środa, 30 stycznia 2013

33.

Zasnęłam po południu, obudziłam się rano, jak pielęgniarka zmieniała mi kroplówkę, ja to mam spanie.
- Wstawała pani w ogóle z łóżka? - spytała.
- Nie.
- Musi pani się ruszać, chociażby do okna i z powrotem, inaczej porobią się pani zrosty - pouczyła mnie.
- To może pójdę umyć zęby.
Wstałam ostrożnie z łóżka, pielęgniarka pomogła mi dojść do łazienki, tam podziękowałam jej za pomoc i powiedziałam, że dam sobie radę. Umyłam zęby i wróciłam do łóżka. Byłam dalej trochę obolała. Przymocowałam sobie blat na laptopa i włączyłam komputer. Moje interakcje na twitterze szalały. Naprawdę chciałam odpisać każdemu, ale siedziałabym nad tym cały dzień.  Może i nie odpowiedziałam każdemu, ale wszystkie tweety przeczytałam.
140 znaków to za mało, żeby wyrazić, jak wspaniali jesteście! Dziękuję za wszystkie miłe słowa, czytając wasze tweety od razu poczułam się lepiej :) x
Powinno być dobrze. Wyslalam i zobaczyłam, że niewiadomo jak, ale zrobiła się 11. Włączyłam telewizor na kanał, gdzie The Wanted mieli udzielać wywiadu.
- Hej, jesteśmy z The Wanted, którzy zaraz po wywiadzie spotkają się z fanami, będą podpisywać płyty, robić zdjęcia, cokolwiek chcecie, dlatego nie traćcie ani chwili i przyjeżdżajcie do nas - dziennikarka miała gadane, nie ma co, jakby jej ktoś redbulla dodał do płatków. - Pierwsza rzecz, europejska trasa koncertowa, co powiecie na ten temat?
- Wszystko już chyba zostało powiedziane, pierwszy koncert jest... równo za miesiąc, 18 września w Dublinie, bilety są już na wszystkie koncerty w większości sprzedane, więc pozostaje nam tylko czekać - odpowiedział rzeczowo Max.
- Jakieś niespodzianki?
- Jesteśmy pełni niespodzianek! - krzyknął Tom.
- Dobra, miałam spytać o trasę, spytałam, teraz trochę się rozluźnijmy, porozmawiajmy na mniej oficjalne tematy, co? - spytała dziennikarka.
- Okej - odpowiedzieli chórem chłopcy.
- W takim razie chcemy usłyszeć jakiś fakt o każdym z was, którego wcześniej nie znaliśmy.
Chwila ciszy, The Wanted spojrzeli po sobie.
- Siva jest najmłodszy z rodzeństwa, czyli jest też młodszym bliźniakiem - powiedział Jay.
- W 2010 chyba Jay wypił na święta 7 butelek whisky, rok później próbował wypić 8, ale padł - powiedział Siva.
- Jak byłem mały, miałem królika, którego nazwałem Pikatchu i chciałem go zafarbować na żółto, ale mama mi nie pozwoliła - powiedział Nathan.
- Nath! Nie liczy się, jak powiesz coś sam na swój temat! - zaprotestował Tom.
- Dlaczego nie? - pisnął Sykes.
- Bo właśnie wprowadziliśmy taką zasadę - krzyknęła dziennikarka.
- Okej - poprawił się na krześle Nathan. - Tom, jak był singlem i kiedy zerwali z Kelsey na jakiś czas, śpiewał i słuchał same babskie piosenki. Myślicie, że cover Fight For This Love to czyi pomysł? Toma!
Wyczuwam bitwę na poduszki, puszki, chipsy, cokolwiek, jak wrócą do domu.
- Taki jesteś mądry? - spytał go wyzywająco Parker. - Rozsiądźcie się wygodnie przed telewizorami, bo opowiem wam very romantic story. Otóż nasz mały Nath ma hopla na pukcie Jules. On może o tym nie mówić, ale wystarczy, że Jules powie "ała", a on głupieje, zaraz jest "co ci jest", "gdzie Cię boli", "przynieść ci coś"...
- Patrz i ucz się - mruknął Nath.
- Poza tym - wtrącił Max - Jules jest trochę jakby damską wersją Nathana. Siedzą tak samo rozwaleni w dresach na kanapie, najwięcej coli i herbaty wypijają Jules i Nath, najdłużej trzeba czekać na Jules i Natha...
- I będziesz czekał jeszcze dłużej, bo jest obolała po operacji, młocie.
- Właśnie, skoro przy tym jesteśmy, jak się czuje? - spytała dziennikarka.
- Ma się dobrze, dziękuję. Jest trochę obolała, ale niedługo wychodzi ze szpitala - odpowiedział Nathan.
- Wasi fani pisali nawet #GetWellJules na twitterze, to miłe.
- Tak, bardzo się cieszymy, że fani akceptują dziewczyny i wspierają nas.
Ogółem cały wywiad był zabawny, kiedy już się skończył zobaczyłam swoje odbicie w lustrze i stwierdziłam, że już czas najwyższy na prysznic. Akurat skończyła mi się kroplówka, więc odłączyłam się od niej, za co pewnie mi się oberwie, wzięłam potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki, którą miałam w pokoju. Dzięki Boże za wycinanie wyrostka w Anglii. Nie dość, że leżałam sama w sali, to miałam własną łazienkę z prysznicem. Zapomnijcie o takim czymś w Polsce. W sumie to nie wiem, czy moje ubezpieczenie w ogóle obejmuje takie luksusy... Koślawo umyłam włosy, z racji tego, że nie mogłam za bardzo podnieść prawej ręki, po skończonym prysznicu zadzwoniłam dzwonkiem po pielęgniarkę. Oczywiście pokręciła nosem na odłączoną kroplówkę, ale udawałam, że nie widzę.
Z nudów znowu weszłam na twittera.
Komu podobał się wywiad The Wanted? :)
Trzeba trochę rozruszać wszystkich, a nie będę marudzić, że boli mnie brzuch i z każdym ruchem czuję szwy. Stwierdziłam, że jednak zreetweetuję parę tweetów, losowo wybranyh i tych bez żadnych cyfer na końcu i wysyłanych 849191 razy. Po jakimś czasie przyszedł mi sms.
Będziemy za jakąś godzinę, mam niespodziankę :)
Nie wiem, czy na słowo niespodzianka powinnam się cieszyć czy bać, ale po Nathanie można się spodziewać wszystkiego.
The Wanted przyjechali, tyle że dwie i pół godziny później.
- Cześć, skarbie, spotkanie z fanami się nam przyciągnęło - Nathan pocałował mnie szybko.
- Co tam dostałeś w tych torbach?
- To akurat nie coś dla mnie czy kogokolwiek z zespołu, ale dla ciebie - położył mi torby na łóżko.
- Co? Dla mnie? - rozejrzałam się po wszystkich, a oni tylko się uśmiechali.
Rozpakowałam to wszystko, pełno miśków, kartek, kolaży ze zdjęć moich i Natha.
- Boże, jakie to słodkie - uśmiechnęłam się.
Rozłożyłam wszystko wokół mnie, podałam telefon Nathanowi.
- Zrób mi zdjęcie.
Po chwili dodałam je na twittera z podpisem: #TWFanmily, jesteście najlepsi!
Koło osiemnastej przyszedł lekarz, zbadał mnie i stwierdził, że mogę dostać dzisiaj coś do jedzenia.
- Chwała Bogu! Umrę z głodu od tej kroplówki!
- Niech pani się nie nakręca za bardzo, to będą trzy sucharki - uspokoił moją radość.
- Trzy sucharki? Nazywa pan to jedzeniem?
- Niestety podobnie bedzie wyglądała pani dieta,  przynajmniej do środy, a i po wyjściu rarytasów nie będzie - uśmiechnął się i wyszedł.
Po chwili dostałam sucharki.
- Zagłodzą mnie tu, przysięgam - mruknęłam wgryzając się w jednego.
- Głodzona to będziesz jeszcze po wyjściu - mruknął Nath.
- Niby czemu?
- Siedzisz cały dzień z laptopem, to poczytaj o diecie po wyrostku, wtedy zrozumiesz.
Przysunęłam bliżej laptopa i wpisałam hasło w google.
- Po polsku, serio?
- Nie będę przemęczała mózgu czytaniem po angielsku, tylko po to, żebyś mógł mi pozaglądać przez ramię... - urwałam, bo trafiłam na stronę, w której wszystko było opisane. - Co?! - krzyknęłam. - Żadnego smażonego, tłustego, gazowanego, ciężkostrawnego. Same zupki, przecierki i biszkopty. Zabijcie mnie od razu - zatrzasnęłam komputer.
- Nie będzie tak źle, będę ci gotować - uśmiechnęła się Nareesha.
- Dzięki Naree, ale to nie zmienia faktu - nie mogę pić coli! - zawyłam.
- Jezu, Jules, przecież nie przez całe życie - wywrócił oczami Jay.
- Tak? To nie pij przez miesiąc piwa.
- Ja tam nie miałem wycinanego wyrostka - odpowiedział szybko.
 
