niedziela, 30 grudnia 2012

28. Za dużo 1D w fanficu o TW.

Następnego dnia odprowadziłam Nathana na pociąg do Gloucester. Ledwie wsiadł do pociągu, zadzwonił mój telefon.
- Hej, Max - odebrałam.
- Jesteś wolna jutro?
- No wiesz ty co, Nathan jeszcze dobrze nie odjechał do domu, a ty już usuwasz "than" z Mathanles? - udałam oburzenie.
- Nie ma czasu do stracenia. Ale tak serio, moja mama ma za dwa dni urodziny, a ja nie mam pojęcia, co jej kupić. Pomożesz mi?
- Pewnie, przyjdź jutro do pubu i pójdziemy kupić jej coś ładnego.
- Jesteś moim bohaterem!
- Nie ma sprawy, do jutra - zaśmiałam się.
Ledwie schowałam telefon do torby, znowu zadzwonił.
- Tęsknię już za tobą - odezwał się głos w słuchawce.
- Serio? Będziesz siedział non stop na telefonie siedział?
- Tak - odpowiedział Nathan.
- Nie, nie, nie. Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty?
- Co chcesz robić beze mnie? - spytał z udawanym wyrzutem.
- Chociażby idę jutro na zakupy z Maxem po prezent dla jego mamy, zamierzam wypracować tyle godzin, ile wlezie...
- Tylko żebyś nie przesadziła i nie pracowała codziennie na nocnej zmianie.
- No dobra - westchnęłam i coś, a raczej ktoś, przykuł moją uwagę. - O nie...
- Co jest?
- Louis. I jeszcze jeden koleś z One Direction. Ten z fryzurą jak lody włoskie.
- Może cię nie zauważą. A nawet jeśli, to udawaj, że ty ich nie widzisz.
- Za późno - odpowiedziałam. 2/5 1D ruszyły w moim kierunku. - Dobra, oddzwoń do mnie za chwilę - rozłączyłam się.
- No proszę, proszę... - zaczął Tomlinson.
- Gdzie zgubiłeś Eleanor?
- Zaraz przyjeżdża jej pociąg z Manchesteru. Gdzie Sykes?
- Stęskniłeś się? Czy tęsknisz za limem pod okiem?
Nawet się zaśmiał.
- Nawiązuję rozmowę. To ludzie robią, jak spotykają się przypadkiem.
- Och... Miło nawiązywało się rozmowę, ale nie mam czasu. Pozdrów Eleanor.
Spojrzałam na drugiego chłopaka.
- Miło było cię nie poznać, dzięki manierom twojego kolegi.
Wyminęłam ich i wyszłam z budynku dworca. Zadzwonił telefon.
- Żyję - odebrałam.
- Gadali coś?
- Ta, pytał gdzie jesteś, przeprowadziłam rozmowę na poziomie piętnastolatki.
- Co on w ogóle tam robił...
- Eleanor wraca z Manchesteru.
Streściłam mu krótką wymianę zdań, on uprzedził mnie, że wychodzi wieczorem ze znajomymi, żebym nie dowiedziała się o tym z artykułu.

***
Max przyszedł po mnie następnego dnia po południu.
- Będziesz miał coś przeciwko, jeśli będę trochę wyższa od ciebie? - spytałam. - Jakaś taka pogoda dzisiaj, pomyślałam, że założę te botki od Nareeshy, a one są wysokie...
- Rób, co chcesz, tylko chodźmy już - wywrócił oczami.
Poszliśmy do centrum i po wielu godzinach w końcu znaleźliśmy piękne perfumy.
- Dzięki, Jules, w nagrodę porywam cię do Starbucksa - przytulił mnie, cmoknął w czoło i pociągnął do kawiarni.
Wróciłam do pubu i pracowałam do zamknięcia. Następnego dnia koło południa siedziałam z Evą w dresach na moim łóżku i jadłyśmy lody.
- Masz wiadomość na twitterze - powiedziała.
- Od kogo?
Eva nic nie odpowiedziała, więc spojrzałam na nią wyczekująco.
- Louis Tomlinson. Ale jest tylko link.
Otworzyłam adres. Strona plotkarska, mogłam się domyślić.
O ile Nathan Sykes widziany był w pubie w Gloucester w towarzystwie Dionne Bromfield i nadzwyczaj dobrze się z nią bawił, o tyle Julia Miller nie czeka w samotności cierpliwie na jego powrót. Spacerując ulicami Londynu w botkach Crisian & McCaffrey z kolekcji jesień/zima ze Starbucksem w ręce, w towarzystwie Maxa George'a czuła się równie dobrze, jak Nathan z Dionne. Czyżby Jules doszła do wniosku, że wybrała nie tego chłopaka z zespołu? A może chce jak najlepiej wykorzystać swoje pięć minut?
- Nathan był z Dionne? - spytała zszokowana Eva.
- Zdradzam Nathana z Maxem?! - krzyknęłam.
- Co teraz?
- Nic. To głupia plotka.
Przesunęłam komputer w swoją stronę.
- Ale podziękuję swojemu informatorowi.
Mam mówić do ciebie "newsletter"? 
- Wiem, że to plotka, ale to nie zmienia faktu, że Nathan był z Dionne - powiedziała Eva.
- Proszę cię, są tylko przyjaciółmi.
Zabrałam się za pisanie tweeta.
Oczywiście, że zdradzam Nathana z Maxem. Przy okazji- Nareesha zdradza Sivę ze mną.
- Co ty robisz?
- Potwierdzenie i wyolbrzymienie do absurdalnych rozmiarów to najlepszy sposób, żeby zdementować plotkę - odpowiedziałam.
- Skoro tak mówisz... - wzruszyła ramionami. - Nie jesz lodów?
- Nie, boli mnie brzuch - pomasowałam bolące miejsce. - Wezmę tabletkę.
- Dobrze się czujesz? Dziwnie wyglądasz...
- Może łapie mnie przeziębienie. Nic poważnego.
Spojrzałam na zegarek.
- Czas się przebrać, zaczynam o 15 pracę.
Poszłam do szafy, wyciągnęłam z niej ciuchy i ruszyłam do łazienki. Usłyszałam, jak dzwoni mój telefon.
- Eva, sprawdź kto to?! - krzyknęłam.
- Nathan.
- Odbierz i pogadaj z nim, zaraz przyjdę.
Powoli ubrałam się i umalowałam, po typowej dla mnie 10-minutowej chwili, wyszłam i wzięłam od Evy telefon.
- Jak się czujesz? - usłyszałam na dzień dobry.
Spiorunowałam Evę wzrokiem.
- Dobrze, tylko trochę boli mnie brzuch drugi dzień, nic poważnego.
- No ale tego... ten.. gdzie dokładnie cię boli? Tak z boku, czy po środku bardziej... wyżej, niżej...
- Wiem, do czego zmierzasz, po pierwsze nie jestem w ciąży, po drugie po tygodniu nie ma oznak. Śpij spokojnie.
- Nigdy nie ma się pewności.
- Po pierwsze użyliśmy gumki, po drugie, jeżeli aż tak cię to interesuje, to mam okres, zadowolony? Pewnie dlatego boli mnie brzuch.
Eva przyglądała mi się rozbawiona.
- O, a kiedy się kończy? - spytał Nathan.
- Czemu interesuje cię mój okres?
Eva ryknęła śmiechem.
- No ty akurat powinnaś wiedzieć - odpowiedział.
- Spokojnie, zanim wrócisz.
- I to mi się podoba!
Porozmawiałam z nim chwilę, w międzyczasie Eva wyszła gadając przez telefon. Schodziłam na dół, gdy złapała mnie na schodach.
- Jay zaprosił mnie na randkę! - złapała mnie za ramiona a oczy miała jak pięć złotych.
- To chyba dobrze, prawda?
- Dobrze? Genialnie!
- Dobra, kiedy to?
- Jutro wieczorem... A, Nareesha próbowała do ciebie zadzwonić.
Eva pobiegła na górę, a ja spojrzałam na telefon. Faktycznie, dwa nieodebrane od Naree i jedno od Sivy. Oddzwoniłam do dziewczyny.
- Hej, Nar, dzwoniłaś do mnie.
- Tak! Wiemy, że masz jutro wolne, Natha nie ma, Jay wychodzi z Evą, Max jest w Manchesterze, to może wpadniesz jutro, porobimy coś z trójkę?
- Jesteś pewna? Nie wolicie posiedzieć z Sivą w dwójkę?
- W dwójkę beznadziejnie gra się w Monopoly - zaśmiała się Nareesha. - Przybędziemy po ciebie wieczorem.
Zeszłam do pubu przy z zaplecze i już tam uderzyła mnie... muzyka, która leciała. Dave stał za barem i udawał, że pracuje.
- Dave, od kiedy puszczamy One Direction?! - syknęłam.
- Eee... no bo...
- Jesteśmy po stronie The Wanted w tej ich beznadziejnej wojnie! - zaczęłam przełączać piosenki, aż trafiłam na "I Found You".
- Wiem, ale puściłem to tylko dlatego, że całe One Direction siedzi tam w kącie.
Spojrzałam w stronę, którą pokazywał.
- O nie... - jęknęłam. - Ktoś już ich obsłużył?
- Nie. A od dwóch minut jest twoja zmiana, więc powodzenia - Dave poszedł na górę.
Westchnęłam, wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w ich kierunku.
- Siema, Jules - machnął ręką Louis. - Co tu robisz?
- Pracuję.
- Mega! Mamy znajomą w knajpie!
- Mega! - krzyknęłam sarkastycznie. - Co wy tu robicie?
- Odkrywamy nowe miejsca.
Bitch, please. Nagle przywiało ich na Soho i to akurat tu. Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
- I żeby nie było - dodał Louis - że moje maniery są nie takie, to Zayn, Harry, Liam i Niall. Jules już znacie.
- Co podać?
- Poczekamy jeszcze na dziewczyny.
- Okej - odwróciłam się i poszłam za bar.
Wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Jaya, Sivy i Nareeshy:
Help! Całe One Direction U Jacka. Przyjedźcie, bo nie wyrobię!
Nie dostałam odpowiedzi od żadnego, ale po 15 minutach przyjechała cała trójka, chwilę przed trzema dziewczynami, które dosiadły się do One Direction.
Jeden z 1D podszedł do baru, kiedy ja udawałam silnie zajętą, rozmawiając z 2/5 The Wanted i Nareeshą.
- Cześć, Niall - przywitali się z nim Siva i Jay.
- Cześć, cześć Nareesha.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
- My byśmy chcieli 8 piw - zwrócił się do mnie.
- Zaraz wam podam.
Chłopak odszedł, a ja spojrzałam dziwnie na swoich przyjaciół.
- A czy to nie jest tak, że wy się z nimi nie lubicie? - spytałam.
- No niby tak - odpowiedział Siva. - Ale Niall jest z nich najnormalniejszy i można z nim podać.
Pokiwałam głową nalewając piwo.
Musiałam zanieść na dwa razy, ale mimo t nigdy wcześniej nie odchodziłam od stolika tak szybko.
Naschodziło się mnóstwo ludzi, Siva, Nareesha i Jay wrócili do domu, a ci dalej siedzieli, jak na złość.
Do pubu podeszła Eleanor.
- Hej - zaczęła niepewnie.
- Hej - odpowiedziałam. - Coś podać?
- Zjadłabym coś...
- Frytki? - zaproponowałam szybko. Może nawet za szybko i wyszło niegrzecznie.
- Dobra - dziewczyna już miała odchodzić do stolika, ale zatrzymała się. - Słuchaj, przepraszam za to na tamtym balu charytatywnym. Ja naprawdę nie jestem jakąś mściwą małpą, w sumie to Louis mnie podkręcił, żebym to zrobiła. Przepraszam.
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Okej - dziewczyna odeszła od stolika.
Woow, przeprosiła mnie, świat jedzie na taczkach do piekła...


Boże, jakie to jest beznadziejne... w ogóle nie mam ostatnio weny...
Forgive me, proszę :(

