, odpowiem wam na wszystkie pytania, jakie będę umiała i mogła, bo wiadomo, że nie mogę mówić o wszystkim... O, na przykład, jeśli ktoś z was miał wycinany wyrostek, może mi napisać, co jadł, bo ja jak na razie jem głównie biszkopty - pokazałam paczkę do kamerki i wzięłam jednego do buzi. Przeczytałam parę postów z prawej strony. - Ktoś, nazwa przeleciała za szybko, spytał mnie, gdzie jestem, skoro nie jestem u siebie. Chwilowo pomieszkuję sobie w domu The Wanted, u Natha w pokoju. Pokazałabym wam, jak wygląda, ale jest syf. I odpowiadając na następne pytanie, nie, nie mieszkam tu na stałe. Na razie, dopóki nie będę w pełni sił po operacji. Po prostu to na razie lepsze miejsce dla mnie niż moje. I paradoksalnie spokojniejsze. Mieszkam nad pubem, w którym też pracuję, więc pewnie z nudów schodziłabym pracować i tylko nabawiła się problemów. Dlatego na razie mieszkam tu... Tak, widziałam ostatnie WantedWednesday, zdecydowanie było tam za dużo mnie i w ogóle nie zgadzałam się na publikowanie mojego wizerunku. Ale podobał mi się ten moment, w którym pociągnęłam Natha spodnie w dół, wyglądało nawet lepiej niż na żywo.  Ale ma nauczkę, prosiłam go "podciągnij je, bo zaraz ci spadną". No i spadły. Zróbcie z tego jakiś hashtag. Co my tu dalej mamy... Jules, Jules, Jules, jesteś wspaniała. Dziękuję, wy też jesteście wspaniali. Daleej...  Twój akcent jest taki dziwny. Wiem. Ale wiecie, to nie tak, że mam swój akcent jak ktoś urodzony w Anglii, Irlandii czy USA. To jest tak, że przez większość czasu mówię z pseudo amerykańskim akcentem, bo jest i w serialach i wszędzie. A brytyjski znam tyle o ile, właśnie z WantedWednesday, z rozmów z chłopakami, z pracy. A czasami brzmię jak głupek, bo mówię coś niby po amerykańsku, a potem jest słowo, które najczęściej słyszę na przykład od Natha i mówię tak jak on. Tak jest z tymi wyrazami, które kończą się na "er", bo on to praktycznie wywiada "a". No wiecie, dagga zamiast dagger. A tak w ogóle to Tom nie cierpi mojego akcentu. Co jest dziwne, bo już mówiłam, nie mam akcentu, ale on twierdzi, że uparcie staram się połączyć amerykański i brytyjski. A tak poza tym, to ja i tak ledwie go rozumiem. Czasami jak się zapomni, mówi szybko i niewyraźnie, a ja nic nie rozumiem - wzruszyłam ramionami i przejechałam wzrokiem po prawej kolumnie. - Kogo najmniej rozumiesz? Jak właśnie powiedziałam Toma. I Kevina. Też czasami coś sobie burczy. Jakie inne języki znasz? Angielski i polski - wiadomo. Uczyłam się francuskiego w szkole, ale jakoś zbyt wiele powiedzieć nie umiem. I trochę po chorwacku potrafię. Miałam taki kaprys, to się nauczyłam. Co sądzisz o Nathanie i jego okularach. Właśnie! Nathan i jego okulary! Powiem wam, że pierwszy raz zobaczyłam go w nich wczoraj i to było jak "co jest na twojej twarzy?", "okulary", "widzę, że okulary, pytam, po co one tam są". No i powiedział, że jak był w Gloucester to był u okulisty i kazał mu nosić. Nie cały czas tylko jak coś tam robi. No i że najpierw byłam chora, potem był koncert, potem byłam w szpitalu i zobaczyłam go dopiero wczoraj. I tak wygląda seksownie jak diabli. Mam nadzieję, że tego nie ogląda, bo wpadnie w samozachwyt. Czekajcie chwilę - sięgnęłam po sok. - Wiecie, co to jest? Sok. Sok, który rano przyniosła mi Nareesha. Jest wspaniała, jest moim aniołem - nagle przyszedł mi sms. - Chwila, wezmę z biurka telefon. Sms od Kelsey "Nathan nie ogląda, ale ja tak :) x" - Hej, Kelsey - pomachałam do kamery - ty też jesteś aniołem, kocham cię!  - przejechałam wzrokiem po pytaniach. Ktoś bardzo chciał być zauważony, bo pisał dużymi literami. - Okeej - poprawiłam się na łóżku - cytuję "Jesteś z Nathanem tylko dlatego, że jest sławny, chcesz się wybić na jego popularności, wykorzystałaś go, żeby pójść w pokazie u Nareeshy, teraz robisz twitcam jakbyś była niewiadomo kim. Tak naprawdę nie kochasz Natha, jesteś żałosna", wow, dzięki! Dziękuję, że wiesz lepiej ode mnie, co czuję, cieszę się, że wiesz więcej o moim związku niż ja, a tak naprawdę piszesz o tematach, o których nie masz pojęcia. A ja nie muszę się z niczego tłumaczyć. A twitcam robię, bo siedzę sama w domu, w wielkim domu i jakbym gadała sama do siebie yo byłoby trochę głupie.  Hating won't do it! Ups, znowu przyszedł mi sms. Śmiało, hejtuj, że nie powinnam w czasie twitcamu odpowiadać na smsa od... o, od Nathana. "Czy chcesz coś ze Starbucksa?". Dobra, szybko piszcie do mnie, czy mogę pić kawę, bo nie mam pojęcia.  W sumie... nie jest ciężkostrawna, więc chyba... "tak", wyślij - pomijając parę hejtów, było to w sumie całkiem fajne. Ludzie pytali mnie o różne dziwne rzeczy, na które odpowiadałam, przy okazji schodząc na całkiem inne tematy. - Tak, mam prawo jazdy, zdałam rok temu, w Maxa urodziny, co nie miało na to specjalnego wpływu. Ojej, wiecie, że już siedzę tu prawie godzinę i wam przynudzam i jest was prawie 3 tysiące... wow. W życiu nie mówiłam do tylu lud... - urwałam, bo usłyszałam coś na dole. - Wiecie, wydaje mi się, że ktoś jest w domu, co jest dziwne i nie powinno mieć miejsca, bo The Wanted są chyba w wytwórni...
- Tu się schowałaś - do pokoju wszedł Nath z karmelowym frappe.
- Co ty tu robisz? - zdziwiłam się.
- Mamy przerwę do piętnastej, reszta poszła coś zjeść na mieście. Czy to.. twitcam? Czeeeeść - pomachał do kamerki.
- Ojej, a ty przyjechałeś do mnie z kawą? Kochany jesteś - cmoknęłam go w policzek, on zrobił to samo podając mi ją.
- No i takim sposobem chyba będę kończyć. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie tweety i prezenty, które od was dostałam, dziękuję za to, że oglądaliście, mam tylko nadzieję, że nie umarliście z nudów, dziękuję, kocham was - uśmiechnęłam się i pomachałam. - Nathan? Jak to się wyłącza?
- Eee - oboje zaczęliśmy błądzić wzrokiem po ekranie.
- Dobra mam. To jeszcze raz dziękuję i pa.
- Jak się czujesz? - spytał Nath, jak już upewniliśmy się, że wyłaczyliśmy twitcam.
- Bywało lepiej, ale i bywało gorzej. W miarę. Dzięki za kawę.
- Dla ciebie wszystko - uśmiechnął się.
Posiedzieliśmy razem do piętnastej, potem przyjechało po niego auto i wrócił dopiero wieczorem.