Następnego dnia z rana przyszedł sam Nathan.
- Chodź, idziemy się przejść, kazali mi chodzić, żeby mi się coś tam nie porobiły - zgramoliłam się z łóżka i wzięłam go pod rękę.
- Odłączyli ci kroplówkę - zauważył.
- Taa, dostałam na śniadanie trzy sucharki i uwaga, herbatę.
- Pełen luksus.
-  No ba. No i stwierdzili, że nie potrzebuję już kroplówki.
- To gdzie idziemy? - spytał, gdy wyszliśmy z sali.
- Wzdłuż korytarza? Gdzie ty chcesz chodzić w szpitalu?
Spacerowaliśmy sobie szpitalnym tempem w tę i z powrotem, aż coś zauważyłam.
- Nath? - szepnęłam.
- Taa?
- Widzisz tą dziewczynkę bawiącą się telefonem?
Nathan rozejrzał się delikatnie.
- No widzę.
- Czy ona robi nam zdjęcie?
- Pewnie tak - wzruszył ramionami. - Udawaj, że nie widzisz.
- Łatwo ci mówić, ty wyglądasz jak człowiek, a nie cień człowieka.
- Nie marudź.
- Dobra, starczy tych spacerów, wracamy do sali - zawróciłam go.
- Jules, i tak muszę już lecieć, wpadłem na chwilę, mam dużo spraw przed trasą. Przyjdę potem - zaczął szybko się tłumaczyć.
- No to go, go, na co czekasz, będą na ciebie czekali jak zwykle.
- Przyjdę potem - pocałował mnie i szybko wyszedł z sali.
Znając życie już był spóźniony.
Chwilę później ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - powiedziałam. - Jess? - zdziwiłam się, kiedy dziewczyna weszła do środka.
- Hej, Jules - podeszła do mnie i przytuliła.
- Minęłaś się ze swoim bratem.
- Wiem! Było blisko, ledwie dałam radę się schować na parterze - spojrzałam na nią zdziwiona. - No, zerwałam się ze szkoły, żeby do cię odwiedzić.
- Jess! Nie powinnaś tego robić. Będziesz miała przeze mnie problemy. W sumie... Chrzanić to, cieszę się, że jesteś - przytuliłam ją.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Już dobrze. Wprawdzie chyba chcą mnie tu zagłodzić, nie mogę się doczekać aż stąd wyjdę. A, nie wiem, czy Nath ci mówił, ale jadę z nimi w trasę! - zaczęłam podskakiwać na łóżku i skaskać.
- Ale super!
- Wiem! Chyba nie wytrzymałabym jakbym miała znowu siedzieć i czekać, aż wrócą.
- Właśnie! Czemu nie przyjechałaś z Nathanem do Gloucester? - spytała.
- Po prostu myślałam, że Nath powinien spędzić czas sam z rodziną - wzruszyłam ramionami.
- I tak nie wyszło. Głupio wyszło z Dionne i tym zdjęciem.
- Nieważne - machnęłam ręką.
Jess posiedziała godzinę, później musiała lecieć na pociąg.
Włączyłam laptopa i weszłam na twittera i w interakcje. Twitcam, twitcam, twitcam, twitcam... Ludzie, co wy z tym twitcamem, a w sumie, czemu nie...
Wiele z was pytało mnie o twitcam, więc - dlaczego nie? Mogę zrobić jeden po wyjściu ze szpitala. Może piątek o 12? :) xx
 
 
Nie mam pomysłu na tytuł (znowu) i nie chce mi się go wymyślać, bo jestem leniwa. I tak cud, że w końcu dokończyłam ten rozdział, bo siedzę przy komputerze dwie godziny i hmm... oglądam wywiady, twitcamy Nathana, i gdzieś po drodze pisałam. Anyway, w końcu jest.
I takie tam przypominam się o drugim blogu: http://popstar-frenzy.blogspot.com ;)

niedziela, 27 stycznia 2013

32. #GetWellJules

Wczorajszy festiwal w Hyde Parku zakłóciła karetka, która nadjechała od strony garderob tuż po skończonym koncercie The Wanted. Fanów zespołu zmartwił też fakt, że Nathan Sykes zbiegł ze sceny jeszcze w trakcie ostatniej piosenki. Kilka minut później Nathan wszedł do karetki o własnych nogach, na noszach wniesiono jego dziewczynę Jules Miller. Wkrótce potem do szpitala dojechała reszta zespołu. Kilka godzin później Sykes wyszedł ze szpitala zmartwiony i odmówił jakichkolwiek wyjaśnień. Na temat stanu Jules nie wypowiedział się też manager The Wanted. "Nie jestem managerem Jules, nie jestem upoważniony do udzielania informacji na temat jej zdrowia" powiedział...
Takie rewelacje usłyszałem już z samego rana w taksówce. To co zastałem pod szpitalem jakoś mnie nie zadziwiło. Paparazzi koczujący pod wejściem. Zapłaciłem taksówkarzowi, wysiadłem z auta i wtedy hieny się ożywiły i zaczęły błyskać mi fleszem po oczach.
- Co się dzieje z Jules?
- Czy to coś poważnego?
- Kiedy wyjdzie ze szpitala?
- Jules ma się dobrze - powiedziałem krótko i wszedłem do budynku, gdzie oni wejść nie mogli.
Wjechałem windą na jej piętro i poszedłem do sali. Jeszcze spała, miała podłączoną kroplówkę. Usiadłem delikatnie na krześle koło łóżka. Chwilę później do sali weszła pielęgniarka.
- Pan już tutaj... - uśmiechnęła się lekko.
- Nie mogłem spać - prawda, zasnąłem dopiero koło drugiej, cały czas się przebudzałem, o siódmej stwierdziłem, że wystarczy.
Przemknęło mi przez myśl, czy ktoś zadzwonił do Evy albo Jacka. Nie mówię o rodzicach Jules, bo po polsku ciężko byłoby się z nimi dogadać, do nich sama zadzwoni. Ale Jay na pewno dał znać Evie.
- Przepraszam... - pielęgniarka była lekko speszona, może zawstydzona.
- Tak?
- Pan jest w tym zespole.. The Wanted? Moja córka jest wielką fanką i "ukradkiem" - naznaczyła palcami cudzysłów w powietrzu - wrzuciła mi do torby płytę. Podpisałby pan?
- Pewnie - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Zaraz wracam - pielęgniarka wyszła.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Paparazzi możemy obrażać, mieć ich gdzieś i nie odpowiadać na pytania, ale dla fanów zawsze mamy czas, zawsze z nimi porozmawiamy i zrobimy sobie zdjęcie.  To im wszystko zawdzięczamy. Jayne cały czas nam to powtarzała.
Po chwili wróciła pielęgniarka z pisakiem i płytą.
- Jak ma na imię?  - spytałem.
- Lisa.
Napisałem "Dla Lisy, Nath xx", już miałem oddać płytę, ale zatrzymałem się w połowie.
- Może zostawi panią tą płytę tutaj? - zapronowałem. - Reszta chłopaków pewnie przyjdzie odwiedzić Jules, to też chętnie podpiszą.
- Naprawdę? Byłoby fantastycznie!
- Nie ma sprawy - położyłem płytę na półce.
- Dziękuję bardzo - uśmiechnęła się i wyszła.
- Nathanie Sykes, jesteś dobrym człowiekiem - usłyszałem za głową. 