piątek, 28 grudnia 2012

27. Starzejemy się, Parker, starzejemy.

O ósmej rano obudził mnie telefon.
- Halo? - odebrałam zaspanym głosem.
- Jeszcze śpisz? - spytał Nathan.
- Pracowałam do trzeciej - powiedziałam z wyrzutem.
- A my do trzeciej męczyliśmy Toma.
- Z jakim skutkiem?
- Kelsey mówi, że padł jak niemowlę. A, właśnie, Siva jedyny pomyślał i zmienił Barbados na Ibizę. Otóż według planowanego wylotu wracają dzień przed koncertem na O2 Arenie, a Toma na jet lagu jakoś słabo widzę - wyjaśnił Nathan. - No i planujemy pojawić się w pubie za jakieś 2 godziny.
- Okej - powiedziałam zaspana. - Będę czekać - rozłączyłam się i poszłam spać dalej.
Obudził mnie znowu Nathan.
- Ty dalej śpisz? - krzyknął.
- To znowu ty mnie budzisz? - nakryłam głowę kołdrą.
- Wstawaj, niedługo musimy wyjść, to jest jedna że stacji Toma zanim trafi znowu do domu - Nathan ściągnął ze mnie kołdrę.
- A gdzie tak w ogóle go wysłaliśmy?
- Pójdzie do Starbucksa, McDonalda, do wytwórni, do Kelsey, do Nareeshy, tutaj do pubu, znając jego trochę mu zejdzie. Wszędzie mamy kogoś znajomego, kto przekaże mu wskazówkę - powiedział z satysfakcją. - Ale wstawaj już, masz dom do przygotowania.
Z niezadowoloną miną poczłapałam do łazienki.
- Nathan... Dzisiaj jest ósmy... Czy Tom nie miał urodzin czwartego? - krzyknęłam.
- Tak, ale powiedział, że bez Kelsey nawet nie chce słyszeć życzeń, dlatego robimy to dzisiaj - wyjaśnił.
Po 20 minutach byłam gotowa do wyjścia. Jak się okazało na dole czekało całe The Wanted, oprócz Toma, Kelsey i Nareesha, nawet Kevin.
- Musimy się ewakuować - powiedział nagle Jay. - Tom zaraz tu będzie.
- Chodźmy przez zaplecze tylnym wyjściem - rzuciła Eva i wyprowadziła nas.
- Van jest zaparkowany kilka przecznic dalej, musimy przejść - wyjaśnił Max
- Musimy to jechać do was do domu - wtrąciła Kelsey. - Dzwonił do mnie właśnie kurier, że przywieźli stół.
- Jaki stół?
- No dla Toma. Kupiłam mu stół do piłkarzyków.
Oczy zrobiły mi się jak 5 złotych.
- Kupiłaś dla Toma stół do piłkarzyków?
- No tak...
- Kelsey, kocham cię! - uściskałam ją. - Jestem mistrzem piłkarzyków!
- Świetnie, sprawdzimy to wieczorem, chodźcie już - Nathan złapał mnie za rękę.
Doszliśmy do vana i pojechaliśmy do domu The Wanted. Razem z Kelsey, Nareeshą i Evą szybko przystroiliśmy dom.
- Dobra, uwaga, Tom będzie tu lada chwila, wyszedł od dentysty - powiedział Siva.
- Serio? Wysłaliście go nawet do dentysty? -spytałam.
- No. Może przy okazji dostał urodzinowy przegląd - wzruszył ramionami Nathan.
- Dobra, pogaście światła - Nareesha popędziła wszystkich.
Ukrywaliśmy się za meblami w salonie, w kompletnych ciemnościach, nagle usłyszeliśmy głos przekręcanych w zamku kluczy, po chwili pikanie przycisków od alarmu. Tom podszedł do salonu, zaświecił światło, wtedy wyskoczyliśmy z okrzykiem:
- Wszystkiego Najlepszego, Tom!
Najpierw lekko się przestraszył, a potem zaczął skakać wokół wszystkich i krzyczeć w typowy dla siebie, parkerowy sposób.
- Nałaziłem się jak porąbany, tyle namyślałem się nad tymi wskazówkami, nawyklinałem na was, że to wszystko w moje urodziny! Ale i tak was kocham!
Wyściskał nas wszystkich.
- Z racji tego, że dzisiaj się nabiegałeś, teraz pora, żeby ci to wynagrodzić - Nareesha dała mu dużą kopertę.
Tom otworzył ją i wyciągnął papiery.
- Co to? - spytał.
- Bilety na Ibizę - odpowiedział Jay. - Dla ciebie i Kelsey.
Dziewczyna, która też nie wiedziała, co dla niego mamy, zaczęła piszczeć razem z Tomem.
- Ale zanim polecicie - wtrąciłam. - Musimy cię jeszcze trochę wymęczyć.
Poszłam szybko do kuchni i wyjęłam wódkę z lodówki.
- O Boże - mruknął Tom. - Przyznaj się, chcesz mnie zabić i polecieć na Ibizę z Kelsey! - krzyknął.
- Przejrzałeś mnie!
- Ale zanim to - powiedziała Kelsey. - pora na trochę aktywności.
Odsłoniła stół do piłkarzyków, który był zakryty.
Tom zaczął cieszyć się jak małe dziecko, podniósł Kelsey do góry i obrócił nią.
- Jules mówiła, że jest dobra - powiedział Max.
- Miller... - Tom spojrzał na mnie. - Zapraszam - wskazał ręką stół.
Stanęliśmy po przeciwnych stronach.
- Sykes - powiedziałam do Natha. - Przynieś piwo.
- Co?!
- Jak mam wygrać to potrzebuję piwo.
- No dobra - mruknął i poszedł do kuchni.
- To nie pijemy wódki? - spytał Tom.
- Jutro lecisz na tydzień na Ibizę, nie możesz mieć kaca.
Spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Niech ci będzie.
Nathan przyniósł mi piwo, zagrałam z Tomem cztery mecze, zanim Max zaczął się domagać, że też chce.
- Dobra, wchodź na moje miejsce, zaraz mi ręce odpadną - powiedziałam i usiadłam na kanapie koło Nathana.
- Prawie zapomniałem, że tu jesteś - powiedział.
- Jesteś zazdrosny, bo stół do piłkarzyków kręci mnie bardziej niż ty?
- Rozgryzłaś mnie - odpowiedział, kiedy Jay przestał się już krztusić od śmiechu.
Zaśmiałam się i położyłam mu głowę na kolanach. Jakoś chodzenie spać o trzeciej mi nie służy. Nagle moje powieki zrobiły się ciężkie, poczułam, jak zaczynam odpływać. Podniosłam się szybko, żeby nie zasnąć.
- Idę do kuchni, przynieść wam coś? - spytałam Nathana, Nareeshę i Sivę. Kelsey stała z Tomem i Maxem koło stołu, Jaya i Evy nie było.
- Ja dziękuję, piwo jeszcze mam - odpowiedziała Naree.
- Mi możesz przynieść - Siva i Nathan podali mi puste butelki.
Poszłam do kuchni, a tam tadam, Eva i Jay całują się w najlepsze. Nawet nie zauważyli, że weszłam, aż do momentu, kiedy, mimo moich starań, butelki brzdękły, kiedy odkładałam je na stole. Wtedy odskoczyli od siebie jak oparzeni.
- Och proszę was, wszyscy wiedzą, że coś jest na rzeczy - wywróciłam oczami. - Wezmę piwa i możecie kontynuować, aczkolwiek z własnego doświadczenia radzę wam pójść do pokoju. I zamknąć drzwi na klucz.
Wzięłam więcej piw i chipsy i uśmiana wróciłam do salonu.
- Co jest? - spytał Nathan, kiedy dawałam mu piwo.
- Jay i Eva się mizdrzą w kuchni.
- Co? - krzyknął Siva.
- No nie udawaj, że nic nie wiedziałeś. Przecież to widać!
- Siva nie jest dobry w rozpoznawaniu takich spraw - wtrąciła Nareesha.
W odbiciu w oknie zobaczyłam, jak Eva i Jay na paluszkach idą na górę.
- Pamiętajcie o gumkach! - krzyknął Nathan.
- Co? Kto? - spytał znad stołu Tom.
- Jay i Eva.
- A to - machnął ręką.
Wypiłam piwo i położyłam głowę na kolanach Natha. Niby gadałam z nimi, niby śmiałam się, ale znowu zaczęłam odpływać. Ocknęłam się, kiedy poczułam jak ktoś podnosi mnie do góry.
- Co ty robisz? - spytałam.
- Niosę cię do łóżka.
- No przestań, postaw mnie, już nie śpię - próbowałam stanąć na nogi.
- Jules, na górę, kiedyś musisz się wyspać, a jutro pewnie znowu będziesz pracowała do trzeciej, albo i dłużej, bo piątek.
- No dobra - zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego.
Czułam jak delikatnie niesie mnie po schodach, jak otwiera łokciem klamkę, jak zawsze, kiedy niesie mnie do pokoju, czyli jak za każdym razem, kiedy zasnę w salonie, czy jak mniej więcej co drugą wizytę. Chociaż czasami udaję, że śpię, tylko po to, żeby mnie zaniósł. Nathan położył mnie na łóżku, pocałował mnie w czoło, przejechał nosem po moim policzku. Jak na kogoś prawie śpiącego, nieźle czułam, co się wokół dzieje.
- Jules? - mruknął.
- Hmmm?
- Przebierzesz się do spania?
- Nie - obróciłam się na bok. Nathan zaśmiał się cicho.
- Zaraz wrócę - powiedział i wyszedł z pokoju.

***
Obudziłam się wtulona w Nathana. I przebrana. Podniosłam głowę do góry.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Cześć śpiochu - bawił się moimi włosami.
Nagle do pokoju wparowali Kelsey i Tom.
- Cześć, pa, będziemy tęsknić - przytulili nas i wybiegli.
- Co to było? - spytałam. Nathan spojrzał na zegarek.
- Już dawno powinni być na lotnisku.
- No tak... Ale co się dziwić, w końcu to oni - westchnęłam. - Przebrałeś mnie.
- Wolałaś spać w dżinsach? I nie udawaj, że nie lubisz moich koszulek - zmrużył oczy.
- No dobra, lubię i dziękuję.
- Nawet makijaż ci zmyłem - powiedział z dumą.
- I ciągle widzę i mam dwoje oczu?!
- No ok, Nareesha mi pomogła nie zrobić z ciebie kaleki - zaśmiał się
 - Słuchaj, chciałem z tobą pogadać.
- No mów.
- Mam praktycznie tydzień wolny, bo The Wanted nie może nic robić bez Toma i pomyślałem, żeby może pojechać na parę dni do Gloucester?
- Świetnie, jedź - uśmiechnęłam się.
- Miałem na myśli nas oboje.
Podniosłam się i usiadłam na przeciwko niego.
- Nathan... Powinieneś spędzić czas sam z rodziną. Poza tym czytałam, że kilkudniowe rozłąki dobrze robią związkowi - pochyliłam się nad nim. - Możemy się za sobą stęsknić, a potem cieszyć się, że znowu jesteśmy razem - cały czas przysuwałam się bliżej jego twarzy.
- Podoba mi się twoja wizja - odpowiedział Nathan i zaczął mnie całować. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo? - odebrałam.
- Wstaliście już?
- Eva? Dzwonisz do mnie siedząc piętro niżej?
- Nidy chcieliśmy wam przeszkadzać - odpowiedziała.
- Dobra i tak wiem, że to był pomysł Jaya albo Maxa. Zaraz zejdziemy - rozłączyłam się.
- Co? Po co mówiłaś, że zejdziemy?
- Bo jestem godna i chce mi się pić - wstałam z łóżka i ubrałam dżinsy.
Sięgnęłam po torbę i wyciągnęłam z niej maskarę.
- Nie boisz się, że wydłubiesz sobie tym oko? - spytał Nathan, patrząc jak się maluję. - To wygląda jak narzędzie tortur.
- Nic mi się nie stanie jak nie będziesz mnie rozpraszać - odpowiedziałam.
Po chwili zeszliśmy na dół, nawet ubłagałam Natha, żeby zniósł mnie na barana.


Beznadzieja... Za dużo świątecznego ciasta siadło mi na mózg. This is awful (w głowie mówię to głosem Nathana :P). Ale to wszystko dlatego, że mam pomysły na następne rozdziały, mam nadzieję, że wyjdą mi lepiej niż ten 


sobota, 22 grudnia 2012

26. Wantedowe poranki.

Obudziłam się, ale ani się nie przeciągnęłam, ani nic, leżałam zamkniętymi oczami. Głowę cały czas miałam opartą na torsie Nathana, czułam na sobie jego wzrok. Podniosłam leniwie głowę do góry.
- Dzień dobry, śpiochu - powiedział z uśmiechem.
- Długo nie śpisz?
- Z godzinę - wzruszył ramionami.
- To trzeba było mnie obudzić.
- Żal mi było. Słodko wyglądasz jak śpisz - pocałował mnie w czubek głowy.
Leżelibyśmy tak pewnie z pół dnia, gdyby nie odezwał się mój żołądek.
- O ho, wstawaj, idziemy jeść - powiedział.
- Ale mi się nie chce - zamarudziłam. - Mam pomysł, możesz zejść na dół i przynieść mi śniadanie do łożka!
- Nie! Nie będę spał potem w okruchach - wykrzywił się.
- I cały romantyzm diabli wzięli - westchnęłam.
- Ty marudo - Nathan podniósł się i zaczął mnie łaskotać.
- Dobra, przestań, nie będę marudzić! - krzyknęłam przez śmiech.
Nath stanął przed łóżkiem.
- Jak chcesz mogę cię co najwyżej znieść na dół, chyba, że to też za mało romantyczne dla ciebie.
- No dobra - Nathan obrócił się tyłem i wskoczyłam mu na barana.
Wyszliśmy z pokoju i stanęliśmy przed schodami.
- A co byś zrobiła, gdybym zbiegł z tych schodów bardzo, bardzo szybko? - spytał.
- Zaczęłabym drzeć się, że zginiemy, bo się przewrócimy.
Zeszliśmy powoli ze schodów, Nathan posadził mnie na blacie w kuchni.
- Więc, co pani sobie życzy na śniadanie? - spytał, przysuwając się bliżej i kładąc ręce obok mnie.
- Serio? Nathan, ty umiesz zrobić tylko kanapkę z bekonem.
- W zasadzie, to umiem zrobić jeszcze jedną rzecz, ale nią się raczej nie najesz - powiedział zbliżając swoją twarz do mojej.
- Myślę, że możemy spróbować - odpowiedziałam.
Nathan zaczął mnie całować, przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, wsunął ręce pod moją/jego koszulkę, ja opletłam go nogami wokół bioder.
- Ekhem... - usłyszeliśmy dobiegające z wejścia do kuchni. To był Max.
Zeskoczyłam z blatu i starałam się ukryć za Nathem, bo zorientowałam się, że mam na sobie tylko jego koszulkę i majtki.
- Hej Max - powiedziałam niepewnie.
- Więc... Już wróciliście? - spytał równie zażenowany jak ja Nathan.
- Taaa, koło czwartej nad ranem - Max był raczej rozbawiony.
- Max, ucisz się - dobiegło z salonu i ktoś podniósł głowę nad kanapę. Ktoś...
- Eva?! - krzyknęłam. - Co ty tu robisz?
- Nie krzycz tak - złapała się za głowę.
- Max, co wczoraj robiliście? - spytał Nathan.
- Jak już wygoniłeś nas na ten mecz, zadzwoniliśmy po Evę, żeby poszła z nami. Niestety pracowała, więc poszliśmy obejrzeć mecz do Jacka. Eva skończyła pracę po drugiej, więc poszliśmy na pizzę...
- O drugiej w nocy? - weszłam mu w słowo.
- Nie skończyłem. Ale wszystko było zamknięte, więc poszliśmy do jakiegoś klubu, trochę się napiliśmy i stwierdziliśmy, że do nas jest bliżej, niż jakby Eva miała wracać do pubu. I oto jesteśmy.
- A gdzie Jay? - spytałam.
- Pewnie jeszcze śpi - wzruszył ramionami Max. - A, i chcieliśmy przyjść i powiedzieć, że wróciliśmy...
- O czwartej rano byś mnie budził, tylko po to, żebym wiedział, że żyjesz? - tym razem Nathan wszedł mu w słowo.
- Tak - odparł zdecydowanie Max. - Ale drzwi były zamknięte. I chyba wiem dlaczego - zlustrował mnie wzrokiem, od góry do dołu.
- Dobra, starczy tego dobrego, Jules, chodź na górę - Nathan możliwie najbardziej mnie zasłaniając poszedł ze mną na górę.
- Idę się umyć - stwierdziłam, gdy doszliśmy do jego pokoju.
- Mogę też? - spytał prowokująco.
- Ta, na dole jest druga łazienka - odpowiedziałam, udając, że nie wiem, co mu chodzi po głowie.
- I cały romantyzm diabli wzięli - powiedział z przekąsem.
Zebrałam swoje rzeczy, wzięłam kosmetyczkę, w której teraz, nauczona doświadczeniem, trzymam masakrę. Znowu spałam w makijażu... Do tego bezczelnie żeruję na płynie do demakijażu Nareeshy. Przy okazji łazience znalazłam suszarkę. Nie wnikam po co ona pięciu facetom, ale skoro jest, to z niej skorzystałam. Po skończonej kąpieli, ubrana, uczesana i umalowana zeszłam na dół, gdzie Max, Jay i Nathan zaciekle dyskutowali z kimś na głośnomówiącym. Eva pewnie była z łazience.
- A Siva i Nareesha? - spytał Nathan.
- Też są na kacu - odpowiedział przez telefon Tom.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Tom i Kelsey napili się wczoraj, zapominając przy tym, że Kelsey zamówiła na dzisiaj ekipę remontową i muszą się wynieść. Tylko, że nie mają jak się tu dostać, bo wszyscy są na kacu, a na taksówkę będą czekali całe wieki o tej porze - odpowiedział Jay.
- Chwila! - krzyknął Nathan trochę za głośno, bo Max i Jay lekko się skrzywili. - Jules, ty masz prawo jazdy - spojrzał na mnie.
Chłopcze, chyba oszalałeś...
- No mam... - odpowiedziałam niepewnie. - Ale wiecie, że w Polsce jeździ się drugą stroną ulicy? I że od prawie trzech miesięcy nie jeździłam?
- To jak jazda na rowerze, tego się nie zapomina - wywrócił oczami Max. - A z drugą stroną dasz sobie radę. Jay, dzwoń do nich, Jules po nich pojedzie.
- Czym? - spytałam.
- Z bólem serca pożyczę ci moje auto - odpowiedział Max.
Poszedł na górę, po chwili wrócił z kluczykami i dokumentami.
- Jesteś pewien? - spytałam biorąc kluczyki do ręki.
- Ktoś musi pomóc tym głąbom. Nathan pojedzie z tobą.
- A w czym on ma mi pomóc? Przecież nawet nie ma prawa jazdy? - zaśmiałam się.
- Już jestem zapisany! - krzyknął Nath, który akurat wrócił z piętra z moją torebką.
Poszliśmy do garażu i zamurowało mnie.
- Którym mam jechać? - spytałam.
- A od czego trzymasz kluczyk, ciołku? - powiedział Max. - BMW. Audi jest Sivy.
Usiadłam za kierownicą lśniącego auta, przesunęłam fotel, ustawiłam lusterka, widziałam, jak Max się przy tym krzywił.
- Wybacz, wiem, że drugi raz nie ustawisz ich już tak idealnie - powiedziałam.
Machnął ręką i otworzył bramę. Nathan zapiął pas na miejscu pasażera.
- No, pokaż, co potrafisz - powiedział wyzywająco.
Wyjechałam z garażu z piskiem opon. Max mnie zabije. Ale to było jedyne szaleństwo, na jakie mogłam sobie pozwolić, bo ruch był masakryczny i prędzej chyba doszlibyśmy do Kelsey na piechotę.
- Hej, Tom ma jutro urodziny, prawda? - zagadałam po drodze.
- Tak, właśnie, miałem cię wtajemniczyć w plan - Nathan poprawił się na fotelu. - A więc, nie wiemy jeszcze jak, ale musimy dzisiaj go załatwić, żeby jutro późno wstał. Zostawimy mu wskazówki prowadzące go od jednego miejsca do drugiego, pochodzi tak pół dnia, aż w końcu ostatnia wskazówka zaprowadzi go z powrotem do domu. I tam będziemy my z okrzykiem "Wszystkiego Najlepszego, Tom".
- Dobre to - pokiwałam z uznaniem głową. - Tylko jak załatwić go, żeby późno wstał?
- To właśnie twoja część. Wiem, że masz wódkę...
- O nie, nie, nie - przerwałam mu. - Po pierwsze dzisiaj pracuję do zamknięcia, po drugie wódka jest dla Toma na urodziny.
- To co mamy zrobić?
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami. - Zróbcie jakiś maraton filmowy, bitwę na poduszki, przetrzymajcie do na nogach do trzeciej w nocy, na koniec trochę spijcie. Powinno wystarczyć. Ej, ale co z prezentem?
- Mamy dla niego dwa bilety na Barbados. Czyli w sumie dla niego i Kelsey.
- No właśnie. WY macie - spojrzałam na niego wymownie.
- Przygotujesz dom do imprezy i pozwolimy ci się dopisać - uśmiechnął się.
- No dobra.
W końcu dojechaliśmy, Tom i Kelsey czekali przed budynkiem.
- No nie wierzę - powiedział Parker, kiedy podjechaliśmy. - Max dał komuś prowadzić swoje auto.
- Ktoś musiał wam pomóc, głąby. To cytat - odpowiedziałam.
Tom wsadził torby Kelsey do bagażnika i ruszyliśmy do domu. Eva, Jay i Max siedzieli w salonie.
- Kelsey, jak można zapomnieć o remoncie? - spytał Jay.
- Bo to przez niego - wskazała na Nathana. - Zadzwonił, powiedział, że mam coś zrobić, żeby Toma nie było w domu i że to mega, mega ważne...
- Chwila - przerwał jej Max. - Więc wygoniłeś nas z domu, Toma podrzuciłeś do Kels, Sivę do Nareeshy, a ty i Jules byliście tu sami i...
- Okej, na mnie pora - zerwałam się na równe nogi. Pociągnęłam Evę za rękę - Eva, idziemy. Max, łap kluczyki, auto chodzi jak marzenie.
- Jul... - wyjęczała skacowana Eva.
- Weźmiemy taksówkę - złapałam po drodze jej sweter. Cmoknęłam Nathana w policzek. - Cześć wam!
Wyszłyśmy i chyba jakaś opatrzność sprawiła, że akurat przyjechali taksówką Siva i Nareesha.
- Cześć, do jutra, dzięki za taksówkę - nie czekając na odpowiedź wsiadłam z Evą do auta.
- No, jak było? - spytała po chwili.
- Ale o co ci chodzi? - udawanie głupiej nieźle mi wychodziło.
- Byliście z Nathanem sami w domu, nie powiesz mi, że graliście w szachy.
- Damy nie pyta się o takie rzeczy.
- Roześmiałabym się, ale boli mnie głowa - odpowiedziała Candy. - A więc?
- Dobrze - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To dobrze - położyła głowę na moim ramieniu. - Jay i Max prosili, żebyśmy wymyśliły miejsca, gdzie można wysłać jutro Toma.
- Pomyślimy nad tym, jak weźmiesz jeszcze jeden zimny prysznic.
Eva lekko się zaśmiała, po chwili byłyśmy w pubie, gdzie ona poszła wziąć prysznic, a ja przebrałam się i od razu wzięłam do roboty.