Uff, dotarłam do końca, jednak ten twitcam to był głupi pomysł, rozdział jest taki rozlazły i taki bleee. A rozdział mimo że beznadziejny dedykuję Krystianowi (aka JustxD), wiesz czemu ;) ;*
AAAA, UWAGA! WSZYSCY, KTÓRZY ZAPROSILI MNIE NA SWOJE BLOGI - WEJDĘ I PRZECZYTAM, OBIECUJĘ, ALE CHWILOWO MIMO ŻE MAM FERIE, TO NIE MAM CZASU, ALE ZROBIĘ TO! I NA NOMINACJE DO VERCOSTAM BLOGGER TEŻ ODPOWIEM, ALE JAK BĘDĘ NA KOMPIE, BO NA TELEFONIE TO SIĘ STRASZNIE ROBI.

sobota, 2 lutego 2013

The Versatile Blogger Award

The Versatile Blogger

Każdy nominowany blogger powinien wykonać kilka rzeczy :)
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
- nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Dostałam nominację od Juliee: http://love-story-in-london.blogspot.com

7 faktów o mnie:
1. Wolę herbatę od kawy.
2. Jestem uzależniona od coli.
3. Jestem sarkastyczna, czasem za bardzo i znajomych bardzo to wkurza.
4. Jestem blondynką.
5. Prawo jazdy zdałam 6 września (czyli w urodziny Maxa ;))
6. Piszę w tym roku maturę.
7. Mój najlepszy przyjaciel jest chłopakiem.

Nominuję (nie wiem czy będzie 10...): http://wantedowe-story.blogspot.com http://zycietoniebajkatw.blogspot.com http://thewantedstoryyy.blogspot.com http://i-foundyou-girl.blogspot.com http://blog-thewanted.blogspot.com http://i-foundyou.blogspot.com
Dobra, jest 6, ale nie bede szukac na sile.