OCZAMI JULES 

- Jules... - załamał ręce. - Jesteś zdrowa, w końcu nie boli cię brzuch, a ty marudzisz o bliźnie?
- No dobra, nic nie mówię. Dzwonił ktoś do mojej mamy? Albo taty?
- Nie było kiedy, poza tym raczej byśmy się z nimi nie dogadali - odpowiedział.
- Podaj mi telefon, zadzwonię do niej.
Nathan podał mi smartphone'a i zadzwoniłam do mamy.
- Hej, mamo - powiedziałam słabo.
- Julka, chora jesteś? - spytała z troską.
- Już nie w zasadzie. Wczoraj wieczorem miałam wycinany wyrostek.
- Co? Czemu dzwonisz dopiero teraz?!
- Bo operację miałam po dwudziestej pierwszej? I byłam pod narkozą? Co, Nathan miał do ciebie zadzwonić, rzuciłby ci tekstem "appendix" to na pewno wiedziałabyś, o co chodzi.
- No już dobra. Ale dobrze się czujesz?
- Tak, dopiero się obudziłam. Chyba muszą mi podłączyć drugą kroplówkę, bo tym mnie nie wykarmią...
Mama zaśmiała się lekko.
- Do taty dzwoniłaś? - spytała.
- Jeszcze nie, zaraz to zrobię.
- Dobra, to trzymaj się. Kocham cię, mała.
- Ja ciebie też, ucałuj młodego ode mnie.
Rozłączyłam się i zadzwoniłam do taty.
- Cześć, mała, to coś bardzo pilnego, bo średnio mogę rozmawiać?
- Nie, tylko dzwonię, żeby ci powiedzieć, że miałam w nocy wycinany wyrostek - powiedziałam.
- To jest pilne! - krzyknął tato.
- No jeny, o czym tu gadać, bolało mnie, wycięli mi, obudziłam się przed chwilą i tyle - wzruszyłam ramionami.
- Ale dobrze się czujesz?
- Tak, już tak.
- Dobra, obiecuję, że zadzwonię później - powiedział tato.
- Pa - rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon i spojrzał na Nathana.
- Co za ludzie... Dzwonię, mówię z dobroci serca, że miałam operację, a oni do mnie bunty, że dopiero teraz... Mogłam w ogóle nie dzwonić i by się nie dowiedzieli.
- Martwią się - odpowiedział spokojnie. - Jesteś w trendach na twitterze.
- Co?
- #GetWellJules - pokazał mi telefon.
- Och, to słodkie - odpowiedziałam. - Napisałabym im coś, ale mi się nie chce, zrób to za mnie.
- Właśnie... Paparazzi pytają co ci jest. Teraz twoja decyzja - chcesz, żeby pół Wielkiej Brytanii wiedziało, że masz wycięty wyrostek, czy mają się wypchać?
- Mów, co chcesz - wzruszyłam ramionami.
- To napiszę na twitterze, że masz wyrostek i już czujesz się dobrze.
Wystukał coś w telefonie i zaraz mi pokazał.
#TWFanmily, dziękuję za całe wasze wsparcie, jesteście niesamowici! Jules miała w nocy wycinany wyrostek, już czuje się lepiej, ale jest zmęczona, dlatego na razie nie będzie jej na twitterze ;) x
- Bardzo ładne, powinieneś pisać przemówienia królowej - powiedziałam.
- Bardzo śmieszne - odpowiedział.
Nagle zadzwonił jego telefon.
- Hej, Ev... Myślałem, że Jay do ciebie zadzwonił... cały czas tylko "Eva, Eva", skąd mogłem wiedzieć, że nie zadzwoni...
Pokazałam mu, żeby dał mi telefon.
- Eva, jestem w stanie spoczynku, nie zakłócaj mojego spokoju - powiedziałam.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Dobrze. Trochę słabo, ale dobrze. Czemu już nie śpisz, pracowałaś do późna pewnie?
- Liz wróciła i nas pobudziła, bo słyszała o tobie w radiu.
- Nie drzyj się na nikogo, zadzwoniłabym do was przecież.
- No ale...
- Żadnego ale - przerwałam jej. - Nawet jakby ktoś wczoraj zadzwonił, to co? I tak byście nie mogli przyjechać, bo był piątek i duży ruch.
- No niby racja. Wpadniemy później.
- Okej, pa - rozłączyłam się i oddałam Nathowi telefon.
W tym momencie do sali wszedł lekarz.
- O, już pani nie śpi - powiedział. - Tak więc pani operacja przebiegła bez problemów mimo tego, że powinna się pani zgłosić do nas przynajmniej trzy dni temu - popatrzył na mnie z dezaprobatą. - Dzisiaj na pewno nie dostanie pani nic do jedzenia, tylko kroplówki, moźe jutro coś na wieczór, jeśli nie będzie komplikacji w środę panią; wypiszemy i wtedy porozmawiamy o pani diecie na najbliższy miesiąc. Jakieś pytania?
- Nie - odpowiedziałam krótko. On wystarczająco się nagadał. 
- Dobrze. Przyślę pielęgniarkę, bo kończy się pani kropl9wka - wyszedł.
- Boże, co za gaduła - wywróciłam oczami. 
- Słuchaj... Jak już wyjdziesz ze szpitala, to może pomieszkałabyś jakiś czas u nas? No wiesz, bedziesz zmęczona, obolała, poza tym gotowanie Jacka ma niewiele wspólnego z dietą po wyrostku... - powiedział Nathan.
- Hmmm... Podoba mi się twoja propozycja - uśmiechnęłam się. 
- To dobrze - Nath odwzajemnił uśmiech.
- Zadzwonię do Evy, żeby wzięła mi parę rzeczy - chwyciłam telefon i wykręciłam numer. Powiedziałam jej, co ma wziąć, jak będzie do mnie jechać. 
Pojawiła się po godzinie, razem z Jackiem, Davem i Liz. 
- Akurat jak wychodziliśmy, przyszła do ciebie paczka - podał mi ją Dave. 
- W końcu! Nath, serio zróbcie coś tym waszym Wanted sklepem, bo tak długo czekać to masakra... - pokręciłam głową z dezaprobatą. 
- Coś ty kupowałaś w tym sklepie? I po co? Jak możesz dostać za darmo? - spytał Sykes, zaglądając,  jak otwieram paczkę.
- Nudziło mi się jak byliście w trasie i w sumie dzień przed waszym powrotem zamówiłam sobie... - chwila ciszy, aż wyciągnęłam z paczki - bluzkę z kapturem The Wanted! - powiedziałam z satysfakcją. 
- Och, jesteś słodka - pocałował mnie w czoło. 
Eva, Jack, Liz i Dave posiedzieli koło 2 godzin, w międzyczasie pielegniarka zmieniła mi kroplówkę. Później przyszło The Wanted i dziewczyny. 
- Napędziłaś nam stracha... - powiedział Max.
- Młody wyglądał jakby miał zejść na zawał na tym korytarzu - dodał Tom.
- Nie bądź taki mądry - Nathan rzucił w niego butelką z wodą. 
- Ej, nie robić mi tu rozróby! - upomniałam ich. 
Rozmawiałam z nimi, aż w pewnym momencie porządnie mnie zemdliło.
- Nathan... Będę wymiotować.
Chłopak szybko się zerwał i podał mi... coś, co stało na półcee i chyba nawet użyłam tego zgodnie z przeznaczeniem. 
- Poczekajcie na zewnątrz - powiedział do reszty. - I przyślijcie pielęgniarkę.
Został przy mnie, chociaż widziałam, że miał ochotę wyjść.
- Nie musisz tu siedzieć - powiedziałam między falami wymiotowania.
- Zostanę - powiedział.
Po chwili przyszli pielęgniarka i lekarz. 
- To normalne po narkozie - uspokoił Sykesa. - Nie każdy wymiotuje, ale nie jest to coś dziwnego. Może pani przepłukać usta wodą, ale nie pić.  
- A umyć zęby?
- No dobrze, tylko nie połknąć pasty do zębów. 
- Dziękuję - uśmiechnęłam się lekko i gdy tylko wyszedł umyłam zęby. 
- Jules, naprawdę nie chcę jeszcze iść, ale muszę... Mamy jutro wywiad... - powiedział Nathan.
- Idź, idź i tak jestem zmęczona. Ale jest jeszcze jedna sprawa, o której chciałam porozmawiać. Czemu znowu dowiaduje się o trasie z wywiadu? - spojrzałam na niego z większym wyrzutem niż planowałam. 
- Przepraszam, że ci nie powiedziałem - złapał mnie za rękę - ale chciałem zrobić ci niespodziankę.
- Niespodziankę? Typu co, przyszedłbyś i powiedział "Cześć, skarbie, jutro jadę w trasę"?
- Nie. Niespodzianką miało być to, że jedziesz z nami.
- Co? Ale jak to? - zdziwiłam się.
- No normalnie. Siva i Tok biorą wszędzie Nareeshę i Kelsey, to ja biorę tym razem ciebie, skoro mam okazję i nie ma przeszkód typu "nie mam wizy".
- Naprawdę? Bierzesz mnie w tour po Europie? - uśmiechnęłam się.
- No tak.
- Przysięgam, że gdybym nie leżała teraz rozcięta, to skakałabym w kółko i piszczała.
- Nie wątpię - uśmiechnął się Nathan.
Spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Chodź tu bliżej - wyszeptałam.
Wstał z krzesła, pochylił się nade mną. Położyłam dłoń na jego szyi i delikatnie pocałowałam. W tym momencie do sali wszedł Max.
- Litości, znowu? - wywrócił oczami.
- Masz wyczucie - powiedziałam.
- Nath, jedziemy do domu, zabierasz się z nami? - spytał.
- Tak, już idę - odpowiedział Nathan.
Zwrócił się w moją stronę i pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię - wyszeptał.
- Ja ciebie też - uśmiechnęłam się.

Nie podoba mnie się ten rozdział. Taki nudny i o niczym. Nawet nie mam pomysłu na następny... Ale spokojnie, coś się wymyśli ;) Miałam coś tu napisać, tylko nie pamiętam co...



piątek, 25 stycznia 2013

Notka!

Nastał niestety ten moment, na który zanosiło się od dłuższego czasu. Mianowicie...
Oj dobra, chciałam zbudować napięcie, ale nic z tego :P
Drugi blog, o którym wspominałam, właśnie powstał, na razie jest tylko prolog, niedługo dodam pierwszy rozdział (ale najpierw tu następny ;)).
Mam nadzieję, że wam się spodoba, będziecie czytać i komentować :).
Aaa, o linku bym zapomniała :P
popstar-frenzy.blogspot.com