Jakiś taki o niczym i chyba krótszy... jestem na telefonie, a tu nie działa podglądać więc ciężko mi określić ile ma długości. Przed świętami już na pewno nic nie dodam, więc życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt :)

czwartek, 20 grudnia 2012

25. Sexytime ;)

Uwaga, uwaga! Rozdział +18. Młodsze osoby proszone o opuszczenie strony. Dobra, jaja sobie robię, jak będziecie chcieli to i tak przeczytacie :P


Przyjdę do Ciebie o 20.
Takiego smsa napisał mi Nathan koło południa. Właśnie zaczynałam pracę, więc czułam, że osiem godzin szybko zleci. Wczoraj ostatkami silnej woli uparłam się, że jadę na noc do siebie, bo znowu ktoś mnie złapie, jak wracam we wczorajszych ciuchach do domu. Koło północy przyjechała moja taksówka, w sumie wychodząc minęłam się w drzwiach z Jayem. Ucieszonym od ucha do ucha.
- Nie mam pytań - powiedziałam i poklepałam go po ramieniu.
W pubie Eva stała za barem, chyba z nudów wyrabiała nadgodziny.
- Ty! - wskazałam na nią palcem. - Na górę, wiem, że stoisz tu dla picu.
Pociągnęłam ją do swojego pokoju i usadziłam na łóżku.
- Mów - rozkazałam.
- Ale co? - spytała z miną niewiniątka.
- Co robiłaś z Jamesem McGuinessem od południa przez prawie dwanaście godzin?
- Czy to przesłuchanie?
- Tak.
- Oj no nic takiego... Gadaliśmy i takie tam. Na piwo poszliśmy. I na kebaba do Turka.
- I jeszcze mi powiedz, że jedliście skitellsy na ławce w parku... - wywróciłam oczami.
- Skąd wiedziałaś?
- Serio? I co, może jeszcze mi powiesz, że żadnych paparazzi w krzakach ani nic?
- No nie.
Życie jest niesprawiedliwie. Oni chodzą sobie na piwo, kebaba i do parku i mają spokój, a ja i Nathan nie możemy wyjść do kina w spokoju.
- Wasz wyskok na lotnisku odwrócił całą uwagę dziennikarzy od wszystkiego i wszystkich - wyjaśniła Eva. - Tak nawiasem całkiem nieźle wam to wyszło - szturchnęła mnie łokciem.
- Wiem, widziałam w telewizji - uśmiechnęłam się.

***
Nathan przyszedł po mnie spóźniony dziesięć minut, ale jakoś nie miałam mu tego za złe, bo sama nie byłam gotowa. Biegałam po całym pokoju, szukając czegoś do ubrania, Nath patrzył na mnie rozbawiony.
- Wiesz, że jeśli chodzi o mnie to możesz iść w dresach - powiedział.
- Właśnie dlatego śpiewasz, a nie jesteś stylistą czy kimśtam - odpowiedziałam szukając legginsów w szufladzie. Których i tak nie znalazłam. - Nathaaaan, ja nie mam co na siebie włożyć! - jęknęłam.
- Kobieto, nie wytrzymam z tobą - podszedł do szafy, wyciągnął pierwsze, co wpadło mu w ręce, czyli dżinsy, koszulę w kartę i szarą bokserkę. - Masz, trampki na nogi i wychodzimy.
- Koszula w kratę jest mało seksowna - stwierdziłam ściągając koszulkę, którą miałam na sobie, Nathan lustrował mnie wzrokiem. - Mógłbyś przestać patrzeć w taki sposób?
- Po pierwsze, kto ma się na ciebie patrzeć w ten sposób, jeśli nie ja? Po drugie, co ty możesz wiedzieć o koszuli, jak mówię, że chcę cię w koszuli to tak jest i koniec kropka - wzruszył ramionami.
- Od kiedy jestem niewolnicą? - spytałam. - Jak mówię, że chcę cię w koszuli... - naśladowałam jego głos.
- Nie bądź taka mądra. Gotowa?
- Tak - odpowiedziałam z uśmiechem.
Wyszliśmy za rękę z pubu i chociaż szliśmy powoli ulicami Londynu, droga zeszła nam dosyć szybko. Doszliśmy do domu, zobaczyłam, że w środku jest całkowicie ciemno.
- Gdzie wszyscy? - spytałam.
- Przecież mówiłem, że ich wykurzę - powiedział Nathan przekręcając klucz w drzwiach.
Weszłam do środka, spojrzałam na schody i ścisnęło mnie w żołądku. Nie denerwowałam się tak ani przed maturą, ani nawet egzaminem na prawo jazdy.
- Siądź w salonie i poczekaj na mnie chwilę, dobra? - Nathan pocałował mnie w czoło i poleciał na górę.
Usiadłam na kanapie, z nerwów zaczęłam bawić się poduszką. Spokojnie, Jules, mówiłam sobie w duchu. Przecież to Nathan. Osoba, którą kocham najbardziej na świecie, nigdy nie sądziłam, że można kogoś kochać tak bardzo, ale wiem, że on czuje to samo. Nigdy by mnie nie skrzywdził... Moje rozmyślania przerwała czyjaś dłoń wędrująca po mojej szyi, odgarniająca moje włosy na jedną stronę. Nathan składał pocałunki na mojej szyi. Podniosłam się z kanapy i podeszłam do niego. Spojrzałam mu w oczy i pocałowałam, najpierw delikatnie, potem nasze języki zaczęły szaleć. Nathan lekko kucnął, wziął mnie na ręce i poszliśmy na górę. Przed drzwiami swojego pokoju postawił mnie na ziemi i zasłonił ręką oczy.
- Otwórz - szepnął muskając przy tym płatek ucha.
Na oślep wymacałam klamkę i otworzyłam drzwi. Zrobiłam dwa kroki do przodu i Nathan odsłonił mi oczy. To co zobaczyłam...
- O mój Boże... - wyszeptałam.
W środku nie paliło się światło, było za to mnóstwo świeczek, które Nathan musiał zapalić przed chwilą i rozsypane płatki róż. Odwróciłam się w jego stronę. Stał oparty o futrynę i przygryzał dolną wargę uważnie mi się przy tym przyglądając. Patrząc mu głęboko w oczy zaczęłam rozpinać guziki koszuli. Powoli, bardzo powoli...
- Pozwól, że zrobię to za ciebie - zatrzasnął drzwi, przekręcił zamek i rozpiął szybko dwa czy trzy pozostałe guziki i płynnym ruchem zdjął ze mnie koszulę. Przyciągnął mnie do siebie za biodra i zaczął całować. Powoli przesuwaliśmy się w stronę łóżka. Wyglądałoby to pewnie o wiele lepiej, gdybyśmy jednocześnie nie próbowali ściągać butów. Ściągnęłam z Nathana bluzę i koszulkę, on zrobił to samo z moją bokserką. W końcu znaleźliśmy się koło łóżka. Pchnęłam na nie delikatnie Natha i usiadłam na nim okrakiem. Jeździłam dłońmi po jego torsie. Kreśliłam palcami różne wzorki, widząc jak Nathan przygryza z satysfakcją dolną wargę. Zbliżyłam swoją twarz do jego, spojrzałam mu w oczy, delikatnie musnęłam jego usta i zjechałam niżej. Obdarzyłam pocałunkami jego szyję, obojczyki, tors, brzuch, rozpinając przy tym jego rozporek. W pewnym momencie Nathan szybko obrócił się, tak że teraz on był na górze. Pocałował mnie, wsuwając ręce pod moje plecy i rozpinając mój stanik, który rzucił gdzieś z boku. Zaczął bawić się moimi piersiami, po chwili zjechał dłońmi niżej i ściągnął mi spodnie. Zaczął pieścić moje uda, moje plecy wygięły się w łuk z rozkoszy i podniecenia. Nathan podsunął się do góry, jego spodnie, nawet nie wiem kiedy, znalazły się poza łóżkiem. Pocałował mnie, jedną ręką sięgnął do półki koło łóżka. Kątem oka spojrzałam, po co sięga. Prezerwatywa, no tak. Nathan szybkim ruchem założył ją i już po chwili poczułam go w sobie. Nasze ciała poruszały się w tym samym rytmie, palce naszych dłoni spletły się, byliśmy jak jedność. To nie był tylko seks. To było coś więcej. Pokój wypełniły nasze dyszenia i jęki. Po chwili leżeliśmy koło siebie, próbując uspokoić oddechy. Położyłam głowę na klatce piersiowej Nathana i wsłuchiwałam się w bicie jego serca, on bawił się moimi włosami.
- Puścisz mnie na chwilę? - spytał.
- Niech pomyślę... Nie - objęłam go jeszcze ściślej.
Zaśmiał się lekko.
- Muszę tylko pogasić świeczki, zaraz położę się znowu - złapał mnie za ręce i uwolnił się z mojego uścisku.
- Po co w ogóle je gasić?
- Bo nie chcemy puścić chałupy z dymem - odpowiedział Nathan zdmuchując płomyki.
- Jak już tam stoisz, to rzuć mi tą koszulkę - wskazałam na ubranie leżące na ziemi.
- Przecież to moja - powiedział, ale i tak podał mi ciuch.
- Wiem - wywróciłam oczami. - Co, mam spać w mojej ciasnej czy w ogóle bez?
Nathan spojrzał na mnie wymownie.
- Po co w ogóle pytam - westchnęłam i założyłam jego T-shirt.
Nathan zgasił świeczki, zapalił małą lampkę i położył się koło mnie. Wróciłam do poprzedniej pozycji, czyli wtuliłam się w niego i położyłam głowę na jego torsie. Nathan głaskał mnie po ręce i plecach.
- Kocham cię - wyszeptałam.
Nathan złapał moją brodę, delikatnie podniósł moją twarz do góry, spojrzał mi głęboko w oczy i pocałował. Przejechał nosem o mój nos.
- A ja kocham ciebie - odpowiedział.
Uśmiechnęłam się i położyłam głowę tam, gdzie leżała wcześniej i gdzie moim zdaniem pasowała idealnie.


Za ten rozdział będę się smarzyć w piekle...
Ale skoro już grzeją tam dla mnie miejsce to macie :Sexy Nathan. Ja na widok tego gifu dostaję palpitacji serca :P

środa, 19 grudnia 2012

24. Lotniskowe love.

Ostatnie dni The Wanted w trasie ciągnęły się niesamowicie, ale w końcu nadszedł ten dzień. 5 sierpnia. Nathan wraca do Londynu. Mimo że skończyłam pracę po pierwszej w nocy, już po ósmej byłam na nogach, cała w skowronkach. Zeszłam do kuchni, zrobiłam sobie płatki z mlekiem, usiadłam przy barze i włączyłam telewizor. Prawie podskakiwałam na krześle ze szczęścia, nawet nie wiem, o czym mówili w telewizji.
- A ty co taka radosna? - zaspany Dave zszedł na dół.
- Nathan wraca - podskoczyłam na krześle.
- Aaaa więc to dziś koniec twojej udręki.
- Taaak - znowu podskoczyłam. Powinnam przestać zachowywać się jak przedszkolak.
Właśnie. Przedszkolak. Przypomniałam sobie o Amy, której obiecałam autografy zespołu. Mam tylko nadzieję, że dzisiaj się nie spóźni.
Zjadłam szybko, była dziewiąta. Poszłam na górę, ubrałam się, upałów dzisiaj nie zapowiadali, więc stwierdziłam, że to dobry dzień, żeby założyć buty, które dostałam od Nathana na urodziny. Ciągle miałam za dużo czasu, żeby już wyjść. Trzy razy sprawdziłam, czy samolot na pewno ląduje o 11. Zeszłam na dół, wypolerowałam parę rzeczy i doszłam do wniosku, że dłużej już nie wysiedzę. Najpierw jechałam metrem, potem autobusem, potem następnym, na końcu taksówką. Stałam w korku, czas nieubłaganie się kończył. W końcu dojechałam na Heatrow,  zapłaciłam chyba więcej niż musiałam i wybiegłam. Szłam szybko przed siebie, na ekranie przy wejściu było napisane, że samolot już wylądował. Co więcej, przyleciał przed czasem. Przyspieszyłam kroku, pod kawiarnią stały, niespóźnione tym razem, Amy i Annabeth.
- Hej, chodźcie, nie ma czasu - złapałam Amy za rękę, Annabeth trzymała ją za drugą, doszłyśmy szybko do bramki, którą mieli wyjść pasażerowie z Nowego Jorku.
- Poczekajcie tu - ustawiłam je koło filaru, żeby łatwiej było je znaleźć, sama podeszłam do barierek, przy których było pełno fanów i paparazzi.
Najpierw wychodzili inni pasażerowie, a mi przyszedł do głowy nieco szalony pomysł. Drzwi przez dłuższą chwilę się nie rozsuwały, przesunęłam się szybko w stronę przejścia, gdzie nie było barierek, stali tylko ochroniarze. W końcu drzwi rozsunęły się i wyszło The Wanted. Przebiegłam koło ochroniarza.
- Hej, tu nie wolno! - krzyknął za mną.
Na końcu (pewnie, po co się spieszyć) wyszedł Nathan, zobaczył mnie sekundę później, równocześnie sekundę przed tym, jak wskoczyłam na niego. Oplotłam nogi wokół jego bioder i wpiłam mu się w wargi. Walizka, którą ciągnął za sobą upadła z hukiem na ziemię, a on objął mnie w pasie.
- Halo, panienko - ochroniarz zbliżał się do nas.
- Człowieku, trzy tygodnie się nie widzieli - powiedział Kevin.
- Ale przepisy...
- Nie widzisz, że są zakochani?
Ochroniarz westchnął, odwrócił się na pięcie i poszedł. Odsunęłam się od Nathana, żeby zobaczyć jego twarz. Uśmiechał się od ucha do ucha i patrzył na mnie rozmarzonym wzrokiem. Jedną ręką dalej obejmował mnie w talii, drugą podniósł i pogłaskał mnie po twarzy.
- Kocham cię, wiesz? - wyszeptał na tyle głośno, żebym mogła usłyszeć, bo przez to, co zrobiłam, tłum zaczął trochę piszczeć.
- Wiem - odpowiedziałam z uśmiechem.
Nathan pocałował mnie namiętnie.
- Idźcie do hotelu - mruknął Tom.
Nathan postawił mnie na ziemi, podniósł walizkę, złapał mnie za rękę i powiedział:
- Chodźmy stąd.
- Poczekaj. Musicie coś dla mnie zrobić. Chodźcie za mną.
Pociągnęłam go za sobą, za nami poszła reszta The Wanted.
- A więc - zaczęłam, kiedy dochodziliśmy do filaru. - ta mała dama o imieniu Amy spóźniła się na lotnisko trzy tygodnie temu i była bardzo smutna, bo nie mogła  was poprosić was o autograf. Więc obiecałam jej, że dacie jej teraz. I jej siostrze Annabeth też - spojrzałam na nich z nadzieją.
- Cześć, Amy - Nathan kucnął przed nią - jestem Nathan.
Reszta zrobiła to samo, dali dziewczynom autografy i zamienili parę słów.
- Musimy rozdać teraz innym kilka autografów, wiesz, żeby nie było. Poczekaj chwilę - pocałował mnie w czoło.
Stanęłam z boku, podeszły do mnie Amy i Annabeth.
- Chciałyśmy ci podziękować - powiedziała starsza.
- Nie ma sprawy - uśmiechnęłam się.
- Dziękuję, Jules - mała przytuliła mnie. - Papa.
- Pa - pomachałam im i odeszły w stronę wyjścia.
Podeszła do mnie Nareesha.
- Hej, Jules - uściskała mnie.
- Naree, tęskniłam za tobą - cmoknęłam ją w policzek.
- Jutro będziecie we wszystkich gazetach.
- Nie interesuje mnie to teraz, ważne jest tylko, że Nathan wrócił. Znaczy, cieszę się, że wszyscy wróciliście, tylko...
- Dobra, rozumiem, o co chodzi.
Podszedł do nas Kev.
- Dziewczyny idźcie już do auta, będzie mniejsze zamieszanie - powiedział.
- Tak jest! - niby zasalutowałyśmy i poszłyśmy do samochodu, który czekał na zewnątrz. Wsadziłyśmy walizkę Nareeshy do bagażnika i zajęłyśmy miejsca. Po chwili przyszli chłopcy.
- Jedziesz do nas? - spytał cicho Nathan. Pokiwałam głową z uśmiechem.
Po drodze odwiedziliśmy Nareeshę do jej mieszkania, chwilę później byliśmy już w domu The Wanted.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej - Tom rzucił się na kanapę w salonie.
- Młocie, weź tą walizkę ze środka przejścia! - krzyknął Max. - Gdzie Jay?
- Zdaje mi się, że gada przez telefon przed domem - powiedział Nath.
- Ty - Tom pokazał na mnie palcem. - siadają i mów, co wiesz - nakazał.
- Wiem tyle co wy, nic więcej - wystawiłam ręce w obronnym geście.
- Przyjaźnisz się z Evą, musisz coś wiedzieć!
- Naprawdę ciężko wyciąga się z niej informacje, ja nic nie wiem! Nathan, powiedz im, żeby przestali mnie przesłuchiwać!
- Nic im nie będę gadał, chodź na górę - złapał mnie za rękę, w drugiej miał walizkę i plecak na plecach.
Puścił mnie przodem do pokoju i jak tylko przekroczył próg, trzasnął drzwiami, rzucił wszystko na ziemię i zaczął mnie całować. Podniósł mnie do góry, oplotłam nogi wokół jego bioder, ręce zarzuciłam mu na szyję, palce wpletłam we włosy. Przenieśliśmy się na łóżko. Nathan usiadł na mnie okrakiem, zdjął swoją bluzę i znowu zaczął mnie całować. Wsunęłam ręce pod jego koszulkę i zdjęłam mu ją. On zrobił to samo z moją luźną bluzką w paski, którą rzucił gdzieś w kąt, pod spodem miałam jeszcze bokserkę. Nathan odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Przejechałam dłońmi po jego torsie i wzdłuż lini gumki od bokserek. Popatrzyłam na niego. Zrozumiał aluzję.
- Jesteś pewna? - spytał.
Pokiwałam głową i przyciągnęłam go do siebie. Zjechał ustami na moją szyję, obojczyki, podsunął do góry moją bluzkę, zaczął całować mnie po brzuchu.
- Młodziaki, zaraz będziecie w telewizji - dobiegło z korytarza, drzwi z impetem otworzyły się i stanął w nich Tom.
Nathan zamarł w bezruchu z ustami przy moim brzuchu, ja z braku laku gapiłam się w sufit.
- Ups... - jęknął Tom i patrzył to na nas, to na nasze ciuchy rozrzucone po podłodze. - No to tego... właśnie... w telewizji będziecie...
- I to było takie ważne? - warknął Nathan.
- Taaak. Ale nieważne, pieprzcie się dalej, będę na dole - wyszedł i zamknął drzwi.
- Nie zdążyliśmy zacząć - mruknął Nath.
- Wiesz... Nie wiem, czy środek dnia to dobry pomysł. Kiedy wszyscy są w domu...
- Taaa. Masz rację - przeturlał się i położył obok mnie. - Mam pomysł - podniósł się gwałtownie. - Trzeba ich wszystkich wygonić!
- W sensie, że... teraz?
- Nie! Jutro - złapał mnie za rękę. - Chciałaś, żeby to było coś wspaniałego, tak? Obiecuję ci, że tak będzie.
- Okej - odpowiedziałam z uśmiechem.
Pocałował mnie szybko, wstał z łóżka i wyciągnął do mnie rękę.
- Chodź, będziemy w telewizji.
Wstałam na nogi i podniosłam z ziemi moją bluzkę.
- Może byś się ubrał?
- Ale ty marudzisz - wywrócił oczami i sprawnie założył na siebie koszulkę.
Zeszliśmy na dół, Tom i Max zaśmiali się na nasz widok.
- Już skończyliście? - spytał Parker.
- Nie interesuj się - rzuciłam w niego poduszką. - Gdzie Jay i Siva?
- Siva rozpakowuje się w swoim pokoju, a Jay gdzieś pognał, pewnie do Candy - odpowiedział Max.
- Dobra, ale gdzie my jesteśmy? - Nathan wskazał ręką na telewizor.
- No zaraz, reklamy się skończą i będzie jakiś plotkarski badziew - powiedział Tom z buzią pełną chrupków.
- Badziew? - pisnął Nath. - Oglądasz każdy odcinek!
- Bo akurat nic innego nie leci! - bronił się brunet. - Cicho, zaczyna się.
Wszyscy spojrzeliśmy na ekran.
Prowadząca najpierw w skrócie powiedziała, co w dzisiejszym odcinku, potem jej widok zastąpiło zdjęcie moje i Natha z lotniska, z tego momentu, kiedy patrzył na mnie i głaskał po policzku.
Miedzy Nathanem Sykesem i jego dziewczyną Jules Miller widać na tym zdjęciu tyle uczucia, że aż ciepło się robi na sercu od samego patrzenia. Dziewczyna w taki sposób przywitała Natha dzisiaj na lotnisku Heatrow, gdzie The Wanted wrócili z trasy koncertowej po USA i Kanadzie. Ponieważ zdjęcie nie oddaje uroku tej sytuacji, dzięki uprzejmości jednej z fanek, która przesłała nam amatorski filmik, możemy wam pokazać całą scenę, która miała miejsce na lotnisku. 
Na ekranie pojawił się filmik, jak wskakuję na Natha, Kevin uspokaja ochroniarza, uśmiecha się na nasz widok, i jak w końcu schodzę z Natha. Potem na ekranie znowu pojawiła się prezenterka.
Nathan, czy skoro tak źle znosicie rozłąkę, niełatwiej było wziąć Jules ze sobą?
Zaczęła gadać o jakiś kolejnych plotkach, a Nathan leniwie wyciągnął telefon z kieszeni.
- Co robisz? - spytałam.
- To będzie teraz pytanie dnia na twitterze: Nathan, czemu nie wziąłeś Jules? Tylko jakoś to skrócą i zrobią z tego hashtag. Poczekaj pół godziny, to zobaczysz.
- O mnie nikt nie mówił, jak Kelsey czekała na mnie na lotnisku - marudził Tom.
- Bo nigdy na ciebie nie wskakiwała - odpowiedział Max.
- Właśnie, gdzie Kels? - spytałam.
- W pracy, za jakąś godzinę powinna przyjść.
Jak powiedział, tak też się stało, godzinę później Kelsey wpadła do domu i pierwsze co, to nie podeszła do Toma, tylko do mnie i Nathana.
- O Boże, widziałam program i sto razy na youtube! Jakie to było piękne! - uściskała nas.
- Hej, Kelsey, też się cieszę, że cię widzę - wszedł jej w słowo Tom.
- Oj, nie obrażaj się - Kelsey usiadła mu na kolanach.
- Wiecie co, idę po piwo - powiedział Max. - Wrócę, jak skończycie się mizdrzyć.
- Kup mi colę! - krzyknęłam za nim, jak wychodził.


Wiecie z czym zawsze mam największy problem? Z zakończeniem rozdziału. I z ubraniem swoich myśli w słowa. Mam super wizje przed oczami, ale nie potrafię ich przenieść na klawiaturę. To pewnego momentu nawet podobał mi się ten rozdział, ale potem zaczął się sypać... 
Chyba sądzę, że nieubłaganie zbliża mi się TWAfrerHours w blogu... chyba muszę rozchulać swoją seksowną część wyobraźni...

wtorek, 18 grudnia 2012

23. Julseyva

Tydzień w Polsce minął szybko. Odwiedziłam rodzinę, która w zadawaniu pytań jest chyba gorsza od FBI i CIA razem wziętych. Najlepsza była ich reakcja: "Jak to zostajesz w Londynie? A studia?!". Jakby od studiowania miało zależeć całe moje życie...
Dopłaciłam za nadbagaż i spakowałam więcej ciuchów, także tych cieplejszych. Na lotnisku naturalnie się rozpłakałam.
- Nie płacz, Julcia - mama wycierała moje łzy. - Przecież będziesz nas odwiedzać.
- No tak... Ale nie będę żerować na Nathanie, a nie stać mnie, żeby latać do Polski co rusz. Więc przyjadę chyba dopiero na święta.
- Damy radę - mama uściskała mnie po raz ostatni i poszłam do odprawy.

***
Na lotnisku czekali na mnie Jack i Eva.
- Och, tak się za wami stęskniłam! - wyściskałam ich.
- Co masz dla nas?
- Jeśli was to ucieszy, to mam ze sobą tylko wódkę. Dużo wódki. Prawdopodobnie więcej nadbagażu zapłaciłam za nią niż za ciuchy. Ale jedną muszę zostawić dla Toma na urodziny.
- Oj tam Tom, zrobimy sobie własne party - powiedziała Eva.
- Dobra dziewczyny, chodźcie, praca wzywa - Jack wziął moją walizkę i poszliśmy do auta. Oczywiście nie dał się namówić, żeby dać mi kierować.
Wahałam się, czy napisać tweeta, że wróciłam do Londynu. Stwierdziłam, że lepiej nie. Nie żebym uważała się za obiekt godny uwagi paparazzi, ale jeśli znowu by się mnie uczepili, to Nathan już nie miałby mnie gdzie wysłać i dowaliłby mi ochronę. Nie, dziękuję.
W Lodynie była trzynasta, więc w LA... Kurde, The Wanted nie byli już w LA... Zastanawiałam się, czy napisać Nathowi, że doleciałam do Londynu, ale nie chciałam go budzić. Stwierdziłam, że sms będzie bezpieczniejszy.
Hej, już jestem w Lodynie, cała i zdrowa, żadnych paparazzi w krzakach. Jeszcze 11 dni... Tęsknię... xx
Gdziekolwiek by nie był, na pewno gdzieś na  zachodnim wybrzeżu, czyli to ta sama godzina co w Los Angeles, czyli piąta rano, czyli powinien spać.
W pubie przywitałam się z Liz i Davem i poszłam do siebie. Lubiłam ich, ale jakoś bliższe kontakty utrzymywałam tylko z Evą. Może dlatego, że Liz i Dave byli starsi... Niby tylko 5 lat... A może dlatego, że ja i Eva przyjechałyśmy do Londynu z niczym,  a oni są urodzonymi Londyńczykami...
O 15. zeszłam na dół, do tego czasu rozpakowywałam swoje rzeczy. W międzyczasie obmyślałam, plan, jak wypracować jak największą ilość godzin, zanim The Wanted wrócą z trasy. Spisałam wszystko na kartce i pokazałam Jackowi.
- Oszalałaś? Dzień w dzień?
- Muszę się narobić, zanim chłopaki wrócą, bo potem znowu będę do pracy w gości przychodziła - powiedziałam.
- Niech będzie - schował kartkę do jakiegoś segregatora. - I tak będzie trzeba w końcu zrobić jakiś grafik, żeby zapanował tu porządek.
- To sobie rób, ja idę do pracy.