wtorek, 22 stycznia 2013

31. Pobawmy się z Hyde Parku.

- Dobra, poczekam tu na ciebie - powiedziałam przy wyjściu. - Albo będę; w garderobie.
- Co? Idziesz ze mną -  Nathan pociągnął mnie za rękę.
- Ale po co ja? Ty tu jesteś gwiazdą.
- Nareesha i Kelsey już są tam z Sivą i Tomem.
Spojrzałam w stronę ścianki. Dziewczyny stały tam z 4/5 The Wanted.
- No dobra - uległam. Złapał mnie za rękę i poszliśmy do reszty.
Postaliśmy tam chwilę, ja z dziewczynami odeszłam na bok, chłopaki podeszli do fanów za barierkami.
- Jak się czujesz? - spytała Kelsey.
- Koszmarnie, ale nie mówcie Nathowi. Udaję, że jest dobrze, ale brzuch mi chyba zaraz rozsadzi.
- Może idź jutro do lekarza? - zaproponowała Nareesha.
- Chyba będę musiała, bo dłużej nie dam rady...
Brunetka pogłaskała mnie po ręce.
- Jules! - krzyknął Nathan. - Chodź tu!
Spojrzałam na niego zdziwiona i niepewnie podeszłam bliżej.
- One chcą rozmawiać z Tobą - wskazał na fanki.
- Co? - zdziwiłam się jeszcze bardziej. Popatrzyłam na dziewczyny stojące po drugiej stronie barierki. - Heej - powiedziałam.
- Co u ciebie, Jules? - spytała jedna.
- Jestem trochę chora, ale wszystko dobrze poza tym, dziękuję - uśmiechnęłam się.
- Naprawdę mówisz po polsku?
- Jestem Polką, byłoby trochę dziwnie, gdybym nie mówiła.
- Naucz Natha!
- Chcesz? - spytałam Sykesa.
- No dawaj - odpowiedział.
- To na początek coś prostego. Może... Cześć, jestem Nathan.
Sykes powtórzył to koślawo parę razy.
- Obrzydliwe - stwierdziłam. - Dobra, to teraz: Jestem małym dupkiem - próbowałam powstrzymać śmiech.
Dopiero teraz zobaczyłam, że jedna z dziewczyn to nagrywa.
- Jeśli jesteś z Polski - powiedziałam do kamery - wiem, że się śmiejesz.
- Co powiedziałaś? - spytał Nathan. Powtórzyłam ostatnie zdanie, tylko po angielsku.
- A co teraz mówiłem?
- Jestem małym dupkiem.
Dziewczyny, z którymi gadaliśmy wybuchły śmiechem.
- To teraz ostatnie zdanie. Kocham Cię, Jules - powiedziałam.
Nathan powtórzył to swoją bardzo łamaną polszczyzną.
- A teraz co?
Przetłumaczyłam mu na angielski. Fanki wydały z siebie ciche "awwww".
- No pewnie, że tak - odpowiedział i przytulił mnie. - Dobra, dziewczyny, musimy lecieć. Na razie!
Wróciliśmy do garderoby. Zdjęłam z głowy czapkę i poprawiłam włosy, miałam rację, było mi w niej gorąco.
- Kto występuje pierwszy? - spytał Nath.
- Lawson, potem nie wiem kto, później Cher Lloyd, my, 1D, Cheryl i Girls Aloud - powiedział Jay nie odrywając wzroku od telefonu. Akurat kiedy skończył, muzyka zaczęła grać.
- Super, chodź, Jules - Nathan wyciągnął do mnie rękę.
- Gdzie i po co? - spytałam.
- Jesteśmy na koncercie, więc idziemy na koncert?
Tak naprawdę jedyne o czym marzyłam, to położyć się na kanapie w garderobie, po uprzednim zgonieniu z niej Maxa, poczekać grzecznie na koncert The Wanted, a potem wrócić do poprzedniej czynności, ale nie chciałam, żeby Nath się martwił i marudził, że czemu jeszcze nie poszłam do lekarza, więc po prostu poszłam z nim. Stanęliśmy blisko publiczności, ale za barierkami oddzielającymi. Jeden z chłopaków z zespołu zobaczył nas i pomachał do nas. Akurat zaczęli grać Taking Over Me*, Nathan stanął za mną i objął mnie rękami w pasie. Kiwaliśmy się do muzyki, a Nathan pocałował mnie we włosy.
- Jesteśmy na telebimie - powiedział nagle.
Podniosłam głowę do góry, faktycznie byliśmy. Nie wiedziałam, co z tym fantem zrobić, więc po prostu uśmiechnęłam się, a Nath robił jakieś głupie miny. Po chwili obraz zmienił się i znowu pokazywali zespół na scenie. Obróciłam się przodem do Nathana i uśmiechnęłam.
- Co? - spytał.
- Nic - wzruszyłam ramionami.
- Jak się czujesz?
- Średnio - to było duże niedopowiedzenie.
- Oj... - Nath objął mnie. - Zwiniemy się zaraz po moim występie, a jutro jedziesz do lekarza.
- Okej - wtuliłam się w niego.
- Ale to dopiero jutro... - odsunął się kawałek, kucnął i wziął mnie na barana.
- Wszystko fajnie, ale nie tańcz, jak na tobie siedzę, bo obydwoje zginiemy! - czułam, że za bardzo się odchyliłam, zaczęłam się zsuwać, więc lekko się poprawiłam i wtedy zaczęło mnie kłuć gdzieś w okolicach brzucha. - Ała, Nathan postaw mnie!
Przestraszony szybko pomógł mi zejść.
- Jules, co się dzieje? - spytał.
- Boli... - jęknęłam. Skuliłam się, ale ból tylko się nasilił, a oczy zaszły mi łzami.
- Chodź do garderoby - objął mnie ramieniem i poprowadził do przodu.
- Max, zjeżdżaj z tej kanapy - warknął, gdy weszliśmy do środka.
George szybko zeszkoczył z kanapy, a ja ostrożnie się na niej położyłam. Wszyscy stanęli na około mnie. Nareesha i Kelsey spojrzały po sobie zmartwione.
- Może rumianek jej pomoże? - zaproponował Siva..
- To dzwoń do Martina albo Kevina, gdziekolwiek jest, niech załatwi - powiedział oschle.
- Przestań być niemiły - upomniałam.
Po chwili przyszedł Kevin z rumiankiem. Wypiłam go krzywiąc się i zamknęłam oczy. Nathan cały czas trzymał moją rękę.
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam, obudziły mnie dźwięki, które pewnie miały być szeptami.
- Nath... - powiedziałam słabo.
- Jules, muszę Cię na chwilę zostawić, mam wywiad - pogłaskał mnie po głowie.
- No to idź, ja się akurat za ten czas się ogarnę na wasz koncert - uśmiechnęłam się.
Pocałował mnie w czoło i pognał za resztą zespołu. Wstałam ostrożnie i podeszłam do lustra. Lekko poprawiłam włosy, bo moja medialna tapeta trzymała się perfekcyjnie. Podgłośniłam telewizor. Dziwnie tak oglądać coś co się dzieje za ścianą. .. Po chwili zaczął się wywiad.
- Jestem tu z The Wanted, którzy występują zaraz po Cher Lloyd, która występuje w tej chwili. Chłopcy, jakie są wasze najbliższe plany?
- Na razie mamy wolne po tour w Ameryce, a niedługo mamy małe tour po Europie - powiedział Max.
Serio? Znowu dowiaduję się w ostatniej chwili?
- To nic wielkiego, kilka koncertów, głównie w stolicach - dodał szybko Nathan.
- Nath, skoro już jesteśmy przy tobie, spytam jeszcze Toma i Sivę. Jules, Nareesha i Kelsey. Wszystkie trzy nominowane jako najgorętsza dziewczyna gwiazdy. Nathan, Jules jest gorąca...
- Tak i jestem moja, opanuj się - odpowiedział do dziennikarza.
- Zmierzałem do pytania kto twoim zdaniem wygra.
- Jules jest moim ideałem, ale wszystkie dziewczyny są świetne i ludzie mają różne gusta, więc... Zobaczymy.
- Nathan próbuje być obiektywny, ale wróci do domu i pewnie zacznie głosować - stwierdził Max.
- Wszyscy się nagłosujecie, bo wasze trzy zespołowe pary są nominowane w kategorii najgorętsza para.
Serio?! No litości... czego to nie wymyślą.
Obejrzałam wywiad do końca, kilka minut później przyszły Nare i Kels i poszłyśmy za kulisy. Chłopcy zakładali odsłuchy i wydurniali się przy tym.
- Nathan, podciągnij te spodnie - powiedziałam. Niech sobie je nosi trochę niżej, ale nie całkiem pod tyłkiem.
Popatrzył na mnie i ani nic nie powiedział, ani nie podciągnął spodni. Osz ty cholero. Stanął z boku i zaczął bawić się telefonem. Podeszłam do Martina.
- Włącz kamerę - wyszeptałam. Ukradkiem zrobił to, a Nareesha wyczuła o co chodzi, bo zaczęła zagadywać Sykesa.
Podeszłam do niego od tyłu na paluszkach i bam! Jego spodnie znalazły się w kostkach. Stał zdezorientowany, podczas, gdy wszyscy umierali ze śmiechu. W końcu wciągnął spodnie na swoje szanowne cztery litery.
- Jules... - schował telefon do kieszeni. - Nie żyjesz.
Zaczął mnie gonić w kółko, podczas, gdy ja chowałam się za każdym po kolei.
- Keviiin, powiedz mu, , żeby przestał!  - krzyknęłam.
- Sorry, Jules, on mi płaci - wzruszył ramionami.
- Kupię ci kawę! - schowałam się za nim.
- Młody, po pierwsze to dziewczyna, po drugie podobno chora.
- Jeszcze się zemszczę - pogroził mi palcem. - A teraz chodź tu, bo wychodzę na scenę.
Podeszłam do niego i wpiłam mu się w usta.
- Młody, idziesz na scenę, a nie na drugi koniec świata - Max poklepał go w ramię i popchnął na scenę.
W końcu koncert się zaczął, Nathan co rusz zerkał w moją stronę. Po kilku piosenkach Tom powiedział:
- Teraz specjalna niespodzianka. Nowy cover, pracowaliśmy nad nim, w czasie tournee po Stanach.
- Wiedziałyście? - spytałam Nareeshę i Kelsey, bo mi Nathan nic nie mówił o coverze. One też nie miały pojęcia.
- Teraz dla was Let Me Love You. 
To było... wow. Trzymali to przed nami w tajemnicy, żebyśmy dopiero dzisiaj usłyszały. Nathan zaśpiewał ostatnie zdanie, podbiegł do mnie i szybko pocałował, a publiczność oszalała. The Wanted zaczęli grać "I Found You", a ja uśmiechnęłam się przez ramię do Kelsey i Nareeshy. Tyle że najwidoczniej zrobiłam to za szybko, bo teraz ból był nie do zniesienia. Jęknęłam z bólu i obróciłam się tyłem do sceny, żeby przypadkiem Nath nic nie zauważył.
- Jules... - podeszła do mnie Nareesha.
- Boli... - powiedziałam, a łzy pociekły mi ciurkiem.
- Chodź do garderoby, Kels dzwoń po karetkę - powiedział Kevin.
- Chwila! - stanęłam w miejscu.
- Co?
- Poczekaj aż skończy...
Nathan zaczynał solo, poczekaliśmy do końca i dopiero wtedy poszłam z Kevinem do garderoby i znowu położyłam się na kanapie.
- Karetka już jedzie - powiedziała Kelsey
- Wracaj tam, zanim zorientują się, że coś jest nie tak.