***
Dwa dni później, siedziałam sobie w pokoju, oglądałam filmiki z The Wanted na youtube. Fangirling się włącza. Ale co zrobić... Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam leniwie.
- No heeeej - w drzwiach pojawiła się Kelsey.
- Kels?! Co ty tu robisz?! - podskoczyłam do niej i przytuliłam. - Myślałam, że jesteś z zespołem.
- Byłam, ale tylko na tydzień mogłam się wyrwać z Londynu - wzruszyła ramionami. - Mam wieczór wolny, może wyjdziemy gdzieś z Candy? - zaproponowała.
- Akurat tak się składa, że też dzisiaj mamy wolne. Chyba... - zamyśliłam się. - Chwila. Zatkaj uszy. CAAAAANDY!
Dziewczyna przybiegła do mnie.
- Co się dzieje?
- Pracujesz dzisiaj? - spytałam.
- Do dwudziestej.
- Genialnie - zaklaskałam. - Wychodzimy. Z Kelsey.
- Gdzie?
-W sumie... - powiedziała blodynka. - Może byśmy poszły do mnie. Możemy zrobić piżama party. Co wy na to?
- Dla mnie bomba - powiedziała Eva.
- Ja też jestem za.
- Świetnie - Kelsey wyciągnęła kartkę i zapisała coś. - Tu macie mój adres, oczekuję was o dwudziestej pierwszej. Paaa.
Kels wyszła jak zwykle cała w skowronkach, Eva zeszła na dół, bo dochodziła dwunasta, a ja wróciłam do swojego zajęcia. W sumie, to trochę dziwne, że żeby zobaczyć swojego chłopaka muszę wejść na youtube. Stwierdziłam, że nie ma sensu oglądać kolejny raz tych samych filmików, weszłam na twittera. Nudy, nudy, nudy, nudy, nudy...
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam taka znudzona... Byle do wieczora z Kelsey and Evą! x
Tweet.

***
Wieczorem punkt o 21. stawiłyśmy się u Kelsey.
- Dziewczęta - powiedziałam. - Może i The Wanted tu nie ma, ale to nie znaczy, że nie możemy się bawić jak The Wanted - wyciągnęłam wódkę z torby.
- Jules Miller, jesteś czystym złem - powiedziała Kelsey i poszła po kieliszki do kuchni. - To tym załatwiłaś Toma?
- Dokładnie.
Puściłyśmy jakiś film, ale o czym on był, nie mam pojęcia. Może dlatego, że oglądałam go przez 5 minut urywkami.
W pewnym momencie zadzwonił telefon Evy.
- Oooo - powiedziała nieźle już wstawiona. - To Jay.
- Dawaj na głośnik - nakazałam.
Eva odebrała i włączyła głośnomówiący.
- Hej, jesteśmy The Wanted - powiedziałyśmy w trójkę i wybuchłyśmy śmiechem.
- Taaa, właśnie słyszę - powiedział rozbawiony Jay. - Może zadzwonię później?
- Nieeeee, gadaj sobie z Candy - powiedziałam zatykając buzię Kelsey, żeby mnie nie zagłuszała. - Ale powiedz, jest tam Nathan?
- Jest obok mnie. Dać ci go?
- Nie. Ucałuj go ode mnie. Ale tak porządnie.
- Ehmm... Jules mówi, że mam cię porządnie ucałować, ale tego nie zrobię, bo to obrzydliwie - powiedział Jay, nieudolnie zasłaniając mikrofon.
- Hej, słyszymy to! - krzyknęła Kelsey. - Oszust!
- Daj mi to na chwilę - Nathan wziął od niego telefon. - Hej Jules. I Kelsey. I Eva. Jules, zrobisz dla mnie jedną rzecz?
- Wszystko dla ciebie zrobię - powiedziałam dziecięcym głosem do telefonu.
- Nie wchodź po pijaku na twittera. Ty jutro nie będziesz pamiętała, co napiszesz, ale ludzie tak. Raz napisałem tweeta sam do siebie.
- Taaa? I co w nim napisałeś? "Siema, wyglądasz jak Sid"?
Nathan zaśmiał się.
- Nie, to było bardziej "Cześć @nathanthewanted, też mam na imię Nathan, możemy się zaprzyjaźnić?".
- Też nieźle. Dobra, oddaj telefon Jayowi, bo chciał pogadać z Evą, a ona zaraz zaśnie. Kocham cię - nie czekając na odpowiedź, przesunęłam telefon w stronę Evy. Ta złapała go i zamknęła się w łazience.
- Widziałaś to? - pisnęła Kelsey. - Poszła sobie!
- Niewiarygodne.
- Jakby mało się nagadali od wylotu do Ameryki - mruknęła.
- Co masz na myśli? - spytałam.
- No przecież Jay non stop siedział z telefonem przy uchu albo w ręce. Albo w pokoju przy laptopie. Szczerze, to współczuję mu rachunku.
- O proszę... Będzie Java... Jeva? Coś się wymyśli...
- I tylko Max zostanie sam - westchnęła Kelsey.
- Helloł?! Nie słyszałaś? Mathanles?
Kels wybuchnęła śmiechem.
- Widziałam! Byłam z Nareeshą za kulisami! Maxa "Idę po ciebie" - Kels przez śmiech udawała Maxa, przez co ja też zaczęłam się śmiać. - I Nathana ">>Than<< oddziela >>les<< od >Ma<<" - na trzeźwo to nie było aż tak śmieszne jak po pijaku, a my śmiałyśmy się tak bardzo, że rozbolały nas brzuchy.
- Eva, kończ to! - krzyknęłam.

***
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Wszystkie trzy spałyśmy dziwnie poskładane na kanapie u Kelsey. Chciałam wstać, ale walnęłam Kelsey łokciem w brzuch, a ona swoim "Ouch!" obudziła Evę.
- Wiecie co? - powiedziałam słabo. - Wypiłam z wami mniej niż z Tomem, ale łeb boli mnie bardziej. I jeszcze dzisiaj pracuję do zamknięcia! - nakryłam głowę poduszką.
- Okej, chodźcie się umyć, będzie wam lepiej - Kelsey podniosła się z kanapy. - Dam wam ręczniki - poczłapała leniwie do drugiego pokoju.
- Ev, idź pierwsza - szturchnęłam ją.
- Nie mam sił. Ty idź - wymamrotała.
- Okej - wstałam powoli, wzięłam od Kelsey ręcznik, zlokalizowałam swoją torbę i chwiejnie poszłam do łazienki.
Zimny prysznic zdecydowanie mi pomógł. Do trzeźwości i braku kaca, było jeszcze daleko, ale zawsze coś. Po mnie do łazienki weszła Eva, ja pomogłam Kelsey sprzątać.
- To my jadłyśmy wczoraj chipsy? - spytałam zdziwiona, kiedy podniosłam opakowanie z podłogi.
- Eeee.. Na to wygląda - wzruszyła ramionami równie zdziwiona Kels.
- Jeśli nie pamiętamy, że jadłyśmy chipsy, to nie chcę wiedzieć, co jeszcze robiłyśmy - spojrzałam na nią lekko przestraszona.
- Laptop leży tak, jak leżał, więc raczej nie używałyśmy go - powiedziała.
- Jest jeszcze twitter w telefonie... - spojrzałam na swojego Samsunga. - Niee, na pewno nie, Nathan mówił, żebyś nie wchodziły po pijaku... - spojrzałam na nią.
- Nathan. Mówił. - powiedziała po woli.
Szybko wzięłam telefon do ręki, weszłam w interakcje.
- Czemu tyle osób przesłało dalej jakiegoś mojego tweeta? - weszłam w niego niepewnie.
Lekko odetchnęłyśmy. Tylko zdjęcie naszej trójki. Przejrzałam swój profil. Dobra, to był jedyny tweet z ostatniej nocy.
- Spójrz na to - powiedziała Kelsey. - Tweet The Wanted.
That's our girls!
- W sumie mogło być gorzej - powiedziałam.
- Jest gorzej - pokazała palcem na innego tweeta. - Louis Tomlinson, no proszę.
- "Dziewczyny wiedzą, jak się bawić"? I co, może mam mu podziękować za aprobatę? - cisnęłam telefon do torby.
Jeden człowiek, a tak potrafi podnieść ciśnienie...



B A D Z I E W I E.
BADZIEWIE. Kompletnie mi się nie podoba, pisany tylko po to, żeby coś napisać, bez pomysłu, nudny jak flaki z olejem.
Po co mi była ta trasa koncertowa?! Jak pisać bloga o The Wanted, skoro wysłałam ich na drugą półkulę?
Kill me now, ale wcześniej skomentujcie :)
Aaaa, anonim i JustXD - mi też coś z Louisem śmierdzi, tylko jeszcze nie wiem co :P
PS San - jeśli chcesz, możesz podać maila i napiszę do Ciebie ;)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

22. Papa-papa-paparazzi.

Obudziłam się i jeszcze zanim zeszłam coś zjeść, włączyłam ostatni wywiad The Wanted. Max i Jay byli tak skacowani, że nawet ślepy by to zauważył. Nathan oczywiście z full capem na łbie.
- Hej, jesteśmy tu z The Wanted i będziemy zadawać im pytania nadesłane przez was - zaczęła dziennikarka. - Max, może zaczniemy od ciebie. Kto twoim zdaniem potrzebuje najwięcej czasu, żeby przygotować się do wyjścia?
- Nathan - szybka odpowiedź. - I jestem przekonany, że zbiera się dłużej niż Jules, Nareesha i Kelsey razem wzięte.
- Bardzo śmieszne - wtrącił Nathan.
- Dobra, Nathan, to teraz ty. Twoja ulubiona piosenka?
- Emmm... Bruno Mars "Just The Way You Are". Tak sądzę...
- Dla Jules?
- Nie, wcale nie! Śpiewam to dla siebie, bo jestem po prostu sobą.
Tom opluł się herbatą, Sivy reakcja to facepalm, a Max i Jay byli zbyt nieprzytomni, żeby zareagować.
- Okej, tylko żartuję - uśmiechnął się do kamery.
- Może omińmy ten temat - zaśmiała się dziennikarka. - Tom, który z was byłby najbardziej skłonny umówić się z fanką?
Chwila ciszy, uwaga, myślący Tom.
- Nathan rozdaje ciągle swój numer, więc chyba on. Nie wiem, co na to Jules... Ale kiedyś dał komuś swój numer, po dwóch dniach przyszedł i powiedział "Chłopaki, znowu muszę zmienić numer, bo mają go fanki", próbowaliśmy mu wytłumaczyć "Nathan, one nie zwięły go z powietrza, musiałeś im go podać", ale... no cóż, Nathan to Nathan - wzruszył ramionami.
- Bardzo śmieszne - powtórzył Nathan.
- Siva, jedna z fanek chce wiedzieć, czy macie tatuaże?
- Ja nie - powiedział mulat. - Ale Tom i Jay mają. Tom, podnieś koszulkę. Ma "Rock & Roll", co jest trochę dziwne, bo jest w popbandzie. A Jay ma kompas. I coś jeszcze.
- To teraz Jay. Jay, kto jest twoim ulubionym członkiem zespołu?
- Oh, to nie fair! Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, kiedy cała czwórka siedzi koło mnie!
- Może zróbmy to drogą dedukcji - zaproponowała dziennikarka. - Jaythan się rozpadło z wyłącznej winy Nathana, więc raczej nie on...
- Nic się rozpadło! - kryknął Nathan. - Po prostu teraz jest Jaythanles. Ewoluowaliśmy.
- A co ze mną?! - wtrącił Max. - Czy w takim razie jest też Mathanles?
- Tak - odpowiedział Nath.
- Super! Jules, idę po ciebie - wskazał palcem do kamery.
- A czy nie zauważyłeś, że cząstka "les" jest oddzielona od "Ma" cząstką "than"? - spytał Nathan. - To znaczy, że oddzielam was. Nie ma "les" bez "than".
- O czym ty gadasz? - spytał Tom.
- To zbyt skomplikowane dla ciebie.
- Okej - powiedziała rozbawiona dziennikarka. - Uznajmy, że Jaya ulubionym członkiem zespołu jest Max, bo, z tego co widać, wczorajszy wieczór spędzili razem. Przejdźmy dalej...
Cały wywiad trwał z 15 minut, filmów z koncertów już nie dałam rady obejrzeć, bo odezwał się głód.

OCZAMI NATHANA

Naprawdę nie miałem ochoty iść do klubu. Byłem jakiś nieswój od przyjazdu do Ameryki. Chyba po prostu tęskniłem za Jules. A do klubu przyszedłem tylko, żeby zrobić przyjemność Nareeshy i Kelsey, które nie mogły dłużej patrzeć, jak snuję się po kątach. Siedziałem przy barze, modląc się, żeby nikt mnie nie poznał. Spojrzałem na zegarek. Północ. Posiedzę jeszcze godzinę i zwinę się do hotelu.
- Przepraszam, wolne? - ktoś spytał o miejsce obok mnie.
- Tak - odpowiedziałem nawet nie patrząc w tamtym kierunku.
Jakaś dziewczyna usiadła obok mnie.
- Nie jesteś z LA, prawda? - spytała. Spojrzałem na nią pytająco. - Akcent.
- No tak... Nie jestem.
- Więc, nieznajomy nie z Los Angeles, co taki przystojniacha robi tutaj sam?
- Piję piwo.
- Ty masz w ogóle dwadzieścia jeden lat?
- A ty jesteś z FBI czy CIA? - spytałem.
- Wyluzuj Nathan, tylko się droczę - więc jednak wiedziała kim jestem.
Spojrzałem na nią. Była nieźle wcięta.
- Taaa, i tak już miałem iść, więc miło było cię poznać. Cześć - wstałem ze stołka.
Dziewczyna złapała mnie za rękę.
- Oj, zostań jeszcze - powiedziała wplatając swoje palce w moje.
Szybko wyrwałem rękę.
- Mam dziewczynę - wysyczałem.
- Tak, wiem, Jules jakaśtam - wywróciła oczami. - Ale jej tutaj nie ma.
Bez słowa odwróciłem się i wyszedłem. Napisałem do Nareeshy, że wracam do hotelu, żeby się nie martwiła.

OCZAMI JULES

Zeszłam na dół i zrobiłam płatki z mlekiem. Mama wyszła z łazienki.
- Tak w ogóle to czemu nie jesteś w pracy? - spytałam.
- Wzięłam trochę wolnego, jak już tu jesteś - wzruszyła ramionami.
- Bo nie uwierzę... - wybałuszyłam oczy. - Moja mama pracocholiczka wzięła wolne!
- Bardzo śmieszne. Jadę zaraz do babci, jedziesz ze mną?
- Będę gotowa za 20 minut.
Szybko zjadłam i wyszykowałam się. Kątem oka zobaczyłam jakieś tweety do mnie, ale nie miałam czasu ich odczytać, zawsze mogę zrobić to w samochodzie.
Wsiadłam z mamą do auta, do babci miałyśmy 5 minut, na miejscu mama i babcia poszły zrobić herbatę, a ja weszłam na twittera. Pełno tweetów z "najświeższym" zdjęciami The Wanted z LA. Od niechcenia weszłam w link. Tom i Kelsey, Siva i Nareesha, Jay, Max i Nathan. Nie wnikam, jak dostał się do jakiegolwiek klubu, skoro nie ma dwudziestu jeden lat. Przeglądałam zdjęcia, na jednym zatrzymałam się na dłużej.
Nathan, który większość czasu siedział przy barze pijąc piwo, chyba znalazł kogoś, kto pomoże mu uporać się z tęsknotą za Jules Miller.
Na zdjęciu był Nathan i jakaś dziewczyna trzymająca jego rękę. Spokój, Jules. To zdjęcie jest prawdopodobnie całkowite wyrwane z kontekstu. Jakaś fanka się przyczepiła czy coś. Wysłałam link Nathanowi, tak tylko żeby wiedział. Po chwili zadzwonił.
- Jules, to nie tak, jak tam piszą. Ona przyczepiła się do mnie, ja od razu odwróciłem się i wyszedłem w ogóle z klubu - powiedział szybko Nathan.
- Wiem, wiem, ufam ci. Sama dwa dni temu przekonałam się, jak zdjęcie można wykorzystać na czyjąś niekorzyść. Po prostu wysłałam ci to, żebyś wiedział.
- Jesteś wspaniała - powiedział. - Słuchaj, może w ogóle przestańmy się przejmować tymi plotkami? Nie czytajmy nic, nie wchodźmy w artykuły, nie oglądajmy zdjęć - zaproponował.
- Tak, myślę, że to dobry pomysł - uśmiechnęłam się do siebie. - Tylko jakim sposobem oni zdobywają te zdjęcia tak szybko?
- Mają swoje krety. O to chodzi, im szybciej ukazyją zdjęcia, tym większą mają siłę przebicia. Ale od dzisiaj się tym nie przejmujemy.
- Jasne. Dobra, pewnie jesteś zmęczony. Idź spać - nakazałam.
- Dobranoc. Choć tobie raczej "dzień dobry".\
Po skończonej rozmowie sprawdziłam parę interakcji.
"Louis_Tomlinson zaczął cię obserwować".
Boże, chłopie, o co ci chodzi. Chwila... Skoro wcześniej już to zrobił, to znaczy, że musiał przestać mnie obserwować, żeby zacząć od nowa. Wrzód... Dobra, masz, ciesz się. "Follow". Mam nadzieję, że ci lepiej.
Po chwili dostałam wiadomość. Od kogo... Tak, właśnie od niego.
Widziałem zdjęcia. Przykro mi.
Wywróciłam oczami.
Dzięki, nie ma powodów, żeby było ci przykro...
To była pierwsza i ostatnia wiadomość wysłana do tego człowieka. Amen. Wróciłam do mamy i babci.


Krótszy, ale chcieliscie dzisiaj to macie :P mi osobiście się nie podoba, pół rozdziału to elementy wywiadów...

niedziela, 16 grudnia 2012

21. Viva la Skype.

Wróciłam z mamą do domu, poszłam do swojego pokoju i weszłam na skype. Jest Eva, dobrze.
- Hej, co tam w odległej krainie zwanej Polską słychać? -zapytała.
- Odległa kraina? Litości to nie koniec świata - zaśmiałam się. - Spotkałam znajomą, wychodzę z nią dzisiaj. Tylko boję się, że będzie wypytywać za dużo. Poza tym ma obsesję na punkcie Maxa, więc boję się podwójnie.
- Dasz radę, nie będzie tak źle - powiedziała powoli, wklepując coś w komputerze z dziwnym uśmiechem na twarzy.
- Eva, czy ja ci przeszkadzam? Może jesteś zajęta?
- Nie, nie, to tylko Jay - odpowiedziała dalej pisząc.
- Jay? Czy tam nie jest przypadkiem... ósma rano?
- No jest, ale wiesz... jet lag i te sprawy.
- Ach tak... - usłyszałam, jak mama woła mnie na obiad. - Pisz sobie dalej i pozdrów go ode mnie, muszę iść na obiad, a potem psychicznie przygotować się do wieczoru. I pozdrów Jacka, Liz i Dave'a.
- Pozdrowię, pa - uśmiechnęła się do kamery.
Skończyłam rozmowę, ale zanim zeszłam na dół, weszłam na twittera. Rzucił mi się w oczy pewien tweet:
Prawdziwy członek TWFanmily kibicuje Tomsey, Siveeshy i Nathles i cieszy się szczęściem chłopców, a nie obraża ich dziewczyny.
Nie wiem, kim jesteś, ale twój tweet idzie do ulubionych.
Odłożyłam laptopa i poszłam na obiad.
- Naleśniki! - krzyknęłam ucieszona.  - Mamo. Kocham cię. Zrobisz mi jutro pierogi? - spytałam z nadzieją.
- Po dzisiejszym wieczorem to może raczej rosół na kaca?
- Nie zamierzam dużo pić, jeśli w ogóle. Rób, co chcesz, ale zanim wrócę do Londynu chcę pierogi - powiedziałam z pełną buzią.

Po obiedzie obejrzałam z mamą i bratem film, potem przyszła pora, żeby zacząć się zbierać. Ubrałam się, uczesałam, pomalowałam i zeszłam na dół.
- Mamo, zawieziesz mnie? - spytałam.
- Tak, tak, daj mi chwilę, niech się ogarnę - poleciała na górę. Po chwili zbiegła z parą szpilek, w których szłam na pokazie. Dziwne, wydawało mi się, że ich nie pakowałam. - Skąd masz takie buty? - oczy miała jak pięć złotych.
- No na pokazie w nich szłam, mówiłam ci przecież.
- Wspaniałe - patrzyła rozmarzonym wzrokiem na buty.
Przemknęła mi przez głowę myśl. Spojrzałam na zegarek, w Los Angeles jest chyba po dziesiątej. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Nareeshy.
- Hej Naree, co tam w LA słychać?
- Strasznie gorąco, chłopcy właśnie udzielają wywiadu. A co u ciebie? - nawet przez telefon słyszałam, jak się uśmiecha.
- Tutaj też nieźle grzeje. Sluchaj, bo jest sprawa. Mojej mamie strasznie spodobały się jedne z butów, w których szłam na pokazie. Miałabyś coś przeciwko, gdybym je jej dała? Chodzi więcej w szpilkach ode mnie, na pewno zrobi z nich większy pożytek...
- Nie ma sprawy, twoje buty, możesz robić z nimi, co chcesz - odpowiedziała Nareesha.
- Dziękuję ci, jesteś kochana. Cieszę się tylko, że nie spakowałam botków, bo jakby się do nich przyczepiła, to oznaczałoby wojnę.
Nareesha zaśmiała się.
- Muszę kończyć, rachunek pewnie mnie zabije - powiedziałam.
- Trzymaj się, słońce - Nareesha pożegnała mnie i rozłączyła się.
Poszłam do mamy, która przymierzała szpilki w drugim pokoju.
- Są twoje - powiedziałam.
- Co?! - krzyknęła.
- No dzwoniłam do Nareeshy, spytałam, czy mogę ci je dać, powiedziała, że nie ma problemu. Teraz możesz chwalić się, że masz szpilki za czterysta funtów - wzruszyłam ramionami.
- Dziękuję ci, dziecko - mama rzuciła się na mnie i zaczęła mnie przytulać, a raczej dusić.
- Spoko, ale puść mnie o zawieź w końcu do miasta - popędziłam ją.
Po 20 minutach czekałam już w kawiarni, po chwili przyszła Magda. Zamówiłyśmy po kawie i ciastku i się zaczęło.
- No powiadaj, jak to się stało? - była tak podjarana, że prawie podskakiwała na fotelu.
- No... Nie poznałam go, trochę spławiłam i już - wzruszyłam ramionami.
- Co już? No opowiedz coś więcej... - błagała.
- No dobra. Tylko, proszę cię, nie możesz nikomu nic powiedzieć, bo jest parę rzeczy, o których nikt nie może się dowiedzieć - wzięłam głęboki oddech, w międzyczasie szybko myślałam, ile faktycznie jej powiedzieć.
Powiedziałam jej jak to nie poznałam Nathana, jak następnego dnia niosłam jedzenie do wytwórni, o koncercie, który zagrali, żeby uratować pub, ominęłam radiotour, bo nie mogłam ryzykować, że jakoś wycieknie, że to byłam ja a nie Kelsey. Potem jakoś zwinnie przeszłam do gali w Gloucester, omijając znowu fragment o byłej Natha. W sumie to ominęłam wiele faktów, ale Magda jakoś nie zwracała uwagi na luki w historii.
- Ale supeeeer... - wymamrotała rozmarzona. Spojrzała na zegarek. - Ale nie mamy czasu, w klubie wszyscy na nas czekają.
Pociągnęła mnie za rękę i wyszłyśmy. Po 10 minutach byłyśmy na miejscu. W środku pełno ludzi, Magda poprowadziła mnie gdzieś w głąb sali, gdzie było pełno znajomych. Przywitałam się ze wszystkimi, ktoś zaraz przyniósł mi piwo, które początkowo niechętnie wypiłam, ale zaraz kupiłam drugie.
Po chwili Magda przybiegła i oznajmiła:
- Idziemy zaraz śpiewać.
- Co?!
- Zamówiłam nam "Glad You Came" na karaoke,  no chodź, będzie fajnie - spojrzała na mnie błagalnie. - Chyba, że boisz się, że nie dasz rady - uśmiechnęła się wyzywająco.
- Och proszę cię! Mój chłopak to śpiewa! Ja mam nie dać rady? - wzięłam łyk piwa i poszłam za nią.
W sumie to zastanawiałam się "Co ty do cholery robisz?". Mój chłopak może i to śpiewa alemi do jego zdolności wokalnych daleko. Dasz radę. "Glad You Came" można w sumie mówić...
- Magda, ale ty zacznij - powiedziałam stanowczo. - I ja śpiewam część Nathana.
Magda zaczęła śpiewać, a ja dostałam ataku śmiechu. W sumie nie wiem czemu.
Dobra, moja kolej.
You cast is spell on me, spell on me.
You hit me like the sky fell on me, fell on me.
And I decided you look well on me, well on me
So lets go somewhere no one else can się you and me.
O ile do tego momentu mogłam jakoś powstrzymać śmiech to teraz znowu zaczęłam chichrać się jak głupia. W refrenie powiedziałam, bo nie zaśpiewałam, co drugie słowo, potem powoli się opanowałam. Co, to już, znowu ja...
T-turn the lights out now
Now I'll take you by your hand
Hand you another drink
D-d-d-drink it if you can
Can you spend a little time
Time is slippin away
Away from us so stay
Stay with me I can make
Make you glad you came.
W końcu przestałam się śmiać. Wróciłyśmy do znajomych.
- Wiesz, Julka - zaczął Michał - możesz chodzić z kim chcesz, ale śpiewać dalej nie umiesz.
- Wal się - zobaczyłam, że robi coś w telefonie. - Ty chyba tego nie nagrałeś?
- Owszem - schował telefon do kieszeni. - Wyślę to Nathanowi, żeby wiedział z kim chodził, jak już wrócisz do Polski.
No tak, jeszcze mu nie powiedziałam.
- Michał... Ale ja nie wracam. Zostaję w Londynie.
Widziałam, jak wyraz twarzy mu się zmienił.
- Co?! Jak to?
- No po prostu. Kocham go. Ja nie potrafiłabym po prostu wrócić, iść na studia i żyć dalej - wzruszyłam ramionami.
Michał bez słowa wyszedł. Wybiegłam za nim.
- Michał! Michał zatrzymaj się do cholery!
- Dlaczego mi to robisz? - spytał wściekły. - Wiesz, że cię potrzebuję!
- Wiem! Ale mogę być przy tobie będąc w Londynie. To nic nie zmienia. Jesteś dla mnie jak brat i żadne kilometry tego nie zmienią.
Podszedł do mnie i przytulił mnie.
- Kocham cię - wyszeptałam. Oczywiście chodziło mi o inną miłość. Nie kochałam go w sposób, w jaki kocham Nathana. Bardziej tak jak kocham mojego brata, albo Evę.
- Ja ciebie też, Julka.
- Dobra, chodź do środka - pociągnęłam go w kierunku wejścia, nagle znikąd pojawiła się tam Magda.
- O już wracacie? - spytała.
- Tak, chyba będę się już zbierać do domu. Mam nadzieję, że złapię Natha na skypie.
Zadzwoniłam po mamę, po 20 minutach po mnie przyjechała. W domu zanim poszłam się umyć, sprawdziłam skype. Nathan był. Dobra, poczeka jeszcze 20 minut. Szybko wzięłam prysznic i wróciłam do siebie.
- Hej, Jules - ucieszył się na mój widok, tak samo jak ja na jego, mimo że to tylko widok przez kamerkę.
- Co tam w LA?
- Gorąco - powiedział bez przekonania. - Gramy dzisiaj koncert, jutro jedziemy... gdzieś tam... potem znowu. I znowu. Gramy kilkanaście koncertów i nie mam nawet pojęcia, gdzie kiedy. Na pewno w Chicago, Nowym Jorku, Miami - wzruszył ramionami. - A co w Polsce?
- Gorąco. Byłam na karaoke. Śpiewałam GYC. Przed chwilą wróciłam. Jutro chyba wezmę się za odwiedzenie rodziny. Głupio tak być i przyjść w odwiedziny. Może pojadę z mamą na zakupy. Chyba dopłacę za bagaż i zabiorę więcej ciuchów do Londynu - wzruszyłam ramionami i zorientowałam się, że się praktycznie wyglądałam.
- I tak będziesz marudzić, że nie masz, co na siebie włożyć - wywrócił oczami. - No a we wrześniu i tak wracasz... - Nathan posmutniał.
No nie, nie mam serca dalej go wkręcać...
- Miałam ci powiedzieć w bardziej sprzyjających okolicznościach, ale no dobra... Nie wracam do Polski - powiedziałam szybko.
- Co? - zapytał Nath, jakby nie był pewny, co powiedziałam.
- Zostaję w Londynie. Nie wracam do Polski. Ja... ja chcę być z tobą.
Zapadła cisza. No nie takiej reakcji się spodziewałam.
- Nathan? Powiesz coś?
- Jules... Ja jestem teraz najszczęśliwym facetem na ziemi - uśmiechał się do kamery.
Uśmiechnęłam się. Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam płakać.
- Nie płacz, głuptasie - powiedział Nathan.
- Nie placzę - wytarłam szybko oczy. - Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też - westchnął Nath. - Wracamy piątego.
- To mniej niż trzy tygodnie - zauważyłam.
- Tak, plany trochę się zmieniły. Ale to chyba dobrze?
- Genialnie! Nareesha mówiła, że mieliście wywiad.
- Tak, już jest na youtube jakbyś chciała.
- Obejrzę, ale jutro, bo jestem padnięta - akurat zaczęłam ziewać.
- To spać, ale już! - powiedział niby poważnie.
- Zaraz! Najpierw powiedz mi, co u Jaya.
- No właśnie miałem ciebie pytać o to samo! Czy on i Candy...
- No chyba ich do siebie ciągnie - stwierdziłam.
- Kiedy do niego nie wejdę, nadaje na skypie.
- Pewnie z Evą - uśmiechnęłam się.
- Evą? - spytał. No tak, on nic nie wie.
- Na Boga, chyba nie myślałeś, że ma na imię Candy - wywróciłam oczami. - Nieważne. Mam nadzieję, że im wyjdzie. Nie. Ja to wiem - powiedziałam pewnie.
- Dobra, idź spać, bo ledwie na oczy widzisz. Dobranoc - pomachał mi Nathan.
- Pa - uśmiechnęłam się i skończyłam rozmowę.
Odłożyłam laptopa na półkę, położyłam głowę na poduszce i w ciągu sekundy zasnęłam...


Beznadziejny... i za długi. I nudny. Ale nie mam siły zrobić nic lepszego, grypa mnie męczy :(


sobota, 15 grudnia 2012

20. Home, sweet home.

- Jules, co się dzieje? - spytał zaniepokojony Jack.
- Nic wielkiego. Po prostu przed lotniskiem miałam małe stracie z dziennikarzami, Nathan się o tym dowiedział, bardzo się zdenerwował i powiedział, że albo dostaję ochronę albo mam jechać do Polski. To tylko tydzień, obiecuję,  że jak wrócę będę pracować dzień w dzień.
- Tym się w ogóle nie przejmuj.
Zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Masz samolot jutro o piętnastej, na maila już wysłałem ci kartę pokładową - powiedział szybko Nathan.
- Okej - odpowiedziałam krótko.
To, że rozumiałam, że się martwi, nie znaczy, że muszę się z tym zgadzać.
- Jules... Nie bądź zła, robię to dla ciebie.
- Tak, wiem. Muszę kończyć, mam dużo pracy. Pa - rozłączyłam się.
Wróciłam na górę, wzięłam torbę i zaczęłam szybko pakować pierwsze ciuchy, które wpadły mi w ręce. Nie wiem czemu, ale czułam się jak uciekinierka. Po chwili na górę przyszła Eva.
- Jules, co ty robisz i czemu nie ma cię na dole? Jack stoi za nas za barem.
- Nathan kazał mi jechać na tydzień do Polski za to, co się stało na lotnisku - powiedziałam, nie przerywając pakowania.
- Co? Ale czemu?
- Bo się o mnie boi - powiedziałam sarkastycznie. - Jakby nie wiem co, miało mi się stać.
- Ale wrócisz, prawda? - spytała niepewnie.
- Oczywiście, że tak! To tylko tydzień - podeszłam do niej i uściskałam ją. - Będę tęsknić.
- Ja też. Chyba. Bo jeśli zaraz mnie nie puścisz, to obawiam się, że mnie udusisz.
Odsunęłam się.
- Przepraszam. Chodź na dół, rano zdarzę się spakować.
Wróciłyśmy do pracy.