OCZAMI NATHANA

Akurat zaczynaliśmy ostatnią na dzisiaj piosenkę,  "Glad You Came". Spojrzałem już któryś raz za kulisy, martwiłem się o Jules. Ale ona była taka uparta i nigdy nie dała sobie pomóc... Tym razem jednak Jul nie było za kulisami. Stała tylko Nare, a Kelsey akurat skądś wracała. Nareesha nie wiadomo jakby się starała, z jej twarzy można wszystko wyczytać. Nie było też Kevina, wiedziałem, że chodzi o Jules. Zdenerwowany zaśpiewałem piosenkę, ale na Maxa ostatniej części zobaczyłem karetkę podjeżdżającą od tyłu. Wybiegłem ze sceny, bez słowa minąłem dziewczyny i poleciałem do Jules. Dziewczyna zwijała się z bólu na kanapie.
- Jul... - klęknąłem przy niej. - Jules, będzie dobrze...
Chwilę po mnie do garderoby weszli sanitariusze z noszami.
- Proszę się odsunąć - powiedział do mnie jeden z nich.
- Co jej jest? - spytałem.
- Jak ją zbadamy, to będziemy wiedzieć, dlatego proszę się odsunąć.
Chodziłem w kółko, modliłem się, żeby to nie było nic poważnego. Lekarze badali Jules, zadawali jej jakieś pytania. W międzyczasie reszta zespołu przyszła do garderoby, ale wyprosili ich na zewnątrz.
- Zabieramy ją do szpitala - powiedział w końcu jej z sanitariuszy. - Atak wyrostka, trzeba ją operować.
- Ja też jadę.
- Jest pan z rodziny?
- Nie, jestem jej chłopakiem.
- Przykro mi, ale...
- Jej rodzina jest w Polsce, nikogo tu nie ma! - krzyknąłem.
- No dobra - westchnął.
Najpierw wynieśli Jules na noszach, ja wyszedłem na końcu. Przez te kilka minut na korytarzu zrobił się straszny tłum.
- Co z nią? - spytał Tom.
- Wyrostek, jadę z nią do szpitala - powiedziałem szybko.
- Ale którego? - spytał Max.
- Nie mam pojęcia - wzruszyłem ramionami i pobiegłem do karetki po drodze taranując Tomlinsona i Eleanor, krzyknąłem tylko przelotem "sorry".
W karetce usiadłem obok noszy, zadawali jej jeszcze kilka pytań.
- Jak długo panią boli brzuch?
- Kilka dni - odpowiedziała słabo.
- To czemu pani nie poszła do lekarza?
- Myślałam, że to nic wielkiego i samo przejdzie - powiedziała przepraszającym tonem.
- Dobrze, zadam teraz parę pytań pani przyjacielowi, pani niech odpoczywa przed zabiegiem - powiedział sanitariusz, po czym zwrócił się do mnie: - Jej imię i nazwisko.
- Jules Miller. Znaczy Julia... Julia Miller.
- Data urodzenia?
- 13 lipca 1994.
- Grupa krwi?
Zagiął mnie.
- Eeee.. Jules?
- 0 Rh + - uśmiechnęła się lekko do mnie.

Po kilku minutach byliśmy w szpitalu, od razu zabrali Jules na salę operacyjną, ja musiałem czekać na korytarzu. Po jakimś czasie przyjechali Tom, Siva, Jay, Max, Nareesha i Kelsey.
- Co z nią?
- Operują ją - odpowiedziałem stukając nerwowo nogą. - Jak mogłem być taki głupi! - wstałem i walnąłem ręką w ścianę.
- Nathan, to nie twoja wina - powiedziała Kelsey.
- Jess miała atak wyrostka kilka miesięcy temu, powinienem był wiedzieć po objawach!
- Przestań, każdy z nas może się o to obwiniać - powiedziała Naree. - Ciebie nawet tu nie było, a my tak. Siedzieliśmy z nią, opiekowałam się nią i nawet nie przeszło mi to przez myśl. Jeszcze faszerowałam ją tabletkami...
- Chciałaś dobrze - uśmiechnąłem się.
Po jakimś czasie lekarz wyszedł z sali operacyjnej.
- Panie Sykes?
- Tak? - podniosłem się szybko z krzesła.
- Stan pani Miller był bardzo ciężki, dlatego wprowadziliśmy ją w stan narkozy, ale już wszystko dobrze, operacja przebiegła bez komplikacji - powiedział znudzonym tonem.
- Mogę ją zobaczyć?
- Jeszcze jest pod wpływem narkozy, będzie można z nią porozmawiać dopiero jutro rano.
- Tylko na minutkę... - spojrzałem na niego błagalnie.
- Sala 205 - wywrócił oczami i poszedł w drugą stronę.
Nie patrząc na resztę rzuciłem się w kierunku sali. Jules leżała tam taka blada... Z wenflonem w ręce. Podszedłem bliżej i usiadłem przy łóżku. Pogłaskałem ją po policzku.
- Napędziłaś mi stracha - powiedziałem. Trochę to głupie, bo ona śpi.
Po chwili przez drzwi zajrzała Nareesha.
- Lekarz zobaczył nas na korytarzu i powiedział, że za dwie minuty tu przyjdzie i ma ciebie nie być. Chodź, przyjdziesz rano.
Pocałowałem Jules w policzek i wyszedłem. Bez słowa zjechaliśmy windą na dół, a tam... oczywiście. Paparazzi.
- Dzisiaj nic do nich nie gadaj, jutro też tu będą, jak będziesz chciał, to powiesz, co się dzieje - powiedział Max i poklepał mnie po plecach... Pierwsi wyszli Tom i Kelsey, potem Siva i Nareesha, na końcu ja z Maxem i Jayem.
- Co z Jules?
- Czy to prawda, że jest w ciąży?
To tak, jeszcze czego. Nic nie odpowiedziałem, wsiadłem z resztą do samochodu i pojechaliśmy do domu.
*Jak słuchałam pierwszy raz tej piosenki, to normalnie miałam przed oczami ta scenę. Tylko oczywiście w mojej głowie, wyglądała ona lepiej niż tu opisałam -.- PS Robiłam wtedy matmę, więc widać, jak bardzo byłam skupiona :P.
 
Pewnie zrobiłam z tego medyczne science fiction, ale nie miałam wyrostka, ani nikt z moich bliskich i znajomych też nie, więc przepraszam, jeżeli wyszedł mi Matrix. Za długi Matrix.