***
Następnego dnia obudziłam się o dziesiątej. Na spokojnie się spakowałam,  wyrzuciłam przy tym z torby golf, który wczoraj tam wrzuciłam. Na co mi golf w lipcu? Skorzystałam z drukarki Dave'a i wydrukowałam kartę pokładową. W końcu przypomniało mi się, że muszę zadzwonić do mamy.
- Cześć, mamo - powiedziałam.
- Cześć, Julka, wszystko gra? - spytała. Jasnowidzka od siedmiu boleści.
- Możesz przyjechać po mnie na lotnisko koło siedemnastej?
- Co się dzieje? Czemu wracasz do Polski?
-Nie wracam, tylko przyjeżdżam na tydzień. Potem ci wszystko wyjaśnię.
- Tylko jest mały problem. Mam dzisiaj strasznie dużo pracy, nie wiem, czy dam radę - słyszałam, że było jej przykro.
- To nic, dam sobie radę. Zadzwonię po Michała czy coś.
- Tylko uważaj na siebie - powiedziała z troską.
- Będę. Pa - rozłączyłam się szybko.
Zadzwoniłam do Michała. Dwa telefony do Polski będą mnie kosztować fortunę.
- Nie interesuje mnie, co robisz, o siedemnastej masz być po mnie na lotnisku - powiedziałam.
- Coś się stało? - spytał.
- Cholera jasna, czemu wszyscy pytają czy coś się stało, po prostu przyjeżdżam sobie na tydzień!
- Drzesz się, czyli coś jednak się stało - powiedział stanowczo. - Tak, wiem, potem pogadamy, przyjadę po ciebie.
- Super, dzięki. To pa.
Usiadłam na łóżku. Spojrzałam na zdjęcie moje i Nathana.
- Robię to dla ciebie, głąbie - powiedziałam do obrazka.
Zadzwonił mój telefon.
- Nathan? W LA jest coś jakby druga w nocy? Nie powinieneś spać? - liczyłam szybko strefy czasowe. Która by nie była, był środek nocy.
- Słyszałaś o czymś takim jak jet lag?
- Biedactwo nie może zasnąć?
- Taaa... Jesteś zła?
Westchnęłam.
- Nie, nie jestem. Wiem, że się o mnie martwisz i chcesz dobrze. Więc teraz ty idź spać, bo to ja będę się martwić.
Zaśmiał się lekko.
- Dobra, spróbuję.
- To dobranoc w takim razie. Dam ci jakoś znak, jak już będę w Polsce.
- Okej, pa.

Pokręciłam się trochę, zjadłam, obejrzałam jakieś pierdoły w telewizji, w internecie przeczytałam artykuł, w którym autor intensywnie zastanawiał się, z kim Nathan Sykes rozmawiał na lotnisku w LA, że był aż tak zdenerwowany. To ja, to ja, mnie szukajcie!
W końcu stwierdziłam, że czas jechać, samolot miałam że Stansted,  czyli jakby nie patrzeć pół Londynu do przejechania. Jack odwiózł mnie na samolot, siedziałam już po odprawie i czekałam. Weszłam na twittera.
Home, sweet home.
Nathan nic nie mówił, że to tajemnica,  poza tym, nikt nawet nie zna mojego adresu w Polsce, więc nawet jeśli ktoś by chciał mnie znaleźć, to szukałby igły w stołu siana.

Koło siedemnastej byłam już w Polsce. Michał czekał na mnie na lotnisku.
- Hej - przytuliłam się z nim.
- Cześć Julka. No więc, co tu robisz? - spytał.
- Powiem ci wszystko, ale na Boga, chodźmy do McDonalda,  bo umieram z głodu.
Wziął moją torbę i ruszyliśmy do auta. Po 15 minutach byliśmy w restauracji pod dwoma złotymi łukami.
- Dobra, jesteśmy w Macu, masz jedzenie, teraz mów - powiedział Michał.
- Nathan jest po prostu przewrażliwiony - wzruszyłam ramionami.

OCZAMI NATHANA

Max i Jay już w dniu przylotu zdążyli zabalować, więc pewnie spali jak zabici. Ja siedziałem przy śniadaniu z Tomem, Kelsey, Sivą i Nareeshą. Brakowało mi tylko Jules...
Może to i niekulturalne, ale siedziałem przy stole i bawiłem się telefonem. Znowu oznaczono mnie w jakiś tweetach. Wszedłem w najnowszego, link do jakiegoś serwisu plotkarskiego. No niech im będzie, że przeczytam.
Świeże zdjęcia, zrobione na lotnisku w Polsce 15 minut temu!
Nathan Sykes wraz ze swoim zespołem The Wanted wyjechał w trasę koncertową, ale to nie znaczy, że Jules Miller usycha z tęsknoty. Wygląda na to, że szybko znalazła pocieszenie w ramionach, jak widać bliskiego, przyjaciela. Ciekawe, co na to Nathan i banki zespołu...
- No to są chyba jakieś jaja - powiedziałem głośniej niż miałem w zamiarze.
- Co jest? - spytała Nareesha.
Pokazałem jej telefon. Przejrzała zdjęcia pod artykułem.
- Przecież to jest... - zaczęła.
- Michał, jej przyjaciel. Tylko te cymbały tego nie wiedzą i wypisują te brednie.
- Może zadzwoń do niej? - zaproponowała Kelsey.
Wziąłem telefon i wykręciłem numer.

OCZAMI JULES

- I dlatego jestem w Polsce - opowiedziałam mu całą historię, łącznie z tym, że Nathan spał z Eleanor i tym, że Louis odgrażał się, że się ze mną prześpi.
- Też bym mu przyłożył - stwierdził Michał.
- Taaa.. Tylko teraz paparazzi są trochę na mnie narwani z nadzieją, że wygadam się o co chodzi.
Zadzwonił mój telefon.
- Przepraszam, to Nathan, miałam dać mu znać, jak dolecę - powiedziałam do Michała. Przesunęłam palcem po ekranie, żeby odebrać. - Hej, zapomniałam do ciebie napisać, tak więc melduję, że doleciałam.
- Tak, wiem. Podobnie jak kilka serwisów plotkarskich. Ktoś cię rozpoznał i zrobił zdjęcie, jak witałaś się z Michałem. Pomyślałem, że powinnaś wiedzieć.
Wywróciłam oczami. Nie mogłam w to uwierzyć. Przeleciałam pół Europy, to nawet w Polsce mnie znaleźli.
- Zaczęły się już na mnie hejty, czy jeszcze jest spokój?
- Żadnych hejtów nie będzie. Zaraz napiszę tweeta.
- Zobaczymy... - mruknęłam. - A właśnie, kiedy mam powrotny samolot?
- Dwudziestego piątego, za 6 dni. Jules, muszę kończyć, mamy zaraz wywiad, a Max i Jay śpią jeszcze zalani.
- Powodzenia - uśmiechnęłam się, chociaż Nathan nie mógł tego zobaczyć.
Odłożyłam telefon do torby, ale od razu go wyciągnęłam i weszłam na twittera. Nathan już zdążył napisać tweet.
Przykre, że ludzie nie znają czegoś takiego, jak przyjaźń damsko-męska. Chłopak z lotniska to przyjaciel Jules! Przestanę obserwować każdego, kto napisze coś złego na temat Jul.
- Co tam w wielkim świecie? - spytał Michał.
- Ktoś zrobił nam zdjęcie na lotnisku i już afera, bo Nathana nie ma, a Jules charcuje - machnęłam na to ręką.
- Jules? Od kiedy jesteś Jules?
- Odkąd przyjechałam do Londynu. Jack zaczął tak do mnie mówić, potem zaczęłam się tak przedstawiać, potem Nath powiedział, że jestem Jules i tak zostało.
Michał pokiwał głową.
- No dobra, ale ta cała afera teraz to o co?
- Ktoś zrobił nam zdjęcie na lotnisku, jak się witaliśmy. Przytulaliśmy się, a takie zdjęcie to wystarczający powód na tytuł "Nathan Sykes zdradzany przez dziewczynę!" - nakreśliłam tytuł w powietrzu.
- Nie męczy cię to? - spytał.
- Dla bycia z Nathanem jestem w stanie znieść parę plotek.
- Co ta miłość robi z ludźmi - wywrócił oczami Michał.

Siedzieliśmy tam jeszcze chwilę, potem pojechaliśmy do domu. Byłam bardzo zmęczona, więc tylko przywitałam się z mamą, powiedziałam, co się stało i poszłam spać.
Następnego dnia pojechałam z mamą do marketu po zakupy.
- Julka? - słyszałam za sobą, kiedy stałam z mamą przy owocach.
Odwróciłam się i zobaczyłam koleżankę z liceum.
- Magda! Jak dawno cię nie widziałam! - przytuliłam się z nią.
- No więc, o co chodzi z Nathanem?  To serio?
Wywróciłam oczami.
- Tak. To w zasadzie długa historia... - naprawdę nie chciałam o tym z nią rozmawiać. Lubię ją, ale ma za długi język.
- To może spotkamy się wieczorem? Pójdziemy na kawę czy coś, a potem możemy iść do klubu, jest karaoke - uśmiechnęła się. Nie wiem, czy ostatnia informacja miała mnie zachęcić...
- Na kawę pewnie, ale potem...
- Oj idź się pobaw - wtrąciła mama. - Spędź trochę czasu że starymi znajomymi, kiedy masz okazję.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
- No dobra - powiedziałam do Magdy. - O dziewiętnastej tam gdzie zawsze.
Odeszłam z mamą.
- Co ci jest? Jeszcze pół roku temu włos ci się jeżył na głowie na samą myśl, że mam iść do klubu - powiedziałam.
- Ale to było dawno. Dorosłaś, mieszkasz w Londynie, masz chłopaka, którego zna cały świat. Jesteś dorosła - wzruszyła ramionami.
Co jak co, ale takiego czegoś nigdy bym się nie spodziewała po mamie...


Znowu jakiś krótki, ale nie można mieć wszystkiego, jak się chce dwa jednego dnia to się trzeba zadowolić krótkimi :P i nudnymi. ..

19. Personal Soldier.

Szłam powoli przez lotnisko. Nagle podbiegła do mnie jakaś dziewczynka, na oko 12 lat.
- Przepraszam, ty jesteś Jules, prawda? - spytała.
Rozejrzałam się zdziwiona, czy na pewno mówi do mnie.
- Taaak - odpowiedziałam niepewnie. - Nie chcę być niegrzeczna,  ale czy ja cię znam? - spytałam naujprzejmiej jak umiałam.
- Nie. Ale jestem fanką The Wanted i ty jesteś Jules i jesteś dziewczyną Nathana i jesteś bardzo ładna - powiedziała dziewczynka.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. - Więc jesteś w TWFanmily?
Mała pokiwała głową.
- Więc już się znamy - wyciągnęłam do niej rękę. - Jules, miło mi.
- Jestem Amy - mała uśmiechnęła się.
- Miło mi. Ale powiedz mi, co robisz tutaj sama?
- Nie jestem sama, przyjechałam z siostrą, ale poszła do toalety.
Nagle usłyszałam za sobą krzyk.
- Amy! Wszędzie Cię szukam! - dziewczyna na oko w moim wieku podbiegła do nas. - Miałaś czekać przed drzwiami!
- Ale... Jules... - mała Amy niepewnie na mnie spojrzała.
Jej siostra zwróciła się do mnie:
- Przepraszam za nią, mówiłam, żeby nie zawracała ci głowy.
- Nic nie szkodzi. Więc, Amy - spojrzałam na małą. - Co ty i twoja siostra tu robicie?
- No bo dowiedziałyśmy się, że The Wanted wylatują z tego lotniska. I chciałam przyjechać i poprosić o autograf, ale się spóźniłam - Amy posmutniała.
- Wiesz co? Taka ładna dziewczynka jak ty nie powinna się smucić. Dlatego, w dniu, w którym The Wanted wrócą do Londynu, czekaj na mnie dokładnie w tym miejscu, koło kawiarni, a obiecuję ci, że dostaniesz autografy od całej piątki. Zgoda?
Dziewczynka pokiwała z entuzjazmem głową.
- Nie chcemy robić kłopotu - powiedziała siostra.
- To żaden kłopot... - urwałam, bo zastanawiałam się, czy nie powiedziała, jak ma na imię, czy mi umknęło.
- Annabeth.
- Jules, miło mi - uścisnęłam z nią rękę. - I, jak mówiłam, to żaden kłopot, Fanmily musi sobie pomagać - uśmiechnęłam się. - Teraz, jeśli wybaczycie,  muszę już iść.
- Julie, mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie? - spytała Amy.
Zamurowało mnie lekko.
- Yyyy... To znaczy tak.
Annabeth zrobiła nam zdjęcie, pożegnałyśmy się i poszłam do samochodu z poczuciem, że zrobiłam coś dobrego. Moje rozmyślania przerwał kierowca busa The Wanted idący w moim kierunku.
- Pani Jules - powiedział na mój widok.
- Na Boga, Stuart, bez obrazy, ale mógłbyś być moim ojcem, nie mów do mnie przez pani - wywróciłam oczami.
- Dziennikarze - odpowiedział krótko. - Czekają koło auta.
- Cholera... Czego oni ode mnie chcą? The Wanted pojechało w trasę, czego tu szukają.
- Myślę, że chcą wyciągnąć od pani.... - skarciłam go wzrokiem. - Od ciebie informacje na temat tego, czemu pan Sykes uderzył tego z One Direction.
Westchnęłam głęboko. Myśl, Jules, myśl.
- To może... Idź, odpal auto, pojedź jak najbliżej wejścia?
- Myślę, że lepiej będzie, jeśli przeprowadzę cię do auta...
Pomyślałam chwilę. Miał rację. Widziałam już dość, nieraz dostaliśmy się z Nathanem do auta tylko dlatego, że Kevin nas prowadził.
- Dobra, chodźmy.
Wyszliśmy z budynku lotniska, dziennikarze rzucili się na nas jak na świeże mięso.
- O co Nathan pobił się z Louisem?
- Czy to ty byłaś powodem bójki?
Jak zawsze przekrzykiwali się jeden przez drugiego, Stuart szedł z mojej prawej strony i torował mi drogę do auta. W końcu dotarliśmy do pojazdu, Stuart odpalił silnik i odjechaliśmy. Skuliłam się w fotelu. Było mi ciężko. Nawet bardzo. Zawsze w takich chwilach miałam koło siebie Natha, który trzymał mnie za rękę...
Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Nathan. Jeszcze nie był w samolocie, ale to nie możliwe, żeby widział, co działo się przed sekundą.
- Tak? - odebrałam słabo telefon.
- Jules, muszę szybko mówić, bo muszę wchodzić do samolotu. Zamieszanie z Tomlinsonem obudziło małą falę hejtów,  ale pamiętaj, nie bierz tego do siebie - powiedział szybko.
- Wiesz, jak to mówią: haters gonna hate - powiedziałam słabo.
- Mała, wszystko dobrze? - spytał.
- Tak, tylko wiesz... Trzy tygodnie - nie chciałam go denerwować dziennikarzami przed lotniskiem.
- Damy radę. Kocham cię.
- Ja ciebie też - oczy mi się zaszkliły.
- Muszę kończyć,  odezwę się, jak będę na miejscu. Pa - rozłączył się.
Nie rycz, Jules. Twardym trzeba być.
Weszłam na twittera. Faktycznie. Ludzie pisali, że to moja wina, że Nathan i Louis się pobili, a nawet że to przeze mnie jest wojna miedzy The Wanted i One Direction. Prychnęłam pod nosem.
#HatingWontDoIt, dzieciaki.
Wyślij. Poszło.
Dzisiaj już nie będę wchodziła na tt.  Jutro do internetu wejdą zdjęcia z przylotu chłopaków do LA i wszystko ucichnie.