czwartek, 17 stycznia 2013

30. Nie mam pomysłu na tytuł, więc go nie ma.

Znowu dzwonił telefon. Odruchowo miałam odrzucić, bo myślałam, że to Nathan, ale spojrzałam na wyświetlacz. Jess.
- Hej, mały Sykes - odebrałam.
- Cześć, przyszły Sykes - odpowiedziała.
- Tsaaa...
- Właśnie zgarnęłam mega opieprz od większego Sykesa, dlatego muszę to naprostować...
- Jess, widziałam to zdjęcie...
- No właśnie o to chodzi, że nic nie widziałaś! A więc to było tak: Nath przyjechał w sobotę, no i Dionne już wtedy była. Jakby powiedział, że przyjedzie, to powiedziałabym jej, , żeby przyjechała kiedy indziej, bo wiem, że lepi się do Nathana. No ale było za późno. Lubię ją, ale no wiesz... Że Nath to Nath, to udaje, że nic nie widzi, to wyszedł z nią na kawę i do sklepu, no i zrobili im to zdjęcie, Tobie z Maxem i wyszła ta plota, swoją drogą super ich zagięłaś, ale wracając - Jess wpadła w taki słowotok, że nawet nie próbowałam jej przerywać. - wieczorem oglądaliśmy film w salonie na kanapie. Było późno i zasnęliśmy, mama nas nie budziła tylko nakryła kocami. Rano się obudziłam, bo Nathan praktycznie na mnie siedział,  chyba nawet we śnie odsuwał się od Dionne, w sumie mu się nie dziwię, bo ona leżała na jego ręce i chyba dopływu krwi nie miał. W sumie to wyglądali trochę komicznie, dlatego wstałam i zrobiłam im zdjęcie i wtedy pusta głowa Natha przechyliła się w jej stronę, dlatego to wyglądało,  tak jak wyglądało - skończyła i wzięła głęboki wdech i wydech.
- Znowu wyszłam na kretynkę - lekko stuknęłam głową w ścianę.
- Gdzie tam, zazdrosna jesteś. W sumie, jak już darł się na mnie za to zdjęcie, to chyba się tym trochę jarał, jak zareagowałaś.
- Czemu mnie to nie dziwi, to takie... Nathanowe - wywróciłam oczami. - Dzięki, Jess, muszę do niego zadzwonić, chociaż nie wiem, czy odbierze, skoro odrzuciłam jakieś 5 milionów jego połączeń.
- Odbierze, odbierze, od kogo jak od kogo, ale od ciebie to pewno.
Rozłączyłam się i zadzwoniłam do Natha. Odrzucił. No chyba ci się kolego przyciski pomyliły. Drugi raz to samo. I trzeci. Niech się wali. Popatrzyłam na zegarek. 19:10. Niby jeszcze nie ma mojej zmiany, ale nie mam, co robić. Zeszłam na dół.
- Eva, możesz iść, zastąpię cię.
- Serio?
- Tak, nie mam co robić. Zadzwoń sobie do Jaya czy coś... Właśnie, gdzie on jest?
- Pojechał gdzieś na chwilę. Dzięki - uściskała mnie. Wtedy drzwi do pubu otworzyły się i do środka weszli Jay i... Nathan.
- Ty - pokazał na mnie palcem - na górę.
- Pojebało cię?
Złapał mnie za rękę i pociągnął na górę.
- No to tego... gadałam z Jess. Przepraszam, czy coś - odezwałam się, jak już byliśmy u mnie.
- Oj Jules, Jules... - przytulił mnie. - Przecież wiesz, że zależy mi tylko na tobie. I w ogóle,  Dionne? Serio?
- Oj no bo...
- Nie no lubię ją, ale trochę mnie przeraża.
Zaśmiałam się.
- Czy ty masz gorączkę? - spytał.
- No tak trochę - stwierdziłam, że nie ma sensu mówić mu o tym, że brzuch mnie boli niemiłosiernie.
- To chyba powinnaś leżeć?
- Chyba nie sądzę, bo muszę dzisiaj pracować, żeby jutro móc iść na koncert.
- Dziewczyno... - westchnął.
- Nie mądruj się, bo nie mam czasu - cmoknęłam go w nos i wyszłam z pokoju.
- O, jesteś już, myślałam, że się rozmyśliłaś - powiedziała Eva, jak byłam na dole - a fajnie byłoby skończyć wcześniej skoro jutro pracuję.
- Co?! - krzyknęłam. - Jutro jest koncert...
- Wiem, ale Liz miała zarezerwowane wolne od dawna, bo są któreś tam urodziny jej babci. A Dave nie może zostać sam.
- Oj Eva... Coś wymyślimy...
- Przestań, obejrzę w telewizji koncert - wskazała głową na wielką plazmę. - Poza tym stwierdziliśmy z Jayem, że tak będzie lepiej, to za wcześnie, żeby wszystkie gazety o mnie wiedziały.
- Poza tym to wciąż wasze pięć minut - dodał Jay. - Dopóki Nathles jest na topie,  korzystajcie z tego. Wydajcie jakieś koszulki z waszym zdjęciem czy coś.
- Bardzo śmieszne - odpowiedziałam. - Dobra, spadać mi stąd, chcę pracować.
- Tak, lecimy, mieliśmy odebrać Toma i Kelsey z lotniska -  Nathan. pchnął ich lekko w stronę wyjścia. - Musimy obmyśleć, co gramy. Jutro do ciebie zadzwonię - pocałował mnie ciut za długo, żeby powiedzieć, że to było przelotne.
Ciężko mi się pracowało, brzuch ciągle mi dokuczał. Myślałam, że to jakaś grypa jelitowa albo żołądkowa, ale nie wymiotowałam ani nic... Ruch był mały, więc większość czasu siedziałam na twitterze w telefonie. Wszyscy ci ludzie są tacy mili, to takie dziwne, że tyle osób prosi o zwykłe przesłanie dalej, zwłaszcza, że nie zrobiłam nic niezwykłego. Nie jestem projektantką butów, tancerką, aktorką, piosenkarką, modelką... A mimo to, tyle osób prosi mnie o follow...
Krótko po północy Liz powiedziała mi, żebym szła na górę i wyspała się, bo wyglądam jak śmierć. Obudziłam się zapuchnięta, z worami pod oczami. Zadzwoniłam do Sykesa.
- Nathan, nigdzie nie idę - powiedziałam bez zbędnych wstępów.
- Czemu?
- Bo wyglądam jak śmierć.
- Jul, przest...
- Nie przestanę! Jak mam iść za kulisy, gdzie będzie Cher Lloyd, o mój Boże Cheryl Cole i nie wiadomo kto jeszcze, jak wyglądam jak śmierć?!
- Naprawdę cię tam dzisiaj potrzebuję. Mamy makijażystkę, załatwi cię tak, że nawet ty nie zauważysz, że jesteś chora.
- No dobra - westchnęłam.
- Świetnie. Nareesha przyjedzie po ciebie za godzinę, spotkamy się na miejscu. O Właśnie, organizator nawalił czy coś zmienił, koncert nie jest na Arenie ale w Hyde Parku.
- Ale już? Jeszcze nie ma jedenastej.
- Czy ty myślisz, że wystarczy przyjechać 20 minut wcześniej? Zresztą o nic się ciebie nie pytam, masz być gotowa. Paaaa.
Rozłączył się. Tak po prostu.
Naree przyjechała z zegarkiem w ręku godzinę później i przywiozła ze sobą Kelsey. Dziewczyny pomogły mi wybrać ciuchy i znaleźć okulary, bo wychodziłam nieumalowana i wyglądałam jakbym nie miała rzęs.
- W sumie to z tą czapką wyglądasz jak damska wersja Sykesa - powiedziała Kels.
- A to dobrze czy źle? - spytałam.
- Tak długo jak ze sobą jesteście - dobrze.
- Wszystko fajnie, ale będzie mi gorąco w głowę.
- Potem ją zdejmiesz, ale miej ją na głowie, zrobisz wam dobry PR mając na sobie sykesowy element ubioru - powiedziała Nareesha. - Chodźcie już.
Pojechałyśmy pod Hyde Park, po drodze Kelsey zadzwoniła do Toma. Kevin czekał na nas z przepustkami.
- Jules, wiesz, że nie ma słońca? - wskazał na okulary na moim nosie.
- Wiesz, że nie mam make upu? - wzięłam swoją przepustkę i poszłam do środka. Mijałam kolejne garderoby: Lawson, Cher Lloyd, Girls Aloud, One Direction, will.i.am, Cheryl Cole... Chwila, dopiero było. Tak, będzie występowała solo! Idę dalej i w końcu widzę "The WANTED". Wchodzę bez pukania.
- Julie, wiesz, że nie ma słońca?  - spytał Max, jak weszłam.
- Nie mam make upu i jestem chora, nie denerwuj mnie!
- Jestem Tess, zajmę się tobą - podeszła do mnie niska brunetka.
- Jules, miło mi - uścisnęłyśmy ręce i Tess poprowadziła mnie w kierunku fotela i lustra.
- Zrobię ci pełny makijaż, będzie sie trzymał kilka godzin, tylko musisz pamiętać, żeby dokładnie go zmyć. Nawet ty nie zauważysz, że jesteś chora - mówiła w trakcie.
Po pół godziny skończyła. Miała rację. Nawet ja patrząc na mnie przez moment zapomniałam, że jestem chora.
- Już można do ciebie podejść bez obawy o życie? - spytał Nath.
- Tak, teraz tak - uśmiechnęłam się.
- W samą porę, bo mamy próbę dźwięku.
Wszyscy wyszliśmy i długim korytarzem dotarliśmy do sceny.
- Wow, więc tak to wyglada z drugiej strony - powiedziałam oszołomiona. Od samego stania można poczuć sie gwiazdą rocka.
Siadłam z boku, The Wanted zagrali trzy piosenki, tylko po to, żeby sprawdzić sprzęt i szybko zrobić miejsce następnemu wykonawcy do próby. Tym wykonawcą okazała się Cher Lloyd. Chłopcy juz wrócili do garderoby, tylko Nathan zbierał swoje rzeczy po całej scenie, na którą weszła Cher.
- Cześć,  Lloyd - powiedział Sykes.
- Siema, Sykes, gdzie reszta The Wanted?
- W garderobie, ja szukałem telefonu - pomachał jej swoim iPhonem.
Ja stałam kawałek dalej i udawałam ostro zajętą telefonem, tak naprawdę perfidnie podsłuchiwałam.
- Gdzie dziewczynę zgubiłeś? - spytała Cher.
- A gdzieś tu była - Nathan rozejrzał się wokół. - Jules, cho no tu!
Schowałam telefon do kieszeni i podeszłam do nich.
- Jules to Cher Lloyd, Cher to Jules - przedstawił nas.
- Miło mi - dziewczyna uśmiechnęła się.
- Mi również - odwzajemniłam uśmiech.
- Wiecie co? - powiedziała. - Dawno nie miałam zdjęcia z żadnym wantedowym chłopakiem. Scott! - zawołała jakiegoś chłopaka. - Bądź tak miły i zrób nam zdjęcie - wyciągnęła z kieszeni telefon. - Cholera, bateria padła.
- Mój działa - podałam telefon chłopakowi.
- No to smile! - powiedziała Cher, na moment zamarliśmy w bezruchu. - Nathan, zamień się, teraz ja chcę być w środku - zamienili się z Nathem.
- To ja też chcę być w środku - zamieniłam się miejscem z Cher.
Pożegnaliśmy się i poszłam z Nathanem do garderoby.
- O mój Boże, o mój Boże, poznałam Cher Lloyd! - zaczęłam biegać w kółko i skakać.
- Czemu nie skakałaś w kółko krzycząc "poznałam The Wanted!", kiedy nas poznałaś? - spytał Tom.
- Bo Nathan zrobił złe pierwsze wrażenie - wzruszyłam ramionami.
- Co? - oburzył się.
- Spytałeś w pubie, kogo trzeba przelecieć, żeby dostać piwo, a potem powiedziałeś do mnie "mała".
- Ty powiedziałaś, że nie wyglądam na gwiazdę! Przecież na kilometr widać, że jestem sławny! - obraził się na niby.
- Miałeś na głowie beanie w połowie czerwca! Kto normalny tak robi?!
Wszyscy spojrzeli na moją głowę.
- Ja to co innego - powiedziałam. - Jestem chora - założyłam ręce.
- Chodź się przejść - Nathan wyciągnął mnie za rękę.
- Gdzie idziemy? - spytałam, jak już wyszliśmy z garderoby.
- Nigdzie. Będziemy się kręcić w kółko, czekając na kogoś sławnego, żebyś mogła zrobić sobie zdjęcie.
- Serio? - spojrzałam na niego z miną 'wtf?'. - O mój Boże... - szeptałam.
Nathan obrócił się, bo patrzyłam gdzieś za nim.
- Cheryl Cole? - wyszeptał.
Pokiwałam głową. Pociągnął mnie za rękę.
- Cześć, Cheryl - powiedział od tak sobie, jakby gadał z koleżanką.
- Cześć, Nathan - uśmiechnęła się. - Już po próbie?
- Tak, Cher teraz próbuje. A to - pokazał na mnie - jest Jules. Bardzo chciała Cię poznać.
Miałam nogi jak z waty, przysięgam. Nerwy przed pokazem Nareeshy to bylo nic w porównaniu z tym.
- Hej, Jules, widziałam Cię ostatnio w telewizji. I jakiejś gazecie. I gdzieś jesteś nominowana jako najgorętsza dziewczyna gwiazdy.
- Naprawdę?  Powinni zobaczyć mnie dzisiaj rano - mruknęłam. - Mniejsza o to. Tak bardzo chciałam cię poznać,  ja... ja... - nie mogłam się wysłowić.
- Już już dobrze - podeszła i przytuliła mnie (!). - Ojej, Julie, masz gorączkę?
- Tak, przepraszam - zrobiłam krok w tył. - Nie chcę cię zarazić.
- Mniejsza o to - machnęła ręką. - Powinnaś leżeć w łóżku, a on - wskazała na Natha - powinien przynosić ci herbatę!
- Wiem, ale uparłam się, że chcę iść - to Nathan mnie namawiał, ale nie chciałam kopać pod nim dołków.
- Rozumiem - uśmiechnęła się. - Przepraszam was, ale muszę już lecieć. Jules, chcę ci tylko powiedzieć, że masz wspaniały akcent.
- Naprawdę? - zdziwiłam się. - Dla mnie jest bezosobowy. Ani amerykański, ani brytyjski, ani perfidnie polski...
- Jest oryginalny! I dlatego jest taki wspaniały.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Cheryl Cole powiedziała, że mam wspaniały akcent. Teraz mogę umrzeć. - Mogę mieć jeszcze jedną prośbę? Zdjęcie?
- Oczywiście.
Stanęłyśmy obok siebie, Nathan zrobił zdjęcie i Cheryl poszła do garderoby Girls Aloud.
- Nathan! - przytuliłam go. -  To jest chyba jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu!
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa - powiedział. - Wiem, że jesteś chora i nie chcesz mnie zarazić i tak dalej, ale może chociaż mały całus za to, że uczyniłem ten dzień najpiękniejszym w twoim życiu? - spojrzał na mnie z miną zbitego psa.
Uśmiechnęłam się i wpiłam w jego usta, delikatnie je rozsunęłam i wsunęłam swój język. On zrobił to samo. Całowaliśmy się tak dłuższą chwilę na środku korytarza, aż jedne z drzwi otworzyły się.
- Sykes, no nie na środku przejścia - odezwał się ktoś.
Nathan odwrócił głowę w kierunku, z którego dochodził głos.
- Siema, Andy - uśmiechnął się. - Jules, to jest Andy z Lawson. Andy, to Jules.
- Hej - pomachałam mu.
- Cześć, najgorętsza dziewczyna gwiazdy, tak?
- Litości - wywróciłam oczami.
Chłopcy zaśmiali się.
- The Wanted nie wychodzą? - spytał Andy.
- Gdzie? - zdziwił się Nathan.
- No, oficjalne otwarcie. Z dywanem i ścianką dla fotoreporterów.
- Szlag... Nie no, już idziemy.
Poszliśmy do garderoby, Nathan poinformował chłopaków o przykrym fakcie istnienia ścianki dla reporterów.
- Jules... - powiedziała Nareesha czytając gazetę. - Jesteś nominowana jako...
- Najgorętsza dziewczyna gwiazdy - wywróciłam oczami. - Pokaż mi to.
Wzięłam od niej magazyn, w międzyczasie Nathan złapał kamerę i zaczął mnie nagrywać.
- Co tam masz, Jules? - spytał.
- Tak więc mam swoją pierwszą nominację. Jako, cytuję, najgorętsza dziewczyna gwiazdy - spojrzałam w kamerę z miną "bitch, please". - Ani ja nie jestem gorąca, ani ty - wskazałam na Natha - nie jesteś gwiazdą.
- Jules!
- Oj żartuję. Jesteś gwiazdą. Poza tym, ten ranking jest bardzo interesujący, bo jestem w nim ja oraz są Nareesha, Kelsey i trzy dziewczyny chłopaków z One Direction. To powinno się nazywać "najgorętsza dziewczyna chłopaka z boybandu" - wywróciłam oczami. - Tak więc, powinniście chyba iść na ściankę.
- Niestety... - Nathan wyłączył kamerę. - To będzie twój debiut w Wanted Wednesday, cieszysz się? - spytał.
- Ani mi się waż - zagroziłam mu palcem.
Złapał mnie za niego, pozostałe cztery splótł ze swoimi i poszliśmy na oficjalne otwarcie...
 
 
Dobra, zmieniła mi się koncepcja. Szpital będzie dopiero w następnym rozdziale :P.
So basically, myślę nad nowym blogiem. Uprzedzam, że nie będzie całkiem o The Wanted, znaczy pojawią się, ale później, mam nadzieję, że będziecie czytać opowiadanie nie poświęcone w 100% TW :) Ale! Do czego zmierzam. Waham się nad imieniem dla głównej bohaterki. Nie mogę się zdecydować czy Emma czy Sarah, więc piszcie w komentarzach, które waszym zdaniem lepsze, oraz wasze propozycje imion. Propozycje nazwisk też mile widziane :)

sobota, 12 stycznia 2013

29. '...we started this fight'

Obudził mnie potworny ból brzucha. Do tego chyba brała mnie gorączka. Nie lubię łykać tabletek, ale nie było innej rady. Spojrzałam na zegarek. Siódma... Świetnie jak na kogoś, kto skończył pracę o drugiej. Zeszłam na dół, zjadłam kanapkę, połknęłam tabletkę i położyłam się z powrotem. Drugi raz obudził mnie telefon. Zaspana spojrzałam na wyświetlacz. Nathan.
- Halo?
- Ty śpisz!?
- Niektórzy w nocy pracowali, do tego przeżyli najgorszy dzień pracy, cały wieczór towarzyszyło mi One Direction.
- Tak, słyszałem... Co się działo?
- Przyszli, wypili po parę piw, Eleanor zjadła frytki i nawet przeprosiła mnie za to, co się stało.
- Woow, niesamowite - sarkastyczny Nathan... - Wiesz w ogóle, która jest godzina?
Spojrzałam na zegarek.
- Piętnasta?! - zerwałam się szybko, byłam przecież umówiona z Sivą i Nareeshą. Zaraz poczułam, że to był błąd. Brzuch bolał mniej, ale chyba łapała mnie gorączka. - Auć - jęknęłam.
- Co się dzieje?
- Nic. Za szybko się podniosłam - skłamałam. Nie chciałam, żeby się denerwował czy martwił.
- Uważaj na siebie i spróbuj się na zabić do jutra, dobra?
- Postaram się.
Porozmawialiśmy chwilę, wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam do kuchni poszukać termometru. 37,5. Nie jest tak źle. Cichaczem wzięłam tabletkę i poszłam na górę zobaczyć do Evy. Ubrania leżały porozwalane wszędzie. Na łóżku, pod łóżkiem, na krześle, na stole, na drzwiach od szafy.
- To dziś ten wielki dzień, huh? - zagadałam, odgarniając ciuchy, żeby usiąść na łóżku.
- Nie. Mam. Co. Na. Siebie. Włożyć!
- Nie martw się. Jay lubi cię niezależnie od tego, co na sobie masz - uśmiechnęłam.
- O mój Boże - Eva wcześniej była w łazience, dopiero teraz mnie zobaczyła. - Czy ty widziałaś dzisiaj siebie w lustrze?
- Jakaś ty miła. Coś mnie bierze. Niby wzięłam tabletkę, ale chyba muszę odwołać wieczór z Sivą i Nareeshą. Idę do nich zadzwonić - ruszyłam do drzwi
- Czekaj! Pomóż mi!
- Nie. Będę taka miła, jak ty - pokazałam jej język i poszłam do swojego pokoju.
Zadzwoniłam do Nareeshy.
- Hej, źle się czuję, chyba nie przyjdę do was - powiedziałam.
- O jej, co się dzieje? - spytała z troską.
- Chyba bierze mnie gorączka i trochę brzuch mnie boli.
Chwila ciszy w słuchawce.
- Jules, a może przyjedziesz tutaj, będziesz miała spokój, położysz się u Natha w pokoju, albo w salonie i obejrzymy film czy coś? Eva wychodzi, a u nas nie będziesz siedziała sama, co ty na to? - zaproponowała.
- No dobra - odpowiedziałam. W sumie to nie był zły pomysł i tliła się we mnie nadzieja, że Nareesha trochę mnie poniańczy.
- Świetnie, Siva przyjedzie po ciebie niedługo.
Wzięłam jeszcze raz prysznic, bo przez tabletki i gorączkę strasznie się pociłam, wysuszyłam włosy, spakowałam ciuchy na jutro, pidżamy oczywiście nie wzięłam, bo po co, jak są Nathana koszulki. Zeszłam na dół, zjadłam kanapkę i przyjechał Siva.
- Hej, Seev - uśmiechnęłam się.
- Hej, Jules - wyszczerzył swoje białe zęby.
Poszliśmy do auta i po chwili byliśmy na miejscu.
- Cześć słońce - przytuliła mnie Nareesha. - Masz już gotowe leżowisko.
Poszłam do salonu, na kanapie czekał na mnie koc i poduszki.
- Oj, Naree, nie trzeba było.
- Kładź się, zaraz przyniosę ci kakao - nakazała.
- Jesteś moim aniołem - uśmiechnęłam się.
Rzuciłam się na kanapę, Nareesha i Siva przynieśli kakao i coś do jedzenia. Graliśmy w Monopoly, Naree wygrała, ale w końcy biznes to w pewnym sensie jej konik, obejrzeliśmy jakieś filmy, w międzyczasie zadzwonił Nathan.
- Naprawdę nie masz nic lepszego do roboty? - odebrałam.
- Nie. A ty co robisz?
- Oglądam film z Nareeshą i Sivą i nam przeszkadasz - uśmiechnęłam się do nich.
- Ale brzmisz jakoś niewyraźnie...
- Bo jestem chora.
- Co ci jest? - normalnie przez telefon poznałam, że nagle podniósł się z kanapy.
- Oj nic, lekkie przeziębienie - wywróciłam oczami.
- Daj mi Nareeshę.
Podałam telefon zdziwionej dziewczynie.
- Hej BabyNath... Tak... tak, leży sobie pod kocem na kanapie... tak opiekujemy się nią... co ty, zdurniałeś, Siva po nią pojechał... nie kombinuj... Natha... masz pociąg rano, to przyjedziesz rano... i co, jak przyjedziesz, to nagle ozdrowieje?... na koncert będzie jak nowonarodzona... Dobra, weź się... to przeziębienie debilu, od tego sie nie umiera... a weź sie... no Cześć.
Nareesha rozłączyła się, a ja i Siva wybuchliśmy śmiechem.
- Będzie mi tu się plątał nie wiadomo na co... - wzruszyła ramionami i oddała mi telefon. Wróciliśmy do oglądania filmu, gdy skończyliśmy Nareesha i Siva włączyli następny, a ja poszłam spać do pokoju Natha. Po drodze w lazience zmyłam makijaż i umyłam zęby. Założyłam koszulkę Nathana i położyłam się spać. Prawie usnęłam, nagle do pokoju wpadła Naree.
- Zapomniałam dać ci tabletki. Przeciwgorączkowe i witaminy.
Połknęłam pastylki, popiłam wodą i zasnęłam.

***
Przeciągnęłam sie leniwie na łóżku,  otworzyłam oczy, sięgnęłam po telefon. Dwunasta. Ja to mam spanie. Ubrałam swoje dżinsy i zeszłam na dół. Czułam sie paskudnie i bardziej bolał mnie brzuch.
- Hej, Jay.
- Cześć Jules - powiedział wgryzając się w kanapkę. - Wiesz... nie zrozum mnie źle, ale widać, że masz gorączkę.
- Zdaję sobie z tego sprawę - odpowiedziałam. - Gdzie Siva i Nareesha?
- Poszli do sklepu po coś do jedzenia.
- To ja idę pod prysznic.
Wróciłam na górę, wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Powoli wzięłam gorącą kąpiel, przebrałam się w świeże ciuchy i pomalowałam. Dobra, teraz wyglądam jak człowiek. Znowu zeszłam na dół. Siva i Naree wrócili ze sklepu, na stole już stało gotowe śniadanie. Dziewczyna zrobiła omlety. Siedzieliśmy w czwórkę i jedliśmy, aż drzwi do domu otworzyły się i do kuchni wszedł Nathan.
- Nath! - krzyknęłam  i podbiegłam do niego.
- Jules... - przytulił mnie mocno. Po chwili odsunął sie i spojrzał na mnie. - Z oka nie można cię spuścić, bo zaraz się pochorujesz.
- Pff... - odsunęłam się od niego i wróciłam do jedzenia.
Sykes przywitał sie ze wszystkimi i poszedł zanieść torbę na górę. Po śniadaniu włożyłam naczynia do zmywarki i poszłam do niego.
- Muszę przebrać twoją pościel - powiedziałam, gdy weszłam do pokoju. - Ale to później- podeszłam do niego.
Uśmiechnął się i pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek, ale szybko się odsunęłam.
- Mogłabym cię zarazić, a jutro macie koncert - stwierdziłam.
- Osobiście uważam, że są większe problemy na świecie - przyciągnął mnie z powrotem i wpił się w moje wargi. Wsunął ręce pod moją bluzkę i zaczął błądzić nimi po moich plecach. I w okolicach stanika...
- Nathan... - mruknęłam. - Po pierwsze dom jest pełny. Po drugie naprawdę źle sie czuję, więc na razie nic z tego - poklepałam go w ramię i ruszyłam w stronę łóżka, żeby przebrać posciel.
- Babo, daj sobie spokój z tą pościelą - wywrócił oczami.
- Przynieś mi lepiej czystą, po prostu daj to zrobić i tyle.
Nathan westchnął, po chwili wrócił z nową pościelą.
- I po co tyle jęków i stęków? Już po robocie - wzięłam brudne rzeczy, zaniosłam na dół do pralni, po drodze zahaczyłam o kuchnię, wzięłam colę i chipsy.
- Oglądamy film? - spytałam Natha.
- Spoko - podszedł do telewizora,  a ja rozsiadłam się na łóżku.
- Chcesz jutro przepustkę za kulisy?
- Pewnie! - podskoczyłam na łóżku.
- No to jedziesz rano razem z nami na próbę - stwierdził.
- Ile piosenek śpiewacie?
- Z pięć - wzruszył ramionami.
- Tylko?! - pięć piosenek na koncert to trochę mało.
- Jules... To jest koncert specjalny, występujemy nie tylko my. Cher Lloyd, chyba Girls Aloud, One Direction oczywiście... co ty plakatów nie widziałaś?
- Nie, Sorry, byłam zbyt zajęta zdradzaniem Cię z Maxem - wywróciłam oczami. - To co będziecie grać?
- No co, to co zawsze: I Found You, Glad You Came, Chasing The Sun, All Time Low moze... Może jakiś cover. Dobra, cicho film leci.
Położył się koło mnie i objął ręką,  wziął kosmyk moich włosów i zaczął się nim bawić.
- Tęskniłem za tobą - pocałował mnie w czoło.
- Ja za tobą też - przytuliłam go jeszcze mocniej. - No to co robiłeś w Gloucester?
- A co miałem robić... Posiedziałem z rodziną, spotkałem się ze znajomymi,  pogadałem z Jess...
- A tego - przygryzłam wargę i niby od niechcienia spytałam: - Z Dionne długo się znasz?
- Parę lat, chodziliśmy razem do szkoły.
Dobra, wiem, że wzruszyłam ramionami, kiedy pojawiła się ta plotka Nathan-Dionne i ja-Max, ale to nie znaczy, że nie dręczyło mnie to gdzieś w środku.
- No ale mieszka w Londynie, no nie?
- Taaa. Te twoje pytania gdzieś zmierzają czy po prostu nie chce ci się oglądać filmu?
- Nie no tak tylko... ciekawi mnie co robiła w Gloucester...
- Ona i Jess są znajomymi, młoda zaprosiła ją na weekend, zanim ja stwierdziłem,  że przyjadę.
- yhym...
- Wróciła do Londynu w poniedziałek rano, jeśli chcesz wiedzieć.
- Czy ja coś mówię?  Tylko pytam.
- Chyba przesłuchujesz - mruknął Nathan.
- Mogę się w ogóle nie odzywać,  jak masz z tym problem...
- Nie o to chodzi - westchnął. - Dobra, co jeszcze chcesz wiedzieć?
- Nic. Oglądam film.
W tym momencie przyszła do niego wiadomość.
- Masz bliżej, zobaczysz kto to? - spytał. Sięgnęłam po telefon.
- Jess.
-Zobacz, co chce - sam był zbyt zajęty chipsami.
- To zdjęcie... - urwałam, bo obrazek się załadował. - umm... Twoje i Dionne.
Podałam mu telefon. Na zdjęciu byl on i Dionne. Jak śpią na kanapie w salonie u rodziców Natha.
- Jules, to nie tak...
- Nieważne. Słuchaj, muszę iść, dzisiaj pracuję.
Wstałam z łóżka. Nathan zeskoczył zaraz za mną.
- Jules, oglądaliśmy film i zasnęliśmy. Tyle. Nie rób z tego jakiejś tragedii - łaził za mną po pokoju, kiedy zbierałam swoje rzeczy.
- A czy ja o coś pytam? Rób, co chcesz. Pa - musnęłam go w policzek i zeszłam na dół. Reszta siedziała w salonie.
- Idziesz już? - spytał Jay.
- Tak. Pracuję dzisiaj.
- A tego... Eva też? - spytał niby od niechcenia.  Ach, słodki Jay.
- Nie wiem, ona chyba do dwudziestej - uśmiechnęłam się.
- To może pójdę z tobą, posiedzę chwilę, poczekam na nią.
- Spoko.
- Chwila! Jay nie pójdziesz, tylko pojedziesz. Ona jest chora - powiedziała Nareesha.
- Poczekaj chwilę, wezmę kluczyki - poszedł na górę,  na schodach minął się z Nathanem.
Usiadł na fotelu i próbował złapać ze mną kontakt wzrokowy, ale ja usilnie skupiałam się na telewizorze. Max patrzył to na mnie to na Sykesa. Już się zczaił, że coś nie gra. Jay zszedł na dół i pojechaliśmy do pubu. Spytałam go jak było wczoraj na randce z Evą, rozgadał się na dobre, więc ja mogłam milczeć. Na miejscu tylko machnęłam jej ręką i poszłam do siebie, cały czas odrzucając połączenia od Natha...


Boże,  jakie to beznadziejne... Przepraszam.  Nie dość, że tyle czekaliscie,  to taki beznadziejny jest... w następnym wprowadzę trochę napięcia, mogę wam powiedzieć, że skończy się w szpitalu... powiało grozą? :P 
Jeśli jeszcze kogoś mialam na twitterze powiadamiać o rozdziale a tego nie zrobiłam, niech napisze w komentarzu, poprawię się ;)