***
- Na Boga, Jules wyłącz już ten flightradar - przysięgam, że Eva miała ochotę mnie zabić.
- Ale, kiedy ja muszę.
Odkąd wróciłam do pubu przed południem umyłam wszystkie możliwe szklanki, kufle, filiżanki. Pokoiłam wszystko, co było do pokrojenia. Umyłam podłogę. Zrobiłam porządek na zapleczu. Po prostu mnie nosiło.
- Daj już spokój - Eva (w końcu łaskawie pozwoliła używać mi jej imienia) zatrzasnęła mojego laptopa. - Doleci to pewnie zadzwoni, zanim jeszcze wyjdzie z samolotu. A twoje gapienie się w radar nic nie da.
- Masz rację - westchnęłam i naszła mnie myśl, jak zająć sobie czas. - Eva, to co tam z tobą i Jayem?
- Ale o co ci chodzi?
- Umówiliście się!
- Tylko hipotetycznie.  Takie wiesz "może kiedyś" - wzruszyła ramionami.
- No przyznaj, że go lubisz - trąciłam ją łokciem.
- No dobra, lubię i co...
- On też cię lubi. Tylko nie wiesz tego ode mnie - uniosłam ręce w obronnym geście.
Do pubu weszło na raz z 10 typa.
- Jack, czy dzisiaj jest jakiś mecz? - krzyknęłam do kuchni.
- Tak. Na twoje i Candy nieszczęście, bo Liz i Dave mają wolne - odkrzyknął.
- Co?! Znowu dał im wolne w dniu meczu! ? - Eva ciut się wkurzyła.

Koło jedenastej, kiedy jak zawsze w czasie meczu nie wyrabiałyśmy, zadzwonił mój telefon.
- Eva, to Nathan - spojrzałam na nią błagalnie.
- No idź, odbierz - machnęła na mnie ręką.
Wbiegłam do zaplecza i idąc na górę odebrałam.
- Tak?
- To ja. Dolecieliśmy już. Jest strasznie gorąco, jestem zmęczony i tęsknię za tobą.
- Jest mecz, Liz i Dave'a nie ma, nie wyrabiamy i tęsknię za tobą - odpowiedziałam
Cisza w słuchawce.
- Nathan? Wszystko gra? - spytałam.
- Co się działo na lotnisku? - wysyczał.
O nie, jak tak szybko się dowiedział...
- To tylko paru dziennikarzy - próbowałam brzmieć beztrosko.
- Paru?! Gdyby nie Stuart nie dostałabyś się do samochodu, obeszli cię z każdej strony.
- Po prost liczyli, że kiedy będę sama, coś wyciągną ode mnie na temat tej bójki. Jutro pewnie nikt o niczym nie będzie pamiętał i będę miała spokój.
- Ty nie wiesz, jacy oni potrafią być. Okropni. Dlatego tak brzmiałaś, gdy zadzwoniłem jeszcze w Londynie. Byłaś w aucie i przeszłaś przez to. - słyszałam, jak Nath robi się coraz bardziej wkurzony. - Wsiadam do samolotu, myślę, że wszystko jest dobrze, a tu w LA na lotnisku widzę materiał, jak ledwie przeciskasz się przez tłum paparazzi.
- Nathan, to nic takiego - próbowałam go uspokoić.
- Dostaniesz ochronę - powiedział stanowczo.
- Co?! Chyba śmieszny jesteś. Nie będę chodziła ochroniarzem jak jakaś pseudogwiazdka.
- Albo ochrona albo jedziesz do Polski.
Miarka się przebrała.
- Czy ty mi stawiasz warunki?!
- Martwię się o ciebie. Nie znasz tego świata, będą za tobą łazić, dopóki czegoś nie wyciągną - powiedział skruszony.
- A w czym ma mi pomóc ochrona? Albo wyjazd do Polski?
- Ochrona może ich trochę odstraszyć. Nic nie działa lepiej niż 2-metrowy facet. A w Polsce nie jesteśmy aż tak popularni, poza tym nikt nie wie, gdzie mieszkasz.
Westchnęłam.
- No dobra - powiedziałam zrezygnowana. - Mogę pojechać do Polski. Ale maksymalnie na tydzień.
- Tyle powinno starczyć, żeby sytuacja się uspokoiła. Powiem Martinowi,  żeby kupił bilet, kartę pokładową wyślę ci mailem.
- Ale! To ma być możliwie najtańszy bilet i do Wrocławia.
- Dobrze. Muszę kończyć. Kocham cię.
- Wiem. Ja ciebie też.
Nathan rozłączył się.
Zeszłam na dół i poszłam do kuchni.
- Jack, bo jest taka sprawa... Jadę do Polski.




Krótki jest, no nie?
Ale tak mnie wena naszła,  żeby przerwać w tym momencie. Jak znam zycie, to złym na przerywanie rozdziału :P
Dedukuję go wszystkim komentującym :)
Czytajcie, cieszcie się i komentujcie.
Aha, znalazłam filmik (a raczej jego fragment, na którym The Wantes i One Direction normalnie się zachowują, siedzą w jednym tourbusie i obchodzą się bez jakiś chlamydii i innych: 
https://www.youtube.com/watch?v=TETm-e9zxpI&feature=youtube_gdata_player
Nie żeby mi tam jakoś zależało na ich wzajemnych stosunkach, tak tylko myślę, jakby to było gdyby do dzisiaj tak zostało.

piątek, 14 grudnia 2012

18. Time to say "Goodbye".

Spod Geffen Records pojechaliśmy do pubu.
- Nie wiem jak wy, ale ja muszę napić się piwa - Jay pierwszy wyszedł z auta.
Spojrzeliśmy na siebie z Maxem porozumiewawczo. Piwa, ach tak...
- Wiecie co - odezwałam się. - Wszystkim należy się piwo, herbata, kawa, cola, czy co tam chcecie. Chodźcie.
Wyszliśmy z auta, Jack zaraz wyszedł z kuchni. Jay już siedział przy barze i gadał z Candy.
- O proszę, proszę kogo my tu mamy - uścisnął rękę z Kevinem i Martinem.
- Jack, daj im cokolwiek chcą, ja muszę iść... - urwałam, bo w telewizji zaczął się program.
Na dzisiejszej konferencji Nathan Sykes i Louis Tomlinson przyznali, że to Nathan rozpoczął bójkę, jednakże to Louis go do tego sprowokował. Obydwaj wyrazili skruchę i przyznali, że żałują całej sytuacji. Po wydaniu krótkiego oświadczenia, ani One Direction, ani The Wanted ani ich managerowie nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami.
- Ile można oglądać to badziewie - przełączyłam na BBC. - O proszę, nawet nie wiecie, co się w świecie dzieje. Macie, powódź w... - urwałam widząc nazwę kraju, której na pewno nie uczą na lekcjach geografii. - W gdzieśtam.
Poszłam na górę spakować ciuchy na jutro. Ile razy można wracać rano w tych samych ciuchach? Po chwli wróciłam na dół, wzięłam colę i usiadłam koło Nathana. Wszyscy dokończyli swoje napoje i zdecydowaliśmy, że czas się zbierać.
- Jack.. Bo ja.. - zaczęłam.
- Idź, już idź, teraz będziesz miała trzy tygodnie, żeby się wypracować - machnął na mnie ręką.
- Dzięki - zaśmiałam się.
Chwyciłam torbę i usłyszałam, jak Jay gada z Candy.
- Słuchaj, może, jak już wrócimy ze Stanów, chciałabyś wyskoczyć na jakąś kawę czy coś? - spytał niby od niechcenia, ale ja widziałam, jak noga mu latała.
- Jasne - odpowiedziała Candy też niby od niechcenia.
- Jay, idziesz? - zawołałam.
- Tak, tak - odpowiedział. - To na razie - zwrócił się do Candy.
- Do zobaczenia - odpowiedziała z uśmiechem Eva (koniec, będę mówić, jak mi się będzie podobać).
Jay wyszedł, a ja uśmiechnęłam się porozumiewawczo do niej.
Wsiedliśmy do vana, po drodze odwieźliśmy Nareeshę i Kelsey do ich mieszkań. One jechały do Ameryki z zespołem, też musiały się spakować. Po chwili byliśmy pod domem The Wanted. Poszłam z Nathanem do jego pokoju, na środku stała wielka walizka.
- No, widzę, że pakowanie nieźle ci idzie - powiedziałam, widząc, że jest pusta.
- Taaa, to zdecydowanie nie jest moją najmocnejszą stroną - ruszył do szafy i zaczął wrzucać ciuchy do walizki.
- Czy ty jesteś normalny? - spytałam, widząc, co robi. - Przecież jak dolecisz na miesjce, to te ciuchy będą wyglądały jak psu z gardła wyjęte.
Wyrzuciłam wszystko na podłogę.
- Patrz, jak to się robi - wzięłam jedną koszulkę i zaczęłam składać. Szczerze, to mi też do mistrza pakowania daleko, ale udawałam, że wiem, co robię.
- Ty chyba nie zamierzasz brać ze sobą tych wszystkich czapek? - spytałam, kiedy zobaczyłam, że trzyma ich w rękach całą stertę.
- Zamierzam - odparł śmiertelnie poważnie.
- Nathan, ty się tam nie wyprowadzasz, tylko jedziesz na niecałe trzy tygodnie. Poza tym mamy lato, więc raczej temperatura nie będzie zbyt przyjemna do noszenia czapek.
- Kiedy ja się nie mogę zdecydować - zrobił minę zbitego psa.
- Trzy ci wystarczą.
- Pięć to minimum.
- Rób, co chcesz - machnęłam ręką i położyłam się na łóżku.
Leżałam i patrzyłam, jak się pakuje.
- Masz więcej par butów ode mnie - powiedziałam, kiedy pakował którąś z kolei parę. - Poza tym nie ma szans, żebyś domknął tą walizkę.
- To patrz - zamknął walizkę, usiadł na niej i zaczął siłować się z zamkiem. Bezskutecznie.
- 8 par spodni nie jest ci potrzebne.
- Jules, to są trzy tygodnie.
- Słyszałeś o czymś takim, jak pralnia?
Westchnął.
- Dobra, wygrałaś - przestał siłować się z zamkiem. - Zrób to po swojemu.
Otworzyłam walizkę,  wyrzuciłam z niej kilka rzeczy i zamknęła się bez problemu.
- Voila. Jak ty się pakowałeś wcześniej, to ja nie wiem - pokręciłam głową.
- No wiesz... Jest Nareesha i Kelsey - mruknął.
- Żartujesz sobie? - spytałam i stałam z buzią rodziawioną jak debil.  - Dziewczyny przyjaciół pomagały ci się pakować?
- Nie zawsze. Na początku Jayne.
Facepalm.
- BabyNath.. - wymamrotałam.
- Nie mów tak - pogroził mi palcem.
- BabyNath, BabyNath, BabyNath! - pokazałam mu język.
- Osz ty... - rzucił się w moim kierunku, a ja wybiegłam z pokoju.
- BabyNath, BabyNath, BabyNath, baby! - darłam się zbiegając po schodach.
Wbiegłam do salonu, Nathan ułamek sekundy za mną.
- BabyNath nie potrafi się spakować! - biegałam wokół salonu.
Nathan złapał poduszkę i cisnął nią w moim kierunku.
- Pudło! - uchyliłam się.
Nathan złapał mnie i rzucił na ziemię. Usiadł na mnie i zaczął łaskotać.
- Nathan, przestań! - krzyczałam przez śmiech.
- Ani myślę - dalej mnie łaskotał.
- Ej! - krzyknął Max.
- Co? - Nathan zamarł w bezruchu.
- Uciszcie się, oglądam mecz.
- Mecz się ogląda a nie słucha - powiedziałam.
- Nie bądź taka mądra - rzucił we mnie poduszką. - Poza tym nie wiem, czemu śmiejesz się i krzyczysz "BabyNath", skoro sama jesteś BabyJules.
- Co?!
- Właśnie to, na twitterze nie byłaś? -odezwał się Tom. - I nazwali was Nathles.
- Co?! - powtórzyłam.
- No normalnie - Parker wywrócił oczami. - Ja i Kelsey to Tomsey, Siva i Nareesha to Siveesha, Max i Michelle byli Maxchelle,  a wy jesteście Nathles.
- Dziwnie brzmi - stwierdziłam.
- Bo wszyscy wiedzą, że wszystko najlepiej komponuje się z Max - zażartował George.
- To już chyba zadowolę się Nathem. Tak poza tym - zwróciłam się do Sykesa. - mógłbyś ze mnie zejść? Dziękuję.
Nathan usiadł obok mnie na podłodze.
- Zjadłbym coś - powiedział.
- No ja też - odpowiedziałam.
Nathan wstał, podniósł mnie i ruszyliśmy do kuchni.
- Bejbusie! - krzyknął za nami Tom. - A może byście...
- Nie! - krzyknęliśmy równocześnie.

***
Rano musieliśmy wstać o siódmej, żeby zespół wyrobił się na samolot. I tak było ciężko, łazienek było za mało jak na osiem osób (Kelsey i Nareesha też spały w domu The Wanted). Z trudem w końcu wyszliśmy z domu, pokonaliśmy poranne korki i dotarliśmy na lotnisko. Nie odstępowałam Nathana na krok. Trzy tygodnie... Nie chciałam nawet myśleć, jak to wytrzymam. W końcu po lotnisku rozległo się wezwanie, że pasażerowie samolotu do Los Angeles mają zgłosić się do odprawy paszportowej.
- To już? - jęknęłam.
- Niestety - Nathan złapał mnie za ręce.
Cały zespół poszedł ustawić się w kolejce, zostaliśmy tylko my.
- Będę tęsknić - wyszeptałam.
- Ja też - pogłaskał mnie po policzku. - Zadzwoniłbym zaraz po wylądowaniu, ale w Londynie będzie środek nocy.
- To nic, masz zadzwonić - powiedziałam stanowczo.
- Dobra - zaśmiałam się.
Spojrzał mi głęboko w oczy, pogłaskał po policzku i zaczął całować.
- Nathan! - krzyknął Max po chwili.
- No zaraz! - odkrzyknął Nath i znowu wpił się w moje wargi.
Poczułam, jak jedną ręką wyciąga coś z kieszeni. Szybko zrobił nam zdjęcie telefonem.
- Kocham Cię - powiedziałam.
- Ja Ciebie też - odpowiedział i pocałował mnie ostatni raz, po czym poszedł do odprawy.
Stałam tam przez chwilę i wróciłam do auta, którym miałam zostać odwieziona do pubu.


Dobra, macie nowy, chyba krótszy niż poprzedni.
W następnych kilku wprawdzie Jules usychać będzie z tęsknoty, ale postaram się nie robić żadnych zmuł :)
Skończyło się głosowanie do People Choice Awards,  teraz zostaje nam tylko czekać do któregośtam stycznia, chociaż dla mnie już wygraliśmy. I The Wanted i cała TWFanmily. Zagłosowaliśmy ponad 40 milionów razy, pokazaliśmy jaką mamy siłę i jestem pewna, że w przyszłym roku będziemy nominowani jako najlepszy fandom:)
Skończyłam moje wywody, czytajcie i komentujcie